aramisy prowadzi tutaj blog rowerowy

szermierze-na-rowerze

PRZEPRAWA 2017

  • DST 51.00km
  • Aktywność Wędrówka
Sobota, 13 maja 2017 | dodano: 15.05.2017

Kiedy wszyscy dymają na Dymno lub do Gliwic na Rajd Miejski, my w zasadzie - nie wiedzieć czemu - zapisujemy się na Przeprawę w Ropczycach. Rajd pieszy bez trasy rowerowej. Nietypowe to dla nas, bardzo nietypowe ale jedziemy. Na samym początku mamy lecieć trasę "Piesza 30km", ale na dzień przed imprezą zmieniamy na "Pieszą 50km". Tak wiem, że to dziwne, ale nie szukajcie logiki...jakoś tak wyszło :)

Prince of...Ropczyce
Logo PRZEPRAWY jest genialne.

W moim szermierczo-nerdowskim, spaczonym umyśle otwiera się worek wspomnień. Trauma z dzieciństwa, którą widzę nadal, gdy tylko zamknę oczy. Czasem budzę się mocno zlany...zimnym potem (a co myśleliście, Pacany!), źrenice tępo wpatrzone w sufit (a jak mają być wpatrzone gdy umysł nietęgi), a Księżniczka, którą kiedyś udało mi się uratować z rąk straszliwego Wezyra przewraca się na drugi bok i mruczy "przestałbyś się wiercić, co? I oddaj kołdrę".
Ciężko przestać gdy pamiętam go, jakby to wydarzyło się wczoraj. Pamiętam go z części pierwszej. Jego i sekatory...acz sekatory można było jakoś minąć. Strach zostawał w komnacie z sekatorami, nie podążał za tobą, ale On...On szedł po twoich krokach. Z klingą wymierzoną w twoje serce lub plecy.
Kościej, Kościan, Szkieletor...miał wiele imion. Każde znaczyło śmierć, ale ja jakoś przeżyłem.
A potem przyszła część druga. I On powrócił...
Pamiętam to jak dziś...szczęk kling, skrzypienie desek i most. Most, który runął...a ja wraz z nim. Otchłań wyciągnęła ku mnie swe ręce. Czarna pustka wydała niemy krzyk, żądając ofiar. Ostatkiem sił złapałem się krawędzi ostatniej z desek..."po raz kolejny udało się przeżyć".
Otrzymałem jednak dwa trafienia. Wtedy dowiedziałem, że muszę zacząć przykładać się do ćwiczeń szermierczych. Mało brakło, a nie przeszedłbym do kolejnego etapu (w SFA walczymy do 3 trafień :P).
Wiedziałem też już, że muszę poprawić nawigację. Krok w przód i runął bym wraz z całą konstrukcją. Krok dzielił mnie od nieznalezienia właściwego punktu...podparcia dla rąk i nóg. Zaczęła się praca, która trwa do dziś......a dziś widzę most z dzieciństwa. Wtedy nie widziałem co mnie czeka, dziś jestem przygotowany. A więc wracam, raz jeszcze stawić czoła moim Demonom.
"BASIA!!! Jedziemy na PRZEPRAWĘ !!" Kurde wydawało mi się, że ten most był gdzieś w Persji, a nie w Ropczycach...no ale może mi się coś popieprzyło. Może to był Prince of Ropczyce. Mogło tak być :)
Jedzie z Nami również Instruktor grupy dziecięcej - Lenon.

Autostrada krzyżowa i panika w garnizonie
Pierwszy punkt to były "młode brzózki". Zaliczasz młode brzózki a potem to już z kopytami do nieba :)

Wbijamy w bardzo ciekawe miejsce: Krzyż Ropczyce. Bardzo ładnie miejsce i dobry punkt widokowy. Przychodzimy tutaj z punktu 1-wszego z pominięciem punktu nr 2, bo zadania mają limity czasowe (np. punkt 4 i 5 to zadania czynne tylko do 13:30). Odpuszczamy zatem dwójkę, aby zdążyć na wszystkie zadania. One są dzisiaj naszym głównym celem.Tym działaniem napędziliśmy trochę strachu elicie, bo spotkaliśmy się pod krzyżem kiedy Oni wracali z dwójki. Nie mogli wiedzieć, że my dwójkę odpuściliśmy i przychodzimy z jedynki. Spowodowało to, że zaczęli napierać jeszcze bardziej, bo byli pewni że właśnie ich dogoniliśmy :)



Janusze alpinizmu i nowa droga aramisowa
Pierwsze zadanie: bardzo stroma skarpa. Trzeba wytyrać na górę. Jak ja kocham takie miejsca. Trzeba iść na czworakach, takie nachylenie...ale ale ale co to? Lina + uprząż - każdy kto chce może się podpiąć. Super sprawa, że obsługa tak dba o bezpieczeństwo. Kto chce może skorzystać z asekuracji. Uprząż zajęta, łatwiejsza droga także, bo właśnie utknął na niej jakiś zawodnik (jest ślisko i spore błoto). Lecimy bez sprzętu, to nie nasza pierwsza skarpa w życiu. To także nie skałki, to skarpa - tu najwyżej zjedziesz na ryju na sam dół...do tego jest poręczówka, której można się chwycić i nie mam roweru na plecach. Warunki bardziej niż sprzyjające aby przeprowadzić szturm. Gorsze robiliśmy z rowerami na plecach i działało. Jako, że główny "trakt" na skarpę zajęty, lecimy obok, wytyczając nową drogę. Prawie jak w Karakorum. Prawie. Zadanie super.

"Smętarz dla zwieżaków"
Church, Gage? Jesteście tutaj? Gdzie Mama?
"Kochanie?" - jej głos brzmiał jakby miała usta pełne ziemi...
Kurde to miejsce naprawdę istnieje. Jest w Ropczycach jakby ktoś chciał coś wskrzesić. Polecam - Louis Creed :)


Liście DĘBU i wojny KLONÓW...czyli zaraz tu uŚWIERknę
...myśląc i rozkminiając to zadanie. Trzeba dopasować liście do drzew. Nie, nie wszystkie...po jednym wystarczy. Jeśli umiesz. Dąb, klon, świerk nawet poszło, ale reszta...co to jest? Olcha, Orzech, Ochujchodzi? Nigdy nie byłem dobry z roślinek. Rośliny dzielę na spoko i choinki. Choinki kłują. Te spoko czasem też, jeśli to np. kolczaści przyjaciele którym poświęciłem krótką refleksję w relacji z Przemyśla.
Chociaż słuszny wydaje się również podział na aktywa i zagrożenia. Aktywa - można się chwycić kiedy idziesz po skarpie. Zagrożenia: drapie, parzy, śmierdzi :)
Basia myk, myk przypasowała liście do drzew, a ja walczę. Dobrze, że zaliczenie było od 3 poprawnych odpowiedzi z 6, bo dzięki temu zdałem "rzutem na taśmę".

Ciężkoatletyka...czyli grubi nie potrafią skakać
Boisko sportowe i skok w dal...co? Ostatni raz robiłem to w podstawówce. Trzeba skoczyć z rozbiegu za niebieską linię. Gdzie jest niebieska linia? Patrzę...majaczy na horyzoncie. Technika skoku dowolna, można potem paść na ryj byle lądować za niebieską linią. Nigdy w to nie byłem dobry. Biegnę, wybijam się...lecę, płynę przez powietrze i ląduje. No tak w cholerę za krótko. Jeszcze raz...i jeszcze raz.
Oh widzę, że będzie jak w kawale: Łotwa wypowiedziała wojnę Chinom. Po 6 dniach morderczych walk, armia łotewska dotarła do granicy z Estonią...Zaliczone, przy któreś tam próbie. Masakra, moja skoczność jest dramatyczna...niby mamy już 25 km w nogach, co mogłoby być jakąś wymówką, ale...nie, jest po prostu dramatyczna. Lenon za to poleciał prawie po rekord (druga odległość zawodów).

Zaraz dostaniesz kulkę...
Co? Czemu? Juri posłuchaj, to był Escobar. To był jego pomysł, nie mam z tym nic wspólnego...aaa zadnie z kulką.
Uff a ja już myślałem...dobra nieważne, co trzeba zrobić?
Kulka do ryja tak? Czerwona? Hmm taka na skórzanym pasku. Ha widzę, że nieźle tu się bawimy...kto dziś dominuje na boisku?
Co? Znowu źle zrozumiałem? Ech, no dobra od początku, o co chodzi? Kulka ląduje na łyżeczce, łyżeczka ląduje w ustach i trzeba przejść tor przeszkód tak aby kulka nie spadła z łyżeczki. Dwie ławki, nurkowanie pod linami i "kaczuszki" dookoła pachołków. Ławka jest wąska, a więc poruszamy się KROKIEM SZERMIERCZYM. Przecież to jedno z naszych ćwiczeń na równowagę. Ha oszukaliśmy system, mamy ponad 15-letnie przygotowanie do zadania. Lecimy zatem od kopa...no prawie od kopa bo Szkodnik zawodzi! Za dużo macha głową i musi lecieć drugi raz. Nawet wierszyk powstał (parafraza pewnego zadania matemtycznego).

Szkodnik prędko przez tor leci
Jeden, drugi, nawet trzeci
Nagle patrzy ZDRADA,
ani kulki nie posiada
"co się stało" myśli czacha
a to głowa mocno macha...



"Bagnem to będzie w ch** "
Idziemy na kolejny punkt...kocham te rozmowy.
- Nie ma oczywistego wariantu między punktami, proponuję azymut. Idźmy wzdłuż linii wysokiego napięcia.
- To będzie w linii jakieś 1,5 km, ale patrz tam jest bagno na mapie.
- 1,5 km to niedużo
- Bagnem to będzie w ch**
- Eee tam, nie przesadzajmy. Jak pisał Exupery: "Nie odległością mierzy się oddalenie"
- Tak, tym razem będzie to głębokość...
No i co, walimy przez bagno - jak zawsze.


Kapitanie, jaka jest kolejność działań?
Punkt z kajakami. Trzeba popłynąć do bojki na środku jeziora i wyłowić butelkę z równaniem matematycznym do rozwiązania. Wszystko opiera się o kolejność działań, więc najpierw kajak, potem mnożenie. 

Patrzcie co jeszcze wyłowiłem z jeziorka. Rzucał się trochę, ale finalnie dałem radę wytachać Pacana na brzeg. Teraz wisi i schnie :)


Niewolnik grawitacji czyli co ma tonąć, nie zawiśnie
Ostatni punkt i ostatnie zadanie. Trzeba się przeprawić przez rzekę...na rękach, skacząc po wiszących kółkach.
Obsługa punktu mówi, że pokaże nam jak i dziewczyna z niesamowitą gracją hyc, hyc, hyc...z kółeczka na kółeczko.
Zachęca aby spróbował, ale jestem pewien problem....

Ja bym nie zrobił tego z gracją, a z grawitacją. I nie hyc, hyc, ale jeb...no dobra plusk bo woda. Byłaby to naprawdę ciężka bomba głębinowa. Uskuteczniałbym pierwiastek z dwa gie ha (jak ktoś nie ogarnia fizyki - chodzi o spadek swobodny). Wbiłbym się w dno i wywołał tąpnięcie w okolicznej kopalni.
Postanawiam zatem dzisiaj nie zabijać górników (dziś nie ma munduru, więc tak trochę głupio bez - trzeba mieć jakieś zasady, prawda?). Stwierdzam uczciwie, że "nie ma szans, nie chcę umierać w spiętrzonych toniach". Mamy jednak alternatywę, można przejść rzeką. Zamieniamy się zatem w Szkołę Fechtunku FORMOZA i ruszamy przez rzekę na drugi brzeg. Potem już długa do bazy, ostatnie 5 km.


Feeders Polska czyli "najpierw masa potem masa"
W bazie przed oddaniem karty, należy jeszcze odszyfrować ostatnią wiadomość i to już koniec rajdu. Było super - rewelacyjna obsługa i kapitalny klimat.
Naprawdę udana impreza - jesteśmy bardzo zadowoleni, że się tutaj wybraliśmy. Kolejne pagóry zaliczone, no i pierwsze pełne 50 km na nogach. Złamaliśmy magiczną granicę (zwykle było 40 parę). Nie zrobiliśmy jednego punktu, aby zdążyć na zadania i była to bardzo dobra decyzja. Patrząc na limit czasowy naszej trasy, zdążylibyśmy zaliczyć pominięty punkt nr 2 i zmieścić się w czasie, ale prawie na pewno spóźnilibyśmy się, na co najmniej dwa zadania.
Basia zajmuje drugie miejsce i dostaje puchar plus 3kg izotonika w proszku. Potężna paka...chwilę później ja w losowaniu nagród wygrywam... 3kg izotonika w proszku.
No jaja...mamy zapas paszy na wiele miesięcy. Będę karmił Szkodnika, aż tak urośnie, że zacznie wchodzić do pokoju wraz z framugą :)
Przypomina mi to trochę kolejną scenę z dzieciństwa:

Genialna organizacja i wspaniały klimat - na pewno tu jeszcze wrócimy. Będziemy tylko namawiać organizatorów aby puścili nas następnym razem na rowerach. Wracamy do domu lekko styrani, bo 50 km z buta to dla nas wyzwanie.


Kategoria Rajd, SFA


komentarze
aramisy
| 09:13 wtorek, 16 maja 2017 | linkuj Anka
Lord of the Rings to chyba nigdy nie zostanę. Nie przy mojej wysoko-cukrowej diecie opartej na ciasteczkach i drożdżówkach :)

Mandraghora
Wielka paka, robi za poduszkę - dobrze się śpi na SILE W PROSZKU :)
mandraghora
| 07:44 wtorek, 16 maja 2017 | linkuj Zdjęcie na ławeczce <3. Made my day! I jak tu się skupić na pracy...?

P.S. Gratulacje! Nie ma to jak debiut od razu z pudłem!
P.S. Nie zjedzcie tego całego koksu na raz bo nikt Was nie dogoni na tych bagnach ;-)
Anka | 20:16 poniedziałek, 15 maja 2017 | linkuj Jesteście niesamowici!!! Jestem pełna szacunku i podziwu dla Waszych pasji... ćwiczcie ringi i jeśli jeszcze kiedykolwiek umieścimy ringi na trasie to pokonacie ją z tą opisaną wyżej gracją i hyc hyc :) Mam nadzieję, że zobaczymy się w przyszłym roku. Basia gratuluję podium.
Komentuj

Imię: Zaloguj się · Zarejestruj się!

Wpisz dwa pierwsze znaki ze słowa oryna
Można używać znaczników: [b][/b] i [url=][/url]