aramisy prowadzi tutaj blog rowerowy

szermierze-na-rowerze

Dzwonkówka i Koziarz

  • DST 45.00km
  • Sprzęt The Darkness
  • Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 26 grudnia 2020 | dodano: 27.12.2020

Święta spędzamy na Kubie... Dzwonkówce i Koziarzu. Plus testujemy Velo Dunajec w okolicy Łącka (jeszcze nie w pełni gotowe ale zapowiada się zacnie!)

VELO DUNAJEC w okolicy Łącka (kierunek Stary Sącz)

Zaczynamy podejście na Kubę (a potem na Dzwonkówkę)

Niby Święta a jakoś tak dzień jak co dzień :)

Taaa...

Znowu chrupie pod kołami!

W górę czy w dół?

Dzwonkówka

Tabliczki moje kochane

Zielone na białym :)

Widoczki

Znowu pod górę

Wieża na Koziarzu

Dzień dobry, panie Lubań!

A na dole Łącko i Tylmanowa składają nam życzenia



Kategoria SFA, Wycieczka

Wielki Rogacz z Radziejowej

  • DST 32.00km
  • Sprzęt The Darkness
  • Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 12 grudnia 2020 | dodano: 13.12.2020

Początek historii jest trochę hermetyczny, ale musicie mi to wybaczyć.. Albo nie musicie, wasz wybór :P
Po prostu kiedy świat wokół mnie zaczyna uskuteczniać coraz większą paranoję, popada w jakiś " chory wścik" oraz przechodzi na upośledzony system komunikacji zakładający używanie jedynie 3-literowych słów (QNX, ACP, VCC, DMS, itp) to mówię "I'm outta here, bitches" i ruszam w góry.

Tak. "GÓRY BĘDĄ LEKARSTWEM". Tego nauczył mnie w dzieciństwie ten komiks i jeszcze nigdy nie zawiodła mnie ta mrocznorycerzowa diagnoza.
Wybór pada na Beskid Sądecki, bo nie byliśmy tam ze 3 lata (no i oczywiście było to latem). Rogaty Rozpruwa... eee... tzn. Wielki Rogacz, piękny klimatyczny szczyt i Radziejowa, czyli najwyższy szczyt Beskidu Sądeckiego. Zima to przecież doskonała pora roku na rower w górach i mówię to zupełnie bez ironii. "Chrupot" grubych opon na śniegu to lepsze niż wszystkie ASMR. Widzicie, Pacany? Używam dłuższych 4-litrowych skrótów. Wygrałem :P
Z 3-literowych skrótów wolę te takie jak GBS/GSS (Główny Szlak Beskidzki/Sudecki) czy SFA (Szkoła Fechtunku ARAMIS).

TRASA:
Szlachtowa - Przełęcz Żłobki - Wielki Rogacz (spojrzenie w kierunku Przełęczy "jak" Obrazek) - Radziejowa - Złomnisty Wierch - Przehyba - Szlachtowa

Widok, który będzie nam towarzyszył przez cały dzień :)

A pod nami morza mgieł

KLASA stokówka

Czasem warto z jechać z głównej drogi i przetrzeć nowy szlak :)

The Darkness in the light

Pchamy na Wielki Rogacz

Jest i wyżej wymienion :)

Pchamy na Radziejową

Przy takich widokach to można pchać

Wieża na Radziejowej

Tak to wygląda z góry

A jeśli spojrzeć w inna stronę

Na szczycie Radziejowej

PUŚĆ TE KLAMKI

"Chrupot" grubych opon na śniegu

Bajkowe drogi. Brakuje tylko Królowej Śniegu krzyczącej "Ściąć Mu głowę"... choć mogłem pomylić bajki :) :) :)

Szkodnik na pieńku a w tle Radziejowa (stamtąd nadciągamy)

Magia świateł


Pchanie "płonącymi" zboczami

Zjazdy "płonącymi" zboczami

Schronisko na Przehybie

Chwilę przed zapadnięciem Ciemności


Kategoria SFA, Wycieczka

Smutna Góra i Brama Przejścia

  • DST 65.00km
  • Sprzęt The Darkness
  • Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 6 grudnia 2020 | dodano: 08.12.2020

Samotna wyprawa w miejsce, które już dawno miałem odwiedzić a jakoś nigdy nie było po drodze. Samotna bo Szkodnik zdezerterował i odsypiał ostatni tydzień i wczorajszą wyprawę.
Mnie też było ciężko się zebrać, ale dzień był jednak zbyt piękny aby spędzić go pod kołdrą.
Skoro miałem okazję to kierunek "Smutna Góra" i okoliczne lasy. Ale wyjazd grubo po 12:00 oznacza dość krótki dzień w grudniu, więc skończyło się na trybie "night rider in the forest" i niewielkiej ilości zrobionych km.

Jak ja kocham takie leśne przeloty


i kręte drogi :)

Horyzoncie, nadchodzę :)

Kto zgadnie co to za rzeka?

"When you're standing on the crossroads that you cannot comprehend... just remember death is not the end"

Smutna Góra

Kiedyś wcale nie bywało lepiej...

Tzw. Brama Przejścia - gmina ma rozmach :)

Słońce zachodzi, pora wracać do lasu :)




3dniowiański Wierch

  • DST 22.00km
  • Teren 22.00km
  • Aktywność Wędrówka
Sobota, 5 grudnia 2020 | dodano: 08.12.2020

Spontaniczny wypad w Tatry, a tam... pusto. Niemal nikogo. Może dlatego, że wiało w porywach do 140 km/h :)
Zaskoczeniem było to, że po zeszłotygodniowej Mogielicy całej w śniegu, tu nie było śniegu niemal wcale. Zaczął się tak naprawdę gdzieś na 1500m w sumie.
No ale widoki PETARDA... tyle że chyba odpaliła i wszystko dym z wybuchu zasłonił. Jasne, trochę żal, ale w sumie lubię taki klimat, zwłaszcza że "Sam Diabeł szepnął wietrze wiej".
W takich chwilach czuje się prawdziwą potęgę gór. Nie tylko ich majestat, ale tą fascynującą siłę zdolną z łatwością pozbawiać życia śmiałków ośmielających stawić Im czoła...
Przy takiej zawierusze zawsze wracam myślą do polskiej zimowej wyprawy na K2. Może dlatego, że widziałem filmiki uczestników jak tam potrafiło napierać wichrem. 
Oczywiście kibicowałem polskiej ekipie (bo jak ktoś ma zdobyć K2 zimą to tylko nasi!), to jednak chciałbym aby ten Ostatni Bastion Twierdzy Karakorum pozostał niezdobyty zimą jeszcze przez 1000 lat... był symbolem potęgi, która uczy pokory, był nieosiągalnym marzeniem wszystkich kochających góry, był ostateczną granicą.
No ale zrobiła się spora dygresja, wracamy do zdjęć z wyprawy:

Nie ma śniegu... bu :(

No to w końcu 3 dni czy 2 godziny, bo ja już nie wiem :)

Ech te pionowe czerwone szlaki :)

Pomału wchodzimy w krainę śniegu

Kończysty bo umyty :)

Mówią, że to piękna widokowa trasa. Potwierdzam, ale przesadzili z malowaniem na biało całej okolicy :)

Coś tam czasem nawet widać

Po choince można stwierdzić, że naprawdę wiało. A wiatr na to: "wszyscy na prawo" i ciężko było z tym dyskutować :)

Ciężko dzisiaj o tak pustą Chochołowską, a jednak są takie dni :) 

Takie tam z jakimś stożkiem w tle :)



Kategoria SFA, Wycieczka

Mogielica

  • DST 16.00km
  • Aktywność Wędrówka
Niedziela, 29 listopada 2020 | dodano: 30.11.2020

Czyli z audiencją u Królowej Wysp Beskidzkich (najwyższy szczyt Beskidu Wyspowego, gdyby ktoś nie ogarniał).
Bardzo długo rozważaliśmy rower, ale baliśmy się że w niższych partiach będzie "ciapa i roztopy". Zupełnie niepotrzebnie bo zima w pełni i to od samego początku wyprawy.

Takie tabliczki zwykłe kłamią :)

Gdzieś na szlaku

Dobre drzewo na punkt :)

Zawsze pod górę, zawsze...

Ginąc we mgle:

Podchodzimy z rezerwą/a...tu :)

Śnieżny tunel

"It's electric" :)

Jest i Królowa z Wysp Beskidzkich :)

Charakterystyczne budki na (prawie) wszystkich szczytach Korony Gór Polski.

Ginąc we mgle 2: Whiteout...

Winter Horror Tree :)

Trochę wywiało na lewo...

Ile razy tędy pchałem rower pod górę... a tym razem podążamy w dół. Szok i niedowierzanie :)

Wiedziałem, że trzeba było wziąć rowery! To jest zabawa! Acz ten tu elektryk. Dobrze, że nie trzeba rozpalać ogniska pod supportem, aby go odpalić na zimnie :)

Bezbłędna stylówa :)

Stawiamy pierwsze kroki... pierwsze ślady. Tędy nikt przed nami nie szedł :)




Barania Góra

  • DST 30.00km
  • Sprzęt The Darkness
  • Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 21 listopada 2020 | dodano: 23.11.2020

Beskid Śląski... oj dawno tu nie byliśmy. Kiedyś walnęliśmy rowerową trasę Skrzyczne - Malinowa Skała - Barania Góra, ale kiedy to było... lata temu. To było mocne, ale powiem szczerze, że Baranią to jednak bardziej pamiętamy z kultowego Rajdu Wilczego, na którym skończyliśmy na wariancie "przez Czantorię!", a w schronisku pod Baranią, to gdzieś koło 5 rano, w śniegu skuwałem rozerwany łańcuch "Santy".
Dziś tez nie było najcieplej, zwłaszcza na szczycie ale za to było przepięknie.
W sumie to szczyt był przypadkiem, bo mieliśmy się przejechać "stokówkami" do schroniska, ale jak drogę przeciął nam niebieski szlak idący na szczyt... to tak jakoś wyszło.

Bukowe klimaty

Taaa... tego nam brakowało :)

Pierwsze skute lodem kałuże :)

Do odbijanek! Szkoda by było, gdyby huśtawka była na sznurkach... może być ciężko o odbijanki :) 

Piękne drogi

Jeszcze lepsze drogi

Sunshine :)

Into the shadows :)

Zmiana planów - startujemy niebieskim szlakiem na szczyt

:)

Pchamy

Coraz wyżej

Nadal pchamy

Uwielbiam takie klimaty

Barania !

"Choose your destiny" i a może destination :)

Widoczki

Więcej widoczków

Wieża na Baraniej

"Jest tyle gór do zdobycia..." :)

Wisła wylała (jeśli ktoś nie wie, to na Baraniej Górze znajdują się źródła Wisły). Kto jest tyle twardy aby to zjechać :) 

Powoli zapada zmierzch, wracamy...




Dwa zamki i dwa Velo

  • DST 80.00km
  • Sprzęt The Darkness
  • Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 14 listopada 2020 | dodano: 15.11.2020

Velo dokoła Jeziora Czorsztyńskiego. W lecie nie było okazji, bo zawsze wpadała jakaś większa wyprawa (samo Velo to jest koło 35 km). Jak już jechaliśmy sami w Gorce czy na Spisz to "leciał" albo od razu Lubań i Gorc (lub przynajmniej Turbacz) albo było to jakiś rajd (np. Rajd Waligóry 2019 (na Spiszu) lub Rajd Waligóry 2018 w Gorcach).
No a teraz dzień już krótki więc stwierdziliśmy, że sprawdzenie tego Velo będzie idealną wyprawą na sobotę.
Jednak gnać 2 godziny aby przejechać 35 km... no nie. Bez przesady. Stwierdziliśmy zatem, że wystartujemy z Nowego Targu, odwiedzimy tamtejszy rezerwat "Bór nad Czerwonem", polecimy do Dębna tzw. "ścieżką dookoła Tatr" i dopiera tam zaatakujemy Velo dookoła jeziora. Powrót uskuteczniamy przez inne Velo, "Velo Dunajec".
Ja zawsze wiedziałem, że Spisz jest piękny... ale szczerze, REWELACYJNA wycieczka. Hej i bez pchania! Jak nie my. Prawie jak nie my, bo bagna być musiały - może nie te same co na Mordowniku w Chochołowie, ale bliźniaczo podobne bo po drugiej stronie Nowego Targu. 
80 km, ponad 750m przewyższenia i powrót po nocy. No trochę jednak brzmi jak my :)

Jak jedziesz, Baranie?

Mostki na Bagna, Szkodnik pierwszy skręca z dobrej drogi

Uwielbiam takie klimaty

"Impressive, most impressive..."

Bagna, mokradła, moczary, torfowiska, rozlewiska, trzęsawiska, grzęzawiska... to lubię!

Dobre drogi też lubimy

Napisałbym, że z lotu ptaka, ale to tylko z wieży :)

Lasy, knieje, puszcze, bory, regle, zagajniki... to także lubię!

Modrzewie i choinki :)

Velo!

Velo!!

Velo!!!

No w pyteczkę zrobili tą trasę!

VELO !!!!

Z widokiem na rez. "Zielone Skałki"

Nasze polskie Minas Anor i Minas Ithil (a może Minas Morgul!) :)

ZEW...prądu :) czyli Zespół Elektrowni Wodnych w Niedzicy i nasz opatentowany sposób na tamtejsze schody)

W tle Jego Wysokość LUBAŃ i jego wieża widokowa

Znak kłamie mówi: 7%... tak, taaaa... było 14%.

Pięknie tu jest

SZKODNIK WCHODZI W NADŚWIETLNĄ - widoczne rozmycie linii gwizad :) Powrót już po nocy, bo zdjęcie zrobione jak mieliśmy nadal prawie 20 km do auta



Kategoria SFA, Wycieczka

Kudłoń Turbacz Jaworzyna

  • DST 32.00km
  • Aktywność Wędrówka
Niedziela, 8 listopada 2020 | dodano: 10.11.2020

Gorce, Gorce, Gorce !!! bo dawno nie byliśmy na Kudłoniu :)
To już chyba wystarczający powód aby znowu tu wrócić!

"Iść, ciągle iść w stronę słońca..." :)


Jakie dziwne te chmury, straszliwie poszarpane dzisiaj :)

Chodź pomaluj mój szlak, na żółto i... zielono :)

Szkodnik i Velocilamy

Ile razy cięło się tu rowerem - zjazd z Kudłonia :)

Taaa... to zawsze boli. Uwierzcie na słowo doświadczanemu (przez los) Specjaliście ds. Mokrych Mostków

Byłby piękny widok, tylko te góry zasłaniają :)

Jeszcze parę razy i ta liczba będzie ilością moich odwiedzin tutaj :)

Ech...a kiedyś tu była świetna pełna korzeni ścieżka

A na Jaworzynie bez zmian :)

Tam też byliśmy nieraz, ale dziś nam ekipa dezerteruje bo dzień się kończy

Wybitnych, zgadza się :)



Rajd Waligóry 2020

  • DST 72.00km
  • Sprzęt The Darkness
  • Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 24 października 2020 | dodano: 25.10.2020

Coś jest na rzeczy z tymi Rajdami Waligóry... że zawsze wychodzą po prostu rewelacyjnie. Do tego Organizatorzy mają pewien nietypowy talent - trafiać w punkty (sic!) do których mam istną słabość. Niby to powinno być łatwe, bo jak mawiał Oscar Wilde "mam całkiem prosty gust - zadowalam się zawsze tym, co najlepsze", to jednak innym nie przychodzi to aż tak łatwo :)
Pierwsza edycja rajdu w Ochotnicy to był dla mnie, jak być może pamiętacie z mojej relacji, niesamowity NOSTALGIA TRIP po Gorcach, bo to tereny gdzie za dzieciaka poznawałem i uczyłem się czym są Góry. Druga edycja to Gorce od "drugiej strony" (czytaj od Nowego Targu) i osławiony już "śnieg na Turbaczu". Trzecia edycja to niesamowicie piękna widokowo wyprawa na Spisz. No a rok 2020 to sami wiecie jaki jest... Parafrazując Mistrza Jacka: "Nieszczęśliwie zdarzona w kraju EPIDEMIA, pogrążyła go w chaos oraz stan zniszczenia..."
...więc do samego końca nie wiedzieliśmy czy rajd się w ogóle odbędzie.
Niemniej finalnie 4-ta "mini" edycja dochodzi do skutku bo baza jest "za zewnątrz", a starty zostają rozpisane interwałowo czyli nie ma startu masowego. Można rejestrować się w bazie i startować między 8:00 a 10:00. O tym dlaczego "mini" Rajd Waligóry opowiem za moment.

Czarcie wrota!

Szkodnik pędzi do bazy!


"One day you will return to your VALLEYS and your farms..."
Ruszamy zatem wprost przez "Czarcie Wrota"...... do bazy! Dokładnie tak - przez Czarcie Wrota, czyli dwie charakterystyczne skały w Dolinie Będkowskiej! Czwarta edycja nie zabiera nas bowiem w góry, ale w moje ukochane Dolinki Podkrakowskie. Ciężko było w zaistniałej w kraju sytuacji planować dużą wyjazdową imprezę, więc Organizatorzy zrobili "mini" edycję niedaleko Krakowa. Niby "Mini", ale 1600m przewyższenia trzaśnie... no ale cóż by miało nie pęknąć skoro to moje ukochane Dolinki Podkrakowskie (tak, wiem pisałem to już przez chwilą...). To dla mnie kolejna wyprawa z cyklu NOSTALGIA TRIP. To tu odbywały się moje pierwsze wyprawy rowerowe w życiu, to tu naprawiało się stare rowery patykiem i taśmą klejącą, aby wrócić do domu po epickich kraksach na mokrych skałach, to tu darło się przez pole kukurydzy kompletnie nie wiedząc gdzie się jest...
Do dziś pamiętam, jak wychodzimy z "Rajskim" z jakiś krzorów, umorusani, pocięci i naprawdę zagubieni... pytamy rolnika pracującego w polu: "Przepraszamy, którędy na Kraków?", a On: "Kraków? Jak to Kraków? Tu jest tylko skała...".
Moje ukochane Dolinki Podkrakowskie!
Absurdalnie stroma Szklarka, mająca prawdziwie górski charakter Dol. Racławka, "reprezentacyjna" Dol. Kobylańska, klimatyczna Dol. Mnikowska, zachwycająca Dol. Zachwytu, nie-do-końca owocowa a raczej skalna Dol. Brzoskwni, tajemnicza Dol. Eliaszówki, klucząca Dol. Kluczwody, dedykowana do downhill'u Dol. Bolechowicka... dobra DOŚĆ, bo nie skończę do wieczora! Moje ukochane Dolinki Podkrakowskie... zacna, naprawdę zacna alternatywa dla górskiego rajdu!
Przez Czarcie Wrota wjeżdżamy do Doliny Będkowskiej i kierujemy się w stronę schroniska Brandysówka. Pasuje Wam? Schroniska! Taki klimat mają moje ukochane Dolinki Podkrakowskie!
Brandysówka, schronisko pod ChAłwą na Wysokości...eeee... to znaczy, pod Sokolicą, która niejedną ekipę uratowała na naszym Wiosennym CZARNYM (Zimowym BIAŁYM) KoRNO, gdy zima weszła Zawodnikom za mocno i zrobiła się rzeź pogodowa.
Witamy się z Organizatorami i pobieramy mapy. Czeka nas dzisiaj trasa szacowana na około 60 km i ponad 1500m przewyższenia. Patrzę na mapę a tam "sól tej ziemi", a dodatkowo część punktów pokrywa się z naszym Wiosennym CZARNYM. Ha! mapę będę potrzebował dziś zatem chyba tylko po to, aby nie zapomnieć lokalizacji 20 pkt kontrolnych - marszrutę to zaplanuję przecież z pamięci.
Tak też robimy - chrzanić optymalizację wariantu! Skoro mamy odwiedzić na przykład wodospad w Dol. Bolechowickiej to jedziemy nią w dół (nie będę tego podpychał, odmawiam...), a Kobylańską jedziemy jedynym słusznym wariantem czyli z południa na północ i innej opcji po prostu nie ma!



Błąkając się od Bramy (Będkowskiej) do Bramy (Bolechowickiej)
Z Dol. Będkowskiej wyjeżdżamy w towarzystwie Pawła, jednego z Organizatorów dzisiejszych zmagań. Gadamy chwilę o rajdach i ogólnie o tegorocznych wyprawach i problemach, jakie zrobił ten "chory" rok. Przy okazji łapiemy punkt ulokowany w skałach zwanych Bramą Będkowską. Dolinki w jesiennej szacie są cudowne. Dobrze znowu tu być. Mówiłem już Wam jak kocham te tereny...?
Czuję się niemal jak Porucznik Rżewski z kultowych kawałów. Nie mówcie, że nie znacie tej postaci...

Porucznik Rżewski wrócił w tereny swojej młodości. Uśmiecha się do siebie, bo nic się nie zmieniło, wszystko jest dokładnie tak jak to zapamiętał: te same domy, te same drzewa, nawet owce tak samo jak dawniej z przestrachem przysiadły na zadach :)


Z Będkowic postanawiamy skierować się po punkt znajdujący się na szczycie skały, która znajduje się całkiem niedaleko domu jednego z naszych Szermierzy. Niegdyś, gdy nie był leniwą bułą,  naprawdę dobrego niegdyś szablisty, z którym nie na jednych zawodach czy też pokazie krzyżowaliśmy klingi. Jeśli jakimś przypadkiem czytasz te słowa to pozdrawiamy i zachęcamy do powrotu na planszę. Świat zza maski jest zawsze piękniejszy :)
Na tym etapie rajdu dołącza do nas Rafał jeżdżący z ekipą Aktywnego Ćmińska (o ile dobrze zapamiętałem) i kilka punktów pojedziemy razem. W mojej głowie ciągle kołatają się wierszyki z naszego KoRNA zwłaszcza, że przejeżdżamy obok Kopca Bzowskich.

Oto mogiła co o wspomnienie prosi,
tych, którzy mieli tutaj swój świat
A Ty powiedz - jakież imię nosił
Ojciec z Będkowic - ziemi tej kwiat


Pamiętajcie odpowiedź? Tak, Hiacynt (krótka historia rodu i jego znaczenia dla tych ziem - TUTAJ).

Drogi i...

i bezdroża

Szkodnik dressed to the NINEs :)


Nasz następny łup to mały zagajnik wśród pól. Łapiemy lampion i chwilę potem suniemy przez Las Karniowski aby zgodnie z naszym (na-pewno-nie-optymalnym-ale-jedynym-właściwym-wariantem) runąć w dół przez Dolinę Bolechowicką. To jest cudowny zjazd. Od dziecka go uwielbiam, piękny singiel między drzewami i sekcje korzenne. Trochę nam dziś pada deszcz, więc wapienne skały są śliskie i trzeba uważać, ale nasze bestie jedzą skały na śniadanie, więc łykamy zjazd aż miło. Ciśniemy aż do wodospadu gdzie wisi lampion, a potem przez skały zwane Bramą Bolechowicką. Spotykamy tutaj Zbyszka, późniejszego zwycięzcę rajdu, który chyba nie wie że Bolechowicką jeździ się tylko "w dół", bo ciśnie po lampion nie dość że pod górę, to jeszcze środkiem spływającego tu strumienia!
No dobra, skoro Bolechowicką było w dół, to teraz będzie trzeba trochę popedałować, bo czeka nas wspinaczka w kierunku Doliny Kobylańskiej. Deszcz lekko siąpiący od rana zdaje się zanikać, co nas bardzo cieszy. Co więcej nie będzie nas już niepokoić aż do końca rajdu.

Na Wjeździe do Wąwozu Bolechowickiego

My też tu mieliśmy punkt!

Rafał w Bramie Bolechowickiej


Wjeżdżamy do Kobylańskiej. Ech tu jest teraz piękny turystyczny szlak, a kiedyś... rzeką się jechało do dolinki! Co tam do dolinki, do tych kilku domów co tu stały dojazd był tylko strumieniem. To był klimat, jak auta cisnęły tu po wodzie.
Nie wierzycie? No to łapcie zdjęcie z 2005 roku z jakiego lokalnego dziennika. Albo TO. Mieszkać w Kobylanach/Karniowicach to była wyzwanie!
Dolinka wita nas skałkami i kapliczką i znowu KoRNO w mojej głowie:

Całkiem serio i bez ściemy,
a tacy będziemy okropni,
że przeliczyć Wam każemy
ile tu prowadzi stopni...


Łapiemy lampion w okolicy skał Okręt oraz Rozwalista Turnia i jedziemy dalej doliną aż na jej drugą stronę. Przeskakujemy płynnie do Doliny Będkowskiej i atakujemy punkt w Jaskini Łabajowej. Nie uwolnię się dziś od myśli o KoRNo, bo jaskinia jest w skale, która była naszym punktem zadaniowym:

Ranią palce szukając uchwytu,
wciąż wyżej i wyżej, niemal do Boga
Nowe trasy - ich powód zachwytu
jaką nazwę nosi 53-cia droga?


Jęki królika! Tak się nazywała!
Moje kochane Dolinki Podkrakowskie.

Dolinka Kobylańska


Takie punkty to my lubimy!

Przed wejściem do Jaskini Łabajowej


PRIVIET czy PRIVATE?

Tutaj opuszcza nas Rafał, który musi wracać do bazy. Dołącza jednak do nas Wojtek i dalej pojedziemy przez jakiś czas razem.
Przed nami skała w okolicy Grodziska 502, jednego z najwyżej położonych punktów na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej. Przy podjeździe pod punkt "dojeżdżają" nas też inni zawodnicy, między innymi Paweł i drugi Wojtek. Natomiast na szczycie czeka na nas Piotrek - Organizator, który pełni tu rolę fotografa.
Dowiózł On także lampion, który został ukradziony. Rozmawiamy chwilę o tym zdarzeniu: to trudny problem tego sportu... czy powinno się uzupełniać lampiony, które zaginęły? Ktoś mógł szukać go 45 min nim stwierdził, że to ewidentny "Brak Punktu Kontrolnego" (BPK), a następny zawodnik będzie miał łatwiej bo lampion powrócił na miejsce... z drugiej strony, jak ten drugi usłyszy od innego zawodnika, że na przykład 4-rki nie ma, to i tak by jej nie szukał, a z drugiej strony jako zawodnik wolę kiedy lampion jest. Ciężka sprawa w sumie, acz przychylam się jednak do zdania, żeby nie rozwieszać lampionu na nowo... chyba?
No nic, lecimy dalej. Najłatwiej będzie nam przedrzeć się do drogi na północy... tzn. tak nam się wydaje. Niestety okazuje się, że przejście do drogi blokuje teren prywatny i to taki strzeżony przez niezbyt miłego Pana, który każe nam "wyp***ć".
Mamy całe 50 metrów do drogi głównej, jesteśmy na drodze szutrowej, ale nie wolno nam po tym szutrze przejechać do asfaltu bo teren prywatny. Nie po polu, nie po trawie... po szutrowej drodze. Ja wiem, ja wiem... kapitalizm, święta własność prywatna, o to walczyliśmy i inne takie... ale czemu w takim razie powstają domy mieszkalne w rezerwatach przyrody czy na szlakach turystycznych. Ech, no nie przejdziemy... Pan zamiast powiedzieć nam "Priviet" powiedział nam "Private". No cóż ma gość do tego prawo, ale lubić go za to nie muszę... Wracamy pod górę pod skałę i jedziemy na około.
Chwilę potem dołącza do nas także Jarek i od tej pory jedziemy w 4-rkę. Zmieniamy ekipy na tym rajdzie tak naprawdę na bogato. Jarek nigdy nie był w dolinkach, więc ryj mi się nie zamyka i opowiadam Mu gdzie prowadzi każda ścieżka i co tu jeszcze warto zobaczyć. Mogłem być uciążliwy... przyznaję się bez bicia.


I znowu kukurydza :)

Jakaś niezbyt dobra postać śledzi Szkodnika :D :D :D


Szklarka niczym prawdziwe górki zabiera naszych Towarzyszy...
"C2, this is Mcknight. We've got a KIA" (killed in action)
Wjeżdżamy w jedną z moich ulubionych Dolinek - Dolinę Szklarki. Jak będziecie kiedyś pchać czerwonym szlakiem, to rozglądajcie się dookoła: przecież to wygląda jak krajobraz górski, a nie Jury. Rewelacja! Kocham ten szlak! Ciśniemy pod górę a licznik przewyższeń bije jakbyśmy latali po Beskidach. Wspominałem Wam już, że Szklarka ma absurdalnie strome zbocza?
Ile razy ja tu byłem "prywatnie", a i rajdowo też się zdarzyło: raz na Jaszczurze Białe Doliny, jednej z najlepszych edycji tego rajdu, a raz nawet na... Mistrzostwach Europy w Rajdach Przygodowych! Pasuje Wam? Mistrzostwa Europy w mojej Dolince Szklarki! REWELACJA.

No sami powiedzcie, czy to nie krajobraz tak jakby górski?


"... powszechnie to wiadomo, że Siódemka jest szczęśliwa" , prawda?

Widok z Jaskini wprost na Szkodnika :)


To tutaj także czeka nas rozstania. Najpierw opuści nas Wojtek, który będzie pomału zjeżdżał do bazy.
Zostawi nas w Masywie Babiej Góry. Serio! Tak się nazywa jedno ze wzgórz nad Szklarami. Musicie przyznać, że ostro to brzmi. Wojtek zaginął w Masywie Babiej Góry!
Jedno z ostatnich jego zdjęć a w tle Babia :)

Jarek jeszcze chwilę z nami zostanie, ale niedługo Szklarka zabierze i jego. Jedno z ostatnich zdjęć Jarka realizującego tzw. wariant czarny...


Kompletny NKL
Jarek opuszcza nas, bo chce zdążyć w limicie do bazy. My podejmuje decyzję, że jest tak pięknie, że chrzanimy limit. Jedziemy komplet punktów i zjedziemy do bazy, nie wtedy kiedy każe limit, ale jak zaliczymy wszystkie punkty. Niech inni się ścigają i walczą o podium, my dziś myszkujemy po (no powiedz to, powiedz to raz jeszcze...) moich ukochanych Dolinkach Podkrakowskich. W praktyce oznacza to, że zjedziemy do bazy sporo po limicie, więc czeka nas dyskwalifikacja (NKL). Dzwonimy tylko do Piotrka aby się o nas nie martwił, ze u nas wszystko w porządku i kiedyś wrócimy...
Zjeżdżając w limicie mielibyśmy koło 15 albo 16 punktów i być może dałoby to Basi jakieś miejsce na podium, ale jak to pisała kiedyś Nataszka: durny rok i durne starty.
Jedziemy na "kompletnego NKL'a". Jarek zjeżdża przez Dolinę Racławki w kierunku bazy, a my ruszamy w drugą stronę czyli do Paczółtowic po kolejne punkty.
Zostajemy sami w tych dzikich i nieznanych nam terenach :D :D :D
Zabieramy się zatem do roboty i lecimy kolejne punkty, zupełnie nie przejmując się upływającym czasem.

Jaki mały ten Szkodnik tam na dole!

Niosący światło przybył!

Dawny kamieniołom

Zjazd Wąwozem Zbrza w Dolinie Racławki!


Dupa (Słonia) a nie komplet czyli oddaj coś zabrał!
Dzień pomału się kończy. Nasz limit czasowy skończył się już dawno temu :D
Niemniej konsekwentnie zbieramy punkt za punktem wypełniając niemal całkowicie naszą kartę startową. Dlaczego niemal? Bo nam Pacany lampiony zabrały!
Na przed-przed-ostatnim punkcie, ponownie dzwonimy do Piotrka i mówimy, że skoro skończył się limit dla Zawodników, to Mu od razu pościągamy lampiony.
Sami wiemy ile kosztuje zbieranie trasy... to zawsze najgorsza część tej roboty. Trasę rozstawia się z zwykle z euforią, bo za "moment" zaczną się starty i człowiek jest nakręcony.
Złożyć trasę jak wszyscy już pojechali do domu... no jest ciężko.
Jako, że jesteśmy już na powrocie do bazy, zaczynamy zbierać lampiony i tak na pierwszy ogień leci bunkier.
Następny jest "Dno jaru", ale kiedy podchodzimy w odpowiednie miejsce, z krzaków wychodzi Paweł... z lampionem w ręce.
Piotrek Mu nie przekazał, że my zbieramy trasę i właśnie "złożył" nasz przedostatni punkt. Dwie minuty później i byśmy szukali jak głupi po lesie.
Jest trochę śmiechu, ale odbijamy punkt z jego ręki. No zupełnie jak na drugiej edycji Waligóry, gdzie lampion nam prawie odjechał samochodem... Aramisy, jak zawsze na styk.
Chcemy jechać jeszcze po ostatni lampion, zlokalizowany niedaleko skały zwanej Dupą Słonia, ale Paweł mówi nam że przed chwilą lampion został stamtąd zabrany!
GRRRR... tyle by było z kompletu. Co za okrutny Organizator... nie dość, że dał nam NKL (tak, wiemy że na własne życzenie) to jeszcze zabrał nam lampion z przed nosa. Zadowolny z siebie, może się teraz napawać się naszą klęską. :D :D :D
Zjeżdżamy zatem z Pawłem do bazy. Cóż robić. W wynikach lądujemy z 19-toma punktami zamiast z kompletem. A miało być tak pięknie..
Żartuję oczywiście. Było pięknie, dlatego po-chrzaniliśmy limit. 72 km w nogach i ponad 1600m przewyższeń. Jak dobra górska wycieczka, a to "tylko" moje ukochane Dolinki Podkrakowskie!
Rewelacja, że w tak trudnym czasie udał się ten rajd. Nie wiadomo czy to nie ostatni już rajd w tym roku. Wilczy ma niby być w listopadzie, no ale jako że dziennie bijemy "kolejne rekordy skoczni", to ciężko powiedzieć czy finalnie się on odbędzie. Pożyjemy, zobaczymy... albo NIE jakby powiedział Schopenhauer.  
 
Dobrze oznaczona techniczna skarpa :)

W tej jaskini także mieliśmy punkt na Wiosennym CZARNYM :)

:)

Inwazja porywaczy lampionów


Raiders of the Dying Light...



Kategoria Rajd, SFA

Góry Świętokrzyskie - Pasmo Oblęgorskie

  • DST 57.00km
  • Sprzęt The Darkness
  • Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 10 października 2020 | dodano: 11.10.2020

Kolejna wyprawa w Góry Świętokrzyskie. Tym razem uderzamy w Pasmo Oblęgorskie. Plan był prost.. po ostatnim Jaszczurze, Basia stwierdziła: "pojedźmy w Świętokrzyskie, tak aby coś pojeździć, a nie znowu pchać...". Znowu to nie wyszło. Owszem nie pchaliśmy zbyt wiele... trzeba było raczej nieść...
Niemniej ten czerwony szlak (Główny Szlak Świętokrzyski) jest świetny, a my łapiemy kolejne jego fragmenty uderzając także w tereny dawnego Bike Orientu (2016). 

Pięknie odnowiony szlak, a mimo to nadal trochę dziki i o to chodzi!

Tereny Wyznawców Litery T :)

Jak w reklamie: Sobota więc do... lasu, do lasu, do lasu :)

"Pojedźmy w Świętokrzyskie aby coś pojeździć, a nie znowu pchać..."

As you wish Ma'am. Nie pchamy...

...zbyt wiele

Prawie na szczycie...

Szlak tak piękny, że warto zabrać go ze sobą na zawsze :)

Ładnie tu :)

Leśna świetlica - stół mnie po prostu kupił :)

Żeby nie było że tylko pchamy, dało się pojeździć :)

Wąwozy!!

Super miejsce na tabliczkę!

Obrodziło w tym roku leśnymi skarbami :)

Wiewiór :)

3 Bestie :)

"Było cymbalistów wielu, ale żaden z nich nie śmiał zagrać przy..." ARAMISACH czyli gwóźdź programu: Masked Maestro :)

WONS? Dziwne imię dla ptaka... :)

Z powrotem na szlaku...

Ciężko będzie tu zmieścić kierownicę...

Lubimy takie miejsca. Miejsce znane nam z Bike Orientu 2016

Wnętrze kapliczki

Perzowa Góra zdobyta

Pewnie są tacy co by tu zjechali, ale my mieliśmy problem zejść...

Zakochałem się... JA CHCĘ TAKIEGO PRZED BLOKIEM !!

Świnki trzy...



Kategoria SFA, Wycieczka