aramisy prowadzi tutaj blog rowerowy

szermierze-na-rowerze

Wpisy archiwalne w miesiącu

Maj, 2024

Dystans całkowity:484.00 km (w terenie 0.00 km; 0.00%)
Czas w ruchu:b.d.
Średnia prędkość:b.d.
Liczba aktywności:4
Średnio na aktywność:121.00 km
Więcej statystyk

Z Piekła do Nieba - SZLAK PIEKIELNY

  • DST 282.00km
  • Sprzęt The Darkness
  • Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 30 maja 2024 | dodano: 01.06.2024

"To moja droga z piekła do piekła, w dół na złamanie karku gnam, nikt mnie nie trzyma, nikt nie prześwietla, nie zrywa mostów, nie stawia bram..." (całość TUTAJ) - choć w sumie to tak, nie do końca, bo BRAMA PIEKIELNA na szlaku się znajdzie. Co więcej otworzy ona dla nas swoje wrota (jakbyś ktoś się zastanawiał, gdzie się ona znajduje to TUTAJ, w Świętokrzyskiem, no bo gdzie :P). No ale po kolei - oto krótka opowieść o naszej drodze z PIEKŁA do NIEBA, która zabierze nam 31 godzin i kosztować nas będzie 282 km...

Chyba sam Rogaty mieszał przy pomiarach, bo raz piszą że szlak ma 225 km, potem że 243 km (gruby błąd pomiaru...), a nam wyjdzie łącznie 282 km. 
Acz, aby być szczerym, nasz wynik jest liczony z "dojazdówką" od i do auta, a także z lokalnymi zboczeniami z traktu.. no ale wiecie, wieże widokowe i szczyty pagórów tuż przy szlaku... więc GRZECHEM BYŁOBY NIE ZBOCZYĆ :P

"Umarł i pogrzebion, zstąpił do piekieł..."


Ile jest z PIEKŁA do NIEBA?
Pytacie "życiowo"? To powiem, że bywa bardzo daleko, ale jako że istnieje efekt relatywistyczny, to w drugą stronę bywa już tylko krok :P
Według nawigacji GPS to jest to jakieś 1,6 km, tyle że lekko pod górkę. Natomiast ktoś naprawdę przykombinował z mapą, bo w jego wariancie wyszło Mu około 240 km, czyli optymalizacja marszruty level ekspert :D
Co więcej, nie będzie to lekko pod górkę, ale prawie 2000 m przewyższenia na całej długości trasy i to przez tereny aż 3 województw: świętokrzyskiego, mazowieckiego i łódzkiego.
Szlak ten znamy był nam dobrze, ale fragmentarycznie: to ten kawałek przy okazji jakieś wycieczki, a to ten fragment w trakcie jakiegoś rajdu. Natomiast od dawna nastawialiśmy się na to, aby machnąć go całego za jednym zamachem. W naszym standardzie czyli tak jak my to nazywamy "stylem alpejskim" - plecak i dzida przez las. Bez noclegu po drodze, chyba że liczycie jakąś przydrożną wiatę i 2h snu... może też być przystanek autobusowy. To jest niesamowite, bo pijany nigdy nie byłem, ale na jakimś przystanku autobusowym spałem już kilkanaście razy... hipsterstwo nowy poziom, nie? Menelstwo bez alkoholu :D
Przejechanie tego szlaku w Boże Ciało 2024 i dni przyległe to był jednak trochę spontan, bo planowaliśmy góry i to też w trybie ostrej, srogiej wyrypy. No co? Święto, wolne, więc trzeba się styrać, upodlić i sponiewierać. Góry jednak zaczęły odpływać... dosłownie, bo zrobiła się masakra z prognozami pogody... alert RCB napierał, że:
"...już mnie ta burza denerwuje, miały być grady, miały być deszcze, stacja meteo dezinformuje jak na dwór mam ubrać się. Prognozę pogody oglądam do nocy, może powiedzą prawdę nareszcie... potem zasypiam zawinięty w kocyk i wcale nie wychodzę, tylko śpię".
No właśnie, wszędzie alerty, a prognozy to zmieniały się co 3 godziny. Najpierw, że coś popada, potem że jednak leje, w kolejnym kroku to już miało napierać srogo... No, to trzeba chyba przeplanować wyprawę, a tu prognoza: "eee, bez przesady, będzie nawet spoko". No to zaczynamy się pakować na nowo, a tu prognoza "wiecie co... będzie jednak napierdalać i to srogo".
NOSZ K**** zdecydujcie się... czuję się jak John McClane w "Szklanej Pułapce 2", który biega między pasami startowymi, a "Ci źli" ciągle zmieniają miejsce lądowania samolotu z generałem Esperanzą. "W pale się nie mieści, dwa miesiące przygotowań, a..." (całej sceny na YT nie znalazłem - zwłaszcza tego fragmentu z bieganiem - ale tekst z planowaniem już jest i znajdziecie go TUTAJ)
Aha, jeszcze jedno. Nie napiszę Wam, co to za górska wyrypa miała być, co by jeszcze bardziej z nią nie zapeszyć... To już 3-ci rok jak ją planujemy i zawsze coś wypada. Jak nie pandemia, to kolano... (dosłownie, czaicie bazę? Coś wypada...).
Niemniej, jak to mawiają w pewnym kręgach (mówię o kręgach tych TUTAJ) "SZATAN JEST ZAWSZE ALTERNATYWĄ", więc skoro w środkowej Polsce ma być ładnie, to ruszamy na PIEKIELNY SZLAK (tego linka się nie bójcie, znajdziecie po nim oficjalną stronę szlaku).

"To moja droga z piekła do piekła..." - jedno z pierwszych na naszym szlaku

Długa droga przed nami...

...wiele przeszkód na nas czeka

...nasza droga nie będzie usłana różami (chyba że będzie po to aby koła nam przebijać...). Niemniej, usłana różami to nie, ale wysypana piachem już tak :P


Moje obserwacje dotyczące Szlaku Piekielnego
Część południowa (w zasadzie cała od zachodnich rubieży po wschodnie zakamarki) super, po prostu super. Leci głęboko po lasach w okolicach Końskich, Suchedniowa czy Skarżyska i odwiedza bardzo ciekawe miejsca: skałki, bagna, rzeki, itp. Szlak jest poprowadzony tak, że nie wchodzi do centrów miejscowości - przez pierwsze 160 km minęliśmy 3 sklepy! Wszystkie zamknięte bo święto! Wiadomo, że jak wchodzi nad Zalew w Sielpi to tam mamy mega zaplecze turystyczne, no ale to jest wyjątek potwierdzający regułę. My jak zawsze - z wielkimi plecakami - więc nie cierpieliśmy deficytów, ale jakby ktoś chciał jechać na lekko... no to wyzwanie albo pije z kałuży. O ile taką znajdzie, bo piachy, piachy, piachy :P
Część północna czyli Paradyż:

Żarnów i ich okolice... no mam wrażenie, że szlak pociągnięty aż tam na siłę. Tak jakby się uparły te miejscowości aby o nie zahaczał. Trochę gonienie się po okolicznych wioskach, głównie po asfaltach, czasem przez pola, ale bez miejsc z efektem WOW. Z wyjątkiem Diablej Góry, no ale ją można podciągnąć jeszcze pod strefę "środkową" szlaku, a nie północną.
Trochę szkoda, bo czasem lepiej zrobić coś mniejszego niż żyłować na siłę, no ale cóż było zrobić - jak cały to cały, więc objechaliśmy cały.
Najgorszy fragment to puszczenie kawałka szlaku krajówką - zupełni niepotrzebnie moim zdaniem.
Podsumowując: południe, południowy wschód-zachód - dobre!!! Północ i jej okolice - ewidentnie odstają jakością od całości. Trochę szkoda.

Źródełko

Zakola rzeki Czarnej

Szlak dziczeje

Piekielna sielanka

Tak, tędy wiedzie szlak

"To moja droga z piekła do piekła..." - kolejne z piekieł przed nami

Skałki

Dwukolorowo - szlak w kolorze piekielnym oraz szlak w kolorze niebiańskim

Szlak dziczeje bardziej

Szlak czerwony, wariant czarny :D - widać to na drzewie :D

Ja mostkiem, ale Ty jedziesz tędy...

Leśne autostrady

Urokliwe zakątki szlaku

Ślady historii...

Domek na kurzej stopce :)

Przełaź! Szybko! Trzymam!

Aż mam ochotę wykrzyknać: „Vexilla Regis prodeunt inferni" ("nadciągają sztandary króla piekieł" - Dante, "Boska Komedia")

Wieczorne upalanie

Wciąż dalej i dalej...

Spotkanie wieczorową porą...

Rogaty na lewo :)

Noc w lesie :)

"Gdy trzaśnie bariera na moście...
...i runę w spienione fale rzeki,
rzucą się lekarze na oślep,
dusząc mnie w szponach swej opieki...
... ale ja umrę... i gdy stanę, tam gdzie zupełnie pusto...
...tylko Ona nakryje kocem moje łóżko"


Pora na trochę snu... złapać niecałe 3h drzemki i ruszamy dalej. "Piąta rano, różowieje już niebo na wschodzie" - zabawa dopiero się zaczyna, dzień drugi

Świt czyli "Hier kommt dir Sonne. Sie ist der hellest Stern von allen"

Nowy dzień, nowe kilometry

Artyście coś nie poszło... wygląda jakby ćwiczył CROSS-FIT. Spłonę w piekle za to, ale MACIE... kapitalna piosenka i teledysk :D

"To moja droga z piekła do piekła..." SZKUCJA :D

Nadal w drodze...

Bierzemy z biegu czy szukamy objazdu?

DIABLA !!!

Pomnik na Diablej

Znowu dziko :)

"Już miałem na oku hacjendę, piękną, mówię Wam..." :D

W poszukiwaniu (niesamowicie zarośniętego) Czarciego Kamienia - tak, to na szlaku, ale chyba nikt tędy nie chodzi :D

Piekielna wieża :D


"- Ścigają się z zachodem słońca (...) wszyscy staliśmy się szaleńcami Boga"(całość TUTAJ)
Jak nie znacie cytatu, to nadrabiajcie zaległości w klasyce - to najlepsza w historii ekranizacja "Draculi". Francis Ford i gwiazdorska obsada.
Centralnie czuję się jak w tej scenie: "ścigają się z zachodem słońca", a że w drodze do Nieba, to druga część cytatu też pasuje.
Końcówka dnia, przekroczyliśmy już 200 km, ale do Nieba został jeszcze kawałek drogi. Bardzo nam zależy aby dotrzeć tam przed zmrokiem, tak aby zrobić zdjęcie tabliczki w świetle słonecznym a nie świetle czołówki. Aby to się udało, musimy mocno przycisnąć... masakra. Czuć już w nogach dwa dni kręcenia non-stop, a tu aby zdążyć, trzeba się jeszcze mocniej przyłożyć. To nie ma większego sensu logicznego oczywiście, ale jak ktoś pyta: "po co tak gnacie", to i tak nie zrozumie odpowiedzi.
Po prostu trzeba było być w Niebie przed zmrokiem. To oczywiste! Przelotowo kosmiczna, na tyle ile pozwoli zmęczenie, ale nie hamujemy dla nikogo.
I uda się, 19:45 - jesteśmy w Niebie, na 20-30 min przed zachodem słońca!
Objechaliśmy PIEKIELNY SZLAK !!! Od Piekła do Nieba!
282 kilometry... mega wyrypa!
Jeszcze powrót do auta, pieczony kurczak nad Sielpią gdzie dyskoteka trwa do rana i powrót do domu. Niełatwy, ale jak utopicie sleepmonstera kofeiną to dacie radę :D

"Knock, knock, knocking on heaven's door..." (całość TUTAJ)


"Take my to your Heaven, hold on to your dream... won't you take me to your Heaven, to your heart?" (całość 
TUTAJ)
Powrót z Nieba do auta wiedzie ponownie przez Piekło. Czy to nie ironia... gnać 282 kilometry aby dostać się z Piekła do Nieba i potem w ciągu kilku minut znowu trafiamy do Piekła. I tak jak pisałem na początku: było z górki. Bez kitu... jak w życiu...
Długa i trudna jest droga "do", ale droga "z" jest dużo szybsza i prostsza... uważajcie zatem na siebie..

A skoro znowu trafiliśmy do Piekła to... tak na "do widzenia"... tak refleksja, przestroga, obserwacja?

"...życie tutaj to czasem piekło, nie wiem jak jest w Niebie.
Znowu czuję wielką wściekłość bo nie ma tu Ciebie...

...mam problem, generalnie mam ich sporo,
bo od dawna żyć spokojnie - to oksymoron (...)

...zdrowie mi siada, to trochę śmieszne
jak myślę ile lat powinien mieć przed sobą jeszcze

...i coraz częściej widzę strach stojąc przed lustrem
skaczę za marzeniami i spadam w pustkę
podobno jestem twardy jak skała, podobno...
podobno taka jedna mnie kochała
...nie chcę już ślepo wierzyć i ślepo ufać
uczę się jak przeżyć i co zrobić aby nie upaść"
(całość TUTAJ)


Kategoria SFA, Wycieczka

TROPICIEL 32

  • DST 65.00km
  • Sprzęt The Darkness
  • Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 26 maja 2024 | dodano: 23.12.2024

Z naszej wyprawy na Wzgórza Strzelińskie zjeżdżamy wprost do bazy Tropiciela, czyli lecimy naszym Aramisowym klasykiem - wycieczka za dnia, rajd nocą. Sen jest dla słabych :D Weekendy trzeba po prostu wykorzystywać w pełni, więc w zasadzie to już nasza tradycja, aby łączyć imprezy nocne z dziennymi. Jedynym parametrem, który trzeba uwzględnić to przejazd z jednego rajdu na drugi, no ale jako, że nasza minuta startowa na Tropicielu wypada około 20 minut po północy, to tym razem będzie to "na spokojnie".
Musimy tylko przebrać się w suchy zestaw ciuchów i w zasadzie jesteśmy gotowi ruszać w ciemność. No dobra, jeszcze łyk ELIKSIRU (sroga dawka kofeina czyli Szkodnik LEJ PO BOMBIE) zgodnie z poniższym:

"Po co nam stymulanty,
bojowe narkotyki,
ziołowe wynalazki, lokalnych ludów dzikich
mogą się iść z tym schować
i iść na limbę
i się tam wypałować
wolimy BIMBER

Wszędzie wokół anarchia
mutanty i bandyci
A czasem jakiś wariat za miotacz ognia chwyci
Ciągłe niebezpieczeństwo
i możesz skończyć marnie
To amok i szaleństwo, na trzeźwo nie ogarniasz

Jeźdźcy apokalips, wizja po trzeciej trąbie
dookoła RUINY i LEJ PO BOMBIE
A gdy kurz wreszcie opadł i straszą miasta-duchy
radioaktywny opad i wielkie karaluchy
wszędzie wspomniane wyżej, zgliszcza i ruiny
takie to smutne skutki, Szkodnik polewaj KOFEINY...
A skoro świat się skończył,
to chociaż się narąbię
Szkodnik, odkręcaj butelkę
i LEJ PO BOMBIE..."

(przecież to cały Tropiciel - radioaktywne artefakty? BYŁY - Tropiciel 20...ech nie zrobiłem wpisu... apokalipsa i trąby? - 
BYŁY, gaszenie ognia po wariacie z miotaczem - BYŁO !!!)
(Całość to lekka parafraza genialnej, po prostu genialnej piosenki w klimacie FALLOUT'a - znajdziecie ją TUTAJ)

Tak więc, wracając do relacji - bomba z kofeiny po ciężkim dniu na Wzgórzach Strzelińskich i meldujemy się na starcie... a tam "Orgi" zdradzają co nas dzisiaj czeka.
Na odprawie usłyszymy, że dwa punkty będą bardzo trudne - zarówno terenowo jak i nawigacyjnie. Ma być przygoda... będziemy kląć na czym świat stoi, będziemy ich przeklinać w rozpaczy, ale przygoda będzie i... nawet nas dojedzie. Brzmi jak każdy punkt JASZCZURA (na przykład TUTAJ), więc śmiem twierdzić, że jesteśmy zahartowani... niekoniecznie gotowi, ale na pewno zahartowani. To znaczy, wiecie... niedawno poszerzyłem swój słownik przekleństw i klątw, więc chyba spełnimy pokładane w nas oczekiwania. Jestem już na lekcji nr pięć i obecnie konstruujemy bluzgi wielokrotnie złożone, a ja nieustannie się dokształcam, poprzez różne wykłady:D :D :D Definitywnie jesteśmy zahartowani :)
Dostajemy mapy i planujemy nasz wariant. Postanawiamy zacząć od jednego z tych dwóch problematycznych punktów - czyli przyjmujemy strategię jak w "Czarnej Żmii": "Uderzymy w najbardziej ufortyfikowany fragment frontu, aby się przekonali, że NIE ŻARTUJEMY!"
Tak, ten plan jest bez wad - mapy na mapnik, odpalamy czołówki i światła na kierownicy i ruszamy w noc. Znacie już to uczucie (albo przynajmniej ten cytat - z innych moich relacji): "Światło wzywa, Mrok musi odpowiedzieć".

No wzywa, wzywa... mamy pełnię!!!


Strzeż się "L-ek", zwłaszcza w lesie :D
Wyjeżdżamy z miejscowości "bazowej" i kierujemy się na okoliczne łąki i otaczające je lasy. Znowu spędzimy noc w lesie - który to już raz... chyba wchodzi nam to już w krew, skuteczniej niż kleszcze i komary. No dobra, przekonajmy się czy ten trudniejszy "Punkt L" nawiąże walkę z zahartowaną rajdowo, acz trochę upośledzoną ekipą. Droga, którą widzicie na powyższym zdjęciu szybko przechodzi w łąkę... mimo, że na mapie dobry trakt biegnie sobie na całej długości lasu. W rzeczywistości jednak urywa się znienacka (a pamiętajcie, że jak atakowaliście Znienacka, to Znienacko bronił się jak Umiał, a Umiał to był dopiero zawodnik :P). Ładny początek... niczego innego nie oczekiwaliśmy.
Drogi zatem już nie ma, a trawa to jedna rosa - aż lśni w świetle czołówek... Do tego wszędzie mgły, mgły i jeszcze raz mgły... oj będzie mokro. Bardzo mokro. Na razie to nie punkt, ale buty i spodnie nie nawiążą walki... przemoczymy je w kilkanaście sekund. Co więcej, im głębiej "w łąkę" tym mgła gęstnieje i widoczność spada do kilku metrów. Nie będzie łatwo nawigować na przykład po kształcie lasu, bo drzewa po prostu toną w białym mleku. Według naszej mapy, oprócz tej głównej drogi (której nie ma...) powinno od niej odchodzić kilka różnych ścieżek/przecinek/traktów, ale w praktyce mamy (skąpane we mgle) łąki, łąki, łąki i rozrzucone (na nich) mniejsze lub większe zagajniki.
Nawigujemy właściwie tylko z kompasem. Azymut na róg lasu (którego z łąki nie widać) i przechodzimy 20-30 metrów, sprawdzenie azymutu, kolejne 20 metrów, sprawdzenie azymutów... widoczność na kilka metrów, więc ciężko jest "złapać tym azymutem" coś w terenie, aby się na to kierować. Poruszamy się zatem bardzo, bardzo pomału, bo co kilka kroków weryfikujemy kierunek. Jest róg lasu! Widzimy go dopiero gdy w zasadzie na niego wejdziemy... teraz kolejny azymut i znowu 20-30 metrów przez mgłę, weryfikacja azymuty, kolejny kawałek i znowu kompas... No bez kitu, nawigacja precyzyjna a jak było w Iraku (-ej czym się różni szkoła od bazy ISIS? - nie wiem, ja tylko steruję dronem)
Pomału, precyzyjnie ale bardzo się nam to opłaci. WCHODZIMY NA "L-kę" bezbłędnie! Ha! Super. Mamy czasem swoje momenty.
Niemniej, szczerze powiem: TAK, był trudny nawigacyjnie, zwłaszcza w tej mgle. Naprawdę trudny. Lubimy takie, ale zaowocowało nam tutaj doświadczenie z naszych chorych nawigacyjnych gier KrakINO. Bez niego to chyba do dziś chodzilibyśmy po tej mokrej łące :P
Być może jak ktoś "robił" ten lampion już o świcie, to wtedy nie był aż tak trudny. Niemniej w ciemności i we mgle, łapany z kilku azymutów (róg lasu, kolejna polana, następna ściana lasu, drugie jeziorko, itp) był naprawdę wyzwaniem. Strasznie nas cieszy, że wszedł nam tak bezbłędnie, ale zajął nam prawie godzinę - czyli był naprawdę trudny! Godzina i to bez błędów nawigacyjnych, to chyba samo w sobie potwierdza, że to było wyzwanie.
Z resztą przedzierając się potem na kolejny punkt, trochę "ratowaliśmy" 3 zagubione ekipy, które desperacko krążyły po łąkach i lesie w poszukiwaniu "L-ki".    

Jest i "L-eczka"

Jedna z ekip, której pomogliśmy namierzyć lampion - tak, tak wyglądała cała ta łąką. To nie był trawa po kostki... i TAK, wszystko było mokre :P


Lecisz w kulki czy... w kosmos :D

Jest "pięknie"... niby dość blisko bazy ten lampion był, ale tak jak pisałem - kosztował nas godzinę. Grubo... a do tego, buty i spodnie to można wykręcać z wody. No dobra, wiem co powiecie, tak bywało nieraz... i pewnie nie jest to też ostatni raz, ale mimo wszystko "czemu zawsze na początku rajdu, a nie pod koniec!". No dobra, jak to mówili nam na kursie podoficerskim w CSSP "mundur najlepiej schnie w temperaturze 36.6". Innymi słowy wyschniemy po drodze - pora ruszać dalej. "Siadamy" na czerwony szlak i ciśniemy przez nocny las. Przed nami dość spory przelot, ale ze to dobrą drogą, więc można "odpalić kopyto". Miła odmiana od mokrej łąki z wysoką roślinnością plugawą (czyli roślinnością, która rośnie poniżej 1000m). 
Przed nami dwa punkty zadaniowe. Pierwsze to gra w kulki. Ja nie zrozumiałem zasad, więc grał Szkodnik. Dla mnie gra w kulki jest dość prosta, trzeba trafić nie będąc trafionym (jak w szermierce!), a tutaj nawet nie pozwolono mi wyciągnąć broni. Coś krzyczeli "cholera! padnij, padnij", a ja się pytam "czemu? po co mam się ubrudzić, trafię ze stójki - nie muszę z leżenia!".
Ktoś inny darł ryja "rzuć to"... mówię Mu "tym się nie rzuca! To nie nóż, to działa inaczej". Panika jakaś się zrobiła...
Ech. co to za gra w kulki, gdzie nikt tej kulki nie dostaje... ja już nie ogarniam. Szkodnik bierze to zadanie jak pytania w "Jeden z dziesięciu" ---> NA SIEBIE.   
Na drugim punkcie, zadanie wybieramy w ciemno - nasz wybór pada na KOSMOS i NASA.
No i znowu dojdzie do zadymy, tyle że teraz z nielegalnymi imigrantami... z innej planety. Push back finalnie udany, acz nie było łatwo bo nawiązali walkę (relację z bitwy macie TUTAJ)
Chwila pogawędki z obsługą i lecimy dalej. Pasuje Wam, że jak byśmy wybrali inne zadanie, to reanimowalibyśmy obywatela Franka Kamienia :D
Nie wierzycie? Zobaczcie zdjęcie poniżej :P

Grają w kulki bez strzelania... nie ogarniam tych nowoczesnych odmian :P


Lampion na czerwonym szlaku

Podziurawiliśmy im ten ich statek :P

CLEAR! CLEAR! CLEAR!


Kolejny punkt wchodzi nam także bez większego problemu, a tam dostajemy fiolkę z jakimś podejrzanym specyfikiem. Będzie nam ona potrzebna później. Ciekawe czy to krokodyl czy tylko brown sugar - chciałem zrobić próbę smakową, ale się Szkodnik nie zgodził...
Wiele więcej nie napiszę, bo w tym roku nie wyrabiałem z relacjami i nie dawałem rady pisać ich na bieżąco - rajd był w maju, a ja już w grudniu... robię wpis.
Punkt L oraz NASA pamiętam bardzo dobrze, bo robiły mocne wrażenie, natomiast pozostałe punkty wchodziły nam trochę na zasadzie formalności, ale też bez większych przygód, wtop czy też porażek, więc nie wyryły się także zatem w mojej pamięci. Dopiero nad ranem las znowu nas czymś zaskoczył, ale o tym zaraz - najpierw kilka zdjęć z nocy.

Potion of... ?

Są bunkry...

...jest więc zajebiście :D

Szlak artyleryjski - już Napoleon mówił, że artyleria to królowa wojny

Poranna mgły

Mgły i księżyc :)


Napisałem przed chwilą, że nad ranem znowu się zaczęło... zapytacie pewnie "co się zaczęło"? To dobre pytanie. Najpierw wpadliśmy na ukryte w lesie laboratorium i tam musieliśmy przeprowadzić doświadczenia z różnymi odczynnikami używając specyfiku w naszej probówce. Pamiętacie to jeszcze z chemii, nadmanganian potasu lub w nowej nomenklaturze manganian (VII) potasu. Uwielbiam takie zadania... to jest klimat. Zwłaszcza ta trupia czacha na flaszce. Scena trochę jak TUTAJ.
Chwilę później wpadamy rakietę wbitą w ziemię - no, teraz to jest już się mega klimat zrobił. Te lasy były niegdyś niemieckimi poligonami i skrywają niejedną tajemnicę.
Sami zobaczcie na zdjęciach poniżej.

Zabawy z trucizną :D

Zdążyć na start...

RAKIETY :D

Przelot!

Bunkry mają oczy

Ciśniemy!


"From LA through to Berlin, from WUHAN through to ROME...STAY THE FUCK AT HOME" (kocham ta piosenkę - TUTAJ. Dla mnie obok "Resistire", to był hymn 2020 roku)
Docieramy do WUHAN! Teren jest skażony, dlatego musimy ubrać się w specjalne ochronne stroje aby zbliżyć się do punktu kontrolnego. Kocham takie akcje na Tropicielach.
Chociaż na zdjęciu poniżej to Szkodnik przypomina mi bardziej Kubę Rozpruwacza, a nie lekarza... jakby przed chwila napisał "LIST DO SZEFA" (jak nie znacie, nie wiecie o czym mówię to zobaczcie podłączony link i przeczytajcie, bo to właśnie w tym liście, po raz pierwszy pojawił się pseudonim, który znamy do dziś wszyscy). Czy ja już mówiłem jak bardzo uwielbiamy takie punkty kontrolne :D

Chińskie sposoby na pandemię - dekapitacja zarażonych. Brzmi legitnie, prawda?

Rogatki miasta, w którym to wszystko się zaczęło...

Pomału nastaje nowy dzień.

Poranek w lesie... mimo, że mamy koniec maja, to jest dość zimno :)

A tutaj już zadania stricte wojskowe - słoniki biegają :P

Szkodnik "DWIE SEKUNDY" :D :D :D (nie wiecie o czym mówię? Oj, to znaczy że nie znacie naprawdę dobrego filmu o wojnie w Korei 1950 - 1953 - TUTAJ oraz TUTAJ)

I znowu w stronę słońca

Jedno z ostatnich zadań - pomiary laserowe. Niestety nie miałem jak zrobić zdjęcia całego stanowiska

Drugi z tych trudnych punktów - znowu azymut i bez ścieżki, ale nie ma ciemności i mgły, więc jest prościej :)

Nasz ostatni punkt dzisiaj

No i komplet. Na ten moment brakuje nam już tylko jednego rajdu do złotej odznaki TROPICIELA - zaczynamy być weteranami tej imprezy... i nie planujemy przestać :D



Kategoria Rajd, SFA

Przez Wzgórza Strzelińskie...

  • DST 36.00km
  • Sprzęt The Darkness
  • Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 25 maja 2024 | dodano: 02.08.2024

Wycieczka w nieznane nam do tej pory Wzgórza Strzelińskie. Nocą ruszamy na TROPICIELA, ale skoro start mamy dopiero o północy, to dzień trzeba jakoś zaopiekować, prawda?
Lecimy zatem naszym standardowym klasykiem rajd lub wycieczka za dnia, a potem przejazd na Tropiciela. Tym razem wybór pada na miejsce, w które ciągle nie możemy dotrzeć, a niemal zawsze jest po drodze - Wzgórza Strzelińskie. No i powiem Wam, że zaskoczyła nas ilość atrakcji na tak małym terenie.
Nie udało się objechać całych, choć taki była plan, bo 15 min po przybyciu na miejsce spadł biblijny chyba potop połączony z gradem... dobrze, że zdążyliśmy pod wiatę, bo by nas po prostu zmyło. Ukradło nam to jednak prawie 3h z planowanej wyprawy, więc trzeba będzie tu jeszcze wrócić.
Niemniej, coś tam udało się zwiedzić po deszczu i tak jak mówię, liczba atrakcji naprawdę robi wrażenie. Lećmy ze zdjęciami :)
W drodze na Gromnik - po deszczu :)

Dobre miejsce na Geocache :)

Jest i Gromnik - zacna wieża widokowa :)

393m !!! Szaleństwo :D :D :D

Ale ruinki urokliwe :)


Atrakcje !!! jak ja kocham takie miejsca :D

W lesie deszczowym :)

W lesie gęstawym :D

W poszukiwaniu ruin kościoła!

A jest czego szukać!

Totalnie ukryte w gęstwinie i bez drogi do nich, ale doświadczenie orientalne procentuje :)

Robią wrażenie - idealne miejsce na punkt kontrolny!

Kolejne atrakcje :)

Wyrobiska, jaskinie i wnęki :)

Johann Wolfgang i jego skałka :)
czyli "Jam częścią tej siły, która wiecznie zła pragnąc, wiecznie dobro czyni".
"Chwilo trwaj, jesteś taka piękna..."


Szkodnik z lasu :D

Stromo!

Atrakcje !!!

Dobry ten niebieski, taki mało przejezdny :D Takie lubimy

Stromiej :D

Najstromiej :D

GarNeczek czy jakoś tak :D

"Always in motion Szkodnik is..."

Krzyżowe Dęby !!!


Atrakcje !!!

Dobry, techniczny...

...ZJAAAAAAZD :D

Jak pisałem, to nie był deszcz, to był potop i są miejsca gdzie jeszcze wody nie zeszły

"Witaj Zosieńko, otwórz okienko na wschodnią stronę..." (całość TUTAJ) - tzw. POGAŃSKI MŁYN !!!

Gęsto na tym szlaku :)

"...krętą ścieżką poprzez las" :)

Zachód słońca gdzieś nad Wzgórzami Strzelińskimi...


Kategoria SFA, Wycieczka

...nie pozostała nawet ALTANA

  • DST 101.00km
  • Sprzęt The Darkness
  • Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 12 maja 2024 | dodano: 26.12.2024

Altana (408m) to najwyższe wzniesienie województwa mazowieckiego. Byliśmy tam tylko raz (wtedy) łapiąc je "pod górny koniec" mapy Góry Świętokrzyskie. Tymczasem Wydawnictwo Compass wydało nową mapę "ZIEMIA RADOMSKA", która swym zasięgiem sięga wysoko ponad Altanę. Konkluzja jest prosta - nabywamy i objeżdżamy :)
Wyznaczamy na mapie ciekawe miejsce takie jak "DINOZAURY Z BORKOWIC" (jak widzimy na mapie taką nazwę - to to jest "must-see" dla nas). Do tego okaże się, że odkryjemy także kolejne (na naszej liście takowych) wysiedlone/opuszczone wsie - tym razem "zlikwidowane" w czasach słusznie minionych pod poligon, na którym ćwiczono walkę z tym "zgniłym zachodem"... Zlikwidowane tak doszczętnie, że po zburzonych domach to "...nie pozostała nawet ALTANA".
Do kolekcji wpadnie także Góra Krakowa :D

Wbijamy na wejściu :D

Historia jednego wiatrołomu...

i jego forsowania :)

Trochę mokre te szlaki...

Ciśniemy pod górkę

Pamięci powstań...

...oraz pacyfikacji podczas IIWW

Przez bezdroża

Czacha z dawny lat

Bardzo ładne epitafium

Są i DINUSIE :D

Przelot

Zaczynamy zdobywać nowe wieże widokowe nim skończą ich budowę - nic co wychodzi z ziemi się przed nami nie ukryje :D

GÓRA prosto z KRAKOWA :D

Budżetowa latarnia morska :D

Kolejne ciekawe miejsca

Trochę upiorna (ale przez to też klimatyczna) święta figurka

Znowu pełna przejezdność :D

Gdzieś w lesie... w poszukiwaniu wysiedlonych wsi

Czasem z buta, bo wchodzimy głęboko w las

Pamiątka nieistniejącej już wsi...

...gdzieś w zapomnianym miejscu (odnaleźliśmy 4 takie kamienie)

...ale dróg do nich nie było czasem wcale - mapa i azymut

OPEN FOREST HIGHWAY

Ludwinów, Kacprów, Eugeniów... oraz inne

Tak jak wspomniałem

Powrót przez skałki PIEKŁO (NIEKŁAŃ)

Jak zawsze po nocy, bo jeździ się do zachodu słońca... a potem zaczyna się wracać do auta :D



Kategoria SFA, Wycieczka