aramisy prowadzi tutaj blog rowerowy

szermierze-na-rowerze

RYS 2021

  • DST 58.00km
  • Sprzęt The Darkness
  • Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 28 sierpnia 2021 | dodano: 29.08.2021

Nocny maraton z przygodami dla Służb Mundurowych i ich sympatyków - RYS (w skrócie: NMzPdSMiIS-R - NO!! to dopiero jest nazwa, a nie jakieś 3-literowe skróty). 
Służby mundurowe to stan umysłu i mówię to w jak najbardziej pozytywnym znaczeniu tego wyrażenia. Zawsze miałem ogromny szacunek dla ludzi, którzy wybierają nie "zawód", ale służbę (oczywiście, czasem zdarzy się tam ktoś, kto nigdy nie powinien się tam  znaleźć, ale tak jest w każdej profesji...). Szacunek do tych formacji mam tym większy, że bylem, widziałem, przeżyłem (ledwie...) kurs podoficerski w Centrum Szkolenia Sił Powietrznych (CSSP) w Koszalinie w 2007. Z jednej strony "nigdy k***a więcej", ale z drugiej... mam niesamowity sentyment do tej przygody. Dlatego też gdy dowiedzieliśmy, że jest istnieje maraton dedykowany Służbom Mundurowym i ich ich sympatykom, to ciągnęło mnie tam jak grawitacja Titanica na dno :)
Jednakże o naszych próbach dotarcia na RYSIA to mógłbym zrobić osobny wpis, bo życie robiło nam bitch-slap za bitch-slapem w tym temacie... skrócę to jednak do jednego akapitu. Inna sprawa, że maraton dla Służb Mundurowych to dla mnie także pewna nostalgia trip, więc będzie też trochę wspomnień z wojska - po prostu odliczając do Rysia, a nawet podczas samej drogi do bazy rajdu, przed oczyma stawały mi różne akcje z 2007.
Jeśli ktoś nie jest zainteresowany lekkimi off-top'ami to proszę wykonać instrukcję JUMP do akapitu: "W krzywym zwierciadle..." bo tam już lecimy z relacją :)   

"Zdecydowanie jest Pan człowiekiem munduru..."

Cytat pochodzi z ósmego odcinka "Tajemnicy Twierdzy Szyfrów", a dokładniej ze sceny konfrontacji polskiego szpiega udającego kapitana Abwehry JohannaJoerga z SS-Sturmbahnfuhrerem Harrym Sauerem (całość TUTAJ, scena o której mówię: 05:55)
Dla wszelakich zrytych łbów out there - w pewnym sensie utożsamiam się z zacytowanym powyżej stwierdzeniem jako takim, a nie z kontekstem tej sceny, więc nie doszukujcie się drugiego dna, dobrze? Po prostu tak jak wspomniałem mam ogromny sentyment do mojej przygody z WP (nie chodzi o Wirtualną Polskę...) i czasem trochę żałuję, że nie zdecydowałem się kontynuować tej ścieżki, bo taką możliwość w sumie miałem... i to aż dwa razy. Dlatego też gdy tylko dowiedziałem się o istnieniu NMzPdSMiIS-R to przyciągał mnie niemal hipnotyzująco.
A skąd w ogóle ta wiadomość do nas dotarła? Tu musimy podziękować Madzie i Mateuszowi (tym samym od Czarnej Setki po Zielonym Śląsku), którzy jakoś ten maraton znaleźli i zapytali nas kiedyś czemu nie startujemy w czymś takim. To było by jeszcze nic, ale powiedzieli nam że to taki DZIKSZY TROPICIEL. Pasuje Wam? DZIKSZY TROPICIEL!!
Kochamy rajdy TROPICIELA, jeździmy tam regularnie, kiedy tylko możemy (kilka przykładów, acz to tylko część naszych przygód bo nie z każdej edycji zdołałem napisać relację...):
Edycja 28 - W przerwie zawodów szermierczych
Edycja 26 - Gangsterskie porachunki
Edycja 25 - Jeźdźcy Apoka-li...py :D
Edycja 19 - W bagnach rozpaczy (jedna z naszych najbardziej hardcore'owych przygód...realnie! nie byliśmy w stanie przez około 2h wydostać się z bagien...)
A RYSIEK to ma być dzikszy Tropiciel. Ziarno w moim schorowanym umyśle zostało zasiane. RYŚ... RYŚ... RYŚ...
Co to znaczy dzikszy? Służby Mundurowe, no to będzie jak w CSSP?
Do dziś pamiętam pierwszy dzień w mundurze, kiedy podzielili nas na plutony. Wychodzi nasz dowódca i mówi:
- Czołem żołnierze. Jestem dowódcą waszego plutonu. Nazywam się Chorąży Janusz Pokora... i pokaże Wam dlaczego!
I już wtedy zrozumieliśmy, że prosto nie będzie.
Potem było już tylko "lepiej"...

Chorąży: Chcecie pojeździć czołgiem po poligonie?
My: TAK !!!
(pojeździliśmy - inna sprawa, że było zajebiaszczo)
- No to teraz szmatki i pucujemy maszynę... pasuje Wam, w 5-tkę wycieraliśmy małym szmatkami czołg z błota, miał lśnić... 3,5 godziny...

...Albo "Strzelanie 1", cztery pociski ostrej amunicji i prawdziwy kałasz...
Chorąży: Pozycja leżąca, ogień pojedynczy na mój sygnał
Jeden z naszych: trach, trach, trach
Chorąży: czego jełopie nie zrozumiałeś w zdaniu "na mój sygnał i ogień pojedynczy. Po strzelaniu wyzbierasz wszystkie łuski z poligonu..."
i gość na klęczkach szukał 100 łusek w piasku :)
(Pluton miał 25 osób)

...albo Chorąży: "Wojsko śpiewa lub biegnie"
My: ale co mamy śpiewać?
Chorąży: Nie chcecie śpiewać? No to "Maski gazowe włóż", "broń na biegiem"...
No cóż, na poligon na Rokosowie było "tylko" 5km... umarłem chyba 20 razy... biegnąc z całym tym sprzętem
Kałasz jest naprawdę ciężki, w masce oddycha się naprawdę ciężko...
Byłem gotowy zostać Pavarottim!
Chorąży: UWAGA LOTNIK
... czyli z zbiegamy z drogi i przyjmujemy pozycję leżąca z bronią do góry.
Lotników była jakaś chora liczba... atakowali nas co 2-3 min.
Byłem gotowy zostać Pavarottim, Carrerasem i Domingo NARAZ !!!

...albo poligon: leje jak potomek płci męskiej kobiety negocjowalnego afektu czyli jak sk****yn
Chorąży: "No nareszcie pogoda taktyczna... łatwiej będzie Wam się okopać"
Saperki w dłoń i kopiemy... aż zdefiniujemy na nowo pojęcie czasoprzestrzeni... czyli kopiemy jak stąd do 5-tej popołudniu...


...albo namiot, a w nim rozpylony gaz.
Chorąży: "nauka oddychania w masce w sytuacji ataku bronią chemiczną"
Dobrze że nie kazali nam wkładać całego OP-1
Kumpel do mnie: wiem od innych, że maska dobrze chroni ale zapach tego świństwa struje nas to tak, że będziemy rzygać dalej niż widzimy
Ja: spoko, przebiegniemy przez namiot na wdechu.
Chorąży: "dwójkami do namiotu"
(jesteśmy w połowie drogi)
Chorąży: STOP!! 20 pompek, już !!
K***a... Zróbcie chociaż 10 na jednym wdechu... 
Wdech, wydech, wdech, wydech... a gaz robi swoje. Rzygaliśmy...


Ech... Podchorążych Pluton Trzeci (podchorążych czyli i tak nie traktowali nas jak "zasadniczej" bo byliśmy pod patronatem szkoły oficerskiej, a nie SMS'ów czyli Szkółki Młodszych Specjalistów... Oni mieli gorzej :) 
Jak mówiłem "Nigdy k***a więcej", ale z drugiej strony sentyment mam niesamowity. Przygoda życia :)
No i skoro RYSIEK ma być dzikszym Tropicielem, to ja oczyma wyobraźni widzę po prostu zadania jakie nas czekają. Uprzedzam Szkodniczka aby przygotował się na ostrą jazdę.
Wybieramy zatem ciuchy rowerowe z tych gorszych, tak aby nie było żal ich wyrzucić po jakimś brodzeniu w rzekach czy czołganiu się w roślinności. 
Bardziej gotowi nie będziemy, ciśniemy do Kątów Wrocławskich bo tam jest baza RYSIA. Co będzie to będzie... a ja cała drogę przewijam w umyśle powyższe sceny.
Będzie się działo!!

Tępa Strzyga ostro namieszała...
Tak jak wspomniałem Wam we wstępie, na Rysia nie mogliśmy dotrzeć od lat... albo pokrył się z jakimś naszym kochanym Jaszczurem albo wypadał w połowie naszego urlopu, spędzanego po drugiej stronie Polski, albo dowiedzieliśmy się o nim już PO maratonie. Po prostu ciągle coś... na przykład ogólnoświatowa pandemia, bo jakaś kulka z kolcami zrobiła tourne po kontynentach i żadne rajdy się nie odbywały. WKRW na całego! Ryś był dla nas po prostu nieuchwytny. 
Aż do 2021. Tym razem wszystko się zgrywa. YEAH-dziemy !!!
Acz okazuje się, że start odbywa się w drużynach co najmniej 3-osobowych (my zawsze ze Szkodniczkiem lecimy w dwójkę, więc potrzebujemy 3-ciej osoby do Teamu).
Wybór pada na naszego Przyjaciela - Pawła zwanego Lenonem, z którym znamy się lata! Lenon jest dla nas jak brat, więc polecimy w 3-jkę: prawdziwy Dream Team! Sky is the limit! Co może pójść nie tak?
Ano Lenon może na przykład złamać kciuka tuż przed rajdem... no żesz... FATUM RYSIA CIĄGLE TRWA. Drużyna nam się rozpada...
Pasuje Wam, gość był z nami w Bieszczadach na rowerze! Przejechał strome zjazdy, zawalone wiatrołomami szlaki, nocne sekcje kamerdolców i nic!! 
Pojechał na wieczór kawalerski i wrócił ze złamaną ręką... ARGHHHH
Robili sobie party fantasy... Lenon był przebrany za strzygę. Miał straszyć przyszłego Pana Młodego. Nastraszył skutecznie... uczestnicy nie wiedzieli czy przeżył nagłe spotkanie z cegłami... Nie pytajcie... Lenon wrócił kontuzjowany, a my nie mamy drużyny...
Stary! Ja tu na deszczu, RYSIE jakieś, przyrzekaliśmy sobie ten rajd ale jak nie to nie... (parafraza KLASYKI)
Zaczynamy w trybie awaryjnym szukać partnera do drużyny. Nikomu jednak nie pasuje data (bo np. jadą na KORNO albo są na naszym obozie szermierczym) lub po prostu nie chcą jechać na maraton Służb Mundurowych. Dziwne ludzie, prawda?
Mijają kolejne dni, a my nie jesteśmy w stanie nic zrobić. Zaczynamy być w desperacji!
Musimy jechać na Rysia!!
Świat podpalę, ale musimy dotrzeć na maraton!
Dostajemy jednak szereg odmów... DESPERACJA LEVEL HARD się robi.
Zapłacę! Wystarczy że przejedziesz! Nie, wystarczy że wystartujesz, podepniemy Cię na hol i przeciągniemy przez cały rajd.
Pytamy, zapraszamy, zachęcamy, grozimy, manipulujemy, szantażujemy... NIKT.
ARGHHHH... dochodzimy do LEVELU ULTRA HARD desperacji.
Zaraz wystartuję z kampanią URATUJ RYSIA!!!  Gdzie jest GreenPeace, Unicef gdy są potrzebne? RATUJCIE RYSIA !!!
Mamy dwa rozpaczliwie rozwiązania...
- napisać do znajomych nam drużyn z prośbą o dołączenie do Nich (ostateczność, bo mają swoje zespoły i nie chcemy za nic robić Im problemu, może być Im głupio odmówić a jednak nasze warianty czy postrzeganie rajdów jest specyficzne. Niekoniecznie chcemy komuś rozbijać drużynę)
- wrzucić ogłoszenie na FB, że przyjmiemy każdego: zapłacimy, nakarmimy, będziemy holować...
Postanawiam wspiąć się na wyżyny swojej dyplomacji - piszę ponownie do Organizatorów. Korespondowałem z Nimi wcześniej i pisali, że nie chcą puszczać drużyn dwu-osobowych... 
Kiedyś już zostałem mistrzem dyplomacji rajdowej (TUTAJ), może tym razem także się uda!
Piszę, że możemy wystartować w dowolnym trybie: poza klasyfikacją, zdyskwalifikowani już po starcie (NKL), możemy pozbierać Wam lampiony, wyczyścimy czołgi szmatkami, tylko pozwólcie nam jechać we dwójkę...

... i nagle przychodzi odpowiedź: Możecie jechać w dwójkę poza klasyfikacją (dyskwalifikacja --> NKL, ale możecie wystartować).

TAK !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! HELL YEAH !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Dziękujemy !!!
I piszę to bardzo szczerze: bardzo dziękujemy Organizatorom za zgodę na taki tryb startu. Jesteśmy niesamowicie wdzięczni za takie pójście na rękę. 
Jesteście wielcy, kochani, cudowni i wspaniali. Wiedziałem, że na Służby Mundurowe zawsze można liczyć. Jedziemy na Rysia! Nareszcie.
Kryzys zażegnany, uratowaliście życie Lenonowi - bo jak kochamy Go jak brata, to byśmy Go tymi cegłami zatłukli za tą akcję!! Płakałbym nad jego losem i tłukł :D

Dobra to tyle OFF-TOP'u, przechodzimy do relacji z rajdu i jedziemy (jak "Nocny Pociąg) z Mięsem"

Sekundy do startu - jest klimat :D


W krzywym zwierciadle czyli... "Bagno, k***a, a ja w tym bagnie..." (cytat pochodzi STĄD)

Do Kątów Wrocławskich przybywamy kilka minut po 21:00. Mamy spory zapas, bo nasza godzina startowa to 22:39 (starty drużyn są interwałowe co 3 min).
Maraton Służb Mundurowych, nastawiamy się zatem na bardzo trudną i precyzyjną nawigację, zwłaszcza że w regulaminie jest zapis, że nasza mapa będzie poglądowa. Tymczasem spotkani w bazie Agnieszka i Jarek, jeżdżący od dawna na Rysia mówią nam, że nawigacja precyzyjna nam nie grozi. Punkt nie będzie tam gdzie środek okręgu na mapie, ale może być w dowolnym miejscu w okręgu. WOW! Przyzwyczajenie do innych maratonów na orientację jesteśmy naprawdę zaskoczeni tym faktem. Na innych imprezach przesunięcie punktu o 50m jest uważane za błąd gruby, a tutaj 250m w lewo czy w prawo jest dopuszczone regulaminowo. Nie mówię, że nam to przeszkadza, po prostu może by trochę więcej chaszczowania na dziko, acz jakoś tak założyłem, że nawigacja będzie bardziej przypominała chore zabawy znane z KrakINO
Chwilę później spotykamy Magdę i Mateusza. Drużynę, do której dołączyła także Kasia, nazwali Złe Madki i Ojciec Mateusz. Rewelacja! Genialne :) 
Pomału odliczamy do naszej minuty startowej i kiedy wybija 22:39 ruszamy w noc...
Na razie dostaliśmy tylko mała mapę, na której zaznaczony jest jeden punkt kontrolny. To tam, gdy do niego dotrzemy, otrzymamy mapy właściwe dające pełen obraz trasy.
Co ciekawe, ta mapa którą mamy teraz jest zlustrowana (odbicie lustrzane) i to w obu osiach, zarówno X jak i Y. Znamy takie numery z innych rajdów, więc szybko orientujemy się, że to co mapie jest "w górę" to tak naprawdę jest "w dół", a kierunek "w lewo" to "w prawo". 
Wyznaczamy przejazd do punktu z mapami i postanawiamy pocisnąć wzdłuż rzeki, stricte samym brzegiem, bo to najkrótsza droga. Chwilę później dochodzi do typowej sytuacji rajdowej w naszym wykonaniu, droga kończy się w jakimś rozlewisku, które jest dość mocno nieprzebieżnym bagnem. Jaja, minęły 3 minuty od startu, część osób jeszcze nawet nie ogarnęła że mapa jest odwrócona, a my już utknęliśmy w bagnie, realizując jak zawsze wariant CZARNY.
Próbujemy skorygować kierunek wymijając bagno - nie będziemy się przecież wracać do drogi i jechać szutrem. Bez przesady. Przebijamy się groblą pomiędzy rozlewiskami, a potem przeskakujemy podmokłą łąką na jakieś pole. W dali widać obsługę punktu, bo mają oświetlenie, więc teraz DZIDA przez środek pola. Glina się trochę lepi, ale nie ma dramatu, ważne że udało się nawet sprawnie wydostać z bagna. Widać, że inni zawodnicy dojeżdżają do punktu od jakieś ścieżki... no cóż, my mamy swoje warianty.
Na samym punkcie są aż 3 zadania do wykonania nim dostaniemy mapy:
- bronowanie kawałka pola (Szkodnik zarzuca mi chomąto i każe napierać po glinie)
- rozwiązanie zagadki pływaka w butli
- odpowiedź na kilka wylosowanych zagadek.
Chwilę później lecimy dalej, już na nowej mapie.

Lejemy do pełna !!!

Wpadamy na nasz pierwszy punkt z nowej mapy. Wita nas tutaj koleś z toporem i w masce katowskiej. Hmmm powiedzieć "dobry wieczór" czy od razu sięgać po broń. Topór jest niczego sobie... i zastanawiam się czym Pan SIEKIEROWAŁ wybierając taką profesję. Każe nam brać się za kega (taka specjalna beczka) i z wykorzystaniem małego wiaderka napełnić go po brzegi.
Chwytam za wiadro i zbiegam po skarpie do rzeki... no i powiem Wam, że prawie zbiegłem "dalej" niż chciałem. Na brzegu było spore błoto i jak pojechałem na butach, to tylko cudem wyhamowałem na drzewie tuż przed upadkiem w wodne otchłanie... Dziś cud obrzękł i trochę boli :)
Wbiegam z wiadrem do góry, wlewam wodę do kega i... potrzeba jeszcze z 15 takich kursów. Zapowiada się, że będzie to naprawdę długa noc.
Biegam jak z piórem, to znaczy w wiadrem i jakiś czas później keg jest pełen. Zadanie zaliczone, chcemy odebrać kartę a tutaj 60 min kary!
Ale czemu... No tak, jełopy z nas, zupełnie zapomnieliśmy że kolejność zaliczania punktów jest na tym rajdzie obowiązkowa. Przyzwyczajeni do tzw. scorelauf'u (czyli pełnej dowolności przejazdu), jak tylko dostaliśmy właściwe mapy, to natychmiast naszkicowaliśmy sobie optymalny według nas wariant przejazdu i dzida przez las. Jesteśmy zatem nie na tym punkcie na jakim powinniśmy. I tak lecimy poza klasyfikacją, więc kara niewiele zmienia, ale naprawdę pacany z nas. Regulaminy się czyta ze zrozumieniem. 
Obsługa mówi nam, że karę dostaję się tylko raz, więc teraz to już możemy lecieć jak chcemy. Tyle dobrze - możemy zatem trzymać się opracowanego wariantu przejazdu.

Beduin, Kat, keg i Szkodnik :)

Odpalam swój "Twin laser" na kierownicy (druga latarka jest pod mapnikiem). Do tego czołówka na kasku i wypalam las - jadę jak w dzień :D


Panie, po ile ta karna kiełbasa? -60 min! -Bierę!

Ciśniemy przez nocny las, jedzie się fenomenalnie. Dawno nie jechaliśmy w pełni nocnego rajdu - jest fajnie. Super także, że nie pada bo prognozy mówił, że może nam deszczem dowalić. Ja nastawiony byłem dziś na wszystko, tak jak Wam pisałem powyżej - pogoda taktyczna!! A tu ani kropelki, nie będę jednak ukrywał, że bynajmniej nie narzekamy.
Wpadamy na nasz trzeci punkt kontrolny (drugi z nowej mapy). Zadnie to chodzenie po drzewach z wykorzystaniem lin czyli typowy Tropicielowy klasyk. Nie ma co się dwa razy zastanawiać, 2 minuty i mamy to zaliczone. Chwilę później lecimy pięknym przelotem dobrymi drogami - prędkość 30-32 km/h i nie będziemy hamować dla nikogo.
Nawigacyjnie lecimy jak po sznurku, jest dobrze!
Wjeżdżamy na kolejny punkt kontrolny, a to punkt żywieniowy: grill, kiełbaski, napoje. No wypass... dosłownie. Wypass.
Częstują nas kiełbaskami z grilla. Powiem szczerze, ze nie przepadamy za kiełbasą na rajdach (poza rajdem jest super), bo czasem trochę ciężko się jedzie po takich rarytasach. Zwłaszcza jak jest 35 stopni upału, to wtedy taka kiełbasa to jest czyste zło.... Jednakże teraz, nocą to wsunę nawet chętnie. Rozsiadam się aby pochłonąć kiełbaskę, ale Szkodnik nie za bardzo ma ochotę (Basia ogólnie nie przepada).
Tymczasem obsługa do nas: 60 min kary!!
My: WAT WAT WAT, por que Maria? (jeśli nie znacie tego gościa to obczajcie TO)
Czemu dostajemy 60 min kary? Za co? Przecież mieliśmy dostać karę tylko raz. Obsługa nam mówi, ze karę dostaniemy za każdy punkt podbity nie w tej kolejności, której trzeba. Ha ha ha, dezinformacja klasyk - no to będziemy mieć wynik dzisiaj. NKL + 9 godzin kary. Bawimy się jednak świetnie. Zaczynam mówić do Szkodniczka, że te 60 min to kara za niewykonanie zadania - nie zjadłaś kiełbasy!! Nie odejdziesz od maratonu, dopóki nie zjesz mięska :D
Dobrze, że nie jedziemy "na zwycięstwo" bo zrobiłby się nam najtrudniejszy maraton ever - na każdym punkcie trzeba by mocno podkręcać tempo jazdy bo dostawalibyśmy kolejne godziny kary. Zespół ARAMIS, jedyny taki: rajd ma 6 godzin, mają stratę do prowadzącego 9 godzin :D :D :D 
Tylko my damy radę tak pojechać.Teraz już wiecie czemu nie chcemy wbijać się w struktury innych drużyn? Jesteśmy czasem jak odwrotność amuletu :D

Środek nocy w lesie... co ja robię ze swoim życiem?

Wpada nam druga kara - ale nazwa Tawerna pod SZCZEZŁYM rysiem jest boska :)


"Welcome to BOOT CAMP! So you're a new replacement... (parafraza klasyki klasyk, gry dla której zarywało się całe noce)
Wpadamy na punkt BOOT CAMP, a tam najlepsze zadanie dzisiejszej nocy. Należy przeprawić się na drugi brzeg rzeki po ruinach mostu. Trzeba to jednak zrobić po podwieszonych oponach, ale dodatkowym warunkiem jest to, że trzeba poruszać się po ich dolnych częściach. Powrót już zupełnie inna kładką - też nie do końca sprawną i tonącą, kiedy się na niej stanie. Słabo tu mają z tymi przeprawami przez wodę. Nic nie działa :D
Zadanie jest po prostu mega! Klimat jest niesamowity, ale samo przeprawienie się "nad przepaścią" nie jest takie trywialne bo wiszące opony trochę się "huśtają".
Genialna zabawa. Sami zobaczcie:

Idę! Byle tylko nie patrzeć w dół - trochę przypominało mi to klimatem jedno z najlepszych zadań na rajdach EVER (wisimy nad Sanem - Team360 Przemyśl)

Genialny pomysł :D

Szkodnik prawie po drugiej stronie :)


Strzeżonego Pan Glock strzeże :D
Kolejny punkt to zadanie strzeleckie lub/i biegowe. To znaczy, że jak się nie trafi w cel to będą karne rundki na nartach po trawie.
Do naszej dyspozycji zostaje oddana broń krótka. Owszem nie jest to Glock (kultowa broń), ale też jest fajnie. Naszym zadanie jest trafienie biatholnek, ktore znajdują w odległości jakiś 20-25 metrów od nas. Jeśli się nie uda, to naprawdę będziemy musieli biegać na nartach po trawie i to ponoć tyłem. Uwielbiamy zadania strzeleckie choć różnie nam czasem one idą. Raz jest fenomenalnie (Biathlon rowerowy), a innym razem to nawet kolimator nie pomaga (Tropiciel, bez relacji niestety), gdzie nie byliśmy w stanie trafić w nic... mając- serio! - KOLIMATOR do wspomagania celowania. Nic nie pomogło...
Tym razem mamy trochę szczęścia i udaje się trafić, nie musimy zatem biegać.
Wskakujemy z powrotem w siodła i ruszamy dalej. Musimy przeprawić się przez naprawdę ogromne pole. Na mapie jest przez nie chyba setka dróg, ale w praktyce wszystko zostało zaorane. Ciśniemy zatem na azymut po miedzach, ciągle korygując kierunek, bo przejezdne kawałki pola bardzo dziwnie kluczą (reszta to glina..., do tego nie chcemy przecież niszczyć upraw). Trochę kombinatoryki musimy tutaj pouprawiać ze zmianami kierunków, ale kompas prowadzi nas na kolejny punkt kontrolny. 

"Chyba mamy do czynienia z jakimś kowbojem!"  (i znowu KLASYKA)


Na kolejnym punkcie kontrolnym naszym zadaniem jest odnaleźć czaszkę dzika. Dostajemy wskazówki i na nich podstawie mamy spenetrować kawałek lasu.
Jak nie znajdziemy to złapiemy jakiegoś lokalnego dzika, obierzemy go ze skóry i wmówimy obsłudze, że to ta czaszka. Brzmi jak plan, co może pójść źle :D ?
Natomiast przedostatni punkt sprawia, że nie unikniemy biegania na nartach po trawie. Nasza drużyna była jednak zbyt mało liczna, aby bawić się z pontonem - a szkoda, bo wyglądało to naprawdę fajnie. Mamy już doświadczenie z noszeniem obiektów pływających po lasach i górach (TUTAJ... myślałem że umrę, prawie 2 km... niebieskim szlakiem...)

Jest i czacha :)

Obiekt pływający... po łące :)

Analizując wariant przejazdu na ostatni punkt :)


Tawerna pod SZCZEZŁYM Rysiem

To nasz ostatni punkt dzisiaj. Do limitu zostało nam 2h czasu, więc zapowiada się że zrobimy dzisiaj komplet (pytanie jakie pozostaje otwarte to ile finalnie kar za brak zachowania kolejności nam naliczą :D). Do ostatniego punktu dojazd jest ciężki - mówię o stronie od której jesteśmy. Nie prowadzi tam bowiem z zasadzie żadna droga. Kombinujemy jak najłatwiej przedrzeć się w okolice punktu, a potem już na dziko - na azymut, na szagę albo na rympał przez krzory.
Ruszamy w las, a tam im bliżej punktu kontrolnego tym ścieżka zaczyna coraz bardziej zanikać. W pewnym momencie zaczynamy przedzierać się przez 3-metrowe pokrzywy!
Normalnie takie przecież nie rosną! To jakieś MUTASY POPROMIENNE ("Mutanty, debilu, mutanty" - Szkodnik).

Robi się naprawdę dziko:


Niektóre okazy są wyże ode mnie!!


Drzemy jednak nadal do przodu. Trzymamy kierunek z kompasem - wazymutowaliśmy się od znanego punktu, więc to kwestia czasu i uporu aby dotrzeć na punkt kontrolny. Pokrzywy zastępuje wiatrołomy. Przenosimy maszyny, ale konsekwentnie brniemy dalej i dalej. Nie pierwszy raz ciśniemy przez krzory na azymut. Byle nie zgubić kierunku i podążać za strzałką kompasu. Do wiatrołomów dołączają ostrężyny, ale nie rezygnujemy. 200 metrów, 150... 100. Wciąż dalej i dalej. Roślinność plugawa (ta poniżej 800m npm) w natarciu, ARAMISY w kontrataku. Ani kroku wstecz, karczujemy! Jeszcze 50 metrów, 25... 15 i jest!!!
O żesz...okazuje się, że punkt jest po drugiej stronie rzeki... a rzeka jest naprawdę duża i ma mocny nurt, nie do przejścia wpław. GRRR...
Według oznaczeń na mapie to punkt powinien być po naszej stronie rzeki, no ale na odprawie było mówione że okręgi są poglądowe, a nie precyzyjne, więc się czepiać nie będziemy :)
Przed nami wesoło łopotał sobie Jolly Roger, ale Tawerna jest po drugiej stronie.
Jest tu jednak łódź, możemy przeprawić się na drugą stronę, ale bez rowerów - obsługa mówi nam, że będziemy musieli wrócić się przez krzory. Rowerów nie przewożą. No trudno.
Szkodnik płynnie zatem na drugą stronę zobaczyć się Piratami z Tawerny pod Szczezłym Rysiem.

"Charon" wiezie Szkodniczka na drugą stronę

...a tam Szkodnik musi odnaleźć w Tawernie:

Skrzynię Skarbów i jeszcze się do niej włamać

...ale gdy Mu się to uda, to złoto jest nasze!!!

NASZE, NASZE !!!


Mamy komplet punktów kontrolnych!!!
Drzemy z powrotem przez krzory do jakieś drogi a potem już tylko "długa" na bazę.
Jest przed 4:00 rano gdy wpadamy do miasta i spotykamy Magdę, Kasię i Mateusza także powracających z trasy.
Wszyscy razem wjeżdżamy na metę. To koniec naszej dzisiejszego nocnej przygody. Zrobiliśmy to!
Mój nastrój wyraża zdjęcie poniżej - jest cudownie


Raz jeszcze dziękujemy Organizatorom za możliwość startu w zespole 2-osobowym. Bawiliśmy się świetnie!
Czy RYŚ to dzikszy TROPICIEL? Hmmm... raczej chyba nie. Jest bardzo porównywalny z Tropicielem, ale to NIE jest zarzut.
Tropiciele są genialne i wspaniałe. RYŚ zatem też bo tak wynika z logicznej implikacji :D 
Nastraszony dzikością oczekiwałem bardziej "Selekcji" niż Tropiciela. Nie zrozumcie mnie źle - nie narzekam. To nie jest tak, że ja lubię przedzierać się wpław przez rzekę czy czołgać po krzakach... ja to robię, bo mi czasem Żona każe... to nie jest jednoznaczne z tym, że lubię.
Ja tam zadowolony jestem z tego, że zadania były do zrobienia bez brodzenia po szyje w bagnie :D
Chwilę po rajdzie wyruszamy do domu, złapiemy 15 minut snu na MOP'ie na A4 przy Gliwicach, a potem już ostatnia prosta i o 9:00 jesteśmy w domu. To była piękna noc.

Bruce Wayne: Piękna noc, Alfredzie
Alfred: W rzeczy samej, panie Bruce. Noc godna myśliwego.
(Komiks "Batman vs Predator")


Kategoria Rajd, SFA


komentarze
aramisy
| 17:50 czwartek, 9 września 2021 | linkuj Dobry i prawdziwy :)
Piotrek | 08:38 środa, 8 września 2021 | linkuj Ostatnio u Jasienicy znalazłem taki cytat (ale nie wiadomo z czego):
"noc służy do spania i do nocnych ataków na bagnety"
Komentuj

Imię: Zaloguj się · Zarejestruj się!

Wpisz cztery pierwsze znaki ze słowa stkim
Można używać znaczników: [b][/b] i [url=][/url]