aramisy prowadzi tutaj blog rowerowy

szermierze-na-rowerze

Puchar Torunia 2019

  • Aktywność Sztuki walki
Sobota, 21 września 2019 | dodano: 24.09.2019

No to startujemy z sezonem zawodów szermierczych czyli zaczynamy Puchar 3 Broni 2019 !!! I to zaczynamy go z niemałym przytupem, ponieważ otwiera go impreza pod nazwą Pierwszy Puchar Torunia. Zaskoczeni? Pewnie cześć z Was tak. Zwłaszcza Ci którzy pamiętają, że w końcówce września zwykle ruszaliśmy do Gdyni bić się o Puchar Neptuna. Tym razem jest jednak inaczej i to wcale nie dlatego, że nagle poczuliśmy jakaś dziwną awersję do polskiego wybrzeża i ogromną ochotę na toruńskie pierniki. Powód jest zgoła inny. Ważniejszy!
A co do pierników – to na pierniki wcale nie musi nas nachodzić chcica. Ochotę na napierniczanie się mamy zawsze. Mówię zarówno o loży szyderców jak i o skrajnej, niczym nieuzasadnionej przemocy :)
Na wstępie chciałbym Was tylko przeprosić za jakoś i ilość zdjęć. Sala była fantastyczna szermierczo (3 plansze rapierowe równolegle - HELL YEAH!!!) i fatalna oświetleniowo pod kątem zdjęć. Do tego udało się zrobić ich tylko kilka, bo zajęci byliśmy obijaniem sobie masek i sędziowaniem. Nie dość zatem, że nie ma z czego wybierać, to jeszcze są one słabej jakości - niemniej jakieś są, tak abyście mi nie zarzucili, że PICS OR IT DIDN'T HAPPEN...
Dobra, dość tych wstępów. Jedziemy z relacją i (jak zawsze) z refleksją/wykładem o samej istocie szermierce...

Nawet Madagaskar nie może czuć się bezpiecznie
Czemu w tym roku nie odwiedzamy wybrzeża? Już tłumaczę, acz powód jest stosunkowo prosty. Rok temu uruchomiliśmy zajęcia Szkoły Fechtunku ARAMIS w nowej lokalizacji, którą właśnie był Toruń. To kolejne miasto na naszej, niemałej już liście, które zaczęło oferować treningi szermierki klasycznej.
Jesteśmy jak pandemia, nie do zatrzymania, nie do opanowania. Zarażamy „pasją, sztuką, walką” od wielu, wielu lat i inwazyjnie wkraczamy na nowe tereny. Nawet Madagaskar nie może czuć się bezpiecznie (jeśli wiecie do czego nawiązuję).
Jeśli nie, to spieszę z wyjaśnieniem. Jest tak internetowa gra, co się nazywa Pandemic 2. Waszym zadaniem jest rozwinięcie wirusa, baterii lub pasożyta, który zarazi cały świat. Im większa liczba zarażonych, tym więcej punktów rozwoju. Im więcej punktów rozwoju, tym większa możliwość kształtowania objawów choroby (gorączka, krwawienie, uszkodzenia narządów wewnętrznych) oraz sposobów jej rozprzestrzeniania (droga kropelkowa, bezpośredni kontakt, itp.). Im bardziej widoczne objawy, tym państwa, a nawet całe kontynenty ostrzej reagują na zagrożenie: wprowadzając stan wyjątkowy, zamykając porty i lotniska, itp.
No i jest cholerny Madagaskar… wyspa obok Afryki, bez lotniska (przynajmniej w tej grze), z jednym jedynym portem. Goście jak tylko ktoś zakaszle w Europie czy Ameryce Południowej, zamykają granice, wprowadzają stan wyjątkowy i tyle by było z infekcji. Zakazić Madagaskar graniczy z cudem…
…jednak SFA ma swoje sposoby i tak oto kolejne miasto padło naszym łupem. Może kiedyś dotrzemy nawet na Madagaskar, zwłaszcza że Irlandia i Hiszpania już złapały roznoszonego przez nas bakcyla. Wracając jednak w granicę naszego kraju, muszę stwierdzić, że niesamowicie cieszy to, że niegdyś niedostępne obszary środkowo-zachodniej Polski, obecnie są już pełnoprawną częścią naszej, patologicznej rodzinie.
Jako, że początki są zawsze trudne, uznaliśmy że warto przenieść zawody z Trójmiasta właśnie tutaj, celem promocji naszej nowej lokalizacji. Organizacja zawodów to jednak prestiżowe przedsięwzięcie, na które zjeżdżają się Zawodnicy z innych filii, oczekujący pewnego poziomu imprezy. Nasz nowy oddział stanął zatem przed naprawdę trudnym zadaniem i to od razu na początku swojej działalności. Czy temu podołał? Według mnie TAK i to nawet lepiej niż znakomicie! 



"Welcome to my home. Enter freely of your own will and leave something of the happiness you bring" (1*)

W Toruniu zostaliśmy ugoszczeni niemal po królewsku. Maciej, Instruktor toruńskiego oddziału (przypominam, że Toruń operacyjnie należy do Grupy Armii SFA "Północ"), zadbał o wszystko. I przez wszystko rozumiem WSZYSTKO !!! Otrzymaliśmy ogromną salę, na której - jak wspomniałem we wstępie - mieściły się nawet 3 plansze rapierowe równolegle oraz możliwość noclegu na drugiej hali, do której już niedługo przeniesione zostaną toruńskie treningi. Do tego część kadry instruktorskiej Maciek ugościł u siebie w domu, dbając o to aby niczego nam nie brakło przed srogą napierdalanką...
A było o co walczyć. Puchar Torunia to pierwsze zawody Pucharu 3 Broni 2019, czyli możliwość zarobienie swoich pierwszych punktów w nowym sezonie. Do tego zawsze sympatycznie jest zgarnąć pierwszy puchar nowego miasta (nie mylić z Nowym Miastem - tam zawodów jeszcze nie robiliśmy). Kandydatów do sięgnięcia po taki Puchar nie brakuje, bo poziom Zawodników nieprzerwanie rośnie i to co kiedyś mogło wydawać się proste, obecnie robi się karkołomnym przedsięwzięciem. Aby nie być gołosłownym, na potwierdzenie powyższego twierdzenia powiem, że "trzy setki" w całej historii szkoły udało się zgarnąć tylko dwóm osobom. Trzy setki oznaczają zwycięstwo jednego zawodnika w każdej konkurencji (złoto w Szpadzie, złoto w Szabli, złoto w Rapierze - za każde pierwsze miejsce zawodnik otrzymuje 100 pkt do Pucharu, za drugie 99, za trzecie 98 itd). 
Tymczasem serdecznie dziękujemy Maćkowi za gościnę i ciepłe przyjęcie na nowej aramisowej ziemi!!       




“I ain’t playing around. Make one false move and I’ll take you down…” (2*)

… czyli rzecz o błędach w walce. Ogólnie szermierka to gra błędów i to gra o sumie zerowej. Albo ujemnej, jak ktoś jest wysokiej klasy dubler'em (tak, wiem… to było hermetyczne).
Każdy w walce popełnia błędy, ale na szczęście nie wszystkie nasze błędy przeciwnikowi udaje się wykorzystać. Wszystko zależy od poziomu wyszkolenia, a czasem także od szczęścia. Niemniej im większy poziom wyszkolenia, tym mniejsza potrzeba polegania na tym drugim aspekcie. To fakt niepodważalny.
Z jednej strony zatem chcemy popełnić jak najmniej błędów (zapomnijcie o tym, że nie popełnicie żadnego – to tak nie działa…), a z drugiej chcemy umieć wykorzystać błędy przeciwnika, co zakończy się zadaniem trafienia... lub jeśli nie będzie aż tak dobrze, to chociaż zyskaniem przewagi np. zdobyciem pola, rozbrojeniem, uzyskaniem dogodnej pozycji itp.
Oglądali "1612"? Pamiętacie scenę nauki walki Rapierem?
"Nauczymy się teraz matematyki... El Circulo Magico. Magiczny krąg (...) Błędy przeciwnika traktuję jako jego życzenie śmierci" (3*).
Lubię ją za klimat i otoczkę magii wokół tej broni, ale nie uczcie się tego co tam mówią. Okrąg to podstawa Rapiera, ale jeśli chcecie poznać prawdziwe tajemnice tej broni, to zapraszamy do nas na treningi (do kina to wybierzcie się rozrywkowo a nie po prawdziwą wiedzę). No ale jest coś prawdziwego w tym cytacie o błędach, bo każdy nasz błąd bardzo ułatwi a przeciwnikowi robotę.
A jakie błędy na was czekają?
Heh, to temat rzeka. Jest wiele różnych podziałów błędów, ale na potrzeby relacji (wykładu?) przyjmijmy dwie główne grupy: błędy taktyczne i techniczne. Tak jak już wspomniałem, błędy techniczne popełnia każdy: niektórzy (Ci lepiej wyszkoleni) mniejsze i rzadziej, niektórzy (Ci słabiej wyszkoleni) ogromne i często. Przykładem błędów technicznych są:
- zasłona nie kryjąca w pełni danego wycinka pola trafienia
- zbyt szerokie prowadzenie ręki podczas wyminięcia/okolenia
- natarcie z ugiętą ręką
- zbyt szeroka postawa szermiercza lub przesunięcie ciężaru ciała na nogę zakroczną, upośledzające waszą mobilność
- zbyt niskie/za wysokie prowadzenie bronie
- …
Mówiąc o natarciu z ugiętą ręką... ech... Launch the torpedo!!!


Naprawdę mam wymieniać dalej? Tego jest… nieskończenie wiele. A błędów taktycznych? Jest także nieskończenie wiele, ale jakby więcej! Tak, tak, powiecie mi że nieskończoność to nieskończoność i nie można ich tak bezkarnie porównywać. A może jednak można?

Matematyka to niesamowite narzędzie…
Weźmy na przykład zbiór liczb naturalnych N: 1, 2, 3, 4… no będzie ich trochę, prawda? Jakieś, nieskończenie wiele.
A teraz weźmy zbór liczb rzeczywistych R, w których miedzy liczbami 1 i 2 jest… nieskończenie wiele elementów. Czy zatem cały zbiór liczb rzeczywistych jest równoliczny zbiorowi naturalnych. Matematycznie każdemu elementowi zbioru R możemy przyporządkować element zbioru N i nam liczb naturalnych na pewno nie zabraknie.
Jednak w podświadomości pojawia się wahanie, bunt… myśl, że jednak R wydaje się o wiele większe od N.


Jeśli temat ten fascynuje Was tak bardzo jak mnie, to polecam ten genialny filmik: How to count past infinity? Naprawdę warto :)

Wracając do błędów taktycznych: tych też jest nieskończenie wiele. Te są jednak o wiele groźniejsze niż błędy techniczne. Błędy techniczne można dużą ilością pracy usunąć (powtarzać działanie po 1000 razy, korygować odchyłki, automatyzować je na poziomie mięśniowym czyli kształtować nawyki czuciowo-ruchowe). To nie jest proste, ale wasza praca, zaangażowanie i korekta ze strony Trenera mogą zdziałać cuda. Błędów taktycznych nie wyeliminujecie bez zrozumienia idei szermierki, walki jako takiej, pojedynku…
Naturalną sprawą jest to, że wykształca Wam się pewien charakterystyczny dla Was styl walki. To dobrze – to kształtuje Was jako zawodnika, to naturalne. Niemniej, wiele osób walczy tym stylem (czytaj tak samo) z każdym przeciwnikiem… a to już dobrze nie jest.
Do każdego przeciwnika musicie umieć dobrać taktykę. Niektóre grupy działań będą wskazane, inne będą najgorszym co możecie w tej walce zrobić. I te grupy są zmienne, są różne… nie ma jednego zestawu działań, który sprawdzi się z każdym przeciwnikiem. Brak umiejętności doboru działań do przeciwnika kończy się porażką lub trafieniem obopólnym.
Musicie nauczyć się czytać walkę, myśleć jak przeciwnik. Powiecie, że brzmi to jak popularny slogan, nie?
No właśnie: NIE!!! To coś ważniejszego!
Przykład z Torunia. Trwa wymiana na żelazie, jeden z zawodników traci równowagę i przewraca się na plecy. Drugi rusza „z kopyta” do przodu, rzuca się na przewracającego przeciwnika celem zadania trafienia. Ten plan nie miał wad, prawda? To dlaczego skończył się dublem, czyli porażką obu Zawodników?… Dzieje się tak dlatego, że nie macie empatii, nie umiecie myśleć jak przeciwnik.
Nie chodzi o współczucie, mówię przewidywaniu co przeciwnik w danej sytuacji może zrobić. Postawcie się w jego sytuacji. Lecicie nagle na plecy, niespodziewanie… przewracacie się na ziemię, podczas gdy przeciwnik szarżuje na was z bronią. Co zrobilibyście w takiej chwili Wy? Czy natarcie na przeciwnika było w takiej chwili rozsądne?
A jeśli już - to w jaki sposób powinniście natrzeć, aby nie nadziać się na tą rozpaczliwie rzuconą w waszą stronę bronią?
Albo inny przykład: nie macie już sił na kontynuowanie walki, przeciwnik „zajeździł Was kondycyjnie”. Wiecie, że jeszcze chwila i nie utrzymacie tempa pracy nóg, a wtedy dostaniecie trafienie. Wiedząc, że koniec jest bliski… co zrobicie? Poczekacie aż ten koniec nadejdzie, godząc się z losem i „oddacie tą walkę”... czy nie mając już nic do stracenia, postawicie wszystko na jedną kartę i zrobicie akcję ostatniej szansy, która ma jakaś szansę zakończyć walkę, z wynikiem na waszą korzyść.
I druga strona medalu, widzicie że przeciwnik ma dość, jest wykończony. Ledwie stoi na nogach, za moment przestanie być zagrożeniem, bo rusza się już ślamazarnie… po prostu słania na nogach. Jak sądzicie co zrobi, za chwilę padnie wyczerpany i traficie go z zamkniętymi oczami bo przestanie Wam zagrażać czy też podejmie desperacką próbę natarcia, licząc że Was tym zaskocz.
No i jak? Co obstawiacie? Co Wy byście zrobili na jego miejscu?
To czysta teoria gier! Strategia graczy, tabela wypłat i punkty równowagi!

Taktyka to pytanie i odpowiedzi. Czy tego przeciwnika mogę bezpiecznie zaatakować natarciem zwodzonym czy też NIE jest on na poziomie pozwalającym na dostrzeżenie zwodu?
Co powinienem zrobić z przeciwnikiem, który unika/ucieka ze styku żelaza?
Co zrobić kiedy opuszcza broń na biodro? A co jeśli trzyma ją daleko na niemal wyprostowanej ręce?
Jak walczyć z przeciwnikiem, który przejmuje inicjatywę i agresywnie naciera?
Co zrobić, jeśli doskonale walczy z odpowiedzi i wyczekuje na wasze natarcie?
Od dobru działań i technicznego ich wykonania zależeć będzie wynik tej konfrontacji.
Duża część walki odbywa się w głowie - pamiętajcie o tym.
Ten akapit nie wyczerpuje oczywiście tematu... tak naprawdę, to nawet go nie zaczyna. Sygnalizuje jedynie nad czym powinniście pracować, a czasu nie zostało już wiele, bo niedługo widzimy się na zawodach w Katowicach!


CYTATY:
1. Film "Dracula", w reżyserii Coppoli. To wg. mnie najlepsza ekranizacja w historii kina. Tą kultową scenę z tego filmu znajdziecie tutaj.
2. Piosenka "Get back" zespołu Ludacris (end credits filmu "Trophic Thunder", tam gdzie Tom Cruise odwala ten chory taniec). Jak coś to znajdziecie ją tutaj
3. Film "1612". Scena nauki walki na Rapiery.


Kategoria SFA


komentarze
Aramis | 20:13 wtorek, 24 września 2019 | linkuj Relacja super, jak zawsze. Szkoda, wielka szkoda, że mnie nie było tym razem. Ale reszty sezonu postaram się nie odpuścić bo diabelnie Wam zazdroszczę.
Komentuj

Imię: Zaloguj się · Zarejestruj się!

Wpisz cztery pierwsze znaki ze słowa yluzl
Można używać znaczników: [b][/b] i [url=][/url]