aramisy prowadzi tutaj blog rowerowy

szermierze-na-rowerze

Wpisy archiwalne w miesiącu

Listopad, 2024

Dystans całkowity:233.00 km (w terenie 0.00 km; 0.00%)
Czas w ruchu:b.d.
Średnia prędkość:b.d.
Liczba aktywności:6
Średnio na aktywność:38.83 km
Więcej statystyk

Zachód słońca na Babiej Górze

  • DST 15.00km
  • Aktywność Wędrówka
Poniedziałek, 25 listopada 2024 | dodano: 01.01.2025

Jako, że mamy dzisiaj dzień wolny, postanawiamy wyjść sobie na Babia Górę zobaczyć zachód słońca. Parkujemy na "Krowiarkach" o 13:15 bo w góry wychodzi się przecież z samego rana :P (no ale pamiętacie, że "...siódma rano to dla mnie noc").
Na szczycie spotkaliśmy GOPR'owca na spacerze :)
Robił On pomiar prędkości wiatru i mówi: 110 km/h... ogólnie to urywało łeb.

Ponad kosówką

Otwierają się nam jakieś widoczki

Resztki śniegu

Coraz wyżej

Główny czerwony :)

Coraz bliżej

Szczyt - widok w bok :)

Szczyt - widok do przodu

Klasyk

Wieje HALNY "Wiatr który niesie obłęd"

Tak wieje, że ciężko ustać

Sekwencja zapłony i...

ODPALAMY !!!

...śladami dawnych dni

Ostatnie chwile dzisiejszego słońca

Szkodnik NINJA :)

Horyzont płonie

Ciemności kryją ziemię




Kategoria SFA, Wycieczka

Mistrzostwa 2024

  • Aktywność Sztuki walki
Niedziela, 24 listopada 2024 | dodano: 09.12.2024

No i dotarliśmy do końca Pucharu 3 Broni 2024. Eh, ale to minęło! Masakra jak ten czas leci - przecież jeszcze przed chwilą zawodnicy przygotowywali się do pierwszych zawodów sezonu! A teraz? Jesteśmy już po wszystkich zmaganiach i rozstrzygnięciach. Ha, powiem więcej: zaczynają się przygotowania do Ligii B na wiosnę 2025 roku. Można zatem powiedzieć, że nie zwalniamy tempa! Zostańmy jednak jeszcze na chwilę, na pewnej hali sportowej w Siemanowicach Śląskich, bo to właśnie tam odbyły się najważniejsze zawody sezonu 2024 czyli MISTRZOSTWA. Jak zawsze zapodam Wam ze dwa słowa o samych zawodach jako takich oraz pewną "lekcję" szermierki. To już pewna tradycja na tym blogu :)   
"Było ich razem kupę luda, a każdy inną bronią władał,
i każdy służył naszej sprawie wszystkim co posiadał...
Do każdej bitwy wraz stawali, w tawernie razem pili zdrowie
często na dużej byli bani, w Gdyni czy w Krakowie" 
(parafraza klasyki szant - TUTAJ)

STAY LOW !!!

Jeśli to wejdzie, to może zaboleć :P 

Gardełko :)

Coś słaba ta kontrola lewakiem :P


Kiedy będzie łatwo? Już było !!!
Dokładnie tak! Kiedyś dostawało się medale za każdą z konkurencji osobno, więc jak mieliście trochę szczęścia to dało się przywieźć z takich Mistrzostwa 4 medale (w Szpadzie, Szabli, Rapierze plus jeden za wynik w Trójboju Klasycznym). Od jakiegoś czasu nie ma już takiej opcji. Teraz liczy się tylko wynik w Trójboju czyli suma waszych wyników we wszystkich z wyżej wymieniony konkurencji. To oznacza, że aby przywieźć medal z Mistrzostwa to trzeba uzyskać dobre wyniki we wszystkich broniach. Co ciekawe, czasem wystarczy mieć na przykład trzy razy czwarte miejsce, aby wskoczyć na podium w Trójboju, ale dzieje się to dość rzadko... częściej, aby zdobyć medal medal, to musicie mieć jednak sumę "trzech podium". 
Podniosło to trudność niebotycznie, no ale jesteśmy przecież w Lidze A - profesjonalnej, więc nie oczekujcie taryfy ulgowej. Bilety ulgowe przysługują tylko młodszym (stażem), znajdziecie to w zasadzie w każdym regulaminie :)
Co więcej, pamiętajcie że u nas, samo dostanie się do finału, wcale nie oznacza od razu jakiegoś medalu. Zawsze można dostać wynik postaci: cztery czwarte miejsca. Stanie się tak, gdy postanowicie zakończyć wszystkie swoje walki trafieniami obopólnymi. Ach, jak ja wtedy lubię bawić się tymi nieprzyznanymi, nierozdanymi medalami. Topię je sobie na kuchence, podgrzewając posiłek nocą gdzieś w lesie na jakieś ultra wyrypie... ach jak wtedy pięknie płyną... niczym łzy zawodników, którzy musieli obejść się smakiem. Piękne uczucie :D
Pamiętacie moją dywizję... eee... dewizę sędziowską? "Zawsze przychylę się na waszą niekorzyść" :P
ZAWSZE. Tak więc moi Drodzy, jeśli pytacie kiedy będzie łatwiej, to mówię, że już było, a teraz proszę zabrać się za trening i przygotowania do kolejnego sezonu zawodów :P  
Lekko paniczny unik

Locked'n'loaded :P

...and FIRING :D 

Na chwilę przed trafieniem

Pięknie weszło :)

Oj, zaraz się będzie działo bo walka w zwarciu to może być kopyto na ryj i łokieć w nery

Na granicy zasięgu


Ostatnia lekcja w 2024 roku, tak na zakończenie sezonu
No dobrze... zawsze piszę Wam coś o walce i szermierce jako takiej, więc nie może być inaczej i tym razem.
Ostatnio, przy okazji relacji z Pucharu Wieliczki, poruszaliśmy temat jak odmiennie wygląda walka bronią białą, od tego co widzimy w filmach czy grach. Skończyliśmy konkluzją, że więcej nie zawsze znaczy lepiej. Kto nie widział lub nadal nie wie o co chodzi, tego odsyłam do wpisu z tamtych zawodów.
Może zostańmy zatem w okolicy tego tematu, zwłaszcza że na koniec tej relacji mam dla Was "historię jednej akcji", w której obserwowaliśmy dość widowiskowy, ale i skuteczny unik - a tak naprawdę asekurację upadku połączoną z wycofaniem się/unikiem. No właśnie, upadek... to się zdarza. Wchodzimy w zwarcia, walczymy na pełnej... prędkości i nieraz się zdarzy, że albo po zderzeniu, albo po błędzie pracy nóg lub na skutek przypadku (np. poślizgnięcie) wasz przeciwnik kończy na deskach. Co teraz? Rzucić się i dobić? Zrobić z nim filmową jatkę i zrobić "dosiad" na następnie siłować się dociskając broń do jego gardła?
Mogę powiedzieć, że hmmm... "i TAK, i NIE", czyli dam Wam moją ulubioną odpowiedź (prawie tak ulubioną, jak odpowiedź po szóstej :P). Wszystko zależy jednak od sytuacji i jeśli przewracacie się w zwarciu razem z przeciwnikiem, to jeszcze większy skrót odległości i dosiad plus kontrola jego ręki uzbrojonej, to może być najlepsze co możecie zrobić! Rozważmy jednak sytuację trochę inną, częstszą ---> wasz przeciwnik, z jakiegoś powodu - np. uznał to zajebisty pomysł - przewraca się, a Was dzieli od Niego kilka metrów. Widziałem już nieraz, jak zawodnik stojący startuje wtedy do ataku, chcąc wykorzystać zaistniałą sytuację i nierzadko kończy się tym, iż nabija się na broń zawodnika leżącego. I aż widać to zdziwienie zza maski. Dlaczego tak się dzieje?
Otóż z kilku powodów:
- po pierwsze: przewracający się przeciwnik zwykle traci... równowagę hahaha... niezły suchar, nie?
No dobra, ale tak na serio:
- po pierwsze: przewracający się przeciwnik zwykle działa instynktownie bo sytuacja jest także dla niego zaskoczeniem. Zwykle nie planujecie upadku... no chyba że chcecie wyłudzić ubezpieczenie, ale w normalniej sytuacji próbujecie raczej uniknąć upadku. Natomiast działania intuicyjne będą zwykle instynktownym natarciem, a zatem jeśli próbujesz "dojechać" przewracającego się przeciwnika to oczekuj, że pojawi się z jego strony takowe. Bardzo często o tym zapominamy!
- po drugie: przewracający nie za bardzo ma się jak bronić. Jeśli wiecie jak działa mechanika zasłon, to będziecie świadomi że zasłona w trakcie upadku raczej nie będzie skuteczna... a więc przeciwnatarcie/natarcie będzie BARDZO racjonalnym działaniem! Ma ono na celu powstrzymać atakującego przeciwnika, zapobiec temu atakowi... w myśl zasady: skoro nie mam się jak obronić, to muszę powstrzymać ten atak, wystawiam zatem broń - przecież nikt się na nią głupio nie rzuci, prawda? PRAWDA...?
- po trzecie: natarcie to będzie lecieć po "dziwnej", nietypowej trajektorii. Nie będzie to natarcie pchnięciem prostym na bark, które parowaliście tysiące razy (albo nie... jeśli nie umiecie zasłon...), ale będzie to natarcie gdzieś od dołu, często ukośne/diagonalne, a może nawet jakiś tzw. "hakiem"... ogólnie, natarcie wyjdzie ku górze z poziomu parteru, a to nie jest typ natarcia, przed którym broniliście się setki razy. Często może być ono nawet PONIŻEJ waszej granicy postrzegania akcji, a to już jest problem, bo bronimy się tylko przed tym co widzimy. 
Dlatego też, taka sytuacja często kończy się trafieniem obopólnym i dużym zdziwieniem strony atakującej, bo przecież miało się taaaaką przewagę!
Co zatem zrobić? Powiem szczerze: jeśli nie jesteście jeszcze bardzo doświadczonym szermierzem, to najlepiej będzie pozwolić przeciwnikowi wstać. Wiem, wiem... chciałoby się wtedy... wiem, ale to trzeba umieć! Jak nie umiesz, to nie ryzykuj - to są zawody !!!
Co bardziej doświadczeni zawodnicy mogą próbować trafić WSTAJĄCEGO przeciwnika... wstającego, nie leżącego! I to może fajnie zadziałać, bo proces wstawania jest bardzo skomplikowany ruchowo, Bardziej niż mogłoby to się nam wydawać, a dołożenie do niego skutecznej obrony bronią jest BAAAARDZO trudne. Nadal jednak - właśnie dlatego że jest to proces trudny - trzeba liczyć się z tym, że "pójdzie tam" przypadkowe, instynktowne natarcie (takie machnięcie bronią w waszą stronę) zamiast obrony. Niemniej jest to moment o wiele bardziej bezpieczny niż wbiegnięcie w przewracającego się zawodnika.
Inną taktyką jest próba trafienia części ciała, która jest DALEKO od broni przeciwnika (np. noga). Tak aby dać sobie czas na reakcję, gdyby jednak jakiś "random" w waszą stronę poleciał. Pamiętacie, że z chwilą zadawania trafienia jesteście także najbardziej bezbronni. Wasza broń trafia i nie da się wtedy wziąć nią zasłony... będzie to możliwe ułamek sekundy później... ale u nas.... ułamki sekund to jest wieczność.    
Uważajcie zatem na upadających, nie wiadomo co potrącą, zahaczą, nabiją :P :P :P 
Nie każdy sytuacja, która wygląda jakby dawała Wam przewagę, tą przewagę rzeczywiście daje.

To tyle na dzisiaj. Do zobaczenia gdzieś na planszy! 
A na koniec: spora galeria z Mistrzostw. Enjoy!  
Wymiana na żelazie

Nagrywamy walkę z drona, a takie "pierdolnięcie" dobrze mieć zapisane :D 

Całe życie na wypadzie

Piękna kontrola !!

Łapka :D

Mógłbym napisać: natarcie pchnięciem ukośnym z próbą kontroli Rapiera przeciwnika lewakim, ale napiszę:
"WJAZD NA PEŁNEJ !!!" :D


I znowu "na wypadzie" - this is what I call: "BIG AIR" :D

Pchnięcie z kryciem linii czwartej - pięknie :)

I znowu szablowa młócka :P

Ogólnie sytuacja sprowadza się do "nieudana zasłona szósta", chociaż wnioskując z ułożenia zawodników obstawiałbym, że było to:
nieudane przeciwtempo poprzez zasłonę długą szóstą jako próba obrony na przeciwnatarcie pchnięciem wyprzedzającym


I znowu STAY LOW !!!

Dopełnienie okręgu: Rapier w Lewak - uwielbiam to!


A na koniec HISTORIA JEDNEJ AKCJI !!!
Natarcie z lewej - agresywnym skrótem odległości (bo poprawnym "rzutem" tego nie nazwę :P)

Obrona Rapierem i wejście w unik... przejście do intuicyjnej zasłony niskiej szóstej (nie sądzę aby była ona intencjonalna)

...unik prowadzący do...

...przewrotu w tył przez lewy bark...

...skręt bioder w parterze...

...i ponowne wyjście do pionu... a tymczasem kolejne natarcie z lewej ma już status "in progress".
No właśnie, czy zawodnik z prawej nie "szarpnie" nagle Rapier w górę, instynktownie broniąc się przed agresywnym natarciem.
No i czy zawodnik ze strony lewej jest na to gotowy... ha! czy w ogóle rozważa taki scenariusz? Przemyślcie tą sytuację sami.



Kategoria SFA

Pasmo Polic

  • DST 27.00km
  • Aktywność Wędrówka
Sobota, 23 listopada 2024 | dodano: 30.12.2024

W poszukiwaniu zimy na Policy i Mosornym Groniu... a może w poszukiwaniu jedzenia w schronisku na Hali Krupowej!
Tak, to też. Nie pamiętam kiedy byliśmy w restauracji czy kawiarni jakiej... natomiast w schroniskach to jesteśmy niemal co tydzień :D

Szlaki w śniegu

Bardzo w śniegu

Widoczność na razie słaba, ale jeszcze się dziś przejaśni

Kompletnie nieprzetarty jeszcze :)

No to przecieramy

Tak, to szlak - wiem, że nie wygląda :)

Zasypuje nas czasem

Jedzenie :D

Ruszamy na Policę, a niebo się przejaśnia

Robi się coraz ładniej

Szczyt

Miejsce katastrofy samolotu na Policy

Pamięci An-24 PLL "LOT"

Wychodzi słoneczko!!

Pięknie :D

Zachód słońca

Wszystkie baterie ognia... eee... śniegu, oczywiście śniegu

Wieża na Mosornym - zakaz wejścia po zmroku, ale jak już wejdziecie to Wam oświetlimy schody :D :D :D
Schodzimy



Kategoria SFA, Wycieczka

Pilsko, Rysianka i Romanka

  • DST 28.00km
  • Aktywność Wędrówka
Sobota, 16 listopada 2024 | dodano: 18.11.2024

Ruszamy na sporą pętlę z Sopotni: Pilsko (1557m), Rysianka (1322m) oraz Romanka (1366). Tym razem towarzyszą nam Iga i Paweł, czyli moja kuzynka z mężem. Dobrze znowu wrócić w Beskid Żywiecki i w końcu zrobić tą pętlę, bo jakoś tak zawsze dwójkami nam wpadały te szczyty: albo bez Pilska albo bez Romanki. A zawsze byliśmy fanami obfitych pakietów sportowych, więc nie wzgardzimy trójeczką :D
Na górze już początki zimy, ale to jeszcze nie czas na wyjście w góry "w szpilkach". Kijki na razie wystarczą.
Zaliczymy dziś także wszystkie kolory szlaków: od szlaku w kolorze szkarłatu po szlak w kolorze nadziei. Będzie także lazur, czerń i złoto.
Leci galeria:

Szlak w kolorze słońca i złota :)

Wielka góra przed nami...

...ale i za nami także

Gdzieś na granicy jesieni i zimy :)

Into the light...

...czyli ślepnąć od świateł :P

Wspinamy się...

W kosówce...

Niezmiennie:
"Idę w góry boś przeżyć, a nie zostać tam na wieki... ekwipunek wkładam w plecak, przemyślany co do sztuki, dopracuję każdy detal, przecież obiecałem wrócić"
(całość 
TUTAJ)

Dramatis personae :D

"...i bez przerwy o tym myślę, by na szczycie wypić kawę, choć to rzadkie statystycznie, móc popatrzeć na Orawę"

Formacja "Mała Fatra" strzeżona przez Miodnych Władców (link jak zawsze na własną odpowiedzialność). Chociaż w Tatrach Niżnych jest ich jeszcze więcej
"Do 600 kilo, ponad dwa metry wzrostu i za żadne skarby nie zmusisz go do postu..." :P


Zadymiło :)

"...ja nie muszę iść daleko, mi wystarczą góry w koło, chcę tam spędzić każdy miesiąc, no bo kocham je jak 'swoją' (link powyżej)

Maksima lokalne, czyli miejsca gdzie zerują się pierwsze pochodne funkcji :D :D :D

Znowu zaczyna się nasza ukochana pora w górach :D

Tak, tak, tak :D :D :D

Szkodnik polanowy / halowy :D

Otoczeni górami :)

Cień wielkiej góry :)

Romanka płonie :)

Pocisk ATACMS czy meteoryt? Zginiemy wszyscy czy tylko wielu :D :D :D

"...świat się wokół nas wciąż mniejszy staje, kontynenty na odległość dłoni są, samoloty jak z dziecinnych bajek, ponad głową coraz szybciej niebo tną" - całość TUTAJ

Szlak na Księżyc :)

Księżyc Romanka :D

Na szczycie...

"...and I told her that the Moon was a magical thing, it shone gold in winter and silver in spring..." (tysiąc razy Wam już linkowałem, ale niech będzie - TUTAJ)

"...idę w góry, tętno wzrasta, tak zaczyna się przygoda, z góry widać światła miasta, jeśli pozwoli pogoda" (link powyżej)



Kategoria SFA, Wycieczka

Durbaszka i Veterny Vrch

  • DST 70.00km
  • Sprzęt The Darkness
  • Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 11 listopada 2024 | dodano: 13.11.2024

Wyprawa w dawno niewidziane PIENINY. W planie Durbaszka, zjazd na Słowację i atak na nasz ukochany Veterny Vrch (1111m), czyli jedziemy odwiedzić Miśka z flagą.
A później łapiemy nieznany nam wcześniej szlak, który wyprowadzi nas górami do Czerwonego Klasztoru. Powrót do auta po zmroku już klasykiem pienińskim czyli Przełomem Dunajca.
Plan max był bardziej ambitny aby wrócić ze Szczawnicy do Jaworek przez Radziejową i Wielki Rogacz... ale nie dało rady, nie jak dzień się kończy o 16:00. Szkoda, no ale wrócimy tu w lecie! I tak pękło nam dzisiaj 1600m przewyższenia.
A o 8:00 rano w Jaworkach (parking) było -7.... to już nie jest jesień! Gryzło po ryju naprawdę mocno :P

Zaczynamy podjazd na Durbaszkę.

Zrobiło się trochę cieplej... nie wiem czy to fakt, że jest już tylko -5 czy to dlatego, że dymamy srogo pod górę :D

Szkodnik in the spotlight :D

Ciepełko z lewej :D

Już nad schroniskiem

Hmmmmm....

W cieniu nadal ujemnie :)

A Pieniny toną w mgłach (inwersja nadal trzyma)

Wygrzewają się nasze bestie

Niezmiennie :D

Pukając do nieba bram :)

Dobre drzewo na PUNKT - Orientaliście będą wiedzieli o którym mówię :D

To co bułeczka z herbatką na ławeczce z widokiem? :)

Nowe jezioro? :D

Oszalałem - ten szlak jest cudny!!!

Ale mnie Szkodnik odstawił !!!

Owczy pociąg :D

Ha, wyprzedzon na podjeździe :D

No niesamowicie tu jest

Rewelacyjny ten szlak!


A to już na podjeździe na Vetrny Vrch

Nagła zmiana pory roku :D

Przełęcz pod Veternym

Zaiste niezmiennie :D

Nasz znajomy Misiek :)

Dnia 11.11 na górze o wysokości 1111m - czyli ładujemy binarki :D 

A co tam nowego u Szkodnika? W sumie to NIEZMIENNIE :D

No ale chyba warto :D

Kolejny fajny szlak!

Płonie :D

Zaczyna się zachód słońca


Szkodnik dalszy...

Szkodnik bliższy :)

No i zgasło...

Wracamy klasykiem czyli Przełomem Dunajca

A za chwilę już totalnie ciemno i pozostało dojechać tych kilka km do auta (Jaworki)




Kategoria SFA, Wycieczka

Puchar Wieliczki 2024

  • Aktywność Sztuki walki
Niedziela, 10 listopada 2024 | dodano: 08.12.2024

Trzecie i ostatnie zawody lokalne Pucharu 3 broni 2024. Ostatnia szansa dla zawodników aby skoczyć (lub spaść he, he...) w rankingu przed zbliżającymi się Mistrzostwami. Tym razem gościmy w Wieliczce, czyli w naszej stosunkowo nowej filii, która jednak bardzo prężnie już działa! Licząc wszystkie grupy dochodzimy do 40 osób... to naprawdę wynik rewelacyjny jak na nie-stary oddział, a jako że Wieliczka jest rzut maską od Krakowa, to dla nas z Basią zawody niemal "domowe". Jak zawsze sobotnie eliminacje zaczną się o 12:00, a jako że nie musimy gnać dwustu czy trzystu kilometrów postanawiamy... pojechać chociaż z osiemdziesiąt :D i zjeść śniadanie na Mogielicy
Zwłaszcza, że ma być dzisiaj inwersja, czyli Beskid Wyspowy pokaże dlaczego nazywa się Wyspowy. Tak też czynimy i wschód słońca zaliczamy na podejściu zielonym szlakiem, potem herbatka na wieży widokowej, a o 11:57 meldujemy się w Wieliczce. To przełączanie się między dwoma światami jest niesamowite czasami: w jednej chwili liczą się tylko góry, kompas i mapa, aby moment później myśleć już tylko o kryciu linii czwartej i przeciwtempach poprzez zasłony długie :P
No, ale do rzeczy - pora na kilka słów o zawodach jak i - tradycyjnie już - jakieś przemyślenie szermiercze.
Zdjęcia pochodzą jak zawsze z naszej górskiej "szturmówki", więc nie oczekujcie jakieś mega jakości - na potrzeby bloga to ważne że są.

"My name is Legion for we are many"

Wymiana na żelazie

Trafienie w korpus

Piękny timing :)


"If you had one shot, one opportunity... would you capture it or just let it slip?"
Tak jak my nie dotarliśmy na Puchar Oławy w tym roku, tak dwójka potężnych pretendentów do podium nie dociera także do Wieliczki. Ej, nie patrzcie tak, co tacy nagle zdziwieni? Mają Oni dobre usprawiedliwienie - na przykład jeden z Nich prowadzi obóz szermierczy w Bieszczadach dla grypy jeźdźców konnych! To jest przecież srogi konkret, prawda?
Nie zmienia to jednak faktu, że to oznacza mniejsza konkurencję dla innych zawodników. Ogólnie problemem tzw. "szóstek" (naszych ćwierćfinałów) jest to, że mają tylko sześć miejsc, a chętnych mamy spooooro więcej. Jak zatem dwójka odpada... i mówimy tutaj o dwójce z górnej części tej grupy!... to innym powinno być chociaż trochę łatwiej.
Czy jednak wykorzystają tą szansę? Można powiedzieć, że czas pokaże, ale skoro piszę relację z zawodów, a nie ich zapowiedź, to mogę już zdradzić, że "pokazał" :D
Mamy czwartego zawodnika w historii szkoły, który na jednych zawodach sięgnie po 3 pierwsze miejsca (Szpada, Szabla, Rapier). To jest ekstremalnie trudne - nie tylko techniczne i taktycznie, ale także kondycyjnie. Musicie bowiem wytrzymać bardzo wiele morderczych walk... a Ci do odpadają wcześniej np. w Szpadzie, mają dłuższą chwilę odpoczynku przed Szablą czy Rapierem. To także ma ogromne znaczenie, bo aby sięgnąć po 3 zwycięstwa, trzeba fizycznie wytrzymać "maraton" walk... i jeszcze tych walk nie możecie "położyć", trzeba je wygrać!
Co mogę powiedzieć: GRATULACJĘ KUBA!
To niesamowity wyczyn, kolejna osoba w "potrójnie złotym" gronie... acz nie mogę pozbyć się myśli, że istnieje tutaj pewna piekielna zależność. Do tej pory udawało się to naszym najlepszych zawodnikom, ale tylko wtedy - tylko na tych zawodach - na których nie było ich (ówczesnego) największego konkurenta. Nie oznacza to bynajmniej, że nie było wtedy innych chętnych - przypominam, że istnieje opisany przeze mnie powyżej, "problem szóstek"... ale jednak zawsze było to wtedy "x-1" killer'ów do pokonania, a nie "x"...
Trochę czekam zatem na kolejny etap - sięgnięcia po 3 zwycięstwa, gdy na zawodach będą wszyscy z najlepszych. Ciekawe czy to jest możliwe? Teoretycznie oczywiście tak, ale czy praktycznie jest to osiągalne przy tak wysokim poziomie zawodników, który obecnie mamy? Zakładam, że z roku na rok będzie to coraz, coraz trudniejsze.

Rapier wypadający z ręki


Dwa Rapiery to przewaga?

Oj.... oj... oj... dwa trupy

Znowu świetna timing'owa akcja :)

Łapka :D


Co dwie bronie to nie jedna :P
Na dwóch zdjęciach gdzieś powyżej mogliście zobaczyć historię jednej akcji. Po "wymianie" na żelazie, jednemu z zawodników wypada Rapier i instynktownie się wycofuje, broniąc odległością. Oznacza to jednak, że jego przeciwnik ma nadal Rapier i Lewak. Nabył zatem bardzo dużą przewagę i ustawiony jest tak - taktycznie bardzo słusznie - aby "zguba" nie mogła zostać podniesiona. Oczywiście, na zawodach można zobaczyć wiele postaw w takich chwilach: od pozwolenia przeciwnikowi na podniesienie broni, po wykorzystanie swojej przewagi. Pozwolenie podniesienia to spory gest, często wykonują go zawodnicy bardzo pewni swojego poziomu, bo nie możecie mieć pewności, że wasza "wspaniałomyślność" nie doprowadzi Was do klęski. To świadomie zrezygnowanie z WYPRACOWANEJ przewagi - nikt nie ma takiego obowiązku, nie po to ją sobie wypracowujecie... niemniej, pozwolić czy nie to trochę inne zagadnienie. Przeanalizujmy co stało się w tej walce, a że miałem przyjemność ją sędziować, to mam "podgląd" z pierwszej ręki.
Drugi zawodnik odrzuca swój Lewak i podnosi upuszczony przez przeciwnika Rapier. Ma zatem dwa Rapiery, dwie długie i bardzo skuteczne bronie... czy ma jednak przewagę?
W mojej ocenie "NIE" - osobiście uważam to działanie za błąd. "Filmowo" to ekstra mieć dwa Miecze, dwa Rapiery, dwa Topory... ale praktycznie to utrudnia walkę. Z jakiegoś powodu do Rapiera dodaje się Lewak, czyli broń krótszą. Powodem tym jest geometria - bardzo ciężko walczy się dwoma długimi broniami. Zwykle kończy się to tym, że jedną z broni trzyma się w ręce nieużywaną, a walczy się drugą. Dwie długie bronie trochę sobie przeszkadzają wzajemnie, ich trajektorie za bardzo się przecinają i dlatego jedna zaczyna być używana dużo mniej.
W praktyce zatem, w mojej percepcji, odrzucenie Lewaka i podniesienie drugiego Rapiera było wpadnięciem w pułapkę typowo filmowo-gamingową. Wygląda zajebiście i... tyle. Nic poza tym.
Bardzo "ładnie" wyszło to w tej akcji, gdzie "dwu-rapierowy" zawodnik tak naprawdę nie wykorzystał drugiego Rapiera... bo ten Mu przeszkadzał. Cofnął go na biodro i poszedł bardzo do przodu... drugi z zawodników, mając do dyspozycji tylko jedna krótszą broń i będąc zapędzony w róg planszy, zrobił jedyną słuszną rzecz. Postawił wszystko na jedną kartę i zaatakował próbując uniknąć Rapiera... jednego... drugiego nie musiał, bo ten był cofnięty daleko. Unik się nie udał, ale natarcie weszło... w praktyce skończyło się zatem trafieniem obopólnym. Z punktu widzenia zawodnika na przegranej pozycji (z jedną, krótszą bronią) to wynik dobry, bo nie przegrał! W percepcji zawodnika dwu-długo-broniowego to porażka, bo wygrana powinna być formalnością. Czego nas to uczy? Wielu rzeczy:
- "zaszczuty" przeciwniki zaatakuje, bo nie ma wyboru i będzie to dla Niego najrozsądniejsze co może zrobić (niż stać i czekać aż dostanie trafienie)
- dwie długie bronie nie zawsze dają przewagę... w zasadzie to nie "nie zawsze", a nigdy :P
- nie zmieniajcie w walce wyuczonej i dobrze działającej konfiguracji (nawet gdyby ta druga długa broń dała Wam jakąś tam przewagę, to ile razy ćwiczyliście walkę dwoma Rapierami, a ile razy Rapierem i Lewakiem? Czy nie lepiej działać w trybie znanym i wyuczonym, zwłaszcza na zawodach?). Nie mylcie mi jednak tego punktu ze zmiana taktyki, która nie działa - mówimy tutaj o TECHNICE.
- nie lekceważcie przeciwnika nawet mając przewagę - walka nie jest wygrana, dopóki nie jest wygrana :P (tak, wiem - tautologia, ale taka jest prawda)
Co powinien zrobić zawodnik z dwoma broniami? Wygrać - jedną się obronić przed potencjalnym atakiem, a drugą dopełnić formalności.
Niemniej, szalenie ciekawa sytuacja do obserwowania.

To tyle na dziś - do zobaczenia na kolejnych zawodach! Przed nami MISTRZOSTWA !!!

 
Zwarcie


Kolejne zwarcie :)

Tak się kończy podchodzenie do osoby z bronią... dwa trupy po raz drugi :P

Kontrola ręki uzbrojonej...

"Piąta" w Szpadzie - rzadkość, więc zawsze fajnie zobaczyć :)




Śniadanie na Mogielicy

  • DST 8.00km
  • Aktywność Wędrówka
Sobota, 9 listopada 2024 | dodano: 13.11.2024

O 12:00 musimy być w Wieliczce, bo wtedy zaczyna się wtedy Puchar Wieliczki 2024, czyli nasze trzecie w tym roku zawody szermiercze Ligi A (Trójbój klasyczny, Puchar 3 Broni - nasze wzajemne obijanie sobie masek ma wiele...hmmm... twarzy?). Odkąd bardziej skupiamy się na organizacji oraz sędziowaniu (ej, bez głupich komentarzy bo nasz pierwszy start jako zawodnicy to był rok 2003 więc swoje się już nawalczyliśmy... ) to zwykle robimy tak, że w soboty - gdy trwają eliminacje - uderzamy gdzieś w teren, a w niedzielę skupiamy się na dobrym poprowadzeniu finałów. Jednakże, Wieliczka to przecież niemal Kraków czyli zawody mamy praktycznie "u siebie" i fajnie byłoby być na całości.
Z drugiej strony w górach będzie można podeptać chmury bo jest inwersja... a w takich chwilach Beskid Wyspowy pokazuje dlaczego nazywa się "wyspowym"...
No nic, trudne sytuacje wymagają rozwiązań niestandardowych ---> budzik na 4:00 rano. "Dzida" na Przełęcz Rydza Śmigłego i "zielonym" na Mogielicę.
Śniadanie zjemy na wieży :D
Przed 11:00 z powrotem w aucie i "dzida" na Wieliczkę.
Innymi słowy cytując klasyka (kto pamięta z jakiego to było filmu? Ha, kto go widział, film z roku 1991 - TUTAJ)
"- Musisz wybrać, góra albo ja..."
- Będą miał Was obie!" (czyli bierzemy z życia ile się tylko da, a potem negocjujemy jeszcze trochę :P)

"Hier kommt die Sonne... " (klasyka, ale znacie tą wersję :D ---> TUTAJ)

Na dole ujemne temperatury

"...był czas gdy cień mój cieszył się, jak Ona mnie, jej cień go mamił i wlokę go, on wlecze mnie, kałuże lśnią nam pod nogami"   (całość TUTAJ)

Do lasu, byle do lasu :)

Słońce coraz wyżej :)

Wieża na Mogielicy

O to chodziło!

Jest zacnie - wyspy!!! Archipelagi całe :)

Ocean chmur :)

Śniadanie na Mogielicy :)

Wracamy, a mgły to nawet nie mają zamiaru się rozpływać :)

Spektakl świateł :)



Kategoria SFA, Wycieczka

Do San Escobar na Fajną Rybę

  • DST 85.00km
  • Sprzęt The Darkness
  • Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 3 listopada 2024 | dodano: 06.11.2024

Do San Escobar mieliśmy się wybrać już dawno, ale długo czekaliśmy na wizę :D
Wpadła nam ona idealnie pod kątem terminu, bo w kraju nad Wisłą temperatury stają się coraz niższe, więc pora uciekać w egzotyczne kraje. Chociaż wiecie, to nie są sprawy o których mówi się publicznie i nie mogę Wam wszystkiego powiedzieć. Zostańmy zatem przy wersji z wizą, a protokół dyplomatyczny zostawcie już pod naszą opieką. Co Wam będę mówił, że pełnię tam rolę attache wojskowego i odbyłem spotkanie z san-escobarskimi dyplomatami, w tym z chargé d’affaires, konsulem oraz ambasadorem :D 
Przy okazji wizyty zostaliśmy oprowadzeni po stolicy Santo-Subito, popływaliśmy w jeziorze De Naturato, zdobyliśmy szczyt Pica Chu, odwiedziliśmy Park Narodowy Vina Tusca , a po kolacji zatrzymaliśmy na dłużej w La Trynie :D 
Największą atrakcją było jednak mecz na stadionie Carne Gole oraz inspekcja rezerw złota zgromadzonych w Banku Narodowym w San Tander :D 
To jest niesamowite. Zakochałem się w tej miejscówce. Genialny pomysł ktoś miał aby zrobić taką miejscówkę - TUTAJ.  
Po wizycie w San Escobar udaliśmy w pobliskie kniej i lasy, no i pękło 85 km. Nieźle jak na listopadową przejażdżkę gdy na pytanie "która godzina", możecie bezkarnie odpowiedzieć "16-sta w nocy...". Inna sprawa, że w San Escobar miało być ciepło, a na początku dnia było -3 stopnie (w takcie dojazdu) i -1 na początku wycieczki. 
Chwilę po opuszczeniu egzotycznego kraju przedzieraliśmy się - no a jak mogło być inaczej - przez dziką roślinność :P
No i co w niej znaleźliśmy? Grób, tych którzy nie dali rady się przedrzeć... nie wierzycie? Zobaczcie zdjęcia poniżej.
Potem na listę miejsc odwiedzonych wpadł zabytkowy ohel cadyków, a chwile potem odwiedziliśmy przejechany w całości tego rocznego lata SZLAK PIEKIELNY.
Fajna Ryba nie była w planie, bo byliśmy tu kiedyś z Kingą, ale w sumie byliśmy już tak blisko... a czas był niezły... że grzechem byłoby nie wpaść na rybkę. Dosłownie "NA", bo to najwyższy naturalny pagór województwa łódzkiego (Strach padł na Śródmieście gdy okrutny Tauron oszukał system i zbudował Górę Kamieńsk.... był kiedyś o tym jakiś film, jak dobrze pamiętam, "Władca struktur formalizujących własności algebraiczne liczb całkowitych oraz arytmetyki modularnej" czy jakoś tak...
- Pierścieni, Władca Pierścieni - Szkodnik.
- Nigdy nie pamiętam tych głupich nazwa, definicja to definicja, jednoznaczna!

W lesie ciekawa akcja... dużo o tym teraz mówią. Spotykamy starszego Pana, który się zgubił zbierając grzyby.
Pyta nas, którędy do miejscowości X (nazwa nieważna), my z mapy odczytujemy, że idzie źle... wyszedł po drugiej stronie lasu i obecnie oddala się od wskazanego miejsca.
Upiera się jednak, że nie potrzebuje pomocy, bo dzwonił już do bliskich i mają go odebrać... no OK, ale mają go odebrać z X, a On się od X oddala!
Pokazujemy Mu, że X jest pod drugiej stronie lasu, a teraz idzie w kierunku torów kolejowych. On mówi, że sobie poradzi, ale jakbyśmy spotkali czarnego forda na świętokrzyskich blachach, to abyśmy powiedzieli, że będzie w X.
NIE BĘDZIE bo idzie "od" X w... pizdu... upiera się jednak, że idzie dobrze. Mapa go nie przekonuje... no i co z tym robić? Obezwładnić czy zastraszyć? Co byście wybrali... aby nakłonić Pana do zmiany kierunku. Obyło się jednak bez przemocy (ech... trochę szkoda, już się nastawiłem...), ale przeleciliśmy lasem spory kawałek - na rowerze to jednak odległości szybko pękają.
Udało się namierzyć forda... oczywiście "porzuconego", bo ktoś zostawił go i chyba poszedł szukać pana do lasu z buta. 
Niemniej po powrocie do pana i informacji, że ford stoi zupełnie w innym kierunku niż on teraz idzie, nagle uwierzył mapie i się tam skierował.
Trochę nie ogarniam tego... nie tego, że można się zgubić w lesie... my się na co drugim rajdzie zgubimy w lesie, ale że nadal upierał się, iż idzie dobrze, mimo że mapa pokazywała inaczej.
Zapytacie może czy nie miał Google... no nie miał, bo telefony klawiszowe czasem nie mają :P
Ważne, że dotarł do forda, tam już sobie poradzą... chyba, że zgubi się poszukujący, no ale wierzymy że dał radę "nie" :P

Lecimy dalej i na spontanie podejmujemy decyzję aby uderzyć na Fajną Rybę oraz nową wieżę widokową w Bożej Woli.
Tak, z Bożej Woli udało się trafić na wierzę. Zacnie, nieprawdaż?
Koniec dnia to jakieś odmienne stany świadomości słońca, bo dało taki spektakl kolorów podczas zachodu słońca, że - jak to mawiała moja nauczycielka z LO - oglądaliśmy to z zapartym stolcem :D
A w nocy, już właściwie przy aucie, przelot Starlinków - mega dobrze widoczny pociąg na niebie.
No piękny dzień. Jak na listopadową wycieczkę, to kosmos atrakcji :)

Witajcie w Republice San Escobar :)

Rajska plaża :)

Hydro obiekty w San Escobar :)

Już wiecie gdzie mieszka NEMO - w San Escobar :D

Dość, ileż można asfaltem, dawać bezdroża :D

Nie każdy z tych bezdroży powrócił...

Ohel cadyków

Leśne autostrady

Zacne przeloty

Drogi po horyzont

Jest i PIEKIELNY. It's been a while, my old friend :)

Upalanie pod dobrych drogach - jak nie my :P

W poszukiwaniu czarnego forda :)

O kurde - przybył, przecież to jego prom!!! Gdzieś tu muszą być statki eskorty - a co chodzi, znajdziecie TUTAJ.

Znowu w lesie :)

Ciągle w lesie :)

Niezmiennie w lesie :)

Podjazd na Rybę, całkiem FAJNĄ RYBĘ :D

Tutaj jeszcze złota jesień :)

Rekin pagórów :D

Wieża z Bożej Woli :D

No i znowu :)

Cóżby nie :)

Zaczyna się nasza ulubiona pora dnia :)

Zdjęcia muszą być

Szesnasta w nocy, a niebo płonie :)

Na powrocie

Kosmos kolory :)



Kategoria SFA, Wycieczka