aramisy prowadzi tutaj blog rowerowy

szermierze-na-rowerze

Rajd HAWRAN 2022

  • DST 85.00km
  • Sprzęt The Darkness
  • Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 14 maja 2022 | dodano: 30.05.2022

Tydzień po naszej SILE KORNOlisa ruszamy na kolejną edycję Hawrana. Dobrze czytajcie, ruszamy... liczba mnoga, bo Basia też jedzie. Oczywiście na razie nie może startować, ale pomoże w bazie i na bufecie. Ech... brakuje mi wspólnych startów, bo takich trzech jak nas dwoje, to nie ma ani jednego i zawsze odwalimy jakąś epicką akcję... może niekoniecznie mądrą i chwalebną, ale jednak epicką. No ale cóż, jeszcze przez jakiś czas muszę startować samemu... samemu, niekoniecznie musi jednak oznaczać samotnie, ale o tym później.
Dobrze będzie znów stanąć po drugiej stronie mapy, zwłaszcza że Hawran zawsze rozgrywany jest w naszym ukochanym Beskidzie Niski. W tym roku będą to jego obrzeża, niedaleko Rymanowa Zdroju, więc pachnie mi punktem na niepowtarzalnej Cergowej (ja bym tam dał...), ale jak się za moment przekonamy, rajd wyrzuci nas zupełnie w inną stronę na mapie.
Powiem Wam, że trochę odwykliśmy od pobudek o 3:00 nad ranem. Kiedyś tak wyglądał niemal każdy weekend, "budzik na 3-cią" aby zdążyć na start o 8:00 rano gdzieś na drugim końcu świata, ewentualnie nawet na trzeci... tzn na drugim końcu trzeciego świata, albo trzecim końcu drugiego świata...?
Cholera, wiecie o co mi chodzi.
No ale ten rok, to cholera wiecie jaki jest... Niemniej skoro jesteśmy już przy końcu świata, skoro jedziemy w Beskid Niski, no to TA PIOSENKA musi polecieć w trakcie jazdy. Tak wiem, za każdym razem kiedy wpis na tym blogu dotyczy Beskidu Niskiego-ale-Stromego, to załączam ten utwór... no cóż, cholera, wiecie że to tradycja to tradycja, prawda?
Dobra, to tyle tytułem wstępu... ruszajmy z relacją z Rajdu Hawran 2022 z bazą w Odrzechowej.

Było to temu z rok (jak z rok temu? TERAZ)
Było w maju, pachniał bez w całym kraju (no ba!)
pewien Pan, miły Pan z Amsterdamu (jakiego Amsterdamu, z MIELCA !!! )
powiedział wprost "jedź z nami, droga Aniu" (parafraza klasyki polskiej piosenki - TUTAJ całkiem niezły cover)
Jestem umówiony z Andrzejem, że polecimy Hawrana razem. Zwykle jeździmy w trójkę, ale skoro Basia na razie nie może, no to pojedziemy w zubożonym składzie. Dokładnie tak jak to było na Liszkorze, kiedy zasypało nas sniegiem. Ale zaraz, zaraz (zaraz - taka duża bakteria...) na Liszkorze finalnie jechaliśmy w trójkę, bo dołączyła do nas Ania Witkowska. No to jak, jedziemy w dwójkę czy trójkę? Andrzej długo się nie zastanawia i mówi "Ania, jedź z nami". OK - czyli skład ustalony. Teraz trzeba ustalić jeszcze wariant (to będzie trudniejsze), a potem jeszcze go zrealizować... a że jednak mamy ciągoty do pato-nawigacji, zaczyna się pato-planowanie... Ania pyta czy będziemy się poruszać dzisiaj pato-ścieżkami. Zawsze, ale co w sumie rozumiesz przez ścieżki? Jak do Basi czasem mówię "Szkodnik patrzaj, tędy ktoś szedł", to nieraz dostaję odpowiedź "tak... i ten ktoś miał kopytka...".
Kopytka, krokiety, pierogi - nie jestem tutaj aby dyskutować o kulinariach. Przyjechałem tu czytać mapę i drzeć w poprzek przez wąwozy... a właśnie zgubiłem mapę :D
Dobra, żarty na bok - zaplanowaliśmy chyba nawet coś z sensem. Ruszamy zatem w trójkę w Beskid Niski... wprost z miejscowości o nazwie, co ODRZE-z-godności-i-s-CHOWA-punkty.
Pierwszy lampion to formalność - wiecie jak w szkolę: "jedynka na zachętę" :D

Jeszcze na asfalcie :D a tak serio, to wypaśne to VELO :D
(Szkodniczek, apel do Ciebie: zróbmy sobie kiedyś nasze własne CZARNE VELO, będzie hit, będzie grane w każdym wąwozie :D)

Z widokiem na Beskid i... Anię :)


"Koniem dla nich istnienie! - Trzeba znać ogiera;
Pięści słucha, czy pieśni, czy rwie się w step czy w tłum..." (klasyk Mistrza Jacka)

No ewidentnie w tłum... ale w step też, a było to tak:
Musimy przejechać ogromnym polem w kierunku lasu, bo lampion jest ukryty w rozwidleniu jarów (PK43). Pole jest ogrodzone, ale jak to w Beskidzie Niskim, można sobie samodzielnie otworzyć "bramę". Właścicielka obszaru, która akurat jest tam obecna mówi: "Jedźcie, jedźcie śmiało", ale... stawia nam też jeden warunek. Trzeba przemknąć się niepostrzeżenie, bo na polu grasuje rumak. Pani dobrze zna tego przebiegłego ogiera... ostrzega nas aby zamknąć bramę, bo jak się konik dowie, że została otwarta, to będzie 3 dni hasał na polach i łąkach.
Padnie ze zmęczenia w jakieś prawne pole i dopiero po 3 dniach z MARCHWI wstanie :D 
Pole sięga po horyzont, a żadnego konia nie widzę... chyba Pani się martwi na zapas. Gdzieby bestia wyczaiła, że będziemy otwierać bramę. Pani jednak ostrzega: "Nic go nie powstrzyma jak wpadnie w SZAŁ" (Podkowińskiego...). Wchodzimy i dosłownie chwilę później widzę... bieży... kłusuje... cwałuje. Wprost na nas. Rzeczywiście wpadł w SZAŁ. Patrzcie, mam nawet zdjęcie:


a nie, czekajcie, to nie to. To zrobiłem sobie z koleżanką, gdzieś w parku pod bolkiem. Była o to straszna chryja, bo ktoś zadzwonił, że Mu dzieci płoszymy czy jakoś tak. Straż miejska do mnie z ryjem o jakąś obrazę moralności... koleżanka cały drży, trochę też z zimna, bo z -10 było, krzyczy żeby jej pomogli... a ja nie wiem w czym mają jej pomóc, dała by spokój, sam dam radę. Nie umieją pacany docenić prawdziwej sztuki... no, ale miało być nie o tym. Inne zdjęcie miało być. O mam, no to jeszcze raz, PATRZCIE:



Bestia w kilka chwil jest obok nas i zagaduje zalotnie:
- Zostaw bramkę otwartą, dobry człowieku, albo zasadzę z Ci z kopyta...
Szkapa umie się targować... prawdziwy z niego negocjator, ale nie damy się zastraszyć.
Rzuciliśmy Mu na pożarcie dwójke innych zawodników i dzielnie zbiegliśmy z miejsca zdarzenia. Jak zobaczycie w wynikach DNF (did not finish) to już wiecie co się stało.
Sytuacja WIN-WIN, Bestia dała nam spokój, a konkurencja jakby mniejsza.
Pod koniec pola trzeba będzie trochę przyspieszyć kroku, bo "nasza szkapa" ekspresowo opierdoli do samiuśkich kostek, rzucone mu na pożarcie osobniki i zacznie ponownie kierować się ku nam. Ma przemiał, ten bucefał... niemniej udało nam się ujść z życiem...
... tylko po to aby chwilę potem zsuwać się po śliskich liściach, stromym zboczem do rozwidlenia wąwozów.
Piękny punkt, taki z tych co lubię... pamiętacie, że byłem już specjalistą od wąwozów na Hawranie:

Rok 2018... unikalne zdjęcie jak spadam do wąwozu, autorstwa śmiejącego się Szkodnika.


No właśnie... teraz wąwóz jest równie stromy, ale większy. Dziś jednak rolę spadającego w dół na ryj, zagra ktoś inny... przegrałem ten casting. Kolega z innej drużyny mnie uprzedził, leci właśnie na ryj w dół... aż łezka z zazdrości zakręciła mi się w oku. Ale mlasło tam na dole... zacne lądowanie.
A inna sprawa, że ktoś kiedyś (tak - piję do Organizatorów) narzekał, że robimy punkty nierowerowe - ten wąwóz był super rowerowy, po prostu VELO wąwoziada :)

Trasa iście rowerowa :D

Tędy jedziemy - jest extra :D

Zarys drogi jakby widać - to jest prawdziwy Beskid Niski :D

Andrzej odnalazł jakiś trakt :)

Kolorowo :)


Wariant godny... Leśmiana
Długi, długi przelot, ale za to z pięknymi widokami. Chwilę później zaliczamy kolejny punkt kontrolny (mostek), którego - nota bene - naszukamy się trochę, bo będą dwa mostki i punkt będzie na tym ukrytym w krzakach. Staniemy teraz przed decyzją, czy jechać sporym objazdem czy pchać się przez górę Patryję. Jak myślicie co wybraliśmy... tak jedzie z nami Ania, która mogła zaprotestować, ale w sumie sama chciała przez górę. "Przecież wiadomo, że jej nie odmówię, muszę się sprężyć bo podpychać nie lubię" (parafraza klasyki Franka Kimono).
Ciśniemy pod górę... pchamy rowery bo stromo... i w sumie nie wiem jak to się stało, ale rozmawiamy z Leśmianem o Andrzeju, albo na odwrót, nie pamiętam do końca konfiguracji, ale pamiętam tematy. Proste, że męskie sprawy bo rozmawiamy o DZIEWCZYNIE (według mnie najlepszy wiersz Leśmiana ever, genialny tekst - TUTAJ w wersji poezji śpiewanej)
Ja nie wiem jak to się dzieje... pchasz rower pod górę, po błocie... i zaczynasz rozmawiać o liczbach zespolonych (Hawran 2021) albo o poezji Leśmiana (Hawran teraz).
Ciekawe o czym będą dyskusje na podpychach za rok: "wpływ monsunów zachodnich na rozwój kolarstwa w Chinach"?
Finalnie wychodzimy na szczyt, pod ogromne wiatraki. Widokowo jest bajka :)

Bociek Stefan patrzy z niedowierzaniem na nasz wariant :)


Przez Wiatrakową Górę :)

Więcej wiatraków :)


Kirkut, kikut... Andrzej? Andrzej !! Chyba nawalił Mu GSB :D :D :D 
Rozdział zbiorczy dotyczący kilku akcji, bo wszystkie działy się niemal w tym samym momencie i ciężko to podzielić na jakieś sensowne wątki.
Po zjeździe z Patryji zbieramy kilka punktów na "nizinach", aby chwilę później znowu zaatakować pagóry i wspinać się po stromych zboczach.
- bobrowisko robione wariantem "z wody", mimo że punkt wisiał na brzegu... jaki był sens przeprawiania się po złamanym drzewie, na drugą stronę, na której nie było lampionu... może kiedyś znajdę odpowiedź na to i inne egzystencjalne pytania :D
- mocno zarośnięty krzakami stary kirkut, z czołganiem się pod elektrycznym pastuchem
- wbicie na Główny Szlak Beskidzki (czerwony) i jazda dokładnie w odwrotnym kierunku niż niedawno z Lenonem
- Andrzej, który przeczytał opis punktu KIRKUT a punktem był KIKUT (drzewa). Ciśniemy czerwonym szlakiem, pośrodku gór, a Andrzej mówi, ciekawe że będzie tu kirkut.
Nie załapałem... nie kojarzę tutaj żadnego kirkutu, no ale przecież mogę o czymś nie wiedzieć... no ale kiedy kolega w okolicy punktu, w środku beskidzkiego lasu zaczyna szukać macew... to my z Anią zaczynamy dochodzić do wniosku, że coś jest bardzo nie tak... :D :D :D
"To nie tak, nie tak, nie tak, dziewczyno, nie tak nam miało być, mieliśmy razem iść..." po lampion, a Andrzej szuka macew :D

Uwaga wielka seria zdjęć:

Lampion przy macewach

Podniebny jelonek :D

Drzewo na polanie - potencjalny kandydat na... :)

...punkt kontrolny :)

Czy mi się wydaje, czy Oni jadą jakoś tak krzywo, coś Ich znosi :)


A nie! Wszystko pod kontrolną... spacery z rowerem :)

GSB :)

"Live your life by a compass, not by a clock"

Naprawdę zielony ten czerwony szlak :)

Ale jednak czerwony :)

Bardzo czerwony :)


No i właśnie... tutaj Andrzej też odwalił mocną akcję. Jest wykrzyknik? No jest, za moment, nawet będzie znak, że szlak skręca. Ja się zatrzymałem zrobić to zdjęcie, a Andrzej pociął w dół. Dojeżdżam do skrętu szlaku, a tu ściana... po prostu pion. Patrzę, Andrzeja nigdzie nie ma. No bez jaj... nie zjechałby tego. A nawet jeśli, to ile mi zajęło zrobienia zdjęcia? Musiałby przejść tędy z jakaś chorą prędkością, aby Go już nie widział... no chyba, że pociął na wprost, bo nie zauważył skrętu.
Hmm... ANDRZEJU, ewidentna awaria GSB (Głównego Szlaku Beskidziego). Dobrze, że finalnie nasz Towarzysz zorientował się, że "poszedł jak dzik w maliny" i zawrócił :D

Wykrzyknik! Co to może oznaczać :D ?

Ten szlak jest boski :)

Jedni ostro pedałują :)

...a inni po prostu sielanka :)


Szkodnik bufetowy czyli "za czym kolejka ta stoi? Na co w kolejce tej czekasz?" (KLASYK KLASYKÓW)
Jak to za czym? Za jedzeniem, bo to punkt żywieniowy! Szkodnik nie może mi dziś towarzyszyć i poniewierać się po krzorach, ale zabezpiecza bufet. Dostał misję najwyższej wagi (zwłaszcza, jak się nie opamiętam...), więc wydaje smakołyki i trunki strudzonym wędrowcom. My do takich należymy, więc korzystam ile się da z dobrodziejstwa rajdowej spiżarni.
Po raz kolejny się przekonałem, że w małżeństwie "On Ją kocha za żarcie, Ona za wzięcie" :D :D :D
Ech Szkodniczku, już niedługo wrócisz do ciorania się chaszczach, a skoro poszedł w tytule taki a nie inny utwór, no to specjalnie dla Ciebie:
"Bądź jak kamień, stój - wytrzymaj,
kiedyś te kamienie drgną i polecą jak lawina
przez noc, przez noc, przez noc" :* :* :*

Już niedługo!!!

Dobre kradzione zdjęcie od Ani - tzw. Magic of the Moment (dziękujemy!!!)



"Don't go by the river
If you love your wife
'Cause you'll make that girl a widow
And you'll cause her pain and strife
(...)
Don't go by the river side,
You'll be sorry if you do!
(...)
Don't go by the river side,
'Cause you might meet me if you do!"
(całość TUTAJ)

Dokładnie tak, jak pojedziesz nad rzekę, to spotkasz mnie... a w zasadzie i nas. Musimy jakoś przedostać się do wielkiego wodospadu, na którym ma wisieć lampion, ale nie ma tutaj mostu.
Finalnie okaże się, że lampion zaginął... rzadkość, zwłaszcza w takich mniej dostępnych miejscach, ale jednak.
Niemniej skoro nie ma mostu to trzeba jakoś sobie radzić. Moi Towarzysze (i to oboje) są zdania, że przez rzekę najlepiej przerypać w poprzek... nie jestem fanem, takiego pomysłu, bo wolałbym "po kamyczkach", ale wydają się wiedzieć co robią. Lubię drzeć na dziko, ale jak nie ma innego wyjścia, a Oni nawet nie sprawdzili wszystkich możliwości - oczka się Im zaświeciły widząc wodę i dawaj przez... no dobra, co robić, idę za Nimi. Czasem po kolana w wodzie, ale idę za Nimi... jak się czasem zastanawiam, jak - naprawdę jak - to my jesteśmy kojarzeni z dziwnymi wariantami. Jak się dowiem, że 100 metrów dalej była tama lub kładka... to wytnę Mu ślepą kiszkę... a jak takiej nie ma, to się najpierw jakaś oślepi i potem wytnie :P

Andrzej, czy to na pewno ta droga, którą chciałeś jechać :D ?

Szacun za suche opony :D


Dwa słowa o rajdzie jako takim:
Muszę przyznać, że trasa jest piękna. Rewelacyjna. Dlatego też znowu poleci poniżej spora seria zdjęć, bo było co podziwiać (na przykład stary zabytkowy młyn) czy właśnie wspomniany wczesniej wodospad. Organizatorzy naprawdę się postarali aby dzisiejszy rajd był iście zacny i na wypasie - tak ja wiem, jak się robi imprezę w Beskidzie Niskim, to już na wstępie ma się +2 do efektu WOW, ale nie zmienia to faktu, że zrobili kawał dobrej roboty.
Pomału jednak zaczął się nam czas kończyć i trzeba było się zdecydować co dalej...

Jest przepięknie :)

Takie punkty kontrolne lubię :)

Dobry techniczny zjazd :D

Biały szum BADAM TSSSS... (tak wiem, to było tak strasznie hermetyczno-suche... a jak ktoś nie ogarnął to TUTAJ)

No bez kitu, postawa postaci na zdjęciu sugeruje lekkie zaskoczenie tejże postaci...
więc mam ochotę dać tytuł "Mała Ania w Wielkim Młynie" (horror nawigacyjny, klasy B) :D :D :D



UPALANIE level... DRAPIEŻNIK :D
Próbuję moja ekipę namówić na jeszcze jeden punkt. Mamy przecież prawie 30 min. Owszem nie jest najbliżej, ale szansa jest spora. Są jednak sceptyczni czy zdążymy, ale przecież jest ryzyko, jest zabawa. A tak naprawdę, ryzyko można skalkulować, czyli cisnąć po punkt a jak się okaże, że idzie wolniej niż planujemy to się wycofać.
Ania woli jednak zjeżdżać do bazy, Andrzej się waha... zwłaszcza, że namawiam tak naprawdę na 3 różne punkty. Nie chcą punktu A, to namawiam że w takim razie może B, a jak nie to niech będzie C. Asertywni się znaleźli, po szkoleniach jakiś :P
Ania nie chce dziś finiszować na sekundy przed limitem, a może się tak to skończyć jak pojedziemy. Andrzej nazywa mnie drapieżnikiem i mówi do Ania, że "Oni tak zawsze"... że niby zmęczeni w trakcie rajdu, wolniejsi, jak się zaczyna zbliżać koniec limitu czasowego, to odżywamy i dziczejemy.
Finalnie Andrzej uda się namówić na wypad po jeszcze jeden lampion i rozdzielimy się z Anią. Pociśniemy ile sił w nogach, stając do boju z czasem, którego coraz mniej.
Ostatecznie się to opłaci, bo wyhaczymy ten lampion i wrócimy do bazy na kilka minut przed końcem czasu.
Nasz wynik da dziś Ani drugiej miejsce na podium, czyli chyba nie było źle jeśli chodzi o tempo :)
W bazie czeka już na mnie Szkodniczek, a potem ognisko do późnym godzin nocnych... piękny dzień w pięknym miejscu.
Tylko bardzo mi szkoda, że Basia nie mogła zobaczyć tej trasy... ech trudny dla nas to rok, oj trudny.

Upalanie czyli finisz ARAMIS style :)



Kategoria Rajd, SFA


komentarze
Piotrek | 06:19 wtorek, 14 czerwca 2022 | linkuj Świetnie napisane. Momentami jakiś strumień świadomości.
A trasa i widoki były przednie.
Komentuj

Imię: Zaloguj się · Zarejestruj się!

Wpisz cztery pierwsze znaki ze słowa konag
Można używać znaczników: [b][/b] i [url=][/url]