aramisy prowadzi tutaj blog rowerowy

szermierze-na-rowerze

Wpisy archiwalne w kategorii

SFA

Dystans całkowity:26704.00 km (w terenie 23.00 km; 0.09%)
Czas w ruchu:b.d.
Średnia prędkość:b.d.
Liczba aktywności:389
Średnio na aktywność:68.65 km
Więcej statystyk

Jakiś CZUPEL na HROBACZEJ ŁĄCE

  • DST 20.00km
  • Aktywność Wędrówka
Niedziela, 5 stycznia 2025 | dodano: 01.02.2025

Lecimy z wycieczkami dzień po dniu :D
Tym razem Beskid Mały, ale wariant - zobaczę HROBACZE :D

ŻAR...pagórów :D

Odbudowane schronisko po pożarze - w zasadzie to tak naprawdę całkiem nowe

Którym teraz?

U Panienki :)

Choinka - za rok ubieram własną, muszę tylko wybrać na której górze :D

Lekki mrozik

To co, Szkodnik, jeszcze na Czupel?

No proste !!!



Kategoria SFA, Wycieczka

Rysianka i Krawców Wierch

  • DST 25.00km
  • Aktywność Wędrówka
Sobota, 4 stycznia 2025 | dodano: 01.02.2025

Żywiecki klasyk czyli RYSIANEK i dużo mniej znany BACÓWEK Krawców (Wierch). Wyprawa w towarzystwie Kuby, jednego z naszych uzdolnionych Szpadzistów :)

Niezmiennie, po prostu niezmiennie - pagóry :D

Niebieski Szkodnik na białym tle :)

Niby żółty, a biały :)

Coś się tam przejaśnia :)

Gdzieś przed Rysianką

Gdzieś za Rysianką :D

Szlakiem o wiele mniej uczęszczanym - kierunek GRUBA BUCZYNA :D

Jedyny przebłysk słońca dzisiaj - naprawdę jedyny i udało się go "złapać"

Zasypało słupka :D

Dobrze odżywiona buczyna :D

Ułamki i ułamki, ciągle tylko te ułamki... ile to jest 118 przez 9?

Bacówka Krawców Wierch :)


Zdjęcia nocne tym razem nie wyszły zupełnie, więc tutaj kończymy :P


Kategoria SFA, Wycieczka

Jałowiec i Lachów Groń

  • DST 15.00km
  • Aktywność Wędrówka
Piątek, 3 stycznia 2025 | dodano: 01.02.2025

Znów tylko pół dnia do dyspozycji, więc wbijamy na szybko na Jałowiec i Lachów Groń... bo czemu nie :D ?

Szkodnik znowu łazi po drzewach :)

Niezmiennie - w drodze :)

Pod szczytem

Jałowiec binarny 1111 :D

Zacna chatka :)

Naprawdę zacna!

Wracaj do zmarzniesz!

Czarno biało w tych górach :)

Jebło :D

Jest i nasza druga góra dzisiaj

No kto mi powie, kogo tutaj mamy?



Kategoria SFA, Wycieczka

Za CHLEBEM aż na VELKY KRYWAN

  • DST 25.00km
  • Aktywność Wędrówka
Czwartek, 2 stycznia 2025 | dodano: 15.01.2025

Szkodnik chciał iść po jakieś dobre pieczywo... ale po taki naprawdę dobry CHLEB (1646m)... no i w poszukiwaniu jakiegoś zacnego bochenka zawędrowaliśmy aż na Velky Krywań (1709m).
A mówiąc normalnie, piękny początek roku - nasza ukochana MAŁA FATRA i szczyty, które ukrywały się przed nami we mgle gdy szukaliśmy CHATY DOBREJ JAK CHLEB.
Tym razem 360 stopni widoczności, a nawet 720 jak obrócicie się dwa razy :D

SIKA :D

...że aż pryska po oczach :D

Balans :)

Po skałach srogo pod górę

Chyba trzeba włożyć szpilki, bo robi się ślisko i stromo :)

Otwiera się to niegdyś kryło się przed nami we mgle

Do grani jeszcze kawałek... Serki GRANI są trudno dostępne, a gdzie tam dopiero CHLEB :P

Rypiemy pod górę!!

Fatra WYSPOWA :D

Wieje jak potomek płci męskiej kobiety negocjowalnego afektu :D

Moja ukochana góra - Velky Rozsutec - jak tu nie kochać Małej Fatry :D

CHLEB !!! Dotarliśmy, a tu nie ma nikogo... trzeba skorzystać z kasy samoobsługowej :D

Szkodnik waży CHLEB i bułeczki na kasie samoobsługowej z widokiem :D

Podejście pod Velky Fatrzański Krywań (1709m) - wieje tak, że ciężko się utrzymać na nogach

Tego zdjęcia nie oddadzą, ale przez ten wiatr, to ten ocean chmur płynie, po prostu płynie. Przepięknie

Ciężko za-pozować, ale i zrobić zdjęcie bo wiatr śpiewa "...wytrąciłaś mnie z równowagi"

Schodzimy, zostawiamy masyw Krywania za nami

Było daleko ale najważniejsze że mamy pieczywo :D

Piekarnia na 1415 m :D



Kategoria SFA, Wycieczka

Podsumowanie roku 2024

  • DST 1.00km
  • Sprzęt The Darkness
  • Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 31 grudnia 2024 | dodano: 09.01.2025

Rok 2024 przechodzi już do historii. To zatem dobry czas na podsumowanie tego co się wydarzyło. Rok rocznie robię takie podsumowania, więc czemu tym razem miałoby być inaczej? Wiecie jak jest, jak w piosence "Kiedy patrzę hen za siebie, w tamte lata co minęły, czasem myślę co przegrałem, a co diabli wzięli. Co straciłem z własnej woli, ile przeciw sobie..."
Jeśli miałbym pokusić się o jakiś "one-liner", który dobrze opisywałby miniony rok, to byłby to chyba wers postaci:

"ROK ODEJŚĆ I POWROTÓW"
.

No i właśnie... mając przed oczami takie stwierdzenie prościej będzie Wam zrozumieć poniższe podsumowanie wszelakich wydarzeń i naszych wyborów/decyzji w minionym roku. Zwłaszcza że będzie ono pisane z kilku perspektyw: z nad mapy umieszczonej na kierownicy roweru czy też zza maski szermierczej... ale jak zawsze będzie także trochę o życiu czy świecie, bo "nic nie dzieje się w próżni" i wszystkie te nasze przygody osadzone są pewnej rzeczywistości. Tej samej co czasem jest łaskawa, a czasem tej która nas dotyka... a chyba sami wiecie, że "zły dotyk boli całe życie". 

Życiowa ścieżka bywa czasami naprawdę trudna i zdradliwa... dobrze mieć zatem "aurę nietykalności"... nawet taką małą, kupioną okazjonalnie na jakieś wyprzedaży antyków... dawno już po gwarancji... czasami także już przygasającą... zdarza się iż nawala i trzeba kilka razy uderzyć aby odpaliła na nowo... ale miejmy nadzieję, że będzie działać jak najdłużej...


CZEMU ZATEM JEST TO ROK ODEJŚĆ?
Po pierwsze: pożegnaliśmy niespodziewanie i o wiele przedwcześnie dwójkę naszych rajdowych towarzyszy... na początku roku Grześka, a w połowie roku Renatę. Nie chcę wchodzić tutaj za bardzo w szczegóły, ale robię mocny nacisk na stwierdzenie "niespodziewanie i o wiele przedwcześnie", zwłaszcza że NIE były to wydarzenia gwałtowne jak np. wypadek. Tym bardziej bardzo mocno nas one zaskoczyły... i jeszcze bardziej zasmuciły.
Pod koniec roku "druga na prawo i prosto aż do świtu" przydarza nam się po raz trzeci, tym razem w bliskiej rodzinie, więc definitywnie jest to rok pożegnań... rok zbyt wczesnych odejść.
Piszę o tym trochę z formalności aby wyjaśnić Wam dlaczego takim, a nie innym one-liner'em podsumowuję ten rok. Niemniej ten blog to nie jest dobre miejsce na dokładne opisy tych zdarzeń, więc "pozwalam sobie na pomyślenie o tym jeszcze jeden, ostatni raz, a potem zamknę tę myśl na zawsze, głęboko w sercu" (cytat z jednej z części "Batman: Knightfall")

Po drugie: postanawiamy z Basią definitywnie nie wracać do zawodów szermierczych (a zatem postanawiamy ODEJŚĆ od startów), skupiając się na ich organizacji. Owszem, ktoś mógłby powiedzieć, że nasze ostatnie starty były przed pandemią (w 2019), ale trzeba wziąć tutaj poprawkę na kontekst. W 2020 oraz 2021 Puchar 3 Broni (Trójbój Klasyczny) się nie odbywał ze względu na obostrzenia oraz problemy organizacyjno-kwarantannowo-administracyjne. Rok 2022 to operacja kolana u Basi, a rok 2023 to znowu moja rekonstrukcja ACL i łękotki... w obu przypadkach mówimy zatem o ponadrocznej rehabilitacji, więc w zasadzie dopiero rok 2024 był rokiem, w który dostaliśmy zielone światło na powrót do obciążeń klasy zawodów szermierczych. Dla ciekawych: góry czy rower to nie są takie mocne obciążenia skrętne jak np. Rapier (przykład: tutaj, tutajczy tutaj), więc to że jeździliśmy nawet jakieś nie-do-końca-normalne wyprawy, nie do końca mapowało się na możliwość startu w zawodach.
Decyzja o odejściu od startów była dla nas ciężka, ale jest ona racjonalna... po pierwsze za dużo pracy i środków włożyliśmy w powrót do pewnej sprawności, a mamy tutaj pewną bezlitosną logikę naszych ortopedów: "Naprawiane więzadło nie będzie nigdy mocniejsze niż oryginalne... a podczas jakich obciążeń doszło do urazu?"
No właśnie, to kwestii analizy ryzyka. Mechanicznie wszystko działa, ale nie można oczekiwać cudów. Skoro skręciłem kolano w walce, być może pechowo, ale jednak w walce - podczas obciążeń skrętnych, to skoro naprawiane nie będzie mocniejsze niż oryginalne, to... resztę dopowiedzcie sobie sami.
Tutaj ważny komentarz: nie interesuje nas powrót na pół-gwizdka, na zasadzie: "ha, znowu startujemy". Walczyliśmy w zawodach w latach 2003 - 2019... pisałem Wam o tym szczegółowo w podsumowaniu 2023, więc mielibyśmy także pewne własne oczekiwania od ponownych startów. Natomiast to nie przyjdzie samo, nie po takiej przerwie, nie po operacji, nie przy obecnym poziomie czołówki SFA... to musiałoby być poprzedzone morderczym okresem przygotowawczym. W okresie naszych najlepszych startów mieliśmy minimum 4 treningi w tygodniu, a czasem nawet 5 lub 6.
Niemniej nie chodzi tutaj o samą pracę, wysiłek czy determinację... chodzi tutaj wspomniane obciążenia. Znam siebie na tyle, że wiem że jeśli postawiłbym sobie cel to bym nie odpuściłbym... nawet kosztem zdrowia. Jeśli celem jest najwyższy wynik to w momencie walki liczy się tylko jedno, a zdrowiem czy innymi konsekwencjami zajmiemy się później... zbyt wiele razy ta historia się już powtórzyła: "Zwycięstwo nie jest najważniejsze...JEST WSZYSTKIM".
Trzeba zatem czasem wykazać się rozsądkiem i odpuścić. Nadal możemy przecież ćwiczyć czy też walczyć/sparować, ale czas stawiania sobie najbardziej ambitnych celów chyba już za nami. Znam swoje demony zbyt dobrze... to zawsze tli się gdzieś tam w sercu, że "największym lękiem napawa myśli, że - we wszechświecie, gdzie nawet gwiazdy umierają - nawet bycie najlepszym może nie wystarczyć aby się nasycić"

Po trzecie: kończę także z relacjonowaniem wojny na Ukrainie na moim FB. Nie dlatego że temat się znudził czy przestał być ważny - wręcz przeciwnie jest dla nas niesamowicie istotny, zwłaszcza w kontekście zmian na najwyższych stanowiskach na szeroko rozumianym Zachodzie, ale po prostu osiągnąłem już pewne cele, które sobie postawiłem na początku tego konfliktu. Jeśli nie do końca wiecie o czym mówię, to możecie o tym przeczytać w podsumowaniach poprzednich lat. Nie oznacza to bynajmniej, że nie jestem na bieżąco z linią frontu i wydarzeniami bezpośrednio związanymi z działaniami zbrojnymi. Ponownie - wręcz przeciwnie - śledzę tą wojnę bardzo dogłębnie i to nie tylko na poziomie militarnym, ale także na poziomie pewnych zjawisk społecznych czy gospodarczych, które generują. A jak komuś mało filmików z mielonym, pieczonym szarpanym to TUTAJ lub TUTAJ ma w miarę najnowsze (zwłaszcza pod pierwszym linkiem "pozamiatanie" całego oddziału w krótkim czasie robi wrażenie... - od około 1:30 minuty)

"Ciemność jest szczodra, jest cierpliwa i zawsze zwycięża,
ale w samym sercu jej siły leży jej słabość:
wystarczy jedna, jedyna świeca, by ją pokonać.
Miłość jest czymś więcej niż świecą.
Miłość potrafi zapalić gwiazdy." (
całość TUTAJ)

Torując sobie ścieżkę... życiową :)


CZEMU ZATEM JEST TO TAKŻE ROK POWROTÓW?
Otóż wracamy do ogromnych wyryp rowerowych, tych odbywanych "na lekko" czyli z ciężkim plecakiem. "Na lekko" czyli bez śpiworów, namiotów i innych takich, tylko plecak i jazda przez całe dnie i noce... łapiąc po 3-4 godziny snu gdzieś w lesie, tak na dziko, kiedy "sleep-monster" zaczyna nas już odcinać. Tak eskapada to jest po prostu przygoda - wyjście ze swojej strefy komfortu, zwłaszcza że głównym planem jest jazda szlakami i (pa)górami. Ogólna zasada to: jak najmniej asfaltu czyli dzida w teren.
Zaczęliśmy od SZLAKU PIEKIELNEGO, a potem było już tylko grubiej. Prawdziwy hardcore długości, bo powrót do Krakowa z Warszawy: przez lasy Otwocka, przez sady pod Warką, Puszczę Kozienicką, Góry Świętokrzyskie oraz trakty Ponidzia. Prawie 500 km w niecałe 55h.
Następnie jedna z najpiękniejszych wycieczek EVER - dookoła Tatr, także szlakami - no pohybel szosowcom :P
Skoruszyńskie Wierchy (ponad 1300m), Mnichy, Machy (1200m), czerwona podtarzańska magistrala, przełęcz nad Łapszanką, droga pod Reglami i Magura Witowska (ok. 1200m).
5500m przewyższenia i 47 godzin w trasie.
Finał tego projektu to był powrót na rowerze z Przemyśla przez szlaki Pogórza... 7000m przewyższenia, 350 km w 71h non-stop. Najtrudniejsza wyrypa w naszej historii.
Jak wracać do czegoś to trzeba to robić z pompą :D

Wracamy także w Tatry. Dwa lata z operacjami kolan w tle sprawiły, że musieliśmy trochę odpuścić obciążenia związane z naszymi najwyższymi górami. Jesteśmy z tych co w miarę słuchają się zaleceń lekarzy, za dużo pracy włożyliśmy w 2022 oraz 2023 w powrót do sprawności (czasem nawet po 4 rehabilitacje w tygodniu...) aby głupio ryzykować. Zakładam, że jeszcze trochę lat przed nami zostało, więc cierpliwości.
Kiedy jednak dostaliśmy już zielone światło, to poszedł cios za ciosem: Bystra, Banikov, Salatyn, Mała Wysoka, Rohacze, Lodowa Przełęcz, Polski Grzebień... idziemy po bandzie i po łańcuchach! Kilka potężnych wypraw w nasze ukochane Tatery, więc ponownie: jak wracać, to z przytupem!

Wracamy także do walki z bronią w ręku. Owszem nie na zawodach, o czym pisałem powyżej, ale na normalnych treningach już tak. Dobrze znowu poczuć rękojeść Szpady w dłoni i skrzyżować z kimś klingi, nie zastanawiając się czy zejdę z planszy o własnych siłach czy o kulach, bo znowu skręcę kolano. I mimo że nie jest to walka "na full" jak kiedyś, mimo że mamy pewne ograniczenia, to jest to jednak niczym nowy początek, nowe rozdanie. "MY BLADE AS MY PRIDE" - niektóre rzeczy nigdy się nie zmieniają.

Wracamy także - przynajmniej teoretycznie na razie i trochę na wyrost, ale jednak - wracamy do organizacji rajdów. Różne dziwne zawirowania, rozmowy, spotkania i nieoczekiwane zwroty akcji sprawiają, że pojawia się szansa na zrobienie dwóch rajdów w 2025 roku.
Pierwszy w końcu marca na Orawie i drugi w lipcu w Beskidzie Niskim. Czy się uda - nie wiem... życie jest bogate i wiele może się zdarzyć. Przeszkód będzie niemało bo część prac będzie mocno związana z programami samorządowymi, które dostaną lub nie dostaną finansowania, ale spróbujemy - przyjęliśmy zaproszenie do współpracy, zarówno z gminą Lipnica Wielka oraz z ekipą Gorlice Bike i podejmujemy wyzwanie. Nie mogę Wam nic obiecać, ale chcemy to zrobić, a pamiętacie że "trening jest niczym, WOLA JEST WSZYSTKIM".


"Death in the shape of a panzer battalion... cannot outrun our panzer battalion" (całość TUTAJ)

"We remember the fields, where our tanks held the line...

"...we remember the seas, where our ships broke the waves..." (całość TUTAJ)



Miniony rok to także 3 duże "tematy"

Pierwszy najlepiej wyraża tekst piosenki

"40-sta wiosna tak szybko przyszła
kusi zielenią i urokami świat
krew mi pulsuje, jak woda bystra
poczujesz zaraz ile jestem wart...

A kiedy zjawi się Ponury Żniwiarz
suchą wyciągnie dłoń i zechce duszę moją brać
odpowiem: "wracaj tam, skąd to przybywasz"
KLEJNOTEM PŁACĘ SIŁ - JESZCZE MNIE STAĆ"
(całość TUTAJ)

Młodsi już nie będziemy, ale z drugiej strony to też rok - tak jak wspomniałem - kiedy zrobiliśmy najtrudniejszą naszą wyrypę (Przemyśl - Kraków), więc... chyba rzeczywiście jeszcze nas stać. Oby tak zostało jak najdłużej.

Druga rzecz to nasze wieczne wakacje czyli magia social mediów
Ktoś kto patrzy na nasze social media może pomyśleć, że my jesteśmy na wiecznych wakacjach. Zgadzam się, tak to wygląda... Magia mediów społecznościowych robi swoje.
Niby wieczne wakacje, a mimo to przenosimy na 2025 sporo niewykorzystanego urlop z poprzedniego roku...
Wieczne wakacje, a mimo to w pracy, był to dla nas jeden z najtrudniejszych "roków" w naszym całym życiu zawodowym.
I nie mówię tutaj o tym, że było dużo roboty. To raczej każdy z Was zna: za mało zasobów, za mało czasu, za dużo zadań... mam wrażenie że tak jest wszędzie i jeśli miało to by być tylko to, to byłby to wtedy rok jak każdy inny.
Mówię o czymś innym. Wiele nie mogę o tym napisać, bo ani to czas, ani miejsce na to (nie byłoby to też bardzo profesjonalne bo nie jestem rzecznikiem prasowym organizacji), ale zawsze mogę coś tam wspomnieć o tym, o czym i tak pisały gazety. I nie jest to przenośnia! Jak "nawet panie na poczcie w Tarnowie o tym rozmawiają", gdy posłowie zaczynają się interesować wydarzeniami w nie-państwowej firmie i zlecają kontrole z ramienia PIP'u, a internet płonie od hate'u i jadu... wiedz, że odjebało się coś spektakularnego. Dla części z Was ten wpis nie będzie bardzo jasny, ale kto w miarę śledzi polski rynek IT, to nie miał szans ominąć tej DRAMY. Zbyt spektakularna to była akcja. Nie dało się o tym nie słyszeć. Rozpoznawalność marki wzrosła 10-krotnie, mimo że nie był to projekt marketingowy, a bardziej - jakby to powiedzieć - HR'owy.
To jednak nie był koniec - sama akcja była hardcore'owa, ale jednak to jej echa (nazwijmy to hmmmm drugą, trzecią, czwartą harmoniczna...) sprawiły, że oceniamy ten rok za najtrudniejszy, a echa te - jak w starym kawale - z przyzwyczajenia powtarzały "...mać, mać, mać" przez ponad 7 miesięcy. Siedem o wiele za długich i trudnych miesięcy. Ech...

Sun Tzu pisał niegdyś:

"There are roads which must not be followed,
armies which must not be attacked,
towns which must not be besieged,
positions which must not be contested...
...commands of the sovereign which must not be obeyed..."


i miał rację... bardzo miała rację, ale niestety... nie zawsze poprawnie ocenicie układ sił. To właśnie wtedy wybuchają wojny... zwłaszcza te na wyniszczenie.

"...a na vajnie, kak na na vajnie,
patrony, vodka, mahorka v tsene
A na vajnie neroven chas,
A mozhet my, a mozhet nas
Da, vajna, vajna, vojna –
Durnaya tetka, stjervo – ana"
(całość TUTAJ)

I nawet jeśli je wygrywacie, to potem trzeba długo odbudowywać, niegdyś całkiem urokliwe, miasta z totalnych ruin... czasami zwycięstwo nie jest po prostu warte poniesionych kosztów...
Enigmatyczne, ale takie jest z założenie i tylko po to aby pokazać Wam, że te nasze wieczne wakacje nie są jednak wieczne i nadal jesteśmy tylko ludźmi.
Po prostu dobrze zarządzamy czasem, a baterie (i działa) ładujemy w górach, aby nie zwariować :P


A trzeci temat to swoiste DZIĘKUJĘ
.
Za pewną rozmowę na rajdzie Wiosenna HAŁA. Prostą, zwykłą, koleżeńską rozmowę... która trafiła mnie prosto w serce.
Staliśmy z Basią już na mecie i rozmawialiśmy z jedną z zawodniczek o wycieczkach, wyprawach i rajdach... i nagle pada takie zdanie:
"Ale Wy macie dobrze, godzina i jesteście w górach...a my? Jak przyjdzie weekend, to jakie mamy opcje? Znowu Kampinos czy lasy pod Otwockiem"
To jest tak prawdziwe, tak głęboko prawdziwe... - tak, mamy dobrze i to trzeba, po prostu trzeba docenić.
Tatry, Beskidy, ba! nawet Góry Opawskie to jest dla nas 2 czasem 2.5h drogi. W długie majowe, czerwcowe dni to jest niesamowity skarb i zdarza nam się lecieć na Mogielnicę, Lubogoszcz czy inny pagór zaraz po pracy. Wyjazd z Krakowa o 17:00, a zachód słońca na szczycie! Tak! Mamy taką opcję!
Czasem patrzę na mapę i przed weekendem myślę "nie ma gdzie pojechać, bo w okolicy wszędzie już byliśmy".
Ech... "Gdy Aleksander ujrzał swoje imperium to zapłakał, bo nie zostało już nic do podbicia"
A potem mamy taką rozmowę, która uświadamia nas, jak o wiele więcej możliwości mamy niż inni. Dziękuję za uświadomienie nam tego co niby jest oczywiste, a jednak czasem się o tym zapomina. To była jedna z najbardziej budujących rozmów w tym roku, zapewne kompletnie niezamierzona przez naszą koleżankę, ale efekt jest jaki jest! Dziękujemy!

Rok 2024 to także odkrycie mega motywacyjne piosenki, której Basia nie znosi - całość TUTAJ, tekst poniżej :D

"Jesteś takim małym niczym
Jesteś kawałkiem paprocha
Nikt ci nie zapali zniczy
Bo nikt kurwa cię nie kocha
Nikt nie przejmie się, jak znikniesz
Możesz skoczyć se pod metro
Dla nikogo to nie będzie przykre

PRZESTAŃ KURWA MAZAĆ SIĘ JAK DZIECKO
(...ponoć w lodówce jeszcze jest światło!)"

Piękne! Prawdziwe do bólu jak ten świat działa i ten ostatni wers - srogi "bitch slap" na ryj! Jak chcesz coś zmienić, to do roboty a nie siedzieć i płakać.
Katowane non-stop na playliście na dojazdach na różne rajdy i wyprawy. To jest czysty zastrzyk energii do działania. Pogódź się z tym, że dla świata niewiele znaczysz, więc działaj i bierz z życia ile zdołasz.

"- You fool, no man can kill me!
-  I am no man..." I AM SZKODNIK
(chyba nie muszę podawać do czego to nawiązanie)
Po takich mostach chodzimy tylko do TEJ muzyki :D

Under wicked sky

Magic! Pure magic :)



No dobra, to chyba tyle podsumowania ogólnego - przejedźmy się zatem szczegółowo po to co się działo:

STYCZEŃ:
Rok zaczynamy od Zimowego Rajdu Doliną Soły - tym razem w wersji pieszej, aby jednak nie kusić losu i nie glebować na lodzie (rehabilitację kolana skończę około czerwca, więc początek roku to jeszcze nie jest czas na rower na lodzie).
Póki w górach zalegają śniegi, to będziemy atakować różne szczyty pieszo, zostawiając rower na wiosnę, lato i jesień. Szczyty w zimowej aurze to zupełnie inny klimat niż w lecie, więc:
- wpadniemy na Wysoką i Durbaszkę w Pieninach
- oraz na obiad w schronisku pod Babią

LUTY:
Nadal działamy pieszo w górach. Najpierw odwiedzimy Beskid Śląski i klasyk klasyków czyli Klimczok i Szyndzielnię, a tydzień później pojedziemy w Góry Opawskie na Srebrną i Biskupią Kopę. To właśnie wtedy, w ten dzień, dowiemy się o śmierci naszego rajdowego kolegi. Góry, wiatr urywający głowę i miliony przemyśleń i refleksji... na długo zapamiętamy zatem ten wyjazd.
Kolejną wyprawą będzie wejście na Pilsko... dwa razy. Gdy weszliśmy pierwszy raz to nie był żadnych widoków - totalna mgła. Zejdziemy zatem do schroniska, a tam spotkamy fotografa, który dopiero na Pilsko będzie szedł... obiecuje On, że pod koniec dnia widoki jeszcze się otworzą. Przekonał nas  - robimy podejście drugi raz, tym razem innym szlakiem. Miał rację :D
W piątek 16-stego lutego dowiadujemy się, że w poniedziałek (19-stego) ma się u mnie w firmie odbyć rzeź... opisana powyżej. Nie wiemy kogo obejmie, a kogo nie - dowiemy się w poniedziałek rano, więc ja profilaktycznie się spakowałem. Lubię być przygotowany na każdy scenariusz. Ciężko wysiedzieć w niepewności, więc uderzamy na Mogielnicę - górę, która na zawsze uspokaja. Rok temu dwa dni przed operacją kolana, w deszczu szukałem spokoju ducha na tym szczycie, teraz podobnie, patrzymy z Polany Stumorgowej jak pod naszymi stopami przewalają się chmury. Ta góra ma dla mnie magiczny klimat - tam zawsze odnajduję spokój (ale i gubię błotniki :D - już 4 razy).
Końcówka lutego to rajd mini-BIKE ORIENT w lasach niedaleko Spały. Dobrze zacząć rowerowy sezon rajdowy, mimo że Basia trochę będzie narzekać na operowane kolano (jej rekonwalescencja będzie szła trochę trudniej niż moja - dlatego też, mimo że jej operacja to był 2022, a moja 2023, to tak naprawdę, dopiero rok 2024, a dokładniej jego polowa to zakończenie rehabilitacji dla nas obojga).

MARZEC:
Marzec zaczynamy od wyciągnięcia Kingi w Beskid Niski na szczyt BARANIE oraz Przełęcz Dukielską. Jak w 2023 udało nam się wybrać w teren z Kingą kilka razy, to ta wyprawa będzie naszą jedyną wspólną w 2024. Tak jakoś wyszło, ale mamy nadzieję, że powrót po nocy, przez podmokłe tereny, w przenikliwym zimnie nie ma z tym nic wspólnego :P
Przecież to nie pierwszy raz i to jest powszechnie wiadome, że z nami często się tak kończy...
Niedziela po tym wyjeździe to zawody szermiercze SFA LIGII B w Siemianowicach Śląskich. Lubię popatrzeć na fajne akcje szermiercze i obijanie sobie masek.
W drugi weekend marca udaje nam się zabrać naszego uzdolnionego Szablistę Piotra na wyprawę rowerową na Spisz. Zaatakujemy nasz kochany GRANDEUS oraz górę Żar (tą stromą nad Jeziorem Czorsztyńskim).
W kolejnych dniach wybierzemy się z Amelią i Lenonem do Doliny Racławki. Racławka zawsze na propsie, bo to moja ukochana dolinka (podkrakowska), zraz obok Szklarki :P.
W kolejny weekend zapowiadają deszcze prawie wszędzie... oprócz trochę dziwnego pasa na północny-wschód od Krakowa. W sumie wpisuje to się to w nowo otwarte Velo Proszowice, więc manewrujemy między opadami i uda nam się przejechać tą trasę na sucho! Szczęściu trzeba pomóc!
Tzn. Velo Proszowice uda się na sucho, bo wymyślimy powrót przez WTR'kę... co zrobi z wycieczki ponad 150 km, wpakuje nas w grad i deszcz ze śniegiem i nocą :P
Było jednak trzymać się tego północno-wschodniego pasa, a nie zjeżdżać na południe :P
Druga połowa marca to Gorce pieszo z Bartkiem - trasa trochę mniej oczywista, bo Kiczora, Jaworzyna oraz Magurki.
W drugi dzień Świąt Wielkanocnych, między jednym a drugim "stołem" jedziemy przejechać się w Dolinki. Dolinki, moje kochane Dolinki... 35 km a 800m przewyższenia pyknie :D

Niezmiennie :)

Prosimy nie latać. Siła argumentu - to lubię :)

W okolicy poligonu pod Virholatem



KWIECIEŃ
Kwiecień zaczyna się od potężnej wyrypy rajdowej, która jest jednocześnie MEMORIAŁEM naszego niedawno zmarłego Kolegi - LISZKOR. On od lat układał trasy tego rajdu, więc teraz kiedy Go zabrakło, nie było wiadomo czy się ona odbędzie, a jeśli tak, to w jakiej formie. "On by chciał abyście się ścigali i ściorali..." - takie słowa padną podczas wielu różnych rozmów, a ciężar przygotowania trasy weźmie na siebie "Bronek" bazując na wstępnych wynikach prac Grześka. Wraz z Moniką i Tomkiem (ekipa KORNO) zrobią piękny rajd i jeszcze piękniejszy memoriał.
Podobnie jak na pogrzeb, przyjedziemy w zasadzie "wszyscy" z tego ORIENT świata... mam nieodparte skojarzenie ze Zajazdem Gnieźnieńskim.
Kolejny weekend to nasz pierwszy start na HALE, bo od niedawna pojawiły się na niej trasy rowerowe.
Tutaj dojdzie do jednej z najważniejszych dla mnie rozmów w tym roku - opisanej powyżej.
"Niedojeżdżeni" na Hale ruszamy w niedzielę w DOLINKI. Srogo dowali nam deszczem, ale będzie pięknie. Szczęście to stan umysłu oraz piękne krajobrazy moich ukochanych Dolinek Podkrakowskich :D
20 kwietnia zameldujemy się wraz z Andrzejem na Jaszczurze - Galicyjskie Pagóry. Będzie to jeden z najdzikszych Jaszczurów na jakim będziemy walczyć o przetrwanie. Niesamowity rajd w bardzo dzikim terenie Pogórza Przemyskiego. Noc pod rajdzie spędzimy w aucie i rano ruszmy z biegiem Wiaru przez Księstwo Arłamowskie.

DŁUGI WEEKEND MAJOWY (a dokładnie koniec kwietnia oraz początek maja)

Jeden z tegorocznych powrotów - to nasz powrót na RUDAWSKA WYRYPĘ.

MAJ (pozostała cześć miesiąca)
Skoro COMPASS wydał nową mapę "ZIEMIA RADOMSKA" to bierzemy się za jej objazd, a znajdziemy tam wysiedlone wioski... tak, że nie pozostała nawet Altana.
Potem udaje nam się wybrać tam, gdzie zawsze chcieliśmy, a nigdy nie było okazji - Wzgórza Strzelińskie. Zawsze zostawały na później, bo leciało się w szeroko rozumiane Sudety, a nie jakieś pagóry pod Strzelinem. Jednak skoro nocą atakujemy 32-gą edycję Tropiciela, to idealnie można to połączyć. Wzgórza za dnia, a Tropek po nocy. Kolejny, piękny, bezsenny weekend.
Koniec maja przynosi nam pierwszą z czterech (lub pięciu jeśli liczyć Rudawską Wyrypę... no i wtedy to drugą, a nie pierwszą...) mega wyrypę.
Postanawiamy także przejechać SZLAK PIEKIELNY z Piekła do Nieba. 282 km w 31 godzin non-stop... a to dopiero początek tego co odwalimy w tym roku.

Kraków - Warszawa na rowerze, czyli z cyklu nasze głupie pomysły :P
Od Syrenki do Smoka

W Tatrach

Znowu w Tatrach, a tak dokladniej to dookoła :D 


A teraz NIESPODZIANEK !!!
SERIA ZDJĘC Z KARKONOSZY - kilka wybranych. Z żadnej z tych wycieczek nie udało mi się zrobić wpisu... brakuje czasu, brakuje sił.
Więc wcześniej nie publikowane zdjęcia - ENJOY !!!


"When the cold of winter comes..." albo nie "comes", a raczej "does not want to go away" :D

Pod Śnieżką rowerem - legalnie, kochamy Czechy :D

Dokładnie tak - jak życie rzuca Ci przeszkody pod nogi, sięgnij po sprzęt który po nich przejdzie :D

Życie chcialo na nas nasłać CZTERECH JEŹDŹCÓW APOKALIPSY, ale uznało że na pewno stawimy opór.. więc wysłało sześciu (scena jak TUTAJ - two pawns, as you wish)
Cudownie, zawsze coś prawda? No, ale w sumie... podchodzą po otwartym polu, a ja mam celownik optyczny i zapas amunicji. No cóż, po prostu bark zaboli trochę bardziej, bo będzie sześć odrzutów, a nie cztery.


Piękne szlaki rowerowe

Dokłanie tak, piękne szlaki rowerowe

Single o zachodznie słowa !!!

Bajka

Zachód słońca: jest codziennie
My: JAK PIĘKNIE !!!
Niereformowalni, niereformowalni :D


W Krainie Wygasłych Wulkanów - Góry Kaczawskie, podejście pod Ostrzycę :)

Arka Noe'ego - serio!

I tęcza na niebie "obok" arki - pięknie się to złożyło. Niesamowicie

Co to za TROJAN? :D

Wodospady... jak ja kocham wodospady

Znowu na granicy... wszelakiej: kraju, umiejętności, ryzyka :D

Będziemy tam zaraz podchodzić - serio...

Piękne wstęgi dróg - Góry Krucze

Kocham Gory Krucze !!!


CZERWIEC
Czerwiec to nasz dłuższy urlop spędzany w dwóch miejscach: na trójstyku Polska-Słowacja-Czechy oraz w Beskidzie Niskim.
Nie udało mi się zrobić wpisu ze wszystkich wypraw, ale część z nich udało się "wepchnąć" na bloga... łatwo nie było, bo to czasochłonne, ale - w przeciwieństwie do Karkonoszy - udało się:
- Chata dobra jak CHLEB
- Lysa Hora i Travny Vrch
- SMRK oraz RADEGOST (niesamowita góra, która wdarła się do czołówki moich ulubionych gór!!)
- Nasz trzeci Mincol
- Polom Velky i Javorowy
- odwiedzimy Króla Ruskiego i Polską Ambasadę w Trzech Studziankach (nieee, nie tymi pod Krywaniem) :)
- Virholat czyli niesamowity huk artylerii niosący się po górach...i to aż nad Morskie Oko! Hardcore!
Zabrakło kilka wpisu, ale tak jest zawsze gdy jesteśmy na wakacjach. Nie sposób zrobić relacji z każdej wycieczki... nie dałem rady.

WARSZAWA i powrót do Krakowa
Absolutny rekord jeśli chodzi o odległość - 489 km w 54 godziny. Niesamowita, acz dość spontaniczna wyprawa z cyklu włóż rower do pociągu, a potem wróć na nim do Krakowa.

LIPIEC
Tatry - Bystra już BŁYSZCZy w oddali - wracamy w nasze ukochane góry. Zielone światło na Tatry to idziemy po bandzie i zaczynamy od 40 km w jeden dzień, bo będziemy łapać po drodze wszystko godne złapania czyli np. Smoczą Jamę czy Jaskinię Raptowicką :D

Kolejną wyprawą jest Rajd Hawran w Beskidzie Niskim. To właśnie tam dojdzie do rozmowy z Gorlice Bike

Przygoda życia - OBJAZD TATR SZLAKAMI (250km oraz 5500 m przewyższenia). Czekaliśmy na to długo, udało się dopiero przy siódmej próbie... ale najważniejsze, że UDAŁO SIĘ.
Jedna z największych naszych przygód wyprawowych, przekroczenie pewnej granicy (i nie mówię tutaj o granicy ze Słowacją). Szczegóły znajdziecie oczywiście w relacji, więc nie będę się tutaj rozpisywał, ale powiem krótko: jesteśmy cholernie dumni z tej akcji. Niesamowita przygoda w naszych ukochanych górach i to w "wariancie czarnym" (SKORUSZYNA rulezzz, KOPEC i MACHY wymiatają, a 007 jest liczbą nie tylko James'a, ale i naszą!)
Tydzień później, nadal nie mając dość Tatr... co ja mówię, zakochawszy się w nich na nowo, ruszamy na BANIKOVA oraz SALATYNA.
Zawsze mówiłem, że Zachodnie są ładniejsze niż Wysokie i wiecie co... BANIKOV oraz SALATYN utwierdził nas w tym przekonaniu!
Przepiękna trasa...acz bardzo wymagająca, wyszło 15h marszu.

SIERPIEŃ:

Sierpień zaczyna się to od eksploracji terenów Orawy, na której planujemy zrobić nasz rajd CZARNA OWCA ORIENTEERINGU!! Trzymajcie kciuku aby się udało i zapiszcie datę: 29-30.III.2025. Ogromne wyzwanie przed nami, samodzielne zorganizowanie rajdu... to jedno z większych przedsięwzięć na rok 2025.
Niedługo po powrocie z Orawy łapiemy Amelię i Lenona i jedziemy na CHOĆ - piękną, słowacka górę.
Natomiast długi weekend sierpniowy to jest najtrudniejsza (mimo, że nie najdłuższa) wyprawa w naszej historii: PRZEMYŚL powrót do KRAKOWA (na rowerze, szlakami - 350 km, 7500 m przewyższenia i 71h non-stop w trasie). Ostatnia z naszych tegorocznych wypraw. Z tego też jesteśmy cholernie dumni. To jest ten opisany we wstępie powrót do mega-wyryp.

Nasze miejsce noclegu podczas jazdy z Przemyśla czyli Szkodnik na zamku :D

Kilka godzina snu na Brzance podczas powrotu z Przemyśla

Między Salatynem na Banikovem

Nadal między nimi - przepiękna trasa

Podejście pod Mała Wysoką

Niesamowite miejsce

Srogo!!

Wracamy w doliny - jak zawsze dnia nam zabrakło na wszystkie nasze plany


WRZESIEŃ:
Sama końcówka sierpnia i początek września to nasz urlop pod Tatrami.
- Wyprawa po Kozi Kamień
- Kralova Hola i Grań Tatr Niżnych
- Obrzeża Słowackiego Raju na rowerze
- Tatry Wysokie - Koporowy
- Dolinami pod szczytami Tatr - część 1
- Bystra Ławeczka- Dolinami pod szczytami Tatr - część 2
- DUMBIR to fajny CHOPOK
- Dolinami pod szczytami Tatr - część 3

Tydzień po powrocie mieliśmy jechać na Mordownika, ale to "czas wielkiej wody"... ogromna tragedia na naszym ukochanym Dolnym Śląsku.
Niewiele da się zrobić, bo jak przenieść całe miasto (Kłodzko) na bezpieczny teren? Jedna z pierwszy powodzi w Kłodzku datowana jest na 1310 rok. Potem także wielka woda zniszczyła to miasto w 1475. Jak przenieść całe miasto...?
Zbiornik Racibórz - mocarz, który zrobił niesamowitą robotę, spłaszczając falę, ale Dolny Śląsk niestety oberwał naprawdę mocno.
Ze względów bezpieczeństwa Mordownik został odwołany, a my po prostu pomogliśmy złożyć trasę rajdu.
Kolejny weekend to Silesia Race w lasach Kobióra w sobotę, a w niedzielę jedziemy na zawody szermiercze bo startuje Puchar 3 Broni 2024 - zaczyna się od VIII Pucharu Piotrkowa.
Końcówka września to znowu Tatry - atakujemy Polski Grzebień i Mała Wysoką.
Niedziela to rowery - ciężko było wstać po srogiej tatrzańskiej wyrypie, ale pogoda żyleta, więc trzeba jechać! - Velo Pszemsza i "Pojezierze Olkuskie" :P !

PAŹDZIERNIK
Październik zaczynamy od KIWONAw Beskidzie Niskim. Deszcz, mgły i rodzinne spory :D
Tydzień później znowu zawitamy w Tatry, tym razem na Rohaczei będzie nam dane zobaczyć Widmo Brockenu, dwa razy!!
Dzień po Tatrach czyli w niedzielę wpadniemy do Marcina, który robi Silesię Race w naszym mieście czyli Rajd Miejski KRAKÓW.
Następny tydzień to kolejny weekend bez snu i jazda po połowie kraju:
- Jaszczur w województwie wielkopolski
- przejazd na Tropiciela 33
- a w niedzielę, wracając z Tropiciela, wycieczka rowerowa po Dolinkach.
Dopełnieniem, swoistą koronacją tego weekendu, był fakt że po raz kolejny zdobyliśmy miano Tropiciela (zaliczenie wszystkich punktów kontrolnych w zadanym czasie), co dało nam najwyższe Tropicielowe odznaczenie - złotą odznakę. Trochę na nią pracowaliśmy, bo trzeba mieć zdobytych 9 takich mian. Piękna sprawa!
A jako że październik się jeszcze nie skończył, to znowu walimy w Tatry - tym razem na Lodową Przełęcz.
A w niedzielę po Tatrach znowu rower i Dolinki - tak aby się jeszcze trochę sponiewierać :P

White-Out na KIWONIE

Rohacze!!

Hold tight !!!

W naszych ukochanych górach


LISTOPAD
Listopad zaczynamy od wyprawy do San Escobar po Fajną Rybę - jak ja kocham te głupie nazwy :D
Tydzień później mamy zawody szermiercze, których jesteśmy prawie gospodarzami - prawie bo nie Kraków, w Wieliczka. Niemniej, postanawiamy być obecni zarówno na eliminacjach, jak i na finałach... no ale co pisałem Wam o rozmowie na Hale :D
Mamy dobrze, bo mamy wszędzie blisko, więc śniadanie jemy na Mogielicy, a dopiero potem przyjeżdżamy na Puchar Wieliczki:)
Długi listopadowy weekend kończymy wycieczką rowerową na Durbaszkę i Veterny Vrch... kurde, w Jaworkach, gdy parkujemy jest -7 stopni! Grubo!
Jako, że góry trochę zasypie śnieg, to zacznie się teraz etap wycieczek pieszych:
- najpierw porywamy moją kuzynkę i jej męża na Pilsko, Rysiankę i Romankę
- potem już sami lecimy Pasmo Polic... jest -11 na Cylu Hali Śmietanowej, gryzie po ryju :P
- wpadamy na Mistrzostwa, na finały bo to zakończenie sezonu zawodów (Puchar 3 Broni 2024)
- a zaraz potem na zachód słońca na Babiej Górze (wiało około 110 km/h, więc ledwie dało się ustać!)

GRUDZIEŃ
Grudzień zaczniemy od Skrzyczenego i Malinowej Skały!
A potem nie nadążę z wpisami... w jeden weekend nas sponiewiera choroba... tak, my czasem też chorujemy i będzie to w zasadzie jedyny weekend w 2024 roku bez aktywności... grubo, nie? A w okresie świątecznym poleci kilka wycieczek, tak między jednym rodzinnym obiadem na drugim... Nie wyrobię z wrzuceniem wszystkiego na bloga:
- rower - walczące zwierzęta
- rower Zalew Wydra i Wielkanoc w Boże Narodzenie
- pieszo - Radziejowa utulona w JACKOWEJ POŚCIELI
Brakło wpisów z Gorców: Kudłoń, Turbacz, Gorc.
A nowy rok to już Mała Fatrą Zimą i Czechy zimą czyli Radegost... no ale to już postaram się wrzucić we wpisach z 2025.

Kilka liczba dla fanów metryk:
- Pieszo w 2024 ---> 866 km i ponad 40 000 przewyższeń
- Rower w 2024 ---> 5622 km i ponad 91 000 przewyższeń
Powiedziałbym, ze k****a GRUBO :D :D :D


I ostatnia porcja zdjęć z 2024 - do zobaczenia w 2025. Jak zawsze albo na szlaku albo na planszy szermierczej.

Złota odznaka TROPICIELA !!!

Uwierzycie, że 3 godziny wcześniej było tutaj -7? :D

"Porwaliśmy się na zdobycie wielkich gór, herosi z dawnych lat służyli nam za wzór... po drodze hulał wiatr i sypał w oczy śnieg, paraliżował strach, odbierał zmysły lęk" 

"...i warto było iść, do góry wciąż się piąć..."

Kręta życiowa ścieżka :)

Ostatnie chwile 2024 spędzamy tak jak kochamy... "Przepięknie jest i tylko tlenu mniej... "




Kategoria SFA, Wycieczka

Radziejowa utulona w JACKOWEJ POŚCIELI

  • DST 31.00km
  • Aktywność Wędrówka
Piątek, 27 grudnia 2024 | dodano: 01.01.2025

Tym razem uderzamy w Beskid Sądecki z Rytra - na Niemcową, Wielki Rogacz, Radziejową oraz Przehybę.
Głównym celem jest jednak symboliczny cmentarz zwany JACKOWĄ POŚCIELĄ
Uda się także zobaczyć nam tzw. BIAŁĄ TĘCZĘ.

Ruszamy pod górę

Jest i tęcza

Urokliwe ruinki :)

Szkodnik na szlaku i białą tęczą

W stronę Niemcowej

Jeziorko

Epitafium

Jackowa Pościel

Pamięci "tym co w górach drogę wskazywali"

Księga pamięci

Rogaś z Doliny Roztoki :)

Widoczki z pod Rogasia

Radziejowa

"Widoczki" :D

Na Przehybie kolorowo :)

Nawet bardzo kolorowo


Kategoria SFA, Wycieczka

Chomiki, wydra, latarnia... i Wielkanoc w Boże Narodzenie

  • DST 82.00km
  • Sprzęt The Darkness
  • Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 25 grudnia 2024 | dodano: 26.12.2024

Świąteczny wyjazd między "n"-tym a "k"-tym spotkaniem rodzinnym, czyli trzeba skorzystać z pięknej pogody... taaa ładniej pogody, gdy słońce zgaśnie, to po zmroku zrobi się "-5" i nas mocno pogryzie. Naprawdę mocno, zwłaszcza nad jeziorami i innymi dużymi akwenami. 
Nie zmienia to faktu, że uda się wykorzystać ten (jakże krótki) dzień w pełni, bo wpadnie nam sporo atrakcji.
Przede wszystkim latarnia morska... kosmos :D :D :D
To nie Niechorze, to nie Smołdzino, to LIBIĄŻ żąda dostępu do morza i buduje infrastrukturę z wyprzedzeniem.
Zaraz potem odnajdziemy ogromne,opuszczone osiedle - MEGA MIEJSCE. Zapisujemy w Garminie... może kiedyś damy punkt kontrolny jakiegoś rajdu. Kochamy takie miejsca... a tutaj, zwłaszcza jeden z budynków zrobił na nas naprawdę duże wrażenie.
Następnie poszukamy CHOMIKÓW, które ukrywają się w okolicy Jaworzna - uda się dorwać DRWALA z Byczyny oraz KOLEJARZA z Szczakowej.
Potem pomylimy Święta i zdobędziemy GÓRĘ WIELKANOCNĄ... w Boże Narodziny. To był plan klasy jak nasza nawigacja na rajdach - Wielkanoc, Boże Narodzenie. Święta to święta :D
Odwiedzimy także WYDRĘ z polskich MALEDIWÓW :D
Na koniec ruszymy szlakami nad nasz ukochany Kozi Bród i obczaimy pewien baaaardzo dziki "niebieski" rowerowy... stary i zapomniany, idący inaczej niż na mapie, więc skończy się nocną nawigacją w lesie, a powrót do auta będzie wyzwaniem (krzory, pola pełne błota, forsowanie autostrady A4, znikające ścieżki i -5 na termometrze... co ciekawe, błoto postanowiło nie zdążyć jeszcze zamarznąć i mimo mrozu starało się lepić do kół ram...)  
Kopalnie zawsze na propsie

Lasy pod Libiążem

Akweny w tychże lasach :)

Latarnia morska !!! WYPASSSS

No dobra, to zrobiło wrażenie!

Klatka schodowa wewnątrz - wow!

Całe osiedle takich (oraz innych podobnych) domków - drugie WOW!


Nieznanymi nam jeszcze, a urokliwymi szlakami

Przydrożna kapliczka

CHOMIK DRWAL !!!

Szkodnik bierze tą trasę z byka :D

Góra GRODZISKO

Fabryka chmur :)

Czemu ten chomik jest leworęcznym samurajem?

Kolczasty tunel - naprawdę kolczasty

Rypiemy pod górkę WIELKANOCNĄ

Drzewa na szczycie

Świąteczny klimat - chyba w Wielkanoc trzeba będzie znaleźć jakieś Betlejem :)

Tutaj opisują czemu teren jak tak pofalowany - warto poczytać :P

NO NIE... ledwie skończyliśmy w pełni "DIADEM GÓR POLSKICH", a tu zrobili kolejną koronę i trzeba będzie wszystkie te pagóry łapać - nie ma opcji aby NIE :D

W poszukiwaniu Wydry z Malediwów :D

Płoną te ściany

Szkodnik nad przepaścią

Jest i WYDRA

Malediwy

Produkcja chmur o zmierzchu

"Kopsnij szluga dla pasera, bo Cię paser sponiewiera"

Nasza kuleczka :)

CHOMIK KOLEJARZ !!!

Nocna promenada nad Zalewem Sośnina



Kategoria SFA, Wycieczka

Rendez vous z walczącymi zwierzętami Donnersmacków

  • DST 92.00km
  • Sprzęt The Darkness
  • Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 21 grudnia 2024 | dodano: 22.12.2024

I znowu tytuł lekko z dupy, ale gwarantuję Wam że jest jak z Balzaca "ALL IS TRUE"... tylko kontekst ma znaczenie :P
Dawno nie byliśmy na rowerach i już nas skręcało... ciągle tylko te góry i góry w śniegu :D :D :D
Ileż można? Chyba sporo jak spojrzycie na tablicę Basi na FB. No ale na rower też by pasowało jeszcze w tym roku wskoczyć.
Na północy zachód od Krakowa ma być ładnie, więc ruszamy do Świerklańca, w którym kiedyś podziwialiśmy Pałac Kawalera rodziny Donnersmack oraz fantastyczne rzeźby: WALCZĄCE ZWIERZĘTA.... ech, ale kiedy to było? (WTEDY).
Rendez Vous to leśne schronienie, niegdyś domek myśliwski, na które wpadliśmy w 2020 roku realizując projekt "Lasy na zamówienie" dla Kamili (TUTAJ)
Lasy obok Miasteczka Śląskiego i Tarnowskich Gór są jednak ogromne i zostało w nich jeszcze wiele miejsc i szlaków do odwiedzenia.
Zaczynamy jednak od Świerklańca bo obok wejścia do parku pałacowego znajduje się tam... MEGA WYPASSS CUKIERNIA!
Po prostu boska. Parkujemy, ściągamy z dachu auta rowery i... kupujemy rogaliki z marmoladą, eklery, szarlotkę, kostki piernikowe w czekoladzie, choinki-galaretki w cukrze, babkę marmurkową, "lizaki" z ziemniaczków oblanych lukrem, oponki... trochę z tego idzie do plecaka, dużo do auta. Ponoć szczęścia nie da się kupić - polemizowałbym, polemizowałbym... :D
Przemiłe ekspedientki za ladą nie mogą ukryć rozbawienia gdy nasz z Basią dialog wygląda mniej więcej tak:

Ja: Jeszcze to... i to, i trochę tego.
Basia: Nie bierz za dużo.
Ja: No dobrze, to będzie tyle
Basia: Jak tyle! Przecież nie wziąłeś jeszcze... :D


Czyli pozory rozsądku zachować trzeba, ale nie aż tak aby się dobrze nie zaopatrzyć :P
Doładowani pod sufit auta i tak, że plecaki niemal pękają od dobroci, ruszamy pojeździć sobie po lasach.
Pierwszym celem jest jednak zdobyć pewne ROMANTYCZNE ruiny w Orzechu (czyli sztuczne, z epoki romantyzmu) - warto poczytać kilka słów o historii tego miejsca TUTAJ
Potem już "zanurkujemy" głęboko w lasy i nie wyjedziemy z nich przed nocą.

Schody dobre do jazdy (w górę także!)

Wbijamy na zielony szlak

Kierujemy się w stronę Orzecha, ale trzeba będzie przeskoczyć na szlak czerwony...

...a końcówkę zupełnie bez szlaku, polami i ścieżkami...

...ale udało się - znalezione :)

Sterowanie głosowe (zupełnie jak hasło do windy w "Seksmisji" :D)

Kolejny pałac na naszej drodze :)

Do lasu, do lasu, do lasu !!!

HERE SPEECHING AMERICANO :D

Zacny ten akwen :)

Nad wody spokojne :)

JESTEM POCIĄGĘĘĘĘĘ

Przeloty

Potężne przeloty

CIS - drzewo, które odkryło tajemnicę nieśmiertelności... (nie wierzycie? To zobaczcie tutaj TUTAJ)

Stanica!! Jak kiedyś będziemy lecieć coś długodystansowego z północy lub zachodu, to dobrze zapamiętać że mają tutaj tak zacne wiaty

PLAN: zdążyć na RENDEZ VOUS przed zachodem słońca!

Ciśniemy tak, że pęd nas wytrąca z równowagi :D

Kolejny nietypowy szlak wpada do naszej kolekcji

Czy zdążymy na RENDEZ VOUS przed zachodem słońca... słońce coraz niżej, a drogi jeszcze sporo. CIŚNIEMY !!!

Udało się !!! "Nasze rendez vous..."

Kolejna salwa z HIMARS'a? (tutaj...)

Słońce już gaśnie...

... nadchodzą ciemności

No i nadeszły... pamiętajcie aby być wtedy tymi, którzy niosą światło (w każdym rozumieniu tego stwierdzenia)

Inna sprawa, że my umiemy sobie radzić z ciemnościami - zmieniam po prosty tryb widzenia :P

OOOO... tego nie widzieliśmy, czyli wygląda na to że te lasy jeszcze niejedną tajemnicę skrywają. Cóż, trzeba będzie tu znowu wrócić... i do cukierni także :D



Kategoria SFA, Wycieczka

Skrzyczne i Malinowska Skała

  • DST 26.00km
  • Aktywność Wędrówka
Niedziela, 1 grudnia 2024 | dodano: 01.01.2025

Pierwsza grudniowa wyprawa w śniegi :)
Tym razem Malinowa Skała i Skrzyczne.

Chrup, chrup. chrup

Pod górę

Widoczki

Skała ale nie Malinowa :D

To na razie skała przygotowawcza przed tą właściwą :D


Tatery :D

Wąsko :)


Ale słońce się przebija

Zakopało

Jaskinia Malinowska

Gór po horyzont

Jest i skała właściwa

A z niej kolejne widoczki

Malinowa :)

Zachód słońca

Idziemy na Skrzyczne

Kolorowo

Coraz ciemniej

Ale światełka mamy :)

Jest i Skrzyczne

Schodzimy w dół



Kategoria SFA, Wycieczka

Zachód słońca na Babiej Górze

  • DST 15.00km
  • Aktywność Wędrówka
Poniedziałek, 25 listopada 2024 | dodano: 01.01.2025

Jako, że mamy dzisiaj dzień wolny, postanawiamy wyjść sobie na Babia Górę zobaczyć zachód słońca. Parkujemy na "Krowiarkach" o 13:15 bo w góry wychodzi się przecież z samego rana :P (no ale pamiętacie, że "...siódma rano to dla mnie noc").
Na szczycie spotkaliśmy GOPR'owca na spacerze :)
Robił On pomiar prędkości wiatru i mówi: 110 km/h... ogólnie to urywało łeb.

Ponad kosówką

Otwierają się nam jakieś widoczki

Resztki śniegu

Coraz wyżej

Główny czerwony :)

Coraz bliżej

Szczyt - widok w bok :)

Szczyt - widok do przodu

Klasyk

Wieje HALNY "Wiatr który niesie obłęd"

Tak wieje, że ciężko ustać

Sekwencja zapłony i...

ODPALAMY !!!

...śladami dawnych dni

Ostatnie chwile dzisiejszego słońca

Szkodnik NINJA :)

Horyzont płonie

Ciemności kryją ziemię




Kategoria SFA, Wycieczka