aramisy prowadzi tutaj blog rowerowy

szermierze-na-rowerze

Bike Orient - Kozów

  • DST 80.00km
  • Sprzęt The Darkness
  • Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 3 lipca 2021 | dodano: 06.07.2021

Tydzień po naszej wielkiej wyrypie jaką był GRASSOR300, ruszamy w świętorzyskie na "Bike Orient".
Rower zrobiony "żyleta" - po prostu płynie i to w ciszy! Jak ktoś nie wie czemu to takie ważne, to odsyłam do relacji z Grassora. Było już źle, naprawdę źle.
Teraz mam zupełnie nowy napęd, świeżutkie łożyska... no więc na rajdzie ma padać deszcz, tak aby te wszystkie piękne i błyszczące elementy od razu poszły w błoto oraz piach z wodą... Jakie życie bywa czasem okrutnie złośliwie i wredne. No jasne, nikt nas do startu nie zmusza, ale cholera stęskniliśmy się ze rajdami przez ostatnie pandemiczne zawirowania. Ostatnia Silesia to było jak z marchwi wstanie (po 3 dniach jakiegoś zgona agrarnego), więc ciągnie nas na ten Bike Orient niesamowicie. Wiecie jak to jest być na głodzie... głodzie nawigacji. 
Odprawa naszej trasy jest o7:45, a mamy koło 2 godzin drogi i potrzeba chociaż chwili aby ściągnąć z auta rowery i się zarejestrować... pobudka 3:45. Nie ma zmiłuj... trzeba wrócić w do typowych sobót z przed czasu ogólnoświatowej pandemii. Historia jak na poniższym obrazku:

Do bazy docieramy kilka minut po 7:00 - nie na styk,a wręcz ze sporym zapasem czasowym... aż jestem zaskoczony. Ale nie przyzwyczajajcie się, to przypadek :P
Baza znajduje się w siedzibie ONZ (OSP, Pacanie, OSP - Basia)...
Kiedy pomału przygotowujemy się do startu, zaczyna padać deszcz. Basia wzrusza ramionami i mówi "planowo - przestanie o 11:00". Ja wzruszam ramionami i myślę "k***a..." - ja naprawdę mogę moknąć, przecież to nie pierwszy i nie ostatni raz dopierniczy nam deszczem, ale czemu na mój NOWY NAPĘD? Wiecie jak to jest... pierwsza rysa boli najbardziej. Wszystko działa, wyregulowane, łańcuch płynie po zębatkach... zaraz będzie pływał w syfie bo dowalę tam z tonę piasku i zaleję wszystko hektolitrami wody....
Jeśli prognozy nie kłamały czeka nas 3 godziny jazdy w ulewie, a potem ma być już ładniej.
Szkodnik tymczasem załapuje się na wywiad do lokalnej TV --> można go zobaczyć TUTAJ.
Tak więc, chwila dla mediów i ruszamy :D :D :D

Dobre, ukradzione, oficjalne zdjęcie zrobione przez Organizatorów

Hmmm nie znam tego protokołu komunikacji: RS-233, RS-422, RS-485 owszem ale 435.... ciekawe jak tu lecą sygnały? To też jest full duplex?

"Wielka sława to żart" :D

Od czego byście zaczęli?


W lesie deszczowym...
...leje naprawdę zacnie. Lało już konkretnie gdy składaliśmy mapę na mapniku i wyjeżdżaliśmy z bazy. W lesie wszystko już przyjemnie mokre, a najlepsze są okorowane gałęzie i konary. Jesteśmy świadkami kilku spektakularnych gleb niektórych zawodników. Szczęśliwie nami to tylko trochę pomiota od lewej do prawej na wąskiej ścieżce, ale obejdzie się bez driftu ryjem po błocie. Już pierwsze dwa punkty kontrolne pokazują nam, że nie będzie dziś łatwo... drogi w lesie często nie zgadzają się z mapą, po prostu zarosły roślinnością plugawą, jakże popularną na terenach poniżej 700-800 m npm. Punkty także nie są proste nawigacyjnie, mam wrażenie że Piotr (Organizator) lekko "zdziczał" :D, bo do niektórych lampionów po prostu nie ma dojazdu. Trzeba drzeć przez krzory na szagę. 
Natomiast jak wpadamy na dobre leśne drogi, to jedziemy po jednym błocie. Woda leje się z nieba na głowę i z pod kół prosto w ryja. Piach i woda... piach i woda. Mój biedny, nowy napęd. Basia mnie pociesza, że w serwisie mówili, mi że skoro korba jest stara to nowy łańcuch musi się lekko dotrzeć do tylnych zębatek... w takich warunkach to dotrze się to ekspresem. Piach z wodą to rzeźbi jak nie powiem co w czym :)

Las iście deszczowy :) 


Widzenie tunelowe :)

Piach i woda... wszystko już totalnie przemoczone


Parszywa 11-stka
Zaliczamy przed chwilą 8-mkę przy starym cmentarzu cholerycznym i postanawiamy pojechać ścieżką prowadzącą na zachód wprost na 11-tkę. Problemem staje się fakt, że tej ścieżki jest jakieś 50 metrów i znika ona w "ścianie" roślinności. Nie mając za bardzo na mapie innych dróg drzemy na wprost. Najpierw przez mokre trawy, potem zaczynają się tereny podmokłe... coraz lepiej... chwilę później w stwierdzeniu "tereny podmokłe" zaczyna dominować podmokłe, a terenu to w zasadzie już nie ma... ale idziemy dalej. Kompas mówi, że kierunek jest dobry, więc przedzieramy się dalej. Czasem spotykamy innego zawodnika idącego od 18-stki. Śmiesznie się czasem robi, bo nawiązują się ciekawe dialogi:

On: masakra, prawie utonąłem... tam jest hardcore z bagnem.
My: tu też nie jest najlepiej
On: no tak ale to już ze 200-300 metrów jeszcze, prawda?
My: no nie, my od 8-mki to już ponad kilometr się tak przedzieramy.
Powiedziałbym, że "zwiesił głowę niemy", ale las wtórował "mać, mać, mać..."

Jeśli ktoś z Was nigdy nie darł przez bagno, to może nie zdawać sobie sprawy jak DALEKO to jest kilometr. Bagno, kosówka, tarnina inaczej liczy kilometry :)
Finalnie docieramy na 18-tkę, która ma opis "nad strumieniem". Co tu duża gadać, sami zobaczcie:

Na mapie to całkiem niezła ścieżka

Ach te świętokrzyskie ścieżki :)

Spostrzegawczy mogą dostrzec lampion na zdjęciu - jest, jest :)


"Rzekłem..." (chyba każdy wie, że to STĄD - acz link prowadzi do niesamowitego "tribute" do tego serialu w postaci piosenki)
"O 11:00 przestanie padać, rzekłem..." - rzekł Szkodnik w bazie i jak w zegarku.
Rzeczywiście kilka minut po 11:00 przestaje padać. Jesteśmy przemoczeni i to tak całkowicie, ale jest dość ciepło, więc nie jest źle.
Nieraz bywało gorzej, nie ma co narzekać - ciśniemy dalej. 
Punkt 12 - oj naszukaliśmy się go trochę. Nawigacyjnie byliśmy w miarę dobrze, ale przestrzeliliśmy go o jakieś 50 metrów w gęstym lesie i chwilę nam zajęło zlokalizowanie go.
Czy wspominałem już, że Piotr Banaszkiewicz dziczeje dając takie punkty :)
Nie przeszkadza mi to wcale, ale po prostu zaskoczyło mnie to niezmiernie.
Na jednym ze zdjęć punkt perełka - opuszczone gospodarstwo w środku lasu.
Doceniamy, doceniamy takie punkty kontrolne.

Jak ktoś chce awansować, to w prawo... ponoć tam rozdają STANOWISKA :)

GOTCHA !!!

Live your life by a compass, not by a clock

Doskonałe miejsce na Punkt Kontrolny !!!


Na 18-stce przyda Wam się nowa guma...
Punkt 18-sty... na jpr***. Piotrze Banaszkiewiczu, twórco trasy - nie wiem czy Cię uwielbiać za ten punkt czy nienawidzić... Bike Orienty chyba zaczynają stawać się iście Jaszczurowe (jak ktoś nie wie o co chodzi, to na blogu pełno jest relacji z różnych Jaszczurów... Jaszczur to nie rajd, to stan  umysłu, także naszego, że na nie jeździmy). Walimy przez podmokły młodnik... gęsto od gałęzi, mokre choinki walą po ryju, do tego wszędzie ostrężyny i inni kolczaści przyjaciele, czepiają się spodni i kurtki szepcząc "zostań z nami"...
Młodnik nie ma końca... to już przedzieranie się na rympał. Szkodnik to planuje nawet forsować ogrodzenia młodników, ale udaje się je wyminąć. Nie wiem ile przedzieraliśmy się na polanę, ale ma wrażenie, że zaraz wyjdą do nas chłopaki z Wietkongu i otworzą ogień. Po prostu dżungla... las deszczowy (chociaż już nie pada).
Na polanie odmierzamy się na lampion już idealnie. 
Aby nie wracać tego kawałka z młodnikiem, walimy przez polanę... która najpierw okazuje się bardzo podmokła, a potem zarośnięta tarniną. Uwielbiam te roślinki... przedarcie się z powrotem do drogi zajmuje nam chyba ze 30 min. Niestety Duch zostaje ranny... kolec tarniny przebija oponę. Przypominam, że nasze opony to 2.6 - zdjęcie tego z rawki to nie jest trywialne zadanie, to jest walka na zasadzie "jeśli brutalna siła nie działa, oznacza że używasz jej za mało" :)
Sumarycznie wraz z "kapciem" punkt ten zjadł nam bardzo dużą ilość czasu.

Przez busz, wegetacja napiera :)

Bobry podały nam pomocną tamę :)

Kocham pracę... mógłbym patrzeć na nią godzinami :) [zdjęcie oczywiście propagandowe, zgadnijcie kto dymał 3 bary małą pompką]


No dobra, skaczemy trochę w czasie. Mówią, że jeden obrazek mówi więcej niż 1000 słów. Mam dla Was nawet więcej niż 1 obrazek. Gotowi? Będzie trochę monotematycznie: błoto, błoto, błoto, krzory, korzy, krzory... mówiłem Wam już, że ktoś tu zdziczał budując trasę? :)
Powiem jeszcze, że wychodzi z nas także zmęczenie wakacyjne - jednak 2 tygodnie w stylu: góry, góry, góry a potem Grassor na zakończenie zmęczyło nas naprawdę mocno. Mimo, że minął tydzień to jednak czuć nadal pokonane trudy. Nawet na nielicznych asfaltowych przelotach jesteśmy po prostu wolniejsi niż zwykle. To jest po prostu fakt w dniu dzisiejszym.
Cóż nie jesteśmy cyborgami, a ta 18-stka naprawdę nas wykończyła. Tempo bardzo nam spada, ale jedziemy do końca. Jak zawsze :)

Nosz k****...

Ech...

No więc tak, że tego...

No ale, żeby nie było że tylko krzory i krzory, to powiem Wam, że
było także i tak --->


...albo tak

Punkt z dojazdem, no rarytasik :)



Na koniec niestety Basia łapie drugą gumę. Tym razem w tylnym kole.  Przyczyna to chyba po prostu szkło, bo zdarzyło się to w centrum sporej miejscowości przez którą lecieliśmy przelotem. Wywaliło nielichą dziura, bo w 2 sekundy w oponie nie było ani grama powietrza. Trochę komplikuje nam to finisz, bo znowu trochę minut nam wypadnie na niespodziewany serwis. W praktyce skończy się to tym, ze ostatnie dwa punkty zrobimy w niesamowitym biegu, wpadając do bazy na minutę przed limitem. Planem było zjechać na spokojnie do bazy, a skończyło się jak zawsze... walką z czasem niemal do ostatnich sekund.
Gdy łapiemy drugą gumę dzisiaj przypominam sobie traumę z przed kilku lat - Rajd w OPONACH absurdu, gdy podczas jednego 8-godzinnego rajdu złapałem gumę 6 razy... szczęśliwie w tym kontekście skończyło się dzisiaj na dwóch.
Do domu wracamy około 23:00 i idziemy spać, bo w niedzielę wybieramy się na kolejną, tym razem pieszą wyprawę... deszcze już przeszły, można znowu gnać do lasu.

Tym razem tylne koło...
 
Mycie maszyn w bazie



Kategoria Rajd, SFA


komentarze
Nie ma jeszcze komentarzy. Komentuj

Imię: Zaloguj się · Zarejestruj się!

Wpisz trzy pierwsze znaki ze słowa iudzi
Można używać znaczników: [b][/b] i [url=][/url]