aramisy prowadzi tutaj blog rowerowy

szermierze-na-rowerze

RYŚ 2023

  • DST 72.00km
  • Sprzęt The Darkness
  • Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 9 września 2023 | dodano: 18.09.2023

Co za szalony dzień. Jest 22:45 i właśnie dotarliśmy na RYSIA czyli na Nocny Maraton z Przygodami dla Służb Mundurowych i ich sympatyków (w skrócie NMzPdSMiiS - czego nie rozumiesz?). Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt że dotarliśmy tutaj nie z Krakowa, ale z Jedliny Zdroju czyli wprost z Mordownika 2023, którego zakończyliśmy o 21:00 z wynikiem 85 km i ponad 2000m przewyższenia w nogach (o pośladach nawet nie wspomnę, bo rowerowe siodło na kamiennych zjazdach potrafi nieźle ociosać nawet najzgrabniejszy tyłek). Jesteśmy zatem wyrypani jak konie po westernie i zmordowani (tym prze-)życiem. Zwłaszcza, że nam też ostro przygrzało słoneczko za dnia... upał w Górach Kamiennych był naprawdę mocny, zarówno ten z nieba (żar) jak i ten z pod kół (kopyto)... a tu zaraz startujemy na kolejnym maratonie.
Do tego nadal przecież jestem w okresie rehabilitacji po operacji podnoszenia mojej wartości rynkowej (śruba tytanowa w kolanie). Sytuacja jest zatem lekko surrealistyczna... 
Ogólnie, co my tu tak naprawdę robimy, to opisuję w pierwszym akapicie relacji z Mordownika (można tam przeczytać jak bardzo nie umiemy w kalendarz, ale jak dobrze umiemy w dyplomację i planowanie strategiczne :P), więc jak ktoś jest ciekawy, to może tam poczytać. Nie będziemy tego powtarzać, chciałbym zrobić raczej coś innego: chciałbym gorąco podziękować Organizatorom za dopuszczenie nas do zawodów, mimo bardzo późnego zgłoszenia z zaniedbaniem wszelakich praw pożycia publicznego :D

MARSZ DO KĄTA... a nawet Kątów. Tych Wrocławskich
Nasz pierwszy RYŚ to była kapitalna przygoda (TUTAJ), więc wracamy tutaj ciesząc patelnię na dzisiejszą przygodę... acz ta opowieść będzie trochę inna niż moja relacja z 2021 roku. Wynika to z faktu, że jesteśmy naprawdę wytyrani po Mordowniku (tak, wiemy że na własne życzenie - nie skarżymy się, po prostu stwierdzamy fakt). Zatem nasz odbiór niektórych akcji na rajdzie będzie trochę inny poprzednio - mamy po prostu mniejszy próg bólu i będzie to miało swoje konsekwencje na trasie. No ale czyż nie o to chodzi, aby ciągle przesuwać swoje granice (nie dotyczy Federacji Rosyjskiej... niech im to ktoś k***a powie, że ich to nie dotyczy).
Jako podoficer Sił Powietrznych także trochę inaczej patrzę na służby mundurowe i organizację ich pracy. "Masz łeb to kombinuj" czy też "o problemach meldować PO wykonaniu zadania" to jest codzienność tych formacji, więc nie dziwią mnie niektóre rajdowe akcje jakie się pojawią... ogólnie będzie dużo śmiechu, trochę złości i frustracji, ale ogólnie razem z Mordownikiem będzie to mega wypaśny weekend. Taki nie za długi bo jednodniowy, w którym sobota zaczyna się w piątkową noc i trwa do poniedziałku (jeśli mierzyć dni ilością snu).
Z Jedliny Zdrój wyruszamy około 21:30 i walimy przez noc do Kątów Wrocławskich. Pierwsza (z wielu dzisiaj...) dawka kofeiny idzie w żyłę, bo po przyjechaniu na metę Mordownika to najchętniej bym się przewrócił... a plan ten jest tak zacny (aby się przewrócić), że niemal przechodzę do jego realizacji... a tu trzeba się przebrać, coś zjeść i gnać dalej. 
Do Kątów wpadamy około 22:45 czyli na styk doliczając parkowanie, rejestrację, ściągnięcie rowerów z dachu i stawienie się na starcie. Dostajemy zielone, odblaskowe RYSIOWE koszulki i czekamy na naszą minutę startową. W tym czasie dostajemy także pierwsze instrukcje dotyczące dzisiejszej trasy. Dosłownie za moment ruszymy w nieznane... w ciemność. 

RYŚ bazowy 


RYŚ ZADANIOWY - nazwy zadań intrygują


NOCNY (prze)LOT
Tytuł tego rozdziału to nawiązanie do kapitalnej książki Antonie de Saint-Exupery (tak to ten od "Małego Księcia", ale także pilot wojenny!) o tym samym tytule "Nocny lot", która odpowiada o śmierci pilota, który ginie bo w nocy popełnił poważny błąd nawigacyjny... jakoś takie to coś zbyt podobne do naszej sytuacji, prawda? 
Dostajemy mapę i wynika z niej, że tym razem - w przeciwieństwie do znanej nam edycji - nie poznamy od razu lokalizacji wszystkich punktów kontrolnych. Będzie się to dziać sekwencyjnie.
To niezłe zabezpieczenie przed niekumatymi i ograniczonymi, bo przynajmniej nie spieprzymy sprawy jak wtedy... poprzednio nie ogarnęliśmy, że mieliśmy odwiedzać punkty kontrolne w zadanej kolejności i polecieliśmy klasycznym orienteeringowych scorelauf'em.
Skończyło się to serią kar czasowych... ale na swoje usprawiedliwienie powiem, że dostaliśmy info, iż karę za brak kolejności dostaję się tylko raz... więc po dostaniu kary, nie odpuściliśmy zaplanowanego wariantu i nadal lecieliśmy zgodnie z naszym scorelauf'owym planem, czyli wbrew narzuconej kolejności.
Wtedy też okazało się, że służby powiedziały prawdę: karę dostaje się tylko raz... ale na każdym punkcie. :D
Resztę dopowiedzcie sobie sami...
Tym razem na naszej mapie jest tylko jeden punkt kontrolny i to tam musimy dotrzeć - punkt A.
Trzeba się przestawić z nawigacji Mordownikowej, gdzie skala mapy była 1 do 38:000, a lampiony wisiały idealnie w środku okręgu. Na RYSIU mogą znajdować się w dowolnym miejscu zaznaczonego okręgu - jest zatem chaszczowanie, jest "czesanie" lasu, jest przygoda.
Jest dokładnie to czego nie lubią orient-ortodoksy :P
Do tego brak skali na naszej mapie - a po Ci? Będziesz się jakoś odmierzał? Masz zapierdalać do A i to jak najszybciej, a nie linijką się bawić - ekipa z najkrótszym czasem dojazdu dostanie nagrodę. Zakładam, że chodzi o "brak kary"... jakoś tak to pamiętam z wojska te nagrody...
Jak mi brakowało tego zrytego klimatu :D
Acz szczerze, to po całym dniu na Mordowniku, ciężko się przestawić tak - na zawołanie, na zupełnie inny tryb rajdu
Ruszamy w noc i okaże się, że do pierwszego punktu będziemy mieć około 20 km przelotu. Lekka masakra :D, ale patrząc organizacyjnie to BARDZO rozbije to ekipy i nie będzie tłumu na punktach. To znaczy nie było, gdyby...no ale nie uprzedzajmy faktów. Pomału.
Bawi mnie to niezmiennie, bo ten przelot jest taki prawdziwie "mundurowy" - przetyraj gości na wejściu, ścioraj podle i wybatoż... to nie będzie kolejek, będą szczęśliwi że dotarli :D
Nam chwilę ten przelot zajmie, bo polecimy tak koło 22-25 km/h - nie da rady więcej po Mordowniku. Jednak czuć wytyranie, sam dojazd to będzie około godziny...
No ale dojazd dojazdem -----> jako, że "punkt może znajdować się w dowolnym miejscu zaznaczonego okręgu", to zacznie się srogie szukanie :D 

Masz mapę? To zapierdalaj :D


Mówiłem, że się "ZEPNIE" :D
Jak widzicie, nasza mapa nie była jakaś mega dokładna, więc nie wiedzieliśmy czy po północnej stronie jeziora biegnie jakaś droga czy nie (lokalsi mogli mieć przewagę :P). Polecieliśmy zatem przez Maniów i Domanice czyli od południa. W bazie dostaliśmy nawet pewną wskazówkę "szukajcie na plaży", więc chyba nie powinno być trudno, prawda? PRAWDA?
Przelot daje nam się we znaki, ale nie mówię tutaj tylko o zmęczeniu mięśni po poprzednim rajdzie, ale raczej o początkach sleepmonstera - dzień zaczął się dla nas o 2:00 w nocy, a jest po północy, więc to prawie 24h na nogach, a przecież "when you riding sixteen hours and there's no nothing much to do, and ya don't feel much like riding, ya just wish the trip was through..."
Sleepmonster zamyka Ci oczy i sprowadza na złą drogę... dosłownie, często w krzaki lub do rowu. I macie wtedy, tak jak w tej popularnej ostatnio usłudze ROWO? Expresowo!!! Zamów ROWO i se legnij na dnie tego ROWO :P      
No nieźle... jak pojawia się już teraz, a jesteśmy na początku rajdu, to znaczy że będzie ciekawie. Coś czuję, że trzeba będzie go utopić w kofeinie...czy dawka 50 mg jest bezpieczna? Hmm w sumie, to nie wiem ile mg kofeiny jest w litrze kofeiny. Ja mam inny system metryczny.
Na dojeździe do punktu spotykamy pechowców, co urwali przerzutkę i walczą aby jakoś przywrócić sprawność maszyny - np. zrobić single-speeda. Nie mają jednak spinki do łańcucha i po jego rozkuciu mają problem z siłowym wepchnięciem bolca (ja też czasem miewam problem z siłowym wepchnięciem bolca... to wszystko przez te krzyki typu "policja, pomocy" albo inne takie...). Szkodnik dysponuje wszystkimi rodzajami spinek i poratuje kolegów. Serio. Jeździmy z różnymi nieogarniętymi czasem stworami i szkoda kończyć wycieczkę, bo ktoś ma awarię, którą da się naprawić w terenie. Pomału jednak dochodzimy do wniosku, że niektórzy to widząc nasze warianty specjalnie te łańcuchy zrywali i błagali o ewakuacje.
No ale Szkodnik zapobiega takim praktykom - wozi ze sobą spinki na wszystkie łańcuchy 10-tki, 9-tyk, 8-mki. Nie dopuszczamy do dezercji :P
Ratujemy ekipę dobraną spinką oraz ciepłym słowem i lecimy dalej - teraz już sobie poradzą sami.
(Tytuł tego rozdziału nawiązuje do tytułu akapitu z relacji z Mordownika, gdzie piszemy o planowaniu strategicznym połączeniu obu rajdów logistycznie i czasowo).

Nocny serwis


KOSA z wędkarzami
Wpadamy nad jezioro i zaczyna się szukanie punktu... wygląda na to, że będzie ciężko, bo bardzo wiele i podkreślę to BARDZO WIELE (podkreśliłem!) ekip jeździ w tę i na zad i szuka. Szkodnik przykłada naszą miarę orieenteringu i wymierza się na środek kółka. To jest błąd... środek jest w mega krzakach i w bardzo nieprzebieżnym błocie. Szukamy dalej, podobnie jak jakaś setka innych ludzi... krzyczą, wołają, ale nikt nie wie gdzie jest punkt.
Myślę: bez jaj, przecież skoro mamy tu zadanie do zrobienie, to przecież będzie tu obecna ekipa Organizatorów - kierujemy się zatem do świateł na plaży. To drugi błąd - wpadamy na wędkarzy, którzy są równie zaskoczeni naszą obecnością, jak my ich. No nic, no to może druga ekipa ze światełkami, będzie tą właściwą. Hmmm to też wędkarze... kolejna także. Jeszcze jedna to też wędkarze. GRRRR ile Was tu? "W CHUJ" - odpowiada krzykiem las nad wodą... acha... dziękuję...
Naprawdę nie przesadzamy, wpadamy chyba na 10 czy 12 wędkujących ekip... niektórzy są już tak sfrustrowani kolejnymi niepokojącymi ich RYSIAMI, że dojdzie do śmiesznej sceny. Wpadam z lasu na plażę, przedzierając się przez naprawdę ogromne błoto i mega głębokie koleiny po jakiś traktorach... siedzi gość z lampą, tyłem do mnie, ale nawet się nie odwróci...  tylko ze stoickim spokojem powie:  "to nie tu". Nawet mnie nie zaszczycił wzrokiem :D
Basia próbuje się wymierzyć z mapy raz jeszcze, ja proponuję czesanie plaży brute force'em bo nie ma sensu się odmierzać, jak nie wiemy gdzie dokładnie jest nasz punkt.
Niektórzy wędkarze są wściekli "ilu Was tu będzie po nocy z tymi latarkami".
Odpowiadam tak jak Oni mi przed chwilą "w ch**" i prawie zaczyna się zadyma :D
Pamiętajcie, że nie tylko my tu szukamy punktu, naprawdę zagęściło się tu ekip, więc całe rozbicie stawki przelotem poszło się paść. Będzie to widać w wynikach, że ludzie od startu do znalezienia punktu mieli czasy nawet po 2,5h... z czego dojazd to był tak od 1h do 1,5h (statystycznie).
Lecimy brute force wzdłuż plaży - Basia mówi, że ta metoda jest upośledzona, ale ja wiem swoje - znam mundurowych "jak brutalna siła nie działa, oznacza że używasz jej za mało".
Lecimy stanowisko po stanowisku: latarka w oczy i pytanie "wędkarz?".
Nie, chuligan... a to przepraszam, szukam dalej.
Niemniej cieszy mnie, że coś tam jeszcze pamiętam z teorii przesłuchań :D

Gwóźdź programu...rolnego
Udało się... ja pier***lę... prawie 2h nam to zajęło od startu, z czego godzina to było przeczesywanie plaży i przesłuchania wędkarzy.
Basia jest wyraźnie zirytowana, ja trochę także ale pamiętam o podejściu, że to rajd bardziej nastawiony na przygodę niż na nawigację precyzyjną.
Dla wolących hermetyczne porównania to nie HIMARS to GRAD...
Dowódca baterii: Tylko celujcie dokładnie!
Obsługa GRAD'a: LOL
(btw, na Saint Javelin - co za kanał!!! jest dobra piosenka o HIMARS'ach ----> 
TUTAJ)
Trzeba ochłonąć i brać się do roboty. Dawać zadanie! Co tu jest do zrobienia?
Mamy 3 akcje do odwalenia:
- taczki z sianem i slalom między słupkami (chwytaj się Szkodnik i dzida wpierjot!)
- czołganie się pod siatką maskującą i coś z kukurydzą (pokaż Im, Andrzej) - nie do końca ogarnąłem o co z tym kukurem chodziło, bo ja wtedy robiłem swoje zadanie.
Miałem tylko nadzieję, że Andrzej nie wróci z tekstem "tyle masła na niej było" (tu bardzo przestrzegam przed klikaniem w link - to mocno perwersyjny kawał, który znam jeszcze z liceum i który ukształtował moją psychikę na lat, zastanówcie się dwa razy...)
Ja mam rzucać kukurem do jakiś skrzynek i zależnie do którego skrzynka ten kukur wpadnie, to taki przedmiot dostanę.
Przy jego pomocy mam wbić, no dość długi gwóźdź, w pieniek. Mój kukur trafi do pudełka z siekierą... ha, czyli dostanę dzisiaj AXE'a.
Ha! Będę dziś nakurw**ać z axe'a,
BĘDĘ DZIS NAKURW*AĆ Z AXE'a, lalalala...
Co?... Ech Szkodnik każe mi przestać wyć... 
Gwóźdź szybko znika w pniaku i mamy pierwsze zadanie zrobione.
Tak przy okazji to powiem Wam, że z Basią stwierdzimy w bazie, że patrząc po naszym tracku, to ten punkt był naprawdę mocno przesunięty - ponad 1 km POZA kółkiem :D
Przy dużej liczbie porywaczy ryb, chaszczach i zabłoconych "przed-plażach", to rzeczywiście był lekki koszmar odnaleźć właściwe miejsce... no ale tymczasem mamy kolejny kawałek mapy. Możemy jechać. Nie ukrywamy jednak, że aż tak długie szukanie nas trochę zirytowało (zjadło nam to cholernie dużo czasu)

Czy siekierował kiedy wbijał te gwoździe? Czym on siekierował :D

Sekwencja zapłonu i dzida !!!

Otwiera się drugi punkt, a otrzymana mapa zdradza więcej szczegółów jeśli chodzi o drogi.


WĘDKARZE 2: Na nieznanych wodach :D
Punkt B jest po drugiej stronie jeziora - ruszamy!
Noc jes piękna, księżyc rozcina niebo niczym złoty sierp. Niestety żadne jego zdjęcie nie wyszło, bo trzeba by mieć do tego wypaśny sprzęt lub mieć czas naświetlać - my zapierdalamy, a mój mały szturmowy aparat rajdowy to w takich warunkach nie daje rady. Lecimy zatem na B, mijając czerwone tablice, informujące że jesteśmy w Parku Krajobrazowym "Dolina Bystrzycy". Popatrzcie sami na mapę - gdzie szukalibyście punktu? Na brzegu, na ścieżce? Ano właśnie - brute force mode ON again :D
Wpadamy na plażę, a tam wędkarze i kampery, ogniska, biwaki... ogólnie impreza masowa... zaczyna się powtórka z rozrywki... przeszukiwanie  "nadwodnych" ekip, a część z nich jest całkiem nieźle zamroczona alkoholem i próbują wejść z nami w dziwne interakcje (typu: "pomożemy Wam szukać, wołaj Siwego i pokażemy im jak się szuka w krzakach").
Nie chcę aby nic mi Siwy w krzakach pokazywał, nie przyjechałem tu na grzyby... :P
Finalnie trafiamy na obsługę punkty, którzy mówią że za nami wołali...
Pytamy: "co wołali?"
Oni: "Rysie, Rysie..."
HA! Myślicie, że Was usłyszeliśmy - przecież tu jest impreza... na całej długości plaży i każdy coś woła, na przykład "podaj piwo!", albo nieśmiertelne "Ee, za kim jesteś?" itp :P
(najlepsza odpowiedź na to pytanie to "za tobą" i wtedy halabardą mu wjeżdżasz między łopaty... zawsze działa :D )
Wychowywałem się na krakowskiej Nowej Hucie więc mam doświadczenie w tym temacie.  
Zadnie to kalambury (jak pokazać "brzydkie kaczątko" inaczej niż palcem?) i potem wyprawa na nieznane wody.

"Wtem patrzę w małej grupie
ludziska zdrowe, szczere,
zakazy mają w dupie
i płyną hen w cholerę (...)
Płyniemy jak marynarze,
na jednej dziurawej desce
można by ją załatać,
ale nikomu się nie chce..."
(całość TUTAJ)

"Dla wolności i morza
Szklanicy rumu i śpiewu fal
Dla kobiet za szybkich
I skrzyni złota, płyniemy w dal
żagiel postaw na wiatr,
pod czarną flagę płyń,
jeśli staniesz na mej drodze
GIŃ, GIŃ, GIŃ"
(całość TUTAJ)

 
"Codziennie rano kiedy wstaję, jem śniadanie, media mi mówią że mieszkam w TERRORYSTANIE" (całość TUTAJ)
Mamy kolejny kawałek mapy - czeka nas teraz długi przelot. Głównym naszym przewodnikiem stanie się niebieski szlak Doliny Bystrzycy - często będzie nas bardzo ładnie prowadził w okolice punktów kontrolnych. Coraz bardziej zaczyna nas dopadać jednak sleepmonster i wychodzą z nas trudy Mordownika. Musimy zatem zrobić przerwę techniczną bo nie jest dobrze. Trzeba się przespać się, chociaż tak z 10-15 min, aby oszukać organizm, a potem zalać się kolejnymi dawkami kofeiny, bo jest naprawdę ciężko.
Cholera, kiedyś to się nie spało dwie noce i cisnęło się dalej, a teraz... starzejmy się.
Mam tylko nadzieję, że przynajmniej jak dobre wino, choć coraz częściej obawiam się, że bardziej jest to proces typu "kisnę butwiejąc" :D 
Mimo wszystko, udaje nam się dość łatwo namierzyć Terrorystan, który jest punktem C. Oby tylko nie było to C4.
Wpadamy na punkt a tam Talibowie, którzy ubierają Basię w pas szhida i wręczają jej AK-47... a tymczasem my z Andrzejem musimy, wynosić rannych (lub zabitych) po wybuchu :P
To dopiero nasz trzeci punkt, a czasu minęło już od cholery przez to szukanie dwóch pierwszych punktów.  Do tego doszedł jeszcze sleepmonster i zapowiada się, że w tym roku chyba nie zrobimy całości trasy...

Słabo widać ten Park bo coś ciemno jest :P

Sleepmonster wygywa z Andrzejem :D

"...till I come and we bomb your home" (klasyka TUTAJ)

A ten leży i leży... ludzie zapierdalają, ten rozkosznie leży i ten jego argument "jestem martwy" zaczyna mnie już pomału drażnić :D


"Witajcie w Rysio Bravo"
Kolejny fragment mapy kieruje nas na dziki zachód do RYSIO BRAVO. Musimy się tam przedrzeć przez gęsty las, bo od naszego wariantu nie prowadzi tam żadna droga. To mała osada nad rzeką, w której króluje bezprawie... no a co ma panować, jak Andrzej dostaje zadanie zastrzelić szeryfa. Jeśli każda ekipa to dziś zrobiła, to hmmmmm.. to bycie szeryfem staje się zawodem podwyższonego ryzyka (jak bycie urzędnikiem "państwowym" w Donbasie na terenach okupowanych :P). 
Jednakże nim szeryf zaliczył kulkę to zdążył aresztować Szkodnika i Szkodnik siedzi teraz w pace. Ja dostaję kilka dolarów (no co, pińcet plus wersja wild, wild west) i muszę zgłosić się do Zabieracza-Pod (Undertaker) czyli Grabarza. Dysponuje On dynamitem potrzebnym do wysadzenia bramy więzienia... ale dynamit kosztuje więcej bucks'ów niż obecnie posiadam. Potrzeba będzie zatem sięgnąć po dyplomacje i negocjacje (czytaj zastraszenie, kłamstwa i perfidną manipulację) aby pozyskać upragniony TNT. 
Nie zdradzę Wam wszystkich szczegółów moje misji, ale zaoszczędziłem 100 USD oraz pozyskałem potrzebny nam dynamit (dla bardzo ciekawych, oferta dla Grabarza była podobna to tej przedstawionej TUTAJ, tyle że dotyczyła Andrzeja :D "zaufajcie mi, to był jedyny sposób").

Welcome to RYSIO BRAVO :)


Szkodnik uwięzion :D

Trochę mi to przypominam sceny z grabarzem z "Ostatniego Sprawiedliwego" :D

Ruszamy do Kuchni Gwiazd :)


Trzeba ustrzelić coś na ząb :)
Z miejscowości Stradów ruszamy niebieskim szlakiem do punktu E (mapa powyżej pokazuje tą trasę).
Tutaj czekać będzie - podobnie jak na naszej poprzedniej edycji - zadanie z cyklu: masz kiełbasę i chapaj :D
Takie punkty kontrolne to ja lubię - takie punkty to ja szanuję. Tym razem zjadłem jednak mało, bo po całym dniu w słońcu na Mordowniku (o jakiś kanapkach i żelach) i teraz po ponad połowie nocy to pieczona kiełbasa wchodzi dość ciężko :P
Nie zmienia to faktu, że punkty żywieniowe zawsze robią furorę. Posiedzimy chwilę i gnamy dalej, bo czasu zostało nam coraz mniej. Ewidentnie braknie nam naszego limitu na wszystkie punkty, bo szukanie punktów po okręgach jednak tego czasu trochę zjada .
Z następnego punktu nie mam żadnego zdjęcia bo nie wyszło w ciemności - a było to strzelanie z wiatrówki, czyli klasyk rajdów przygodowych :)

BRATWURST zawsze na propsie :D

Ciężarówki mają zawsze pod górkę :P


Mgły poranka... i śniadanie mistrzów :)
Świta, noc się kończy. Ewidentnie braknie nam czasu na ostatni punkt. Wstają właśnie poranne mgły i robi się naprawdę klimatycznie. A my tymczasem kierujemy się na nasz ostatni punkt dzisiaj. Zadaniem będzie uzyskanie kontroli nad bardzo specyficzną konstrukcją linową, aby dostarczyć napój w zadane miejsce, czyli do pyska :)
Będzie to trudniejsze do zrobienia niż się wydaje, bo platforma ma bardzo wiele stopni swobody a grawitacja nie będzie pomagać. 
Potem pozostanie nam już tylko powrót do bazy... jedna noc, jeden dzień, dwa rajdy. No było ostro... ale jesteśmy naprawdę mocno wytyrani.
Tymczasem właśnie tam - już w bazie - po 2h drzemce (przed drogą powrotną) czeka nas ogromna niespodzianka - RYŚ przygotował śniadanie w formie bufetu szwedzkiego.
Jestem w szoku, bo na stół wjeżdżają parówy, jajecznica, sałatki, pieczywo, jajeczka, wędliny - no mega wypasss.
I wiecie, mówię tutaj o ilościach na wszystkich zawodników, więc na blat wpada gar za garem i garem pogania.
I jeszcze pamiątkowy medal dostaniemy... no żyć nie umierać :)

Mgły poranka...

...snują się po łąkach

Maszyneria moczymordy :D


Kilka słów podsumowania:
RYS to specyficzny rajd - bardziej stawia na przygodę niż na nawigację samą w sobie. Dla niektórych orientalistów będzie to zło wcielone, dla nas - przy pewnym poziomie zmęczenia po poprzednim rajdzie - było to trochę męczące i frustrujące, bo my się odmierzamy z mapy do metrów (nie zawsze dobrze :P ale odmierzamy a nie idziemy brute force'em)
Niemniej RYŚ to rewelacyjna impreza. Organizacja rajdu jest na jakiś mega kosmicznie poziomie, zadania są rewelacja - zwłaszcza, że na każdym punkcie jest kilka, a czasem nawet kilkanaście osób obsługi takiego punktu. To naprawdę robi ogromne wrażenie.
Jak powiedział jeden z uczestników w bazie "chłopaki, rewelacja! Ale znajdzie kogoś do mapy" - hahaha, no muszę przyznać, że coś jest w tym stwierdzeniu :D :D :D
Chociaż może Oni tak właśnie mają z założenia?
Jakiegoś perwersyjnego założenia, ale jednak z założenia :P
Można to polubić lub nie, ale nie można przejść obojętnie bo poziom organizacji imprezy jest mistrzowski... a śniadaniem rano to mnie kupili. Po prostu mnie kupili.
Pozostało już tylko wrócić do domu... a jak już wrócimy to pójdziemy spać i wstaniemy w poniedziałek. Ledwo :D
Takie weekendy to ja szanuję :D   

RYŚ JEST NA MEDAL !!!


Pora wracać do domu :)



Kategoria SFA, Rajd


komentarze
Nie ma jeszcze komentarzy. Komentuj

Imię: Zaloguj się · Zarejestruj się!

Wpisz dwa pierwsze znaki ze słowa obote
Można używać znaczników: [b][/b] i [url=][/url]