SKYBRIDGE Most w chmurach
-
DST
40.00km
-
Sprzęt The Darkness
-
Aktywność Jazda na rowerze
LET IT FLOW :D
Bunkier z nieortodoksyjnym punktem obserwacyjnym
Zbunkrowana ławeczka

Te pagóry trzeba pokonać bo SKYBRIDGE jest za nimi.

Wszystkie wieże po drodze także wpadają pod koła - ta ma dla mnie klimat Mad Max'a :D
Widok z wieży, a skoro już mówimy o wieżach i Mad Max'ie to --->
"Have you gone mad? Cause you're gonna, dude
There's a ton of them, and only one of you (mowa o wieżach na Dolnym Śląsku) ---> plebiscyt na waszą ulubioną :P (TUTAJ)
You ain't gonna catch aBreak in the wasteland
Pedal to the metal cause I hate using breaks...
...
You better grab on tight
I can drive you mad!...

...buckle up and hit the gas
Kick up dust and kick some ass
...
Won't take us long to drive you mad
Way out here we don't shake hands
Make the rules or take demands" (całość TUTAJ)

Widokowo

SKYWALK and SKYBRIDGE

NEEEEE, NEEEE... :D

Wkraczając w otchłań :D

Widok jest zacny - w dole wije się cudowny Singiel

Cień mostu

Singiel dla tych lepszych - Technical DH :D

My łapiemy FLOW i będzie niesamowicie

Skończymy pod mostem :D

"Świat się wokół nas wciąż mniejszy staje,
Kontynenty na odległość dłoni są
Samoloty jak z dziecięcych bajek,
ponad głową coraz szybciej niebo tną..." (całość TUTAJ)

Jak ja kocham zachody słońca w górach... oraz ten mrok, który przychodzi po nich. Las, wiatr, chłód, a my nadal wsród drzew

a ten mrok ma czasem swoich mieszkańców...

Kategoria SFA, Wycieczka
Góry Złote - Borówkowa i Trojak
-
DST
40.00km
-
Sprzęt The Darkness
-
Aktywność Jazda na rowerze
Borówkowe knedliki na Borówkowej Górze czyli moje ukochane Góry Złote i wspaniały singiel pod Trojakiem.
Znowu ktoś obiecywał mi Złote Góry... no i jesteśmy.
Szlak graniczny na Borówkową...
Tyramy...
Nadal tyramy... 
...czy mówiłem już, że tyramy?
Jest i Borówkowa
A na Borówkowej wszystko jest borówkowe :D 
"...śpiewał, że blisko już świt" (kawał historii)
Zjazd :D
"Idziesz, Czesiu? No to chodź!" :D (klasyka ---> TUTAJ)
Kolejny wędrowiec :P
Pod górę :P
Słowo rozdroże zawsze mi się kojarzy z tym --->
"When you're standing on the CROSSROADS that you cannot comprehend...(...)
When the storm clouds gather round and heavy rains descend (...)
And there is no-one there to comfort you with a helping hand to lend (...)
When the cities are on fire with the burning flesh of men..." ---> Całość TUTAJ
Rock Garden :P
Ledwie widoczny już napis na skale. Cholera, gmina powinna to odnowić i zabezpieczyć - to jest punkt przełomowy w historii naszego kraju)
"WOLNY ALE GŁODNY 04.06.1989"
W oczekiwaniu na zachód słońca
Zacnie :)
Singiel pod Trojakiem
Fontanna łez?
Kategoria SFA, Wycieczka
3 wieże (Czerniec, Anensky vrch, Jagodna)
-
DST
70.00km
-
Sprzęt The Darkness
-
Aktywność Jazda na rowerze
3 wieże w jeden dzień czyli Góry Bystrzyckie i Góry Orlickie. Potężna dawka przewyższeń, ale i nagroda w postaci kolacji w schronisku na Przełęczy Spalonej. Noc przyniosła potężne podmuchy wiatru i naprawdę złowieszczy klimat lasu, w którym obserwuje Was tysiące świecących w ciemności oczu:
"Noc padła na las,
las w mroku spał,
Ktoś nocą lasem na koniu gnał.
Tętniło echo wśród olch i brzóz,
Gdy rower Szkodnika do domu niósł...." (parafraza KLASYKI)
Btw, znacie RAMMSTEIN'ową wersję tej ballady osadzonej "w powietrzu", a nie w lesie... TUTAJ jak coś (PL tekst w jednym z pierwszych komentarzy.
Ruszamy z Różanki
Szukając pierwszej z trzech wież
Podążaj za strzałkami...
...białymi drogami
JEST !!!
Pierwsza z trzech!
In the Shadow of the Tower :D 
Ruszamy dalej
Szlakiem w naszym ulubionym kolorze :D 
Wyznawcy wielkiego czarnego szlaku :D 
Oj...
Są bunkry, jest zajebiście :D
Druga z trzech
Potężna linia fortyfikacji w Górach Orlickich 
Wieża na Jagodnej
Zachód słońca widziany z Jagodnej
Trzecia z trzech :D 
"Noc padła na las, las w mroku spał..."
"...and the WINGED HUSSARS arrived !!
We remember
In September
That’s the night Vienna was freed
We made the enemy bleed!" (całość TUTAJ)
Ruiny zamku Szczerba
Kategoria SFA, Wycieczka
ŚNIEŻNIK po raz kolejny (Sudeckie AGD)
-
DST
45.00km
-
Sprzęt The Darkness
-
Aktywność Jazda na rowerze
Czyli wyprawa po BLENDER, bo tak złośliwi nazywają nową wieżę na Śnieżniku. Kocham tą górę i to tak bardzo, że nie akceptuję faktu, iż karkonoska Śnieżka jest wyższa. Dlatego też dla mnie Śnieżka to Śnieżnik II. Tyle w temacie. Śnieżnik musi być najwyższy w polskich Sudetach. Śnieżnik jest fajny, Śnieżnik jest super!
No ale ponoć jakieś AGD postawili tutaj na szczycie, więc nieważne zatem, że byliśmy tam już wiele razy - jedziemy zobaczyć nową wieżę i sami ocenić, co tam się odwaliło pod naszą nieobecność na naszej ukochanej górze. Dla ciekawych, nasze najbardziej pamiętne wizyty to było polowanie na Słoniątko i Żmijowca, kryzys śnieżnicki, kiedy to straszliwy Muflon wraz ze złowieszczym Jaszczurem zamienili Śnieżnik w stację pogodowo-bojową oraz rypanie się z rowerem przez Trójmorski Wierch i Mały Śnieżnik - z tego ostatniego razu na tej liście, nigdy nie udało mi się poczynić wpisu więc linka brak...).
Po drodze zaliczymy także kilka "singli" GLACENSIS, które zostały tutaj podbudowane... a skończy się tak jak zwykle czyli pchaniem roweru na szczyt. Potem zjazd na czeską stronę i przejazd (przeniesienie...) dość dzikim szlakiem przez Sousinę i Podbelkę. W finalnej fazie zjazd do SKYWALK'a i cudownym siglem "FLOW" do Dolni Morava. Powrót do auta przez przełęcz pod Klepacem (Trójmorskim Wierchem)... masakra podpych po wiatrołomach... i odnalezienie źródeł Nysy Kłodzkiej.
Single :D
SINGLE !!!
Blender z oddali :)
Schronisko pod Śnieżnikiem
W drodze po blender :P
SKYWALK po czeskiej stronie - tam będziemy wieczorem
Mój ulubiony słupek na tym szlaku :)
Mój ulubiony słupek z drugiej strony
Jest i nowa wieża :D
Stalowo :)
Cień AGD - brzmi jak nazwa jakieś promocji lub... horroru 
Widok z wieży - zacnie!
Dom AGD :D 
Mnie się podoba, serio!
Szkodniczek po kamyczkach
Słoniątko
Słoniątko i Szkodniczek
Cóżby nie... 
Pchanie...
Pchanie bardziej...
Przejezdność chwilowo rośnie :)
ale tylko chwilowo... 
Znowu u źródła
Trójmorski Wierch, to brzmi dumie... bo tak wody spływają (zgodnie z poniższą tablicą)... więc czemu Czesi mówią na niego Klepacz? 
Kategoria SFA, Wycieczka
JESTED niczym Wieża z Kości Słoniowej
-
DST
16.00km
-
Sprzęt The Darkness
-
Aktywność Jazda na rowerze
Wyprawa do Wieży z Kości Słoniowej, a przynajmniej tak ta góra wygląda z oddali. Nie wierzycie? To sami porównajcie zdjęcie zrobione przez Atreyu podczas Niekończącej się Opowieści oraz te nasze poniżej. Są pewne podobieństwa, prawda?
Połowa urlopu - przejeżdżamy z Gór Żytawskich do Kotliny Kłodzkiej, a po drodze atakujemy górę, która swoim widokiem ciągle nas drażni, kłuje w oczy, a nie było do tej pory okazji aby się tam wytachać z rowerami. No było warto!
Jested - nasz dzisiejszy cel
Szkodnik i nasz dzisiejszy cel :D 
Do Wieży z Kości Słoniowej prowadzi droga przez nieprzebyte skały...
...na które trzeba się wspiąć
...przeprawić przez Krainę Pagórów 
...drogą w kolorze nadziei... 
...wciąż bliżej i bliżej...
...ku niebu...
JESTE(m) na Vyrchole P :D
Hmmm... powiedziałby coś ale może jednak nie... 
Robi wrażenie :) 
Wojownicy zachodzącego słońca...
Ruszamy dalej...
"...Znów pełny gaz,
Bo cóż, że spadła któraś z gwiazd,
Gdy cała wnet eskadra pomknie na szlak..."
"...A tych, co pozostali,
Trwoga nie przenika,
Radość skrzydła nam rozwija,
Nie przeraża z śmigieł krzyż.
Nigdy nie ścichnie w dali
Mocny głos silnika.
„Lecieć, a nie dać się mijać” –
Zawsze wzwyż!" (jak ja kocham wszelakie Siły Powietrzne) - cytat pochodzi z "Marszu Lotników" (TUTAJ acz nie są śpiewane wszystkie zwrotki utworu)
Przez skaliste noce :)
Wieża płonie światłem
Płoń na horyzoncie po wsze czasy
Kategoria SFA, Wycieczka
Drabina do nieba (Himmelsleiter)
-
DST
60.00km
-
Sprzęt The Darkness
-
Aktywność Jazda na rowerze
Kolejny wypad do czeskiej i niemieckiej "Szwajcarii". Do tego kolejne wieże widokowe: Tanecznice oraz Weifberg (tutaj oraz tutaj)
A na koniec drabina do nieba - niesamowita miejscówka.
Co więcej to dzień w którym skończyło się lato... godzinę po zapadnięciu ciemności: burza, wiatr łamiący drzewa, zjazd termometru o prawie 20 stopni w dół... wychłostało nas zacnie. Aż się pewien żółty kogut z nas śmiał, ale tak to jest jak się jeździ po nocy :P
Znowu coś kłuje w oczy na horyzoncie :P
Rogate :D
Kolejna wieża w naszej kolekcji :)
W przypadku złej pogody schronisko zamknięte... proszę umierać w śnieżycy, ale nie na schodach :D 
Wkraczamy do Rajchu
Kapitalna wieża (Weifberg) 
Z licznikiem na każdym piętrze... ładują się poziomy :D 
Jest zacnie
Piękna wstęga drogi 
Lecimy dalej
Znowu skałki
Leśne autostrady
Serce "Szwajcarii" 
Skalne baszty
Okno na świat
Wjeżdżamy przez okno 
Jaskiniami :D
"There's a lady who is sure, all that glitters is BLACK and she's buying..."
"...stairways to Heaven" (parafraza klasyki)
"There's a sign on the wall but she wants to be sure 'cause you know sometimes words have two meanings..." 
My cock is yellow :D :D :D 
Kategoria SFA, Wycieczka
Przez czeską i niemiecką Szwajcarię
-
DST
62.00km
-
Sprzęt The Darkness
-
Aktywność Jazda na rowerze
To chyba trzeba umieć... aby pojechać z Polski do Czech i Niemiec przez Szwajcarię :D :D :D
Co więcej nim tam dotarliśmy to przyszło nam łatać dętkę (i w sumie to także oponę!) na bazaltowej, wulkanicznej skale, więc wariant tej wyprawy był... nazwijmy to autorski :D
Czarno-autorski.
Wracamy w tereny, które "liznęliśmy" rok temu... próżno jednak szukać wpisu na blogu (udało się pokryć wpisami jakieś 75% wycieczek, ale akurat nie tą do "Szwajcarii", bo była piesza :P :P :P - a wpadł nam wtedy do kolekcji kurort Rathen i jego okolice czyli na przykład MOST BASTEI ). No, ale nie zrobiłem wpisu, więc nie ma co podlinkować. Tym razem do niemieckiej i czeskiej "Szwajcarii" wybieramy się rowerem. Wycieczka przez 3 kraje czyli wszyscy kochamy Schengen (a pamiętamy czasy jak się stało na granicach)
W drodze do wieży na bazaltowej wieży czyli wszyscy kochamy wulkany (jak nie plują lawą)
Znowu noszonko :P 
Magnetyt oszukuje kompasy :D 
Kolejna wieża do kolekcji
To w końcu Czechy czy Szwajcaria?
Skałek tu sporo :)
Ojców, Dolina Prądnika :D :D :D ?
Granica
Jest ładnie
Nawet bardzo ładnie!
No Ojców, naprawdę Dolina Prądnika...
...tylko skały coś mniej białe :D
Dzida do Rajchu :D 
Vater'ów :D znowu Prądnik Tal ? :D :D :D 
Wiewiór ognisty 
- Po której stronie rzeki chcesz domek?
- Po obu naraz!
Ktoś tu ma chyba słabe tempo na podjazdach :D 
Padło :P
Urokliwie tu jest
Kolejny raz przekraczamy granicę
Schody w ciemność :)
La luna bonita!
Lubimy takie klimaty
Kategoria SFA, Wycieczka
Jedlova, Studenec, Klić
-
DST
55.00km
-
Sprzęt The Darkness
-
Aktywność Jazda na rowerze
Gdy próbujesz wrzucić na Luz w Górach Żytawskich i odpocząć, ale jakiś pagór jest tak cholernie spiczasty, że aż kłuje w oczy i musisz - po prostu musisz - się na niego wytelepać... to przy najbliższej okazji to właśnie robisz. KLIĆ zwany Sudecką Piramidą jest tak bardzo fotogenicznym szczytem, że natychmiast wpadł na naszą listę rzeczy, które wyszły z ziemi, a nas tam jeszcze nie było :P
Jednakże dzieli nas od niego spory kawałek, więc trzeba po drodze złapać jeszcze dwie wieże widokowe w Górach Żytawskich. Studenec oraz Jedlovą.
Innymi słowy cały dzień tyrania pod górę i w dół... czyli typowy dzień naszego urlopu. Kilometrów nie za wiele, przewyższeń w ch**j... bo my częściej pod górę niż w przód...
Latarnia na drzewie
Ruiny zamku Tolstejn
Nic tylko analizą Fouriera obłożyć te sygnały :D 
"...i jeździec w pełnej zbroi, błądzący po pagórkach" (Jacek, Przemek, to było o nas?)
Zacne te ruiny
Znowu na czerwony szlaku
My zawsze coś fajnego znajdziemy :D 
"Nie waż się zejść! Ciśnij" 
Wieża nr 1 - Jedlova
Pagórzyście :P 
Szkodnik fotografuje pagórki :P
Bunkry w wersji delux z nadbudówką :P
WOW, powiem tyle, Kaiser, Koning, 1757, no WOW
Dobry techniczny zjazd :P
Miśki :)
Widoczki
Wieża nr 2 - Studenec
Po kamyczkach :)
Znowu pod górę
I przez krzaki :P
Przynajmniej łańcuch dali, da się rower podpiąć... 
Drzewo kubkowe :)
Podejście pod KLIC
KLIC, KLIC, KLIC !!!
Zachód słońca na KLIC'u :)
Znowu coś odwalamy po nocy... 
Kategoria SFA, Wycieczka
Po drugiej stronie Izer
-
DST
34.00km
-
Sprzęt The Darkness
-
Aktywność Jazda na rowerze
Pierwsza wyprawa naszego jesiennego urlopu. W zasadzie ciężko to nazwać w pełni wyprawą, bo to wycieczka podczas przerwy w drodze do miejsca noclegu. Pierwszą część wyjazdu spędzimy w Bogatyni, a drugą w Kotlinie Kłodzkiej, więc aby nie tracić rowerowo "dnia dojazdowego" zatrzymujemy po drugiej stronie Izer. Okolice Jakuszyc, Smedavy, Jizerki czy Smrk'u znamy bardzo dobrze, ale nigdy nie byliśmy "głębiej". Jest okazja to atakujemy np. PTASIE KUPY... i góry, które są rajem dla rowerzystów pokażą nam, że potrafią być także słabo rowerowe :)
Nie zmienia to faktu, że nadal będą piękne i warto było przetyrać się rowerem na plecach po tych szlakach.
Podejście czerwonym...
...jest długie i mozolne
W krainie kwadratowych skał :)
Wąsko!!
Piękny zjazd :)
Piękne podejście... 
Ach jak mi tego brakowało :)
YES, YES, YES !!!
Wypłaszcza się :D
Drzemka na skale
Bagna oswojone kładkami
Kilometrami kładek !!!
Naprawdę ładny ten rysunek
Terenowo
Wieżą z kości słoniowej - wiedziałem, że ona naprawdę istnieje !!! Mała Cesarzowa oczekuje naszego przyjazdu 
Trzeba tylko przejść przez podziemia (pewnie pełne rogacizny do ubicia... cóżby nie)
Wspiąć się na skalne szczyty 
I przejść przez Krainę Mroku
aby sięgnąć po mądrość zaklętą w starożytnych księgach !!!
Kategoria SFA, Wycieczka
IX Puchar Małopolski MCF 2023
-
Aktywność Sztuki walki
Jednakże to właśnie Liga A jest główną areną zmagań w Trójboju Klasycznym (Szpada, Szabla, Rapier). To tu jest chwała, sława i pieniądze! (szarpią mnie za rękaw...) Coś źle mówię? Mam przestać... no dobrze, dobrze.
Nie wiem czy jest chwała, nie wiem czy są pieniądze, ale na pewno srogi wprd można dostać, jak się nie umie fechtować, bo przyjeżdżają tutaj prawdziwi killer'zy :)
Brak zasłony ze strony prawej :D

"Złoto toczy się w krąg, z rąk do rąk, z rąk do rąk..." (klasyk klasyków - TUTAJ)
No właśnie NIE! Nie z rąk do rąk! Dla tych którzy - z niezrozumiałego dla mnie powodu - nie wiedzą, to tłumaczę: Trójbój Klasyczny to 3 konkurencje: Szpada, Szabla i Rapier. W każdej z tych trzech konkurencji zdobywa się punkty, których suma decyduje o miejscu w całym rankingu. Natomiast, w Lidze B dodatkowo wręczane są medale za miejsca na podium w każdej konkurencji osobno. Tak też kiedyś było w lidze A, ale doszliśmy do wniosku, że w "części profesjonalnej" tylko miejsce w Trójboju jest ważne. W praktyce zatem, nie ma już medali za poszczególne konkurencje, ale jako że przez lata takie medale przyznawaliśmy, to w slangu i w pamięci starszych zawodników zapisały się takie historie jak "trzy złota" lub "dwa złota i srebro" itp.
Pisałem Wam kiedyś, że takie osiągnięcie 3x złoto (czyli pierwsze miejsce w Szpadzie, Szabli oraz Rapierze) przydarzyło się tylko 2 razy w historii szkoły. Dotychczas tylko dwóch różnych zawodników sięgnęło po "złoty komplet" - jeden na zawodach w Gdyni a drugi na zawodach w Krakowie i w obu przypadkach, stało się to wtedy, gdy na tychże zawodach, zabrakło tego drugiego. I zostało to osiągnięte przez nich tylko raz. To naprawdę wiele mówi o poziomie zawodów. To po prostu ekstremalnie trudne przedsięwzięcie, bo konkurencja jest ogromna, zmęczenie nie pomaga (to szereg często morderczych walk do stoczenia), a psycha nie może klęknąć chociaż na chwilę (lub musicie umieć się ekspresowo pozbierać kiedy klękać zaczyna). A to jest efekt bardzo ciężkiej pracy --->
This is ten percent luck
Twenty percent skill
Fifteen percent concentrated power of will
Five percent pleasure
Fifty percent pain
And a hundred percent reason to remember the name (całość TUTAJ)
Pamiętam zawody, kiedy ktoś miał już dwa złota i wchodził do finału trzeciej konkurencji. Dawał z siebie wszystko ale nie dawał rady wygrać tej ostatniej walki albo wręcz przeciwnie - bycie tak blisko tego sukcesu, tak go paraliżowało, że przegrywał ten finał trochę "na własne życzenie". Przypominam także, że pierwsze zawody, w których gościliśmy inne miasta zorganizowaliśmy w 2003 roku czyli mamy 20 lat zawodów... 20 lat zawodów, pasuje WAM !?! Ech Jubileusz... a miałem zrobić kilka wpisów na temat tego jubileuszu, ale ciągle coś... No nic zostało mi 2,5 miesiąca :P może zdążę, może nie...
W tym roku nastąpił przełom. W Krakowie, trzeci z zawodników po raz pierwszy, sięgnął po 3 złota. Owszem, formalnie tego złota już nie ma, ale jakkolwiek by tego nie nazwać, to 300 pkt (3x100) w Trójboju to jest wynik, który przykuwa wzrok i budzi szacunek. Co mogę powiedzieć: GRATULACJĘ TOMASZ.
Wyczyn, który na pewno nie zostanie szybko powtórzony przez jakiegoś kolejnego szermierza - prędzej spodziewam się, że Tomek odwali taką akcję po raz drugi. To by było coś - kolejny etap w naszych zawodach. Czy to kolejny level rozwoju czy pewna wymiana pokoleń... no ale zakładam, że nasze "staruszki" nie powiedziały jeszcze ostatniego słowa :P
Nie zmienia to faktu, że Tomasz jako pierwszy - rok temu - przełamał pierwszy dualizm Pucharu 3 Broni (Trójboju), gdy Pucharem wymieniała się tylko dwójka zawodników. A teraz przełamał drugi dualizm - dualizm "potrójnego złota". W praktyce oznacza to, że jest na dobrej drodze do ustanowienia nowych rekordów i to być może takich na kolejne lata. Wszystko co się dało, to już wyrównał. Czas pokaże czy zadzieje się to już w tym rok, bo do końca sezonu zawodów jeszcze 3 zawody: Wrocław, Piotrków oraz Mistrzostwa.
Dziś nie mam w zasadzie dla Was żadnych zdjęć, bo w trakcie zawodów głównie sędziowałem walki i nie za bardzo miałem jak sięgnąć po aparat. A potem i tak musiałem nadrabiać zaległe wpisy z rajdów, więc wpis pojawia się ogromnym opóźnieniem... teraz i tak jestem nadal w cholerę wpisów na blogu w plecy, bo mam cały nasz rowerowy wyjazd w Góry Żytawskie do zrobienia. Niemniej liczę na to, że jak ktoś wróci do tego posta za parę tygodni, to większość zaległych wpisów będzie już up-to-date jak to mawiają w korpo. Zwłaszcza, że gdy piszę te słowa (czwartek 19.10) to kolejne wpisy już się szykują: Jaszczur w sobotę i Puchar Wrocławia MCF w niedzielę. Nie nadążam ostatnio, po prostu nie nadążam...
Jak zawsze przy okazji zawodów piszę Wam kilka słów o szermierce jako takiej i tak samo będzie dzisiaj - potraktujcie to jako kop motywacyjny przez zawodami we Wrocławiu (acz przestrzegam, że nawet te motywacyjne to ja wypłacam na ryja i innej opcji nie ma:P ).
Dziś będzie trochę o motywacji - ten dodatniej i tej ujemnej.
Zacznijmy od krótkiego scharakteryzowania tych pojęć: dodatnia jest wtedy kiedy ma nas to w jakimś stopniu rozwinąć (cel wychodzi jakby od nas i z chęci bycia wciąż lepszym, nauczenia się czegoś, itp), natomiast ujemna jest wtedy kiedy w pewnym sensie przychodzi z zewnątrz (nie mogę przegrać, bo będą się ze mnie śmiali, bo będzie wstyd, bo zawiodę oczekiwania - czyjeś oczekiwania, itp)
Oczywiście to nie jest matematyka i nie da się tutaj postawić ostrej granicy miedzy nimi, ani też jednoznacznie stwierdzić, że jedna jest zła, a druga dobra. Obie potrafią być dobre (do pewnego stopnia), ale jedna z nich potrafi też być złem wcielonym... i wiele zależy tutaj zarówno od sytuacji, jak i konstrukcji psychicznej danej osoby. Czasem jak ktoś nami wstrząśnie to budzimy się z letargu i zabieramy do cięższej pracy, do której sami jakoś nie mogliśmy się zebrać... ale czasami to oczekiwanie potrafi być paraliżujące i to na tyle, że po prostu nie ma szans na sukces. Na przykład nie będziemy wstanie wejść na pewien, optymalny dla nas poziom pobudzenia (zbyt niski - śpimy, a wtedy nas biją... zbyt wysoki - działamy chaotycznie, bez planu, jakość wykonania działań leci na przysłowiowy pysk i wtedy też nas biją, tylko pytają "czemu tak skaczesz?") i psycha nam klęka. Zza chorągiewki sędziowskiej nieraz nazywam ten stan, że zawodnik się "spalił".
Zjawisko może dotyczyć nawet największych mistrzów, bo czasami presja otoczenia "nie mogę przegrać" jest zbyt wielka i nie potrafią Oni - w teoretycznie prostej - walce się rozluźnić... zauważcie słowa TEORETYCZNIE prostej bo nie wolno Wam zakładać, że walka będzie prosta. Można ją tak ocenić po fakcie (rzetelnie lub dorabiając sobie do tego swoją własną propagandę), ale nie wolno Wam zakładać tego z góry. Im jesteście lepszy, tym większą może mieć motywację ten gość naprzeciwko aby rzucić Wam wyzwanie. Owszem On też może się spalić, ale rzadko... a na pewno rzadziej. On nie ma presji oczekiwań, nikt nie zakłada że wygra, ba! wynik że przegra jest wynikiem jakby domyślnym... bo Wy jesteście wskazywani jako faworyt. Bardzo prawdopodobne jest zatem, że zawalczy "na luzie", że podejmie większe ryzyko niż w walce z jakimś innym, porównywalnym dla siebie przeciwnikiem. Ma po prostu o wiele mniej do stracenia niż Wy. Nigdy nie lekceważ, nawet - TEORETYCZNIE - łatwego przeciwnika. To się może okrutnie zemścić...
"Kiedy ja dołożę, to wtedy nie daj Boże, reanimacja nawet nie pomoże..." (całość TUTAJ)
No ale co zrobić jeśli jesteście źli, podli, okrutni... jesteście po ciemnej stronie mocy i chcielibyście przeciwnika upokorzyć, zdeklasować, wgnieść w ziemię, pokazać Mu jego miejsce... aaaa no to też są sposoby. Oj są,są! To sport walki, to są emocje, czasami mamy przyjacielski sparing i rywalizację, a czasami chcecie aby "zabolało", aby "uronił łezkę". Nie mnie oceniać wasze motywacje, ale niech pierwszy z Was rzuci maską, kto nigdy nie miał walki w emocjach z kimś kogo nie lubi (jako człowieka lub jako zawodnika - to różnica, DIAMETRALNA!!!) lub z kimś, komu chciałby dać nauczkę bo... bo coś, cokolwiek. Zasada nadal obowiązuje: nigdy nie zlekceważ takiego przeciwnika. Powiem więcej musisz być wtedy jeszcze bardziej skoncentrowany i cierpliwy, musisz wypracować sobie taką akcję... jeśli uznasz, że lecisz do przodu po prostu "walnąć", to czasem Ci to zadziała, ale często nie. Bardzo często NIE.
Innymi słowy, upokarzacie przeciwnika poprzez teatralne akcje robione dla tych którzy patrzą, a nie poprzez realne lekceważenie go. Lekceważąc kogoś naprawdę wyłączasz sobie "pajęczy zmysł" i uznajesz, że On Ci nie zagrozi - a ten błąd będzie Cię sporo kosztować. Musisz walczyć tak jakby przeciwnik był bardzo dużym zagrożeniem, ale niekoniecznie trafiasz Go w pierwszej możliwej akcji... na przykład teraz mógłbyś trafić go na końcówce broni - ześlizgiem... ale odpuszczasz. Czekasz na akcje, w której będziesz miał opcję "urwania Mu głowy" trafieniem w maskę... albo wejdziesz w krótki z pełną dominacją :P
No ale sami zobaczcie, co to oznacza... wasza walka będzie trwać dłużej, bo musicie "przepuścić" kilka "słabszych" okazji nim wypracujecie sobie tą "lepszą". A gdy walka trwa dłużej to przeciwnik będzie miał więcej szans na trafienie Was - statystyka, statystyka is a bitch... a to znowu oznacza, że więcej akcji ze strony przeciwnika musicie skutecznie wybronić... znowu statystyka. Jak chcecie więc przy braku koncentracji wybronić więcej akcji niż w walce w której będziecie skupieni? To się logicznie nie spina.
Nie bez przyczyny mówią, że zemsta to danie smakujące najlepiej na zimno.
Aby było jasne, mówimy tutaj cały czas o grze fair-play czyli żadnych krzywych akcji. Po prostu korci czasem... przywalić komuś mocniej niż byłoby potrzeba, zwłaszcza takiemu komuś, który już dość długo się o to prosi. Czasami masz ochotę pokazać, że przeciwnik i tak Cię nie trafi, więc teatralnie opuszczasz broń, ALE:
- robisz to NIE w dystansie, w którym przeciwnik może tracić Cię wypadem szybkościowo-zrywowym (bo możesz nie zdążyć zareagować)
- w dystansie rzutu - bezpieczniej, ale opuszczenie ręki nie powinno być zbyt luźne, powinieneś być gotowy do zasłony (inaczej: oczekuj tego rzutu)
- może warto zaplanować wtedy zasłonę długą, bo OCZEKUJ wyminięcia i może będziesz musiał zamykać drugą linię
- pamiętaj, że często - zwłaszcza przy mniej doświadczonych zawodnikach - takie teatralne prowokowanie generuje atak (szybki, siłowy, emocjonalny). BĄDŹ NA NIEGO GOTOWY !!
- wytrąciłeś Mu broń, ale pozwalasz Mu podnieść - ohhh to osobiście uwielbiam - ale walka będzie dłuższa! Statystycznie dłużej będziesz zagrożony, licz się z tym!
I mierz siły na zamiary. Jeśli to gość, z którym częściej przegrywasz niż wygrywasz, no to może to nie jest jeszcze najlepszy moment na takie akcje?
I pamiętaj, aby nauczka była pełna musisz być kryształowo czysty wobec regulaminu - to wtedy daje największą satysfakcję... i boli najbardziej :P
Pamiętajcie:
...swój i twój szanuję czas, biję w mordę tylko raz
a jak dotąd, nikt się już nie podniósł (...)
D'Artagnan'em nie chce być, z bandytami lubię pić,
ale i w orkiestrze grać na ich pogrzebach" (całość TUTAJ)
Do zobaczenia na kolejnych zawodach i w kolejnych postach już niedługo...
Kategoria SFA






