SFA
Dystans całkowity: | 26704.00 km (w terenie 23.00 km; 0.09%) |
Czas w ruchu: | b.d. |
Średnia prędkość: | b.d. |
Liczba aktywności: | 389 |
Średnio na aktywność: | 68.65 km |
Więcej statystyk |
Mistrzostwa 2024
-
Aktywność Sztuki walki
i każdy służył naszej sprawie wszystkim co posiadał...
Do każdej bitwy wraz stawali, w tawernie razem pili zdrowie
często na dużej byli bani, w Gdyni czy w Krakowie" (parafraza klasyki szant - TUTAJ)

STAY LOW !!!

Jeśli to wejdzie, to może zaboleć :P

Gardełko :)

Coś słaba ta kontrola lewakiem :P

Dokładnie tak! Kiedyś dostawało się medale za każdą z konkurencji osobno, więc jak mieliście trochę szczęścia to dało się przywieźć z takich Mistrzostwa 4 medale (w Szpadzie, Szabli, Rapierze plus jeden za wynik w Trójboju Klasycznym). Od jakiegoś czasu nie ma już takiej opcji. Teraz liczy się tylko wynik w Trójboju czyli suma waszych wyników we wszystkich z wyżej wymieniony konkurencji. To oznacza, że aby przywieźć medal z Mistrzostwa to trzeba uzyskać dobre wyniki we wszystkich broniach. Co ciekawe, czasem wystarczy mieć na przykład trzy razy czwarte miejsce, aby wskoczyć na podium w Trójboju, ale dzieje się to dość rzadko... częściej, aby zdobyć medal medal, to musicie mieć jednak sumę "trzech podium".
Podniosło to trudność niebotycznie, no ale jesteśmy przecież w Lidze A - profesjonalnej, więc nie oczekujcie taryfy ulgowej. Bilety ulgowe przysługują tylko młodszym (stażem), znajdziecie to w zasadzie w każdym regulaminie :)
Co więcej, pamiętajcie że u nas, samo dostanie się do finału, wcale nie oznacza od razu jakiegoś medalu. Zawsze można dostać wynik postaci: cztery czwarte miejsca. Stanie się tak, gdy postanowicie zakończyć wszystkie swoje walki trafieniami obopólnymi. Ach, jak ja wtedy lubię bawić się tymi nieprzyznanymi, nierozdanymi medalami. Topię je sobie na kuchence, podgrzewając posiłek nocą gdzieś w lesie na jakieś ultra wyrypie... ach jak wtedy pięknie płyną... niczym łzy zawodników, którzy musieli obejść się smakiem. Piękne uczucie :D
Pamiętacie moją dywizję... eee... dewizę sędziowską? "Zawsze przychylę się na waszą niekorzyść" :P
ZAWSZE. Tak więc moi Drodzy, jeśli pytacie kiedy będzie łatwiej, to mówię, że już było, a teraz proszę zabrać się za trening i przygotowania do kolejnego sezonu zawodów :P

Locked'n'loaded :P

...and FIRING :D

Na chwilę przed trafieniem

Pięknie weszło :)

Oj, zaraz się będzie działo bo walka w zwarciu to może być kopyto na ryj i łokieć w nery

Na granicy zasięgu

Ostatnia lekcja w 2024 roku, tak na zakończenie sezonu
Ostatnio, przy okazji relacji z Pucharu Wieliczki, poruszaliśmy temat jak odmiennie wygląda walka bronią białą, od tego co widzimy w filmach czy grach. Skończyliśmy konkluzją, że więcej nie zawsze znaczy lepiej. Kto nie widział lub nadal nie wie o co chodzi, tego odsyłam do wpisu z tamtych zawodów.
Może zostańmy zatem w okolicy tego tematu, zwłaszcza że na koniec tej relacji mam dla Was "historię jednej akcji", w której obserwowaliśmy dość widowiskowy, ale i skuteczny unik - a tak naprawdę asekurację upadku połączoną z wycofaniem się/unikiem. No właśnie, upadek... to się zdarza. Wchodzimy w zwarcia, walczymy na pełnej... prędkości i nieraz się zdarzy, że albo po zderzeniu, albo po błędzie pracy nóg lub na skutek przypadku (np. poślizgnięcie) wasz przeciwnik kończy na deskach. Co teraz? Rzucić się i dobić? Zrobić z nim filmową jatkę i zrobić "dosiad" na następnie siłować się dociskając broń do jego gardła?
Mogę powiedzieć, że hmmm... "i TAK, i NIE", czyli dam Wam moją ulubioną odpowiedź (prawie tak ulubioną, jak odpowiedź po szóstej :P). Wszystko zależy jednak od sytuacji i jeśli przewracacie się w zwarciu razem z przeciwnikiem, to jeszcze większy skrót odległości i dosiad plus kontrola jego ręki uzbrojonej, to może być najlepsze co możecie zrobić! Rozważmy jednak sytuację trochę inną, częstszą ---> wasz przeciwnik, z jakiegoś powodu - np. uznał to zajebisty pomysł - przewraca się, a Was dzieli od Niego kilka metrów. Widziałem już nieraz, jak zawodnik stojący startuje wtedy do ataku, chcąc wykorzystać zaistniałą sytuację i nierzadko kończy się tym, iż nabija się na broń zawodnika leżącego. I aż widać to zdziwienie zza maski. Dlaczego tak się dzieje?
Otóż z kilku powodów:
- po pierwsze: przewracający się przeciwnik zwykle traci... równowagę hahaha... niezły suchar, nie?
No dobra, ale tak na serio:
- po pierwsze: przewracający się przeciwnik zwykle działa instynktownie bo sytuacja jest także dla niego zaskoczeniem. Zwykle nie planujecie upadku... no chyba że chcecie wyłudzić ubezpieczenie, ale w normalniej sytuacji próbujecie raczej uniknąć upadku. Natomiast działania intuicyjne będą zwykle instynktownym natarciem, a zatem jeśli próbujesz "dojechać" przewracającego się przeciwnika to oczekuj, że pojawi się z jego strony takowe. Bardzo często o tym zapominamy!
- po drugie: przewracający nie za bardzo ma się jak bronić. Jeśli wiecie jak działa mechanika zasłon, to będziecie świadomi że zasłona w trakcie upadku raczej nie będzie skuteczna... a więc przeciwnatarcie/natarcie będzie BARDZO racjonalnym działaniem! Ma ono na celu powstrzymać atakującego przeciwnika, zapobiec temu atakowi... w myśl zasady: skoro nie mam się jak obronić, to muszę powstrzymać ten atak, wystawiam zatem broń - przecież nikt się na nią głupio nie rzuci, prawda? PRAWDA...?
- po trzecie: natarcie to będzie lecieć po "dziwnej", nietypowej trajektorii. Nie będzie to natarcie pchnięciem prostym na bark, które parowaliście tysiące razy (albo nie... jeśli nie umiecie zasłon...), ale będzie to natarcie gdzieś od dołu, często ukośne/diagonalne, a może nawet jakiś tzw. "hakiem"... ogólnie, natarcie wyjdzie ku górze z poziomu parteru, a to nie jest typ natarcia, przed którym broniliście się setki razy. Często może być ono nawet PONIŻEJ waszej granicy postrzegania akcji, a to już jest problem, bo bronimy się tylko przed tym co widzimy.
Dlatego też, taka sytuacja często kończy się trafieniem obopólnym i dużym zdziwieniem strony atakującej, bo przecież miało się taaaaką przewagę!
Co zatem zrobić? Powiem szczerze: jeśli nie jesteście jeszcze bardzo doświadczonym szermierzem, to najlepiej będzie pozwolić przeciwnikowi wstać. Wiem, wiem... chciałoby się wtedy... wiem, ale to trzeba umieć! Jak nie umiesz, to nie ryzykuj - to są zawody !!!
Co bardziej doświadczeni zawodnicy mogą próbować trafić WSTAJĄCEGO przeciwnika... wstającego, nie leżącego! I to może fajnie zadziałać, bo proces wstawania jest bardzo skomplikowany ruchowo, Bardziej niż mogłoby to się nam wydawać, a dołożenie do niego skutecznej obrony bronią jest BAAAARDZO trudne. Nadal jednak - właśnie dlatego że jest to proces trudny - trzeba liczyć się z tym, że "pójdzie tam" przypadkowe, instynktowne natarcie (takie machnięcie bronią w waszą stronę) zamiast obrony. Niemniej jest to moment o wiele bardziej bezpieczny niż wbiegnięcie w przewracającego się zawodnika.
Inną taktyką jest próba trafienia części ciała, która jest DALEKO od broni przeciwnika (np. noga). Tak aby dać sobie czas na reakcję, gdyby jednak jakiś "random" w waszą stronę poleciał. Pamiętacie, że z chwilą zadawania trafienia jesteście także najbardziej bezbronni. Wasza broń trafia i nie da się wtedy wziąć nią zasłony... będzie to możliwe ułamek sekundy później... ale u nas.... ułamki sekund to jest wieczność.
Uważajcie zatem na upadających, nie wiadomo co potrącą, zahaczą, nabiją :P :P :P
Nie każdy sytuacja, która wygląda jakby dawała Wam przewagę, tą przewagę rzeczywiście daje.
To tyle na dzisiaj. Do zobaczenia gdzieś na planszy!
A na koniec: spora galeria z Mistrzostw. Enjoy!

Nagrywamy walkę z drona, a takie "pierdolnięcie" dobrze mieć zapisane :D

Całe życie na wypadzie

Piękna kontrola !!

Łapka :D

Mógłbym napisać: natarcie pchnięciem ukośnym z próbą kontroli Rapiera przeciwnika lewakim, ale napiszę:
"WJAZD NA PEŁNEJ !!!" :D

I znowu "na wypadzie" - this is what I call: "BIG AIR" :D

Pchnięcie z kryciem linii czwartej - pięknie :)

I znowu szablowa młócka :P

Ogólnie sytuacja sprowadza się do "nieudana zasłona szósta", chociaż wnioskując z ułożenia zawodników obstawiałbym, że było to:
nieudane przeciwtempo poprzez zasłonę długą szóstą jako próba obrony na przeciwnatarcie pchnięciem wyprzedzającym

I znowu STAY LOW !!!

Dopełnienie okręgu: Rapier w Lewak - uwielbiam to!

A na koniec HISTORIA JEDNEJ AKCJI !!!
Natarcie z lewej - agresywnym skrótem odległości (bo poprawnym "rzutem" tego nie nazwę :P)

Obrona Rapierem i wejście w unik... przejście do intuicyjnej zasłony niskiej szóstej (nie sądzę aby była ona intencjonalna)

...unik prowadzący do...

...przewrotu w tył przez lewy bark...

...skręt bioder w parterze...

...i ponowne wyjście do pionu... a tymczasem kolejne natarcie z lewej ma już status "in progress".
No właśnie, czy zawodnik z prawej nie "szarpnie" nagle Rapier w górę, instynktownie broniąc się przed agresywnym natarciem.
No i czy zawodnik ze strony lewej jest na to gotowy... ha! czy w ogóle rozważa taki scenariusz? Przemyślcie tą sytuację sami.

Kategoria SFA
Pasmo Polic
-
DST
27.00km
-
Aktywność Wędrówka
W poszukiwaniu zimy na Policy i Mosornym Groniu... a może w poszukiwaniu jedzenia w schronisku na Hali Krupowej!
Tak, to też. Nie pamiętam kiedy byliśmy w restauracji czy kawiarni jakiej... natomiast w schroniskach to jesteśmy niemal co tydzień :D
Szlaki w śniegu
Bardzo w śniegu
Widoczność na razie słaba, ale jeszcze się dziś przejaśni
Kompletnie nieprzetarty jeszcze :)
No to przecieramy
Tak, to szlak - wiem, że nie wygląda :)
Zasypuje nas czasem
Jedzenie :D
Ruszamy na Policę, a niebo się przejaśnia
Robi się coraz ładniej
Szczyt
Miejsce katastrofy samolotu na Policy
Pamięci An-24 PLL "LOT"
Wychodzi słoneczko!!
Pięknie :D
Zachód słońca
Wszystkie baterie ognia... eee... śniegu, oczywiście śniegu
Wieża na Mosornym - zakaz wejścia po zmroku, ale jak już wejdziecie to Wam oświetlimy schody :D :D :D Schodzimy
Kategoria SFA, Wycieczka
Pilsko, Rysianka i Romanka
-
DST
28.00km
-
Aktywność Wędrówka
Na górze już początki zimy, ale to jeszcze nie czas na wyjście w góry "w szpilkach". Kijki na razie wystarczą.
Zaliczymy dziś także wszystkie kolory szlaków: od szlaku w kolorze szkarłatu po szlak w kolorze nadziei. Będzie także lazur, czerń i złoto.
Leci galeria:
Szlak w kolorze słońca i złota :)

Wielka góra przed nami...

...ale i za nami także

Gdzieś na granicy jesieni i zimy :)

Into the light...

...czyli ślepnąć od świateł :P

Wspinamy się...

W kosówce...

Niezmiennie:
"Idę w góry boś przeżyć, a nie zostać tam na wieki... ekwipunek wkładam w plecak, przemyślany co do sztuki, dopracuję każdy detal, przecież obiecałem wrócić"
(całość TUTAJ)

Dramatis personae :D

"...i bez przerwy o tym myślę, by na szczycie wypić kawę, choć to rzadkie statystycznie, móc popatrzeć na Orawę"

Formacja "Mała Fatra" strzeżona przez Miodnych Władców (link jak zawsze na własną odpowiedzialność). Chociaż w Tatrach Niżnych jest ich jeszcze więcej
"Do 600 kilo, ponad dwa metry wzrostu i za żadne skarby nie zmusisz go do postu..." :P

Zadymiło :)

"...ja nie muszę iść daleko, mi wystarczą góry w koło, chcę tam spędzić każdy miesiąc, no bo kocham je jak 'swoją' (link powyżej)

Maksima lokalne, czyli miejsca gdzie zerują się pierwsze pochodne funkcji :D :D :D

Znowu zaczyna się nasza ukochana pora w górach :D

Tak, tak, tak :D :D :D

Szkodnik polanowy / halowy :D

Otoczeni górami :)

Cień wielkiej góry :)

Romanka płonie :)

Pocisk ATACMS czy meteoryt? Zginiemy wszyscy czy tylko wielu :D :D :D

"...świat się wokół nas wciąż mniejszy staje, kontynenty na odległość dłoni są, samoloty jak z dziecinnych bajek, ponad głową coraz szybciej niebo tną" - całość TUTAJ

Szlak na Księżyc :)

Księżyc Romanka :D

Na szczycie...

"...and I told her that the Moon was a magical thing, it shone gold in winter and silver in spring..." (tysiąc razy Wam już linkowałem, ale niech będzie - TUTAJ)

"...idę w góry, tętno wzrasta, tak zaczyna się przygoda, z góry widać światła miasta, jeśli pozwoli pogoda" (link powyżej)

Kategoria SFA, Wycieczka
Durbaszka i Veterny Vrch
-
DST
70.00km
-
Sprzęt The Darkness
-
Aktywność Jazda na rowerze
A później łapiemy nieznany nam wcześniej szlak, który wyprowadzi nas górami do Czerwonego Klasztoru. Powrót do auta po zmroku już klasykiem pienińskim czyli Przełomem Dunajca.
Plan max był bardziej ambitny aby wrócić ze Szczawnicy do Jaworek przez Radziejową i Wielki Rogacz... ale nie dało rady, nie jak dzień się kończy o 16:00. Szkoda, no ale wrócimy tu w lecie! I tak pękło nam dzisiaj 1600m przewyższenia.
A o 8:00 rano w Jaworkach (parking) było -7.... to już nie jest jesień! Gryzło po ryju naprawdę mocno :P
Zaczynamy podjazd na Durbaszkę.

Zrobiło się trochę cieplej... nie wiem czy to fakt, że jest już tylko -5 czy to dlatego, że dymamy srogo pod górę :D

Szkodnik in the spotlight :D

Ciepełko z lewej :D

Już nad schroniskiem

Hmmmmm....

W cieniu nadal ujemnie :)

A Pieniny toną w mgłach (inwersja nadal trzyma)

Wygrzewają się nasze bestie

Niezmiennie :D

Pukając do nieba bram :)

Dobre drzewo na PUNKT - Orientaliście będą wiedzieli o którym mówię :D

To co bułeczka z herbatką na ławeczce z widokiem? :)

Nowe jezioro? :D

Oszalałem - ten szlak jest cudny!!!

Ale mnie Szkodnik odstawił !!!

Owczy pociąg :D

Ha, wyprzedzon na podjeździe :D

No niesamowicie tu jest

Rewelacyjny ten szlak!

A to już na podjeździe na Vetrny Vrch

Nagła zmiana pory roku :D

Przełęcz pod Veternym

Zaiste niezmiennie :D

Nasz znajomy Misiek :)

Dnia 11.11 na górze o wysokości 1111m - czyli ładujemy binarki :D

A co tam nowego u Szkodnika? W sumie to NIEZMIENNIE :D

No ale chyba warto :D

Kolejny fajny szlak!

Płonie :D

Zaczyna się zachód słońca

Szkodnik dalszy...

Szkodnik bliższy :)

No i zgasło...

Wracamy klasykiem czyli Przełomem Dunajca

A za chwilę już totalnie ciemno i pozostało dojechać tych kilka km do auta (Jaworki)

Kategoria SFA, Wycieczka
Śniadanie na Mogielicy
-
DST
8.00km
-
Aktywność Wędrówka
Z drugiej strony w górach będzie można podeptać chmury bo jest inwersja... a w takich chwilach Beskid Wyspowy pokazuje dlaczego nazywa się "wyspowym"...
No nic, trudne sytuacje wymagają rozwiązań niestandardowych ---> budzik na 4:00 rano. "Dzida" na Przełęcz Rydza Śmigłego i "zielonym" na Mogielicę.
Śniadanie zjemy na wieży :D
Przed 11:00 z powrotem w aucie i "dzida" na Wieliczkę.
Innymi słowy cytując klasyka (kto pamięta z jakiego to było filmu? Ha, kto go widział, film z roku 1991 - TUTAJ)
"- Musisz wybrać, góra albo ja..."
- Będą miał Was obie!" (czyli bierzemy z życia ile się tylko da, a potem negocjujemy jeszcze trochę :P)
"Hier kommt die Sonne... " (klasyka, ale znacie tą wersję :D ---> TUTAJ)

Na dole ujemne temperatury

"...był czas gdy cień mój cieszył się, jak Ona mnie, jej cień go mamił i wlokę go, on wlecze mnie, kałuże lśnią nam pod nogami" (całość TUTAJ)

Do lasu, byle do lasu :)

Słońce coraz wyżej :)

Wieża na Mogielicy

O to chodziło!

Jest zacnie - wyspy!!! Archipelagi całe :)

Ocean chmur :)

Śniadanie na Mogielicy :)

Wracamy, a mgły to nawet nie mają zamiaru się rozpływać :)

Spektakl świateł :)

Kategoria SFA, Wycieczka
Do San Escobar na Fajną Rybę
-
DST
85.00km
-
Sprzęt The Darkness
-
Aktywność Jazda na rowerze
Wpadła nam ona idealnie pod kątem terminu, bo w kraju nad Wisłą temperatury stają się coraz niższe, więc pora uciekać w egzotyczne kraje. Chociaż wiecie, to nie są sprawy o których mówi się publicznie i nie mogę Wam wszystkiego powiedzieć. Zostańmy zatem przy wersji z wizą, a protokół dyplomatyczny zostawcie już pod naszą opieką. Co Wam będę mówił, że pełnię tam rolę attache wojskowego i odbyłem spotkanie z san-escobarskimi dyplomatami, w tym z chargé d’affaires, konsulem oraz ambasadorem :D
Przy okazji wizyty zostaliśmy oprowadzeni po stolicy Santo-Subito, popływaliśmy w jeziorze De Naturato, zdobyliśmy szczyt Pica Chu, odwiedziliśmy Park Narodowy Vina Tusca , a po kolacji zatrzymaliśmy na dłużej w La Trynie :D
Największą atrakcją było jednak mecz na stadionie Carne Gole oraz inspekcja rezerw złota zgromadzonych w Banku Narodowym w San Tander :D
To jest niesamowite. Zakochałem się w tej miejscówce. Genialny pomysł ktoś miał aby zrobić taką miejscówkę - TUTAJ.
Po wizycie w San Escobar udaliśmy w pobliskie kniej i lasy, no i pękło 85 km. Nieźle jak na listopadową przejażdżkę gdy na pytanie "która godzina", możecie bezkarnie odpowiedzieć "16-sta w nocy...". Inna sprawa, że w San Escobar miało być ciepło, a na początku dnia było -3 stopnie (w takcie dojazdu) i -1 na początku wycieczki.
Chwilę po opuszczeniu egzotycznego kraju przedzieraliśmy się - no a jak mogło być inaczej - przez dziką roślinność :P
No i co w niej znaleźliśmy? Grób, tych którzy nie dali rady się przedrzeć... nie wierzycie? Zobaczcie zdjęcia poniżej.
Potem na listę miejsc odwiedzonych wpadł zabytkowy ohel cadyków, a chwile potem odwiedziliśmy przejechany w całości tego rocznego lata SZLAK PIEKIELNY.
Fajna Ryba nie była w planie, bo byliśmy tu kiedyś z Kingą, ale w sumie byliśmy już tak blisko... a czas był niezły... że grzechem byłoby nie wpaść na rybkę. Dosłownie "NA", bo to najwyższy naturalny pagór województwa łódzkiego (Strach padł na Śródmieście gdy okrutny Tauron oszukał system i zbudował Górę Kamieńsk.... był kiedyś o tym jakiś film, jak dobrze pamiętam, "Władca struktur formalizujących własności algebraiczne liczb całkowitych oraz arytmetyki modularnej" czy jakoś tak...
- Pierścieni, Władca Pierścieni - Szkodnik.
- Nigdy nie pamiętam tych głupich nazwa, definicja to definicja, jednoznaczna!
W lesie ciekawa akcja... dużo o tym teraz mówią. Spotykamy starszego Pana, który się zgubił zbierając grzyby.
Pyta nas, którędy do miejscowości X (nazwa nieważna), my z mapy odczytujemy, że idzie źle... wyszedł po drugiej stronie lasu i obecnie oddala się od wskazanego miejsca.
Upiera się jednak, że nie potrzebuje pomocy, bo dzwonił już do bliskich i mają go odebrać... no OK, ale mają go odebrać z X, a On się od X oddala!
Pokazujemy Mu, że X jest pod drugiej stronie lasu, a teraz idzie w kierunku torów kolejowych. On mówi, że sobie poradzi, ale jakbyśmy spotkali czarnego forda na świętokrzyskich blachach, to abyśmy powiedzieli, że będzie w X.
NIE BĘDZIE bo idzie "od" X w... pizdu... upiera się jednak, że idzie dobrze. Mapa go nie przekonuje... no i co z tym robić? Obezwładnić czy zastraszyć? Co byście wybrali... aby nakłonić Pana do zmiany kierunku. Obyło się jednak bez przemocy (ech... trochę szkoda, już się nastawiłem...), ale przeleciliśmy lasem spory kawałek - na rowerze to jednak odległości szybko pękają.
Udało się namierzyć forda... oczywiście "porzuconego", bo ktoś zostawił go i chyba poszedł szukać pana do lasu z buta.
Niemniej po powrocie do pana i informacji, że ford stoi zupełnie w innym kierunku niż on teraz idzie, nagle uwierzył mapie i się tam skierował.
Trochę nie ogarniam tego... nie tego, że można się zgubić w lesie... my się na co drugim rajdzie zgubimy w lesie, ale że nadal upierał się, iż idzie dobrze, mimo że mapa pokazywała inaczej.
Zapytacie może czy nie miał Google... no nie miał, bo telefony klawiszowe czasem nie mają :P
Ważne, że dotarł do forda, tam już sobie poradzą... chyba, że zgubi się poszukujący, no ale wierzymy że dał radę "nie" :P
Lecimy dalej i na spontanie podejmujemy decyzję aby uderzyć na Fajną Rybę oraz nową wieżę widokową w Bożej Woli.
Tak, z Bożej Woli udało się trafić na wierzę. Zacnie, nieprawdaż?
Koniec dnia to jakieś odmienne stany świadomości słońca, bo dało taki spektakl kolorów podczas zachodu słońca, że - jak to mawiała moja nauczycielka z LO - oglądaliśmy to z zapartym stolcem :D
A w nocy, już właściwie przy aucie, przelot Starlinków - mega dobrze widoczny pociąg na niebie.
No piękny dzień. Jak na listopadową wycieczkę, to kosmos atrakcji :)
Witajcie w Republice San Escobar :)

Rajska plaża :)

Hydro obiekty w San Escobar :)

Już wiecie gdzie mieszka NEMO - w San Escobar :D

Dość, ileż można asfaltem, dawać bezdroża :D

Nie każdy z tych bezdroży powrócił...

Ohel cadyków

Leśne autostrady

Zacne przeloty

Drogi po horyzont

Jest i PIEKIELNY. It's been a while, my old friend :)

Upalanie pod dobrych drogach - jak nie my :P

W poszukiwaniu czarnego forda :)

O kurde - przybył, przecież to jego prom!!! Gdzieś tu muszą być statki eskorty - a co chodzi, znajdziecie TUTAJ.

Znowu w lesie :)

Ciągle w lesie :)

Niezmiennie w lesie :)

Podjazd na Rybę, całkiem FAJNĄ RYBĘ :D

Tutaj jeszcze złota jesień :)

Rekin pagórów :D

Wieża z Bożej Woli :D

No i znowu :)

Cóżby nie :)

Zaczyna się nasza ulubiona pora dnia :)

Zdjęcia muszą być

Szesnasta w nocy, a niebo płonie :)

Na powrocie

Kosmos kolory :)

Kategoria SFA, Wycieczka
Szwedzka Droga i Bukowa Góra
-
DST
50.00km
-
Sprzęt The Darkness
-
Aktywność Jazda na rowerze
Tym razem nasz wybór pada na czerwony szlak w okolicach Frywałdu, potem Bukowa Góra, Garb Tenczynski i tzw. "Szwedzka Droga" nad Krzeszowicami. Naprawdę szwedzka. To jest naprawdę trakt zbudowany jeszcze w czasach Potopu Szwedzkiego (kilka słów o historii tego miejsca - TUTAJ)
Powrót przez Rudawę i Nielepice. Być może niektórym z Was (nawet tym z Krakowa) niewiele mówią te nazwy, ale ja się tutaj poruszam bez mapy, a kolory tutejszych szlaków to znam na pamięć gdzie który biegnie. Lecimy ze zdjęciami... acz to Dolinki, więc wyjazdy tutaj nie są bez-kosztowe, swoje trzeba zapłacić... niby przejażdżka popołudniem, a 700m przewyższenia pyknie! Kochamy Dolinki :D :D :D
Czerwony nad Frywałdem (niedaleko połączenia z czarnym, który prowadzi do niebieskiego, który idzie przez Wąwóz Półrzeczki i Dolinę Mnikowską... no dobra, już przestaję :P)

KOLORY RYJĄ BANIĘ !!!

Szkodnik w kolorach jesieni

W drodze na Czerwono-złot...eeee... Bukową Górę :)

Czerwony rowerowy (szlak) Orlich Gniazd

To zdjęcie niemal słychać :D :D :D

Kosmos kolory

Czarny Staw w drodze do Puszczy Dulowskiej (Garb Tenczynski)

Lecimy dalej - w kierunku dawnej kopalni "Krystyna"

Czerwony bywa czasem dziki - WĄSKO !!!

Most choinkowy nad błotem :)

Brama Zwierzyniecka - uwielbiam to miejsce. Jeden z naszych punktów kontrolnych... ech kto to jeszcze pamięta (TUTAJ).

"Gdy trzaśnie bariera na moście i runę w spienione fale rzeki
rzucą się lekarze na oślep, dusząc mnie w szponach swojej opieki..."
chociaż jak tam patrzę to tutaj raczej runął bym w liście :D

BZZZZZ... bzzzzz...

Ruiny budowli dawnych kamieniołomów w Miękini

Tutaj też daliśmy lampion na Wiosennym CZARNYM... zwanym także Zimowym BIAŁYM :D

"Za swe krzywdy - prawo jarmarku
otrzymała ta miejscowość dumna
Przeto powiedz z czyjej to woli w tym parku
stanęła ta oto kolumna..." - pamiętacie to jeszcze?

Szwedzka Droga

Cmentarz choleryczny przy Szwedzkiej Drogiej

Szwedzka Droga ku Bartlowej Górze

Ruiny dawnych zabudowań spichlerza i browaru (Pisary)

Nad Nielepicami

Wracamy na auta - ponownie przez Bukową Górę

Kategoria SFA, Wycieczka
Lodowa Przełęcz (sł. Siedelko 2372m)
-
DST
30.00km
-
Aktywność Wędrówka
Tatry na totalnym spontanie :)
Jesteśmy umówieni na sobotę, ale w czwartek okazuje się, że spotkanie trzeba przełożyć na listopad. Zwalnia nam to sobotę, więc od razu pojawiają się plany: rower, góry, wyprawy, wycieczki... no skoro mamy wolny weekend, to pasowałby się sponiewierać, prawda?
TATRY? Przecież to ostatnia chwila bo od listopada zamykają szlaki powyżej schronisk na Słowacji.
Cel: LODOWA PRZEŁĘCZ (sł. Siedelko 2372m).
Tak z nami bywa, że tylko Ci, którzy także potrafią zdecydować się na spontanie (czyli w piątek), zdołają dołączyć do wyprawy - Bartek miał niecałe 24h na decyzję: "jedziesz? nie jedziesz?".
Pojechał!
Wyszliśmy z Tatrzańskiej Łomnicy, więc spora wyrypa się zrobiła, równe 30 km, choć Bartek twierdzi że 32 :D
Ech te Garminy, zegarki i inne dziady. U mnie trochę ponad 30 km wskazało i takie wskazanie rejestruję we wpisie.
Tymczasem zdjęcia, bo znowu było magicznie - pogoda żyleta!
Wodospady - czy ja już mówiłem jak kocham wodospady?
Mostek nad doliną
Nosicz - rzadki gatunek ludzi gór. Ich rekordy dochodzą do 150 kg... sto pięćdziesiąt kilo na plecach!!!
Całe zaopatrzenie wnoszę Oni na swoich plecach do takich schronisk jak Terycho Chata czy Zbójnicka Chata.
Tutaj w drodze do Chaty Terry'ego.
Pazur!!
Znów "PORWALIŚMY SIĘ NA ZDOBYCIE WIELKICH GÓR" i to jest piękne~!
Niebo robi dzisiaj robotę!
Niesamowicie jest
Prawie pod Chatą Terry'ego
Na kolizyjnym :)
Już za chatą - w drodze na Lodową Przełęcz
"...i warto było iść, do góry wciąż się piąć..." (zobaczcie inne wpisy z Tatry z tego roku - nie będę tego linkował po 1000 razy) :D
Pod schroniskiem trochę ludzi, ale większość tam zostaje... część pójdzie także na Czerwoną Ławeczkę. Na Lodowej Przełęczy będzie w zasadzie pusto
Przestrzenie
Czerwona Ławeczka - legenda... tam może pójdziemy innym razem.
Przepiękna grań
Kolce, pazury, zadziory!!!
A my wciąż w górę i w górę
Zniszczone schody na Przełęcz
KAMZIK !!!
KAMZIK na wysokości :)Ostatnie podejście po bardzo "sypkim" - łańcuch bardzo się przydaje
Przełęcz Lodowa
Szkodnik na tejże Przełęczy
Tak wyglądało podejście
Magia
Morza chmur
Schodzimy
Tak, tam byliśmy przed chwilą - Lodowa Przełęcz
Kosmos... cudownie
Mleko rozlało się po górach
Mgła wtargnęła w dolinę
Przelewa się !!!
Zachód Słońca na 2000m - bajka
"Watch the flames burn,on the mountain side... I see fire inside of the mountain..." (całość TUTAJ)
Bartek przygotowuje się do zaginięcia we mgle
Powrót po nocy... dzień już krótki, a droga daleka
Ma to jednak swój klimat
A w nocy, w środku Tatrzańskiej Łomnicy, można spotkać Rogatych :D
Kategoria SFA, Wycieczka
TROPICIEL 33
-
DST
78.00km
-
Sprzęt The Darkness
-
Aktywność Jazda na rowerze

Zepnij to na krótko... lepiej nie na długo bo będzie iskrzyć :D

:) :)

:) :) :)

MIŚ !!!

"NZn" pichcimy NIEZNISZCZALNIUM :D

Klimat

Takie tam z obsługą punktu :D

Szkodnik w szałasie :)

Gdzieś w lesie

Świecące lampiony

Nocne eksperymenty :)

Przez mrok i mgłę :)

Zimno, naprawdę zimno i wilgotno... to niemal czuć na tym zdjęciu :)

W stronę światła

Świta

Jest pięknie

Jak z obrazka :)

Nie potrzeba podpisu - jest napisane :D

Złoto toczy się w krąg, rąk do rąk, z rąk do rąk... NASZYCH RĄK !!!

Kategoria Rajd, SFA
Jaszczur- Puszcza Pyzdrska
-
DST
45.00km
-
Sprzęt The Darkness
-
Aktywność Jazda na rowerze
"Po miesiącu pięknych dni
zbrakło forsy, zbrakło sił,
nowy rejs już zacząć mam
nowej pannie digi dam..."
Zbrakło sił aby napisać tą relację... tymczasem nowy rejs (w rok 2025) już za moment zacząć trzeba... nowym rajdom relacje przyjdzie dać...
Zostawiam zatem to co udało się napisać do tej pory, acz jest w w zasadzie tylko wstęp...
[19.10.2024]
Hardcore'owy weekend czas zacząć... iście twardo-rdzeniowy bo liczba godzin snu w okresie: piątek wieczór - niedziela wieczór wyniesie niecałe 5 (słownie: pięć) i żadna z nich nie przypadnie na noc z soboty na niedzielę :P Czasem mam wrażenie, że jesteśmy już za starzy na takie akcje... wiecie jak jest, zaczyn kusić klasyczny tryptyk weekendowy: kocyk - łóżeczko - herbatka... a potem przychodzi taki weekend jak ten... i znowu przechodzimy w tryb "sen jest dla słabych" oraz "w moich żyłach płynie czysta kofeina" i a odwalamy jakaś (kolejną) głupią akcję. Co tym razem? NA BOGATO bo to będzie więcej niż rajd, to będą dwa rajdy (te rowerowe) oraz rajd przez połowę Polski aby wszędzie zdążyć na czas. Małopolskie, Śląskie, Opolskie, Łódzkie, Wielkopolskie i Dolnośląskie czyli chyba "jeszcze stać ich na to by historii się przypomnieć, wskoczyć w siodło i wykrzesać ogień z ostrza" (całość TUTAJ, oczywiście Mistrz Jacek). No ale zacznijmy od początku bo jak zawsze potrzeba było dobrego planowania i elastyczności w działaniach operacyjnych.
"Zmienność decyzji świadczy o ciągłości planowania" - jak mawiał dowódca mojego plutonu w CSSP
No żesz... a tak pięknie mieliśmy poukładany kalendarz. Mieliśmy jechać na Waligórę i potem na Tropiciela, a tu konflikt z Jaszczurowatym!
Zawsze powtarzam jednak, że jak życie wali Was w twarz, to trzeba w odpowiedzi sprzedać Mu solidnego kopa. Eskalacja do deeskalacji, a zgliszcza i ruiny powstałe w procesie jakoś się posprząta. Gdy tydzień temu także "wypadł nam z kalendarza" rajd , to uderzylismy w Tatry, na Rohacze i udało nam się zobaczyć widmo Brocken'u (no! Takie alternatywny to ja rozumiem i szanuję!). Gorzej z najbliższym weekendem, bo nie damy rady złapać Rajdu Waligóry i Jaszczura... Tropiciel nie jest problemem, bo start mamy po północy. Obskoczymy - damy radę. Ciężki wybór, ale Jaszczur jest dłuższy niż Waligóra, no i Jaszczur jest... JASZCZUREM !!!... dodatkowo z Jaszczura na Tropiciela jest około 150 km, a nie 400... no szkoda Rajdu Waligóry, ale finalnie wybieramy Puszczę Pyzdrską i to mimo tego, że na Waligórę byliśmy już zapisani.
Nowy plan:
- dzida za Kalisz i start na Jaszczurze
- skończenie rajdu o zmierzchu (jak nigdy - zjechanie z Jaszczura przed nocą brzmi jak herezja, ale nie ma innej opcji)
- dzida z Wielkopolskiego w Dolnośląskie
- Tropiciel
- powrót do Krakowa
To nie jest pierwszy raz jak skaczemy z Jaszczura na Tropiciela (Z "Kamiennych Ścian" zrobiliśmy to samo - TUTAJ, acz wtedy, przy "zgodności" województw, nie trzeba było z Jaszczura zjeżdżać przed zmrokiem).
Budzik dzwoni koło 3:00 w nocy, bo mamy 5 godzin dojazdu... przetniemy małopolskie, śląskie, fragmentem opolskiego, łódzkie i wielkopolskie aby zameldować się przed 10:00 spory kawałek za Kaliszem. Jaszczura numer 50 czas zacząć!
Dzisiaj będzie kolorowo... pojechał Pacan z ilością "wstawek". Mapy Jaszczura są zjawiskowe jak się na nie patrzy... gorzej jak musicie na nich nawigować :P

Speak of a devil and he shall appear (i to w sumie razy dwa)
- dobrze, że na swój pierwszy raz trafili na taką edycję, może - dzięki temu - się nie zniechęcą za bardzo
- szkoda, że nie trafili na przejebaną edycję, aby podzielić nasz żałosny los na tym kurwi dole... eeee.... łez padole, łez padole!
Ciekawe co ich zaskoczy na trasie... a mówiąc o zaskoczeniu, znacie ten dowcip -->
Mąż pichci jakieś dobroci w kuchni i pyta żony: "co chcesz na obiad?"
Ona: "Zaskocz mnie"
On: RUCHAM TWOJĄ SIOSTRĘ!
Ja myślicie, udało się zaskoczyć :D :D :D ?
Wracając...
Siadamy do planowania naszego wariantu. Celujemy aby być w okolicach zmroku z powrotem w bazie, tak aby na spokojnie zjeść, przebrać się i nie musieć gnać na Tropiciela na ostatnią chwilę. Uznajemy, że najprawdopodobniej uda nam się zatem zrobić tylko jedną z map. Wybór pada zatem na tą z większą ilością punktów opisowych/zagadek. To jest przecież kwintesencja Jaszczura!
Na załączonym powyżej zdjęciu to ten arkusz po prawej stronie. Oprócz odcinków "wysokościowych" na mapie mamy także wycinki z 1935 roku, przedstawiające różne domy i zabudowania... co to dokładnie będzie, przyjdzie nam odkryć po drodze. Przypisanie wycinków do otworów w mapie zajmie nam klasycznie... jak zawsze tutaj... około 45 minut i nie mamy żadnej pewności, że zrobiliśmy to dobrze. Najwyżej trzeba będzie korygować w terenie.
Diabeł numer 2: Wychodząc z bazy przekonujemy się, że "wielka sława to żart" bo łapie nas inny jaszczurowy rowerzysta i pyta:
- Szkodnik?
- (Basia w konsternacji trochę) yyy Tak.
- Ha! Widziałem, że to Wy.
Hahaha, okazało się, że rozpoznano nas "po blogu". To miłe, ale i śmieszne zarazem - tego bym się nie spodziewał, bo wiele tutejszych wpisów jest hmmm hermetycznych i stawia nas w dziwnym świetle... albo w krzywym zwierciadle. (patrz kawał o zaskoczeniu...) Tak, skwitujmy to takim określeniem aby nie powiedzieć inaczej :D
Jak to było w całości? "Wielka sława to żart, wariant nasz chuja jest wart, lampion toczy się w chaszcz, gałęzie znów drapią w paszcz..." czy jakość tak (TUTAJ możecie sprawdzić czy nic nie popieprzyłem z tekstem)
Historia zaklęta wśród drzew...
Właściwie od samego początku naszej wyprawy trafiamy na miejsca mocno związane z historią. Chociaż dobrze wiemy, że lasy nierzadko skrywają różne tajemnicę, to nadal jesteśmy zaskoczeni jak wiele tajemniczych miejsc w tej puszczy dzisiaj odnajdziemy.
Związane jest to z faktem, że tereny te były niegdyś dość mocno zamieszkane... dość mocno w rozumieniu leśnych osad i przyczółków, a nie metropolii miejskich - więc weźcie sobie na to poprawkę...
[30.12.2024]... i tu opowieść się urywa... "zbrakło forsy, zbrakło sił..." (całość to szanta - TUTAJ), ale skoro jeden obraz mówi więcej niż 1000 słów to zapraszam do sporej galerii z rajdu...
Lampion przebiegły jak...

W krzaki, znowu w krzaki :D

Śladami dawnych wsi

Uwielbiam takie miejsca na punkty kontrolne

Szkodnik inwentaryzuje wnętrze :P

Znowu cały dzień w lesie

Klimatycznie

Szkodnik pomiarowy :D

Kolejny lampion nasz

Komisyjne odczytywanie nagrobków

Wciąż dalej i dalej

Hydro obiekty!

Na brzegu rzeczki, opodal krzaczka, wisiał Lampion :D

Rypiemy na wydmę :P

Kolejne ruiny domu

Zdobywanie pierwszego piętra

Przeloty

Epitafium do odczytania

Mówiłem Wam, że kocham epitafia... a jedno z najprostszych, a jednocześnie najpiękniejszych jakie widziałem (bo dotyka wieczności całej) brzmi:
"Kiedyś mnie nie było, potem się stałem... teraz znów mnie nie ma" (GENIALNE, po prostu genialne w swojej prostocie i - nie wiem jak Was - ale mnie łapie za serce)

Gdy patrzysz w otchłań (studni), to otchłań patrzy w twoją duszę... eee te teksty są do Nietzsche'ego (obczajcie materiał TUTAJ)

Kolejne pomiary... albo dendrofilia :)

Historia ruin - niesamowita historia wspólnego sąsiedztwa w czasach gdy świat zmierzał do drugiej "rundy"pierwszej wojny światowej

Nad wodą

Zachód słońca

Kolejne ruiny

Jak lampion w stogu siana...

Kategoria Rajd, SFA