aramisy prowadzi tutaj blog rowerowy

szermierze-na-rowerze

(Iście) Piekielny Szlak

  • DST 85.00km
  • Sprzęt The Darkness
  • Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 11 czerwca 2020 | dodano: 12.06.2020

Nazwa na mapie "Szlak piekielny" oznacza, że na pewno prędzej czy później się tam pojawimy.
Dla niekumatych piekłem często nazywane są grupy leśny głazów. Zwykle zostawił je tu Czort, wiecie niósł je przez las aby zniszczyć jaką wieś, ale kur... zapiał i zaczęło świtać.

- Siema Diablo, widzę że znowu tachasz jakiś kamerdolec. Byłoby szkoda, gdybym zapiał i zaczęło świtać, prawda? - Kur VI Złośliwy

No ale wracając do tematu, ubrani w nasze nowe koszulki Santa Cruz'a ruszmy w województwo SantaCruz'kie (przypadek? nie sądzę! :D :D :D) aby przejechać Lasy Suchedniowskie i ich Piekielny Szlak. Wpadniemy też z wizytą do Bartka oraz posiedzimy na(?) Altanie czyli najwyższym punkcie województwa mazowieckiego - a co!? takie granice można przekraczać :)
W teren ruszamy silną ekipą, bo wraz z Kamilą, Filipem i Lenonem, acz nie obędzie się jednak bez strat po drodze. Tak bywa gdy rzuca się wyzwanie samemu Diabłu..

W planie było nabić grubo ponad 100 km, ale teren zweryfikował nasze plany. Jak część z Was wie, nie poruszamy się tylko leśnymi autostradami (którymi zwykle wiodą szlaki rowerowe), ale lubimy szlaki piesze i ścieżki dydaktyczne - tak aby poznać teren dogłębnie. Okazało się, że szlaki są tutaj dzikie... naprawdę dzikie. Zaskoczyły nas brakiem przejezdności, błotem, wiatrołomami. Powiem Wam tak: na powrocie fragment, który przejechaliśmy w około 30 min, szlakami pieszymi (i bez nich...) robiliśmy 4 godziny. Nie oznacza to, że nie bawiliśmy się dobrze. Wręcz przeciwnie (no może nie wszyscy są takiego zdania...), niemniej klimat zrobił się mocno Jaszczurowy.
Najpierw zielony szlak przez bagna i tekst wycieczki "jeszcze jakieś 600 metrów". Mówiłeś to cztery "600 metrów" temu !!! :D   
Potem droga w budowie i niesamowite błoto (jak nigdy to *ja* stałem na stanowisku aby objechać ten fragment inną drogą, ale jako że zwykle jestem z tych co krzyczą "ani kroku wstecz!" i to  nawet jak brodzimy po kolana w bagnie, to nie jestem traktowany jako głos rozsądku. Zostałem przegłosowany i ruszyliśmy drogą, która była najkrótszą pod kątem odległości... i naprawdę długą pod kątem czasu... (prawie) wprost do Bramy Piekielnej
Potem sam "Piekielny", a tam to nawet więcej bagien i wiatrołomów... później podjazdy i to mocniejsze niż się tego spodziewaliśmy oraz przepiękny (serio), ale cholernie trudny niebieski szlak przez kolejne bagna: fantastyczne zielone mchy, pod którymi chlupało aż miło. Na koniec dnia kolejne, prześliczne "Piekło" z wielkich głazów i powrót w deszczu, bo wraz ze zmierzchem przyszedł i opad. Przy aucie byliśmy o 22:30 (z Zagnańska do Krakowa jest jakieś 2 godziny drogi), a wstępnie zakładaliśmy powrót do Krakowa na 20:00.
Coś chyba nie pykło :D 
Dlatego też Kamila i Filip musieli opuścić nas w połowie wycieczki. To właśnie Oni musieli wcześniej wracać i mimo, że przez Bramy Piekielne przeszliśmy w piątkę, to do samego serca Piekła dotarliśmy już tylko w trzy osoby.

Z wizytą u Bartka :)

W drogę :)

Kapliczka będąca jednocześnie budką dla ptaków - rewelacja :D

Jeszcze jest przejezdnie :)

"This is where the fun begins" cytując pewnego Mistrza (Jedi)

Trochę tu zarosło :)

Prawdziwy zielony szlak, czyli jak zawsze na "zielonych" --> Susza w całym kraju, ale na zielonym utonęły dzisiaj już 3 osoby :D 

Jest i PIEKIELNY !!!

Droga w budowie - mówiłem, aby tędy nie jechać... na zdjęciu wygląda w miarę, ale to wszystko było LEPKIE i to tak "w piździec" centisztoksów !!!

Narzekałem na lepką drogę, prawda? Już nie będę...

Tak, to nadal na szlaku :)

Szkodnik na Bramie Piekielnej. Szkodniku, ten sprzęt trochę kosztował... nie chciałbym się jednak nad tym rozwodzić, więc go nie upuść !!!

Jak to pisał Dante:
"Na odrzwiach bramy ten się napis czyta
O treści memu duchowi kryjomej..." 

a napis ten brzmi POMNIK PRZYRODY :)


Kilka godzin później: Altana - czyli najwyższe wzniesienie województwa mazowieckiego :)

Po mazowieckim szczytowaniu lecimy dalej :D

Chlupiący mech na niebieskim - jedno z bardziej urokliwych bagien :)

Dowód na to, że to nadal szlak, a nie wariant z dupy :D

Czasem nie trzeba było przedzierać się wpław... czasem :)

Szkodnik goes to Hell :)

Klimatyczna miejscówka :)

Piekielnie dobre podpychy :D

W powrotnym pędzie - zdarzały się dobre drogi... w deszczu :)

Czerwony nadal nie chce współpracować :)

Zadowoleni i szczęśliwi... że to już koniec :D





komentarze
Nie ma jeszcze komentarzy. Komentuj

Imię: Zaloguj się · Zarejestruj się!

Wpisz cztery pierwsze znaki ze słowa niewy
Można używać znaczników: [b][/b] i [url=][/url]