Dzwonkówka i Koziarz
-
DST
45.00km
-
Sprzęt The Darkness
-
Aktywność Jazda na rowerze
Święta spędzamy na Kubie... Dzwonkówce i Koziarzu. Plus testujemy Velo Dunajec w okolicy Łącka (jeszcze nie w pełni gotowe ale zapowiada się zacnie!)
VELO DUNAJEC w okolicy Łącka (kierunek Stary Sącz)
Zaczynamy podejście na Kubę (a potem na Dzwonkówkę) 
Niby Święta a jakoś tak dzień jak co dzień :) 
Taaa...
Znowu chrupie pod kołami!
W górę czy w dół?
Dzwonkówka
Tabliczki moje kochane
Zielone na białym :)
Widoczki
Znowu pod górę
Wieża na Koziarzu
Dzień dobry, panie Lubań!
A na dole Łącko i Tylmanowa składają nam życzenia
Kategoria SFA, Wycieczka
Wielki Rogacz z Radziejowej
-
DST
32.00km
-
Sprzęt The Darkness
-
Aktywność Jazda na rowerze
Tak. "GÓRY BĘDĄ LEKARSTWEM". Tego nauczył mnie w dzieciństwie ten komiks i jeszcze nigdy nie zawiodła mnie ta mrocznorycerzowa diagnoza.
TRASA:
Szlachtowa - Przełęcz Żłobki - Wielki Rogacz (spojrzenie w kierunku Przełęczy "jak" Obrazek) - Radziejowa - Złomnisty Wierch - Przehyba - Szlachtowa
Widok, który będzie nam towarzyszył przez cały dzień :)

A pod nami morza mgieł

KLASA stokówka

Czasem warto z jechać z głównej drogi i przetrzeć nowy szlak :)

The Darkness in the light

Pchamy na Wielki Rogacz

Jest i wyżej wymienion :)

Pchamy na Radziejową

Przy takich widokach to można pchać

Wieża na Radziejowej

Tak to wygląda z góry

A jeśli spojrzeć w inna stronę

Na szczycie Radziejowej

PUŚĆ TE KLAMKI

"Chrupot" grubych opon na śniegu

Bajkowe drogi. Brakuje tylko Królowej Śniegu krzyczącej "Ściąć Mu głowę"... choć mogłem pomylić bajki :) :) :)

Szkodnik na pieńku a w tle Radziejowa (stamtąd nadciągamy)

Magia świateł

Pchanie "płonącymi" zboczami

Zjazdy "płonącymi" zboczami

Schronisko na Przehybie

Chwilę przed zapadnięciem Ciemności

Kategoria SFA, Wycieczka
Smutna Góra i Brama Przejścia
-
DST
65.00km
-
Sprzęt The Darkness
-
Aktywność Jazda na rowerze
Samotna wyprawa w miejsce, które już dawno miałem odwiedzić a jakoś nigdy nie było po drodze. Samotna bo Szkodnik zdezerterował i odsypiał ostatni tydzień i wczorajszą wyprawę.
Mnie też było ciężko się zebrać, ale dzień był jednak zbyt piękny aby spędzić go pod kołdrą.
Skoro miałem okazję to kierunek "Smutna Góra" i okoliczne lasy. Ale wyjazd grubo po 12:00 oznacza dość krótki dzień w grudniu, więc skończyło się na trybie "night rider in the forest" i niewielkiej ilości zrobionych km.
Jak ja kocham takie leśne przeloty
i kręte drogi :)
Horyzoncie, nadchodzę :) 
Kto zgadnie co to za rzeka?
"When you're standing on the crossroads that you cannot comprehend... just remember death is not the end"
Smutna Góra
Kiedyś wcale nie bywało lepiej... 
Tzw. Brama Przejścia - gmina ma rozmach :)
Słońce zachodzi, pora wracać do lasu :) 
3dniowiański Wierch
-
DST
22.00km
-
Teren
22.00km
-
Aktywność Wędrówka
Spontaniczny wypad w Tatry, a tam... pusto. Niemal nikogo. Może dlatego, że wiało w porywach do 140 km/h :)
Zaskoczeniem było to, że po zeszłotygodniowej Mogielicy całej w śniegu, tu nie było śniegu niemal wcale. Zaczął się tak naprawdę gdzieś na 1500m w sumie.
No ale widoki PETARDA... tyle że chyba odpaliła i wszystko dym z wybuchu zasłonił. Jasne, trochę żal, ale w sumie lubię taki klimat, zwłaszcza że "Sam Diabeł szepnął wietrze wiej".
W takich chwilach czuje się prawdziwą potęgę gór. Nie tylko ich majestat, ale tą fascynującą siłę zdolną z łatwością pozbawiać życia śmiałków ośmielających stawić Im czoła...
Przy takiej zawierusze zawsze wracam myślą do polskiej zimowej wyprawy na K2. Może dlatego, że widziałem filmiki uczestników jak tam potrafiło napierać wichrem.
Oczywiście kibicowałem polskiej ekipie (bo jak ktoś ma zdobyć K2 zimą to tylko nasi!), to jednak chciałbym aby ten Ostatni Bastion Twierdzy Karakorum pozostał niezdobyty zimą jeszcze przez 1000 lat... był symbolem potęgi, która uczy pokory, był nieosiągalnym marzeniem wszystkich kochających góry, był ostateczną granicą.
No ale zrobiła się spora dygresja, wracamy do zdjęć z wyprawy:
Nie ma śniegu... bu :( 
No to w końcu 3 dni czy 2 godziny, bo ja już nie wiem :) 
Ech te pionowe czerwone szlaki :) 
Pomału wchodzimy w krainę śniegu
Kończysty bo umyty :) 
Mówią, że to piękna widokowa trasa. Potwierdzam, ale przesadzili z malowaniem na biało całej okolicy :) 
Coś tam czasem nawet widać
Po choince można stwierdzić, że naprawdę wiało. A wiatr na to: "wszyscy na prawo" i ciężko było z tym dyskutować :) 
Ciężko dzisiaj o tak pustą Chochołowską, a jednak są takie dni :) 
Takie tam z jakimś stożkiem w tle :) 
Kategoria SFA, Wycieczka
Mogielica
-
DST
16.00km
-
Aktywność Wędrówka
Czyli z audiencją u Królowej Wysp Beskidzkich (najwyższy szczyt Beskidu Wyspowego, gdyby ktoś nie ogarniał).
Bardzo długo rozważaliśmy rower, ale baliśmy się że w niższych partiach będzie "ciapa i roztopy". Zupełnie niepotrzebnie bo zima w pełni i to od samego początku wyprawy.
Takie tabliczki zwykłe kłamią :) 
Gdzieś na szlaku
Dobre drzewo na punkt :) 
Zawsze pod górę, zawsze...
Ginąc we mgle:
Podchodzimy z rezerwą/a...tu :) 
Śnieżny tunel
"It's electric" :) 
Jest i Królowa z Wysp Beskidzkich :) 
Charakterystyczne budki na (prawie) wszystkich szczytach Korony Gór Polski. 
Ginąc we mgle 2: Whiteout...
Winter Horror Tree :) 
Trochę wywiało na lewo... 
Ile razy tędy pchałem rower pod górę... a tym razem podążamy w dół. Szok i niedowierzanie :) 
Wiedziałem, że trzeba było wziąć rowery! To jest zabawa! Acz ten tu elektryk. Dobrze, że nie trzeba rozpalać ogniska pod supportem, aby go odpalić na zimnie :) 
Bezbłędna stylówa :) 
Stawiamy pierwsze kroki... pierwsze ślady. Tędy nikt przed nami nie szedł :) 
Barania Góra
-
DST
30.00km
-
Sprzęt The Darkness
-
Aktywność Jazda na rowerze
Beskid Śląski... oj dawno tu nie byliśmy. Kiedyś walnęliśmy rowerową trasę Skrzyczne - Malinowa Skała - Barania Góra, ale kiedy to było... lata temu. To było mocne, ale powiem szczerze, że Baranią to jednak bardziej pamiętamy z kultowego Rajdu Wilczego, na którym skończyliśmy na wariancie "przez Czantorię!", a w schronisku pod Baranią, to gdzieś koło 5 rano, w śniegu skuwałem rozerwany łańcuch "Santy".
Dziś tez nie było najcieplej, zwłaszcza na szczycie ale za to było przepięknie.
W sumie to szczyt był przypadkiem, bo mieliśmy się przejechać "stokówkami" do schroniska, ale jak drogę przeciął nam niebieski szlak idący na szczyt... to tak jakoś wyszło.
Bukowe klimaty
Taaa... tego nam brakowało :) 
Pierwsze skute lodem kałuże :)
Do odbijanek! Szkoda by było, gdyby huśtawka była na sznurkach... może być ciężko o odbijanki :) 
Piękne drogi
Jeszcze lepsze drogi
Sunshine :) 
Into the shadows :) 
Zmiana planów - startujemy niebieskim szlakiem na szczyt
:) 
Pchamy
Coraz wyżej
Nadal pchamy
Uwielbiam takie klimaty 
Barania !
"Choose your destiny" i a może destination :) 
Widoczki
Więcej widoczków
Wieża na Baraniej
"Jest tyle gór do zdobycia..." :)
Wisła wylała (jeśli ktoś nie wie, to na Baraniej Górze znajdują się źródła Wisły). Kto jest tyle twardy aby to zjechać :) 
Powoli zapada zmierzch, wracamy...
Dwa zamki i dwa Velo
-
DST
80.00km
-
Sprzęt The Darkness
-
Aktywność Jazda na rowerze
Velo dokoła Jeziora Czorsztyńskiego. W lecie nie było okazji, bo zawsze wpadała jakaś większa wyprawa (samo Velo to jest koło 35 km). Jak już jechaliśmy sami w Gorce czy na Spisz to "leciał" albo od razu Lubań i Gorc (lub przynajmniej Turbacz) albo było to jakiś rajd (np. Rajd Waligóry 2019 (na Spiszu) lub Rajd Waligóry 2018 w Gorcach).
No a teraz dzień już krótki więc stwierdziliśmy, że sprawdzenie tego Velo będzie idealną wyprawą na sobotę.
Jednak gnać 2 godziny aby przejechać 35 km... no nie. Bez przesady. Stwierdziliśmy zatem, że wystartujemy z Nowego Targu, odwiedzimy tamtejszy rezerwat "Bór nad Czerwonem", polecimy do Dębna tzw. "ścieżką dookoła Tatr" i dopiera tam zaatakujemy Velo dookoła jeziora. Powrót uskuteczniamy przez inne Velo, "Velo Dunajec".
Ja zawsze wiedziałem, że Spisz jest piękny... ale szczerze, REWELACYJNA wycieczka. Hej i bez pchania! Jak nie my. Prawie jak nie my, bo bagna być musiały - może nie te same co na Mordowniku w Chochołowie, ale bliźniaczo podobne bo po drugiej stronie Nowego Targu.
80 km, ponad 750m przewyższenia i powrót po nocy. No trochę jednak brzmi jak my :)
Jak jedziesz, Baranie?
Mostki na Bagna, Szkodnik pierwszy skręca z dobrej drogi
Uwielbiam takie klimaty
"Impressive, most impressive..."
Bagna, mokradła, moczary, torfowiska, rozlewiska, trzęsawiska, grzęzawiska... to lubię!
Dobre drogi też lubimy
Napisałbym, że z lotu ptaka, ale to tylko z wieży :) 
Lasy, knieje, puszcze, bory, regle, zagajniki... to także lubię! 
Modrzewie i choinki :) 
Velo!
Velo!!
Velo!!!
No w pyteczkę zrobili tą trasę!
VELO !!!!
Z widokiem na rez. "Zielone Skałki"
Nasze polskie Minas Anor i Minas Ithil (a może Minas Morgul!) :)
ZEW...prądu :) czyli Zespół Elektrowni Wodnych w Niedzicy i nasz opatentowany sposób na tamtejsze schody)
W tle Jego Wysokość LUBAŃ i jego wieża widokowa
Znak kłamie mówi: 7%... tak, taaaa... było 14%. 
Pięknie tu jest
SZKODNIK WCHODZI W NADŚWIETLNĄ - widoczne rozmycie linii gwizad :) Powrót już po nocy, bo zdjęcie zrobione jak mieliśmy nadal prawie 20 km do auta
Kategoria SFA, Wycieczka
Kudłoń Turbacz Jaworzyna
-
DST
32.00km
-
Aktywność Wędrówka
Gorce, Gorce, Gorce !!! bo dawno nie byliśmy na Kudłoniu :)
To już chyba wystarczający powód aby znowu tu wrócić!
"Iść, ciągle iść w stronę słońca..." :) 
Jakie dziwne te chmury, straszliwie poszarpane dzisiaj :) 
Chodź pomaluj mój szlak, na żółto i... zielono :)
Szkodnik i Velocilamy
Ile razy cięło się tu rowerem - zjazd z Kudłonia :) 
Taaa... to zawsze boli. Uwierzcie na słowo doświadczanemu (przez los) Specjaliście ds. Mokrych Mostków
Byłby piękny widok, tylko te góry zasłaniają :) 
Jeszcze parę razy i ta liczba będzie ilością moich odwiedzin tutaj :) 
Ech...a kiedyś tu była świetna pełna korzeni ścieżka 
A na Jaworzynie bez zmian :) 
Tam też byliśmy nieraz, ale dziś nam ekipa dezerteruje bo dzień się kończy
Wybitnych, zgadza się :) 
Rajd Waligóry 2020
-
DST
72.00km
-
Sprzęt The Darkness
-
Aktywność Jazda na rowerze
Pierwsza edycja rajdu w Ochotnicy to był dla mnie, jak być może pamiętacie z mojej relacji, niesamowity NOSTALGIA TRIP po Gorcach, bo to tereny gdzie za dzieciaka poznawałem i uczyłem się czym są Góry. Druga edycja to Gorce od "drugiej strony" (czytaj od Nowego Targu) i osławiony już "śnieg na Turbaczu". Trzecia edycja to niesamowicie piękna widokowo wyprawa na Spisz. No a rok 2020 to sami wiecie jaki jest... Parafrazując Mistrza Jacka: "Nieszczęśliwie zdarzona w kraju EPIDEMIA, pogrążyła go w chaos oraz stan zniszczenia..."
Niemniej finalnie 4-ta "mini" edycja dochodzi do skutku bo baza jest "za zewnątrz", a starty zostają rozpisane interwałowo czyli nie ma startu masowego. Można rejestrować się w bazie i startować między 8:00 a 10:00. O tym dlaczego "mini" Rajd Waligóry opowiem za moment.
Czarcie wrota!

Szkodnik pędzi do bazy!

"One day you will return to your VALLEYS and your farms..."
Ruszamy zatem wprost przez "Czarcie Wrota"...... do bazy! Dokładnie tak - przez Czarcie Wrota, czyli dwie charakterystyczne skały w Dolinie Będkowskiej! Czwarta edycja nie zabiera nas bowiem w góry, ale w moje ukochane Dolinki Podkrakowskie. Ciężko było w zaistniałej w kraju sytuacji planować dużą wyjazdową imprezę, więc Organizatorzy zrobili "mini" edycję niedaleko Krakowa. Niby "Mini", ale 1600m przewyższenia trzaśnie... no ale cóż by miało nie pęknąć skoro to moje ukochane Dolinki Podkrakowskie (tak, wiem pisałem to już przez chwilą...). To dla mnie kolejna wyprawa z cyklu NOSTALGIA TRIP. To tu odbywały się moje pierwsze wyprawy rowerowe w życiu, to tu naprawiało się stare rowery patykiem i taśmą klejącą, aby wrócić do domu po epickich kraksach na mokrych skałach, to tu darło się przez pole kukurydzy kompletnie nie wiedząc gdzie się jest...
Do dziś pamiętam, jak wychodzimy z "Rajskim" z jakiś krzorów, umorusani, pocięci i naprawdę zagubieni... pytamy rolnika pracującego w polu: "Przepraszamy, którędy na Kraków?", a On: "Kraków? Jak to Kraków? Tu jest tylko skała...".
Moje ukochane Dolinki Podkrakowskie!
Absurdalnie stroma Szklarka, mająca prawdziwie górski charakter Dol. Racławka, "reprezentacyjna" Dol. Kobylańska, klimatyczna Dol. Mnikowska, zachwycająca Dol. Zachwytu, nie-do-końca owocowa a raczej skalna Dol. Brzoskwni, tajemnicza Dol. Eliaszówki, klucząca Dol. Kluczwody, dedykowana do downhill'u Dol. Bolechowicka... dobra DOŚĆ, bo nie skończę do wieczora! Moje ukochane Dolinki Podkrakowskie... zacna, naprawdę zacna alternatywa dla górskiego rajdu!
Przez Czarcie Wrota wjeżdżamy do Doliny Będkowskiej i kierujemy się w stronę schroniska Brandysówka. Pasuje Wam? Schroniska! Taki klimat mają moje ukochane Dolinki Podkrakowskie!
Brandysówka, schronisko pod ChAłwą na Wysokości...eeee... to znaczy, pod Sokolicą, która niejedną ekipę uratowała na naszym Wiosennym CZARNYM (Zimowym BIAŁYM) KoRNO, gdy zima weszła Zawodnikom za mocno i zrobiła się rzeź pogodowa.
Witamy się z Organizatorami i pobieramy mapy. Czeka nas dzisiaj trasa szacowana na około 60 km i ponad 1500m przewyższenia. Patrzę na mapę a tam "sól tej ziemi", a dodatkowo część punktów pokrywa się z naszym Wiosennym CZARNYM. Ha! mapę będę potrzebował dziś zatem chyba tylko po to, aby nie zapomnieć lokalizacji 20 pkt kontrolnych - marszrutę to zaplanuję przecież z pamięci.
Tak też robimy - chrzanić optymalizację wariantu! Skoro mamy odwiedzić na przykład wodospad w Dol. Bolechowickiej to jedziemy nią w dół (nie będę tego podpychał, odmawiam...), a Kobylańską jedziemy jedynym słusznym wariantem czyli z południa na północ i innej opcji po prostu nie ma!

Błąkając się od Bramy (Będkowskiej) do Bramy (Bolechowickiej)
Z Dol. Będkowskiej wyjeżdżamy w towarzystwie Pawła, jednego z Organizatorów dzisiejszych zmagań. Gadamy chwilę o rajdach i ogólnie o tegorocznych wyprawach i problemach, jakie zrobił ten "chory" rok. Przy okazji łapiemy punkt ulokowany w skałach zwanych Bramą Będkowską. Dolinki w jesiennej szacie są cudowne. Dobrze znowu tu być. Mówiłem już Wam jak kocham te tereny...?
Czuję się niemal jak Porucznik Rżewski z kultowych kawałów. Nie mówcie, że nie znacie tej postaci...
Porucznik Rżewski wrócił w tereny swojej młodości. Uśmiecha się do siebie, bo nic się nie zmieniło, wszystko jest dokładnie tak jak to zapamiętał: te same domy, te same drzewa, nawet owce tak samo jak dawniej z przestrachem przysiadły na zadach :)
Z Będkowic postanawiamy skierować się po punkt znajdujący się na szczycie skały, która znajduje się całkiem niedaleko domu jednego z naszych Szermierzy. Niegdyś, gdy nie był leniwą bułą, naprawdę dobrego niegdyś szablisty, z którym nie na jednych zawodach czy też pokazie krzyżowaliśmy klingi. Jeśli jakimś przypadkiem czytasz te słowa to pozdrawiamy i zachęcamy do powrotu na planszę. Świat zza maski jest zawsze piękniejszy :)
Na tym etapie rajdu dołącza do nas Rafał jeżdżący z ekipą Aktywnego Ćmińska (o ile dobrze zapamiętałem) i kilka punktów pojedziemy razem. W mojej głowie ciągle kołatają się wierszyki z naszego KoRNA zwłaszcza, że przejeżdżamy obok Kopca Bzowskich.
Oto mogiła co o wspomnienie prosi,
tych, którzy mieli tutaj swój świat
A Ty powiedz - jakież imię nosił
Ojciec z Będkowic - ziemi tej kwiat
Pamiętajcie odpowiedź? Tak, Hiacynt (krótka historia rodu i jego znaczenia dla tych ziem - TUTAJ).
Drogi i...

i bezdroża

Szkodnik dressed to the NINEs :)

Nasz następny łup to mały zagajnik wśród pól. Łapiemy lampion i chwilę potem suniemy przez Las Karniowski aby zgodnie z naszym (na-pewno-nie-optymalnym-ale-
No dobra, skoro Bolechowicką było w dół, to teraz będzie trzeba trochę popedałować, bo czeka nas wspinaczka w kierunku Doliny Kobylańskiej. Deszcz lekko siąpiący od rana zdaje się zanikać, co nas bardzo cieszy. Co więcej nie będzie nas już niepokoić aż do końca rajdu.
Na Wjeździe do Wąwozu Bolechowickiego

My też tu mieliśmy punkt!

Rafał w Bramie Bolechowickiej

Wjeżdżamy do Kobylańskiej. Ech tu jest teraz piękny turystyczny szlak, a kiedyś... rzeką się jechało do dolinki! Co tam do dolinki, do tych kilku domów co tu stały dojazd był tylko strumieniem. To był klimat, jak auta cisnęły tu po wodzie.
Nie wierzycie? No to łapcie zdjęcie z 2005 roku z jakiego lokalnego dziennika. Albo TO. Mieszkać w Kobylanach/Karniowicach to była wyzwanie!
Dolinka wita nas skałkami i kapliczką i znowu KoRNO w mojej głowie:
Całkiem serio i bez ściemy,
a tacy będziemy okropni,
że przeliczyć Wam każemy
ile tu prowadzi stopni...
Łapiemy lampion w okolicy skał Okręt oraz Rozwalista Turnia i jedziemy dalej doliną aż na jej drugą stronę. Przeskakujemy płynnie do Doliny Będkowskiej i atakujemy punkt w Jaskini Łabajowej. Nie uwolnię się dziś od myśli o KoRNo, bo jaskinia jest w skale, która była naszym punktem zadaniowym:
Ranią palce szukając uchwytu,
wciąż wyżej i wyżej, niemal do Boga
Nowe trasy - ich powód zachwytu
jaką nazwę nosi 53-cia droga?
Jęki królika! Tak się nazywała!
Moje kochane Dolinki Podkrakowskie.
Dolinka Kobylańska

Takie punkty to my lubimy!

Przed wejściem do Jaskini Łabajowej

PRIVIET czy PRIVATE?
Tutaj opuszcza nas Rafał, który musi wracać do bazy. Dołącza jednak do nas Wojtek i dalej pojedziemy przez jakiś czas razem.
Przed nami skała w okolicy Grodziska 502, jednego z najwyżej położonych punktów na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej. Przy podjeździe pod punkt "dojeżdżają" nas też inni zawodnicy, między innymi Paweł i drugi Wojtek. Natomiast na szczycie czeka na nas Piotrek - Organizator, który pełni tu rolę fotografa.
Dowiózł On także lampion, który został ukradziony. Rozmawiamy chwilę o tym zdarzeniu: to trudny problem tego sportu... czy powinno się uzupełniać lampiony, które zaginęły? Ktoś mógł szukać go 45 min nim stwierdził, że to ewidentny "Brak Punktu Kontrolnego" (BPK), a następny zawodnik będzie miał łatwiej bo lampion powrócił na miejsce... z drugiej strony, jak ten drugi usłyszy od innego zawodnika, że na przykład 4-rki nie ma, to i tak by jej nie szukał, a z drugiej strony jako zawodnik wolę kiedy lampion jest. Ciężka sprawa w sumie, acz przychylam się jednak do zdania, żeby nie rozwieszać lampionu na nowo... chyba?
No nic, lecimy dalej. Najłatwiej będzie nam przedrzeć się do drogi na północy... tzn. tak nam się wydaje. Niestety okazuje się, że przejście do drogi blokuje teren prywatny i to taki strzeżony przez niezbyt miłego Pana, który każe nam "wyp***ć".
Mamy całe 50 metrów do drogi głównej, jesteśmy na drodze szutrowej, ale nie wolno nam po tym szutrze przejechać do asfaltu bo teren prywatny. Nie po polu, nie po trawie... po szutrowej drodze. Ja wiem, ja wiem... kapitalizm, święta własność prywatna, o to walczyliśmy i inne takie... ale czemu w takim razie powstają domy mieszkalne w rezerwatach przyrody czy na szlakach turystycznych. Ech, no nie przejdziemy... Pan zamiast powiedzieć nam "Priviet" powiedział nam "Private". No cóż ma gość do tego prawo, ale lubić go za to nie muszę... Wracamy pod górę pod skałę i jedziemy na około.
Chwilę potem dołącza do nas także Jarek i od tej pory jedziemy w 4-rkę. Zmieniamy ekipy na tym rajdzie tak naprawdę na bogato. Jarek nigdy nie był w dolinkach, więc ryj mi się nie zamyka i opowiadam Mu gdzie prowadzi każda ścieżka i co tu jeszcze warto zobaczyć. Mogłem być uciążliwy... przyznaję się bez bicia.

I znowu kukurydza :)

Jakaś niezbyt dobra postać śledzi Szkodnika :D :D :D

Szklarka niczym prawdziwe górki zabiera naszych Towarzyszy... "C2, this is Mcknight. We've got a KIA" (killed in action)
Wjeżdżamy w jedną z moich ulubionych Dolinek - Dolinę Szklarki. Jak będziecie kiedyś pchać czerwonym szlakiem, to rozglądajcie się dookoła: przecież to wygląda jak krajobraz górski, a nie Jury. Rewelacja! Kocham ten szlak! Ciśniemy pod górę a licznik przewyższeń bije jakbyśmy latali po Beskidach. Wspominałem Wam już, że Szklarka ma absurdalnie strome zbocza?
Ile razy ja tu byłem "prywatnie", a i rajdowo też się zdarzyło: raz na Jaszczurze Białe Doliny, jednej z najlepszych edycji tego rajdu, a raz nawet na... Mistrzostwach Europy w Rajdach Przygodowych! Pasuje Wam? Mistrzostwa Europy w mojej Dolince Szklarki! REWELACJA.
No sami powiedzcie, czy to nie krajobraz tak jakby górski?

"... powszechnie to wiadomo, że Siódemka jest szczęśliwa" , prawda?

Widok z Jaskini wprost na Szkodnika :)

To tutaj także czeka nas rozstania. Najpierw opuści nas Wojtek, który będzie pomału zjeżdżał do bazy.
Zostawi nas w Masywie Babiej Góry. Serio! Tak się nazywa jedno ze wzgórz nad Szklarami. Musicie przyznać, że ostro to brzmi. Wojtek zaginął w Masywie Babiej Góry!
Jedno z ostatnich jego zdjęć a w tle Babia :)

Jarek jeszcze chwilę z nami zostanie, ale niedługo Szklarka zabierze i jego. Jedno z ostatnich zdjęć Jarka realizującego tzw. wariant czarny...

Kompletny NKL
Jarek opuszcza nas, bo chce zdążyć w limicie do bazy. My podejmuje decyzję, że jest tak pięknie, że chrzanimy limit. Jedziemy komplet punktów i zjedziemy do bazy, nie wtedy kiedy każe limit, ale jak zaliczymy wszystkie punkty. Niech inni się ścigają i walczą o podium, my dziś myszkujemy po (no powiedz to, powiedz to raz jeszcze...) moich ukochanych Dolinkach Podkrakowskich. W praktyce oznacza to, że zjedziemy do bazy sporo po limicie, więc czeka nas dyskwalifikacja (NKL). Dzwonimy tylko do Piotrka aby się o nas nie martwił, ze u nas wszystko w porządku i kiedyś wrócimy...
Zjeżdżając w limicie mielibyśmy koło 15 albo 16 punktów i być może dałoby to Basi jakieś miejsce na podium, ale jak to pisała kiedyś Nataszka: durny rok i durne starty.
Jedziemy na "kompletnego NKL'a". Jarek zjeżdża przez Dolinę Racławki w kierunku bazy, a my ruszamy w drugą stronę czyli do Paczółtowic po kolejne punkty.
Zostajemy sami w tych dzikich i nieznanych nam terenach :D :D :D
Zabieramy się zatem do roboty i lecimy kolejne punkty, zupełnie nie przejmując się upływającym czasem.

Jaki mały ten Szkodnik tam na dole!

Niosący światło przybył!

Dawny kamieniołom

Zjazd Wąwozem Zbrza w Dolinie Racławki!

Dupa (Słonia) a nie komplet czyli oddaj coś zabrał!
Dzień pomału się kończy. Nasz limit czasowy skończył się już dawno temu :D
Niemniej konsekwentnie zbieramy punkt za punktem wypełniając niemal całkowicie naszą kartę startową. Dlaczego niemal? Bo nam Pacany lampiony zabrały!
Na przed-przed-ostatnim punkcie, ponownie dzwonimy do Piotrka i mówimy, że skoro skończył się limit dla Zawodników, to Mu od razu pościągamy lampiony.
Sami wiemy ile kosztuje zbieranie trasy... to zawsze najgorsza część tej roboty. Trasę rozstawia się z zwykle z euforią, bo za "moment" zaczną się starty i człowiek jest nakręcony.
Złożyć trasę jak wszyscy już pojechali do domu... no jest ciężko.
Jako, że jesteśmy już na powrocie do bazy, zaczynamy zbierać lampiony i tak na pierwszy ogień leci bunkier.
Następny jest "Dno jaru", ale kiedy podchodzimy w odpowiednie miejsce, z krzaków wychodzi Paweł... z lampionem w ręce.
Piotrek Mu nie przekazał, że my zbieramy trasę i właśnie "złożył" nasz przedostatni punkt. Dwie minuty później i byśmy szukali jak głupi po lesie.
Jest trochę śmiechu, ale odbijamy punkt z jego ręki. No zupełnie jak na drugiej edycji Waligóry, gdzie lampion nam prawie odjechał samochodem... Aramisy, jak zawsze na styk.
Chcemy jechać jeszcze po ostatni lampion, zlokalizowany niedaleko skały zwanej Dupą Słonia, ale Paweł mówi nam że przed chwilą lampion został stamtąd zabrany!
GRRRR... tyle by było z kompletu. Co za okrutny Organizator... nie dość, że dał nam NKL (tak, wiemy że na własne życzenie) to jeszcze zabrał nam lampion z przed nosa. Zadowolny z siebie, może się teraz napawać się naszą klęską. :D :D :D
Zjeżdżamy zatem z Pawłem do bazy. Cóż robić. W wynikach lądujemy z 19-toma punktami zamiast z kompletem. A miało być tak pięknie..
Żartuję oczywiście. Było pięknie, dlatego po-chrzaniliśmy limit. 72 km w nogach i ponad 1600m przewyższeń. Jak dobra górska wycieczka, a to "tylko" moje ukochane Dolinki Podkrakowskie!
Rewelacja, że w tak trudnym czasie udał się ten rajd. Nie wiadomo czy to nie ostatni już rajd w tym roku. Wilczy ma niby być w listopadzie, no ale jako że dziennie bijemy "kolejne rekordy skoczni", to ciężko powiedzieć czy finalnie się on odbędzie. Pożyjemy, zobaczymy... albo NIE jakby powiedział Schopenhauer.
Dobrze oznaczona techniczna skarpa :)

W tej jaskini także mieliśmy punkt na Wiosennym CZARNYM :)

:)

Inwazja porywaczy lampionów

Raiders of the Dying Light...

Kategoria Rajd, SFA
Góry Świętokrzyskie - Pasmo Oblęgorskie
-
DST
57.00km
-
Sprzęt The Darkness
-
Aktywność Jazda na rowerze
Kolejna wyprawa w Góry Świętokrzyskie. Tym razem uderzamy w Pasmo Oblęgorskie. Plan był prost.. po ostatnim Jaszczurze, Basia stwierdziła: "pojedźmy w Świętokrzyskie, tak aby coś pojeździć, a nie znowu pchać...". Znowu to nie wyszło. Owszem nie pchaliśmy zbyt wiele... trzeba było raczej nieść...
Niemniej ten czerwony szlak (Główny Szlak Świętokrzyski) jest świetny, a my łapiemy kolejne jego fragmenty uderzając także w tereny dawnego Bike Orientu (2016).
Pięknie odnowiony szlak, a mimo to nadal trochę dziki i o to chodzi!
Tereny Wyznawców Litery T :) 
Jak w reklamie: Sobota więc do... lasu, do lasu, do lasu :) 
"Pojedźmy w Świętokrzyskie aby coś pojeździć, a nie znowu pchać..."
As you wish Ma'am. Nie pchamy...
...zbyt wiele
Prawie na szczycie...
Szlak tak piękny, że warto zabrać go ze sobą na zawsze :) 
Ładnie tu :)
Leśna świetlica - stół mnie po prostu kupił :) 
Żeby nie było że tylko pchamy, dało się pojeździć :) 
Wąwozy!!
Super miejsce na tabliczkę!
Obrodziło w tym roku leśnymi skarbami :) 
Wiewiór :) 
3 Bestie :) 
"Było cymbalistów wielu, ale żaden z nich nie śmiał zagrać przy..." ARAMISACH czyli gwóźdź programu: Masked Maestro :)
WONS? Dziwne imię dla ptaka... :) 
Z powrotem na szlaku...
Ciężko będzie tu zmieścić kierownicę...
Lubimy takie miejsca. Miejsce znane nam z Bike Orientu 2016 
Wnętrze kapliczki
Perzowa Góra zdobyta
Pewnie są tacy co by tu zjechali, ale my mieliśmy problem zejść... 
Zakochałem się... JA CHCĘ TAKIEGO PRZED BLOKIEM !!
Świnki trzy...
Kategoria SFA, Wycieczka






