aramisy prowadzi tutaj blog rowerowy

szermierze-na-rowerze

Nadwiślański maraton na orientacje 2017

  • DST 135.00km
  • Sprzęt SANTA
Niedziela, 9 kwietnia 2017 | dodano: 09.04.2017

Rok temu nie mogliśmy być na poprzedniej edycji, bo pokrywała się z Rajdem Wilczym. Życie to sztuka wyboru i padło na Rajd Wilczy. W tym roku nie ma takiego problemu, więc bez zbędnego wahania zapisujemy się na imprezę - zwłaszcza, że Organizator (Grzegorz Liszka) dzwoni i zaprasza nas osobiście. Jak to było niegdyś w Gotham City?
"Światło wzywa, Mrok musi odpowiedzieć...".
Zrywamy się z łóżka przed 3:00 w nocy, po to aby dotrzeć do bazy na godzinę 6:00. Odprawa jest o 6:40, start rajdu 20 minut później.  

Stwory cyfrowo wykluczone

Punkty kontrolne podbija się z wykorzystaniem smartfonów. Zainstalowana aplikacja CheckPoint umożliwia odczyt NFC na punkcie kontrolnym. Hmmm...patrzę na moją całkiem SOLIDną cegiełkę Samsunga o IP67 czy coś koło tego. No będzie ciężko z instalacja aplikacji. Pytam Basi:
- a twój smartfon?
- Zabrał mi go Bóbr (rzeka, nie zwierzak) na Rajdzie 360 rok temu.
No tak...Samsung przeżył starcie z Bobrem. Wszystko nam wtedy poszło pod wodę, ale Samsung przeżył.
Niby mam smartfon'a służbówkę, ale umówmy się, że model ten mógłby nie przeżyć konfrontacji z naszym trybem życia. Ciężko mi byłoby potem wytłumaczyć, że "naprawdę bardzo lało w tej delegacji, przedzierałem się przez bagno do Klienta, kiedy nagle zaatakował mnie kamień. Bardzo agresywny kamień..."
Odpowiedzieli by mi pewnie, że to i tak moja wina. Ja to wiem...to wyłącznie moja wina i to ja doskonale wiem, na kogo ją zrzucić :)
Zgłaszamy zatem w bazie, że tym razem jesteśmy z tych cyfrowo wykluczonych. Mamy wysyłać sms na każdym punkcie, celem potwierdzenia godziny przybycia oraz rejestracji kodu. Niestety musimy utrzymać pewien format sms'ów, a szkoda bo już planowałem wysyłać organizatorom głupie zdania zwierające kody:
'Jak zacznę kiedyś palić, to tylko LM lighty' czy też 'Pan z auta z rejestracją WH pytał gdzie jest front...tej budowli'
I tak bawi mnie ten system, bo jest np. w bazie gość który ma najnowszy telefon z bajerami, ale to iPhone i nie obsługuje on tej aplikacji.
Przynajmniej nie tylko my jesteśmy cyfrowo wykluczeni.

Deszcze niespokojne... prześladują nas
Leje na 3 dni przed rajdem, na 2 dni przed rajdem, na dzień przed rajdem..."BŁOTO installation completed". W dzień rajdu miało nie lać, ale leje...od rana. Skończy koło południa i zrobi się ładniej, ale i tak po tylu dniach deszczu, wszystko będzie błotem. Asfalt będzie błotem, beton będzie błotem, nawet błoto będzie błotem.
Niemniej, na razie leje. Może to nie wodny armageddon znany np. z Izerskiej Wyrypy w Lubaniu, ale jednak pada dość obficie.
Tymczasem, dostajemy mapy.
Aktualność map - wg regulaminu to 1987 - 1996. Ha, czyli trzeba się przestawić na nawigację niesugerującą... nie ma, że do końca asfaltu i w lewo, bo przez 20 lat to gmina mogła pociągnąć asfalt ze 14 km dalej.
Trzeba też się nastawić, że wielu skrzyżowań czy dróg na mapie nie ma. Mówiąc inaczej, jeśli zastanawiasz się czy to ta ścieżka, to to na pewno nie ta ścieżka. Na tej mapie są tylko takie drogi czy skrzyżowania, że nie sposób ich przegapić.
Mapę czyta się trudno, nie lubię takich map, ale Basia nie traci głowy:
ja: widziałaś tą mapę? co my teraz poczniemy?
Basia: jak to co? Antychrysta !!!
...no i fajnie. Idę poczynać.

Postanawiamy  uderzyć na południe. Chcemy zrobić góry za dnia, bo trasa sięga aż do granicy, ba nawet ją przekracza - jeden z punktów, leży po czeskiej stronie. Beskid Śląski w deszczu, czemu nie :)

Pies chyba Panu wpadł w oscylacje
Ruszamy i atakujemy dwa pierwsze punkty (15 i 21). Pierwsze sms'y poszły, mam nadzieję że system działa, a nie że wysyłam ciągi znaków gdzieś w eter. Potem będą jeszcze jakieś służby analizować, co chciałem zakodować w tych wiadomościach: 
ZM CH W-Wa 10:15. 

Odpuszczamy 17-tkę, bo jej wartość to tylko 30 punktów przeliczeniowych. Mało, jeśli nie zrobimy całości to lepiej zgarnąć punkty droższe, a jeśli zrobimy prawie całość w limicie, to jest na tyle blisko bazy, że podskoczymy po nią wracając na metę. Plany, plany, plany...
Tymczasem na 3-jce ciekawa sytuacja: idziemy wzdłuż ogrodzenia, podbiega pies i zaczyna szczekać. Sytuacja jak milion podobnych, ale ten pies:
lewo, lewo, prawo, prawo, góra+hau
lewo, lewo, prawo, prawo, góra+hau
lewo, lewo, prawo, prawo, góra+hau...
Stoję i patrzę. Dwa kroki w lewo, dwa w prawo, podskok+ szczeknięcie. Amplituda, częstotliwość = const.
Może trzeba zawiadomić właściciela, że pies Mu się zaciął.
Może wystąpi konieczność zakończenia procesu w trybie administracyjny.
Zastanawiam się czy oscylacja pieska wynika z zeżarcia przez niego dwóch członów inercyjnych, czy też posypało się coś na etapie transmitancji widmowej układu i równań różniczkowych członów oscylacyjnych drugiego rzędu... Basia każe mi iść dalej, a to jest naprawdę ciekawy problem. Zostawiam zatem oscylującego pieska, zastanawiając się jednak w myśli czy można by go rozbujać do drugiej czy trzeciej harmonicznej.
Tymczasem w okolicach punkt trwa szturm wzgórza 247 :)


Czy widzisz to drzewo na szczycie?
Tam punkt twój się ukrył jak szczur
Musicie, musicie, musicie
Wziąć lampion i zrzucić go z chmur...
Drobna parafraza piosenki żołnierskiej, a dobrze oddaje co nas czeka. Podróż w kierunku chmur, bo zaczynamy część górską. Beskid Śląski wita nas błotem. Poniżej jedna z bardziej przejezdnych ścieżek.
Planem jest przeciąć garb Góry Łazek (713), łapiąc punkty 8 i 4. Można to zrobić na dwa sposoby: atakować z zielonego szlaku (droga dłuższa) lub pojechać kawałek dalej i uderzyć od strony szlaku niebieskiego. Wybieramy - na nasze nieszczęście - tą drugą opcję...


Katorga na WĄWOZowej
Szlaku niebieskiego nie ma. Po prostu nie ma. Na mapie owszem jest, w terenie nie. Bywa. Niemniej, jakieś drogi są, acz wszystkie pod głęboką warstwą błota. Nie będziemy się przecież cofać do zielonego szlaku - bez przesady :P
Atakujemy z kompasem, trzymając kierunek na punkt 8-my. Droga z każdym metrem staje się coraz węższa, aż w końcu kończy wąwozem. Mega wielkim i stromym wąwozem. Jak ktoś nie ogarnia tych przedrostków, to tłumaczę mega wąwóz to taki zwykły wąwóz, tyle że razy 10 do szóstej. Proste, nie?

Masakra...stromizna nieziemska. Krzaki, zwalone drzewa, gęsto od roślinności. No jak zawsze...wariant optymalny. Tachamy rowery na przez gąszcz. Zawsze...zawsze, wleziemy w coś takiego. Pot ścieka po ryju, nogi ślizgają się na błocie, róże robią hyc za rękę czy nogę...
No ale w sumie to całkiem fajny ten wąwóz był. Zacne noszonko się zrobiło. Tyle, że ze 40 minut w plecy. 


Dzisiejszą porażkę sponsoruje liczba 4
Wytachawszy rowery z wąwozu, bierzemy 8-mkę od kopa. Teraz trzeba przelecieć grzbiet w kierunku 4-rki. Tutaj jednak da o sobie znać powiedzenie:
"jak zbyt długo coś poprawiasz, to na pewno to spier***sz".
Taka jest prawda. Jak patrzymy po czasach innych ekip to ludziom zajmowało około 30-40 minut aby dostać się z 8-mki na 4-rkę. Nam zajęło 1,5 godziny. Łącznie z wąwozem to ponad 2h w plecy. Co się stało?
Mianowicie, jako że mapa nie była zbyt dokładna, byliśmy bardzo wyczuleni na kierunki i ciągle z kompasem sprawdzaliśmy czy jest ok. Ścieżka, która miała wyprowadzić nas na 4-rkę zmieniła kierunek, wprowadziliśmy korektę. Zupełnie niepotrzebnie, bo kawałek dalej był zakręt i ścieżka wracała na dobry kierunek. Wprowadzona korekta kosztowała nas znaczną utratę wysokości i wylądowanie w krzokach. 
Gdy zorientowaliśmy się o co biega, nie było już sensu wracać na szczyt i korygować - zjechaliśmy na dół, objechaliśmy garb i złapaliśmy 4-rkę od dołu. Oczywiście, na dole musieliśmy pomylić ścieżki i nim połapaliśmy się, że coś jest nie tak to minęło łącznie 1,5h.

Marcin, bo OSA powiedział
Wbijamy na kolejny garb. Tym razem góra Żarnowiec i Lipowski Groń. To dokładnie tutaj na Orienteeringu w Cieszynie (impreza Marcina z Silesia Adventure Sport), usłyszałem głos zespołu OSA OPOLE podsumowujący podejście jakie nam się objawiło przed oczyma.
Głos, który niósł w sobie odrobinę frustracji, połączoną ze zdziwieniem i szczyptą niedowierzania, jednocześnie łącząc je z elementami gniewu i bezsilności. A echo jak zawsze, tylko końcówkę: mać, mać, mać :)
Tym razem punkty są jednak na dole, a nie na szczytach - niemniej, miejsce sentymentalne, zwłaszcza, że musieliśmy biec aby zdążyć do bazy. Biec, my...taką traumę zapamiętuje się na zawsze.


Duch Orienteeringu...mieszka w Cieszynie

Lecimy dalej. Robią się jaja, bo ta część trasy niemal w 100% pokrywa się z trasą Orienteeringu w Cieszynie. Grzesiek L. umieścił punkty nawet w tych samych miejscach co Marcin F. Nie wiem czy się umówili czy przypadkiem, ale bardzo fajnie to wyszło. Lecimy Orienteering, ale w drugą stronę. Co było świetnym zjazdem, jest obecnie cholernym podjazdem :)
Przekraczamy granicę i łapiemy punkt po czeskiej stronie.
Kilka zdjęć z Nadwiślańskiego Maratonu na Orienteering w Cieszynie :)


Wpadamy do Czech po punkt, ale szybko uciekamy bo nadal płonie tam ogień rewolucji :)


Jeden na jeden
Punkt nr 1 - Bardzo ładny punkt, ale nie znoszę takich lokalizacji. Aby dotrzeć do niego, trzeba się przedzierać przez tereny prywatne. Tego nie lubię i unikam jak ognia. Krzoki, wąwozy, doły mogę się przeprawiać, ale komuś po polu nie chcę biegać.
Tracimy znowu trochę czasu objeżdżając na około wioskę, aby nie przechodzić komuś przez płot.
Niestety ten punkt się organizatorom nie udał (w mojej ocenie oczywiście). Dostaje jedynkę z wykrzyknikiem, jak niegdyś ja na niemieckim :)

Romantyczne noce na bagnach

Zapada zmrok. Dzień się kończy, ale do limitu pozostało jeszcze kilka godzin. Podstawowy limit to 22:20 (start się trochę opóźnił), ale jest jeszcze 2h limitu spóźnień, gdzie leci kara 1 punkt przeliczeniowy za 1 minutę. Opłaca się zatem zgarnąć np. punkt za 80 punktów przeliczeniowych, spóźniając się godzinę bo mamy +80 -60, czyli dwadzieścia do przodu.
Sobotni wieczór, tylko ja i Ty, znowu sami. Obok nas mgła i bagna. Mieli Państwo rezerwację naszych bagien?
Tak, na 21:00, dół z wodą.
A to zapraszam...
Atakujemy 5-tkę od zachodu...na odprawie zalecano podejście od wschodu, bo od zachodu rzeki i podmokło. Kto by jednak przejmował się takimi drobiazgami. Przeprawiamy się z rowerami przez rzekę i bagno. W jednym miejscu trzeba było przejść po drzewie. Ja niczym mędrzec, podpieram się kijem i kroczę nad przepaścią. Basia nie ma czasu na subtelności, leci po drzewie na czworakach.

Punkt odnajdujemy bez problemu, ale jest problem się z niego wydostać. Nie chcemy wracać (a jakże!!), a drogę do przodu odcina ogrodzenie (a z nim młodnik). Dobra obejdziemy...po 20 minutach stwierdzamy, że to ogrodzenie chyba się tak szybko nie skończy. Kombinujemy, tracąc kolejne minuty a godzina już późna bo jest 22:20 - zaczyna się nasz limit spóźnień.
W końcu udaje nam się przedostać - nazwijmy to, nieortodoksyjnie :P

Przy bułeczkach w prawo
Zaczynamy powrót na bazę. Na pełnym gazie, aby jak najmniej punktów karnych złapać. Drogi sporo bo ponad 15 km do przejechania. Odpalamy blat i ogień. Ciężko się nawiguje na tej mapie w świetle czołówki, ale włączam tryb: cofnij po śladach. Moja chora pamięć tak działa ---> wpadamy na obszary przez które jeździliśmy rano, a więc:
- tam gdzie pachniało bułeczkami, przy piekarni w prawo
- przy wielkiej stodole na wprost
- 2 serpentyny i staw, potem w lewo
Lecę trasę z pamięci. Do bazy docieramy około 23:25.

Uzyskany wynik daje Basi miejsce na podium. I to drugie miejsce - srebrny medal. Jak na wtopę na 4-rce i sporą stratę w tamtym miejscu, to wynik jest bardzo dobry. Poza tym bawiliśmy się świetnie, wyniki nie są najważniejsze. Świetna trasa i genialna impreza. Chcemy wincyj :)


Kategoria Rajd, SFA


komentarze
Nie ma jeszcze komentarzy. Komentuj

Imię: Zaloguj się · Zarejestruj się!

Wpisz dwa pierwsze znaki ze słowa awyma
Można używać znaczników: [b][/b] i [url=][/url]