aramisy prowadzi tutaj blog rowerowy

szermierze-na-rowerze

Podsumowanie 2025

  • DST 1.00km
  • Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 31 grudnia 2025 | dodano: 14.01.2026

Kolejny rok za nami, a jeśli dobrze pamiętacie poprzednie wpisy podsumowujące minione lata, to każdy rok jest dla nas rokiem czegoś... Tak jak 2024 był rokiem odejść i powrotów, tak rok 2025 stanie się rokiem przedsięwzięć. Ogromnych, czasem karkołomnych i szalonych, a czasem tych realizowanych konsekwentnie według obranej strategii. Będzie tego bardzo dużo, więc zapraszam Was - jak zawsze w przypadku takich podsumowań - na wpis wykraczający poza rajdy i wyprawy. Będzie zatem także o pracy, o problemach... ogólnie o życiu, które tak bardzo lubi sprzedawać bitch-slap'y na ryj i robi to zawsze w najmniej oczekiwanych momentach. Tym razem przeszło jednak samo siebie, bo hmmmm... kiedy siada Wam na poślad - tak z przyczajki - kabel od prodiża, a Wy zrywacie się z bólu i zaskoczeniu na równe nogi, odwracacie się krzycząc "EJ..." i właśnie właśnie zaliczacie plaskacza, bitch-slap'a na ryj, to jest to już jednak lekka przesada. Wtedy trzeba zacząć wdrażać działania odwetowe bo - ach, jakże ja kocham tą zasadę - "lepiej spalić jedno miasto niż złorzeczyć ciemnościom". A skoro to rok przedsięwzięć, to bierzemy na cel tylko największe aglomeracje i megapolis'y... no ale od początku. Klasycznie wpisuję  1 km i możemy wspólnie przejść się po minionym roku raz jeszcze...

...takim trochę niepewnym mostem nad przepaścią.


STYCZEŃ
Mówią, że jaki Sylwester taki cały rok, a Sylwester to było coś - wschód i zachód Słońca w Pieninach. Niesamowity spektakl acz oczywiście rzeczywistość będzie nas mocno podszczypywać w poślad... BYŁO -12 na "zegarku" i wiało jak cholera. Cała magia social mediów: widzicie piękne zdjęcie z zachodzącym słońcem, z widokiem na Tatry, pojawiają się ochy i achy gdy oglądacie to z zapartym stolcem... ale jest też coś czego nie widać. I nie słychać. To ten dialog w tle:
- "Zrobiłeś już to zdjęcie... bo nie wystoję tu dłużej, telepie mnie, zamarzam!"
-  "Nie zrobiłem... nie mam czucia w palcach, nie nacisnę...". (no właśnie czego, spusty migawki, przycisku, kawałka software'u?)
No i sprawdzi się nam to powiedzenie - ten rok przyniesie nam niesamowite wyprawy, ale nie będzie on nas podszczypywał w poślady, on wyżre mięso do kości...
Drugiego stycznia, jak tylko "otworzą sklepy", udamy się w poszukiwania pieczywa bo braknie nam Chleba i tych w poszukiwaniach zawędrujemy aż na Velky Krywań
Ogólnie to do "Trzech Króli", to dzień w dzień będziemy na jakieś wycieczce:
- jak nie na Lachów Groń i Jałowiec (moja binarna góra - 1111m)
- to Rysianka i Krawców Wierch (kocham bacówkę na tym szczycie). Wyprawa w towarzystwie Kuby de Szermierza :D
- albo Czupel na Hrobaczej Łące
- lub Radegost i Certuv Młyn w Czechach

W styczniu uda się nam także wyciągnąć moją kuzynkę z jej mężem na "małą" (31km) wycieczkę w Beskid Żywiecki i tak przejdziemy sobie  "Worek Wielkiej Raczy", wracając przez Bendoszkę. Jako, że cały dzień będzie napierać śniegiem, to trzeba będzie nieźle torować szlaki, zwłaszcza te mniej uczęszczane odcinki granicą między Raczą w Wielką Rycerzową.  Tydzień później odwiedzimy nie-lawinowe Tatry i zobaczymy co słychać na Przełęczy pod Kopą oraz z schroniskach przy Zielonym Plesie oraz w Chacie Plesnevec.  
Pod koniec dnia, wracając już "na latarkach", gdzieś w śnieżnym lesie, "dostaniemy" telefon, który będzie mrocznym widmem tego co stanie się pod koniec roku. Na tym etapie nie wiemy jeszcze jednak, że to dopiero zwiastun listopadowej katastrofy... na razie mamy styczeń, do listopada daleko. Pamiętam jednak to połączenie jakby odbyło się wczoraj. Na social mediach piękne zdjęcia z Tatr, ale życie nie zawsze wygląda jak na obrazkach... mega nerwowy powrót do Krakowa i próba zarządzenia sytuacją zdalnie. 
Jako, że sytuację uda się opanować, to jeszcze w ten sam weekend uderzamy w zimowe Dolinki Podkrakowskie. Co więcej uda się nam na tą wyprawę wyciągnąć szermierczą ekipę: Piotrka i Kubę.    
Styczeń to dla nas także stan zawieszenia czy uda się zrobić nasz rajd CZARNA OWCA ORIENTEERINGU czy też nie. Rozmowy o tym rajdzie z gminą Lipnica Wielka zaczęliśmy już we wrześniu 2024 roku, ale potem wszystko utknęło w martwym punkcie. I był to mega deadlock. Okazało się że w okresie okołoświątecznym władze gminy gościły u Polonii Amerykańskiej, ale nam to kompletnie nie pomogło, bo nie mieliśmy potwierdzenia dostępności bazy... ani tego, że rajd może się odbyć. Sprawa utknęła tak bardzo, że realnie rozważaliśmy odwołanie imprezy. W sumie to chyba zbyt hucznie powiedziane... na ten moment całe przygotowanie rajdu to był post na Facebook'u, że takowy się odbędzie (rajd, nie Facebook). Więc nie było w sumie nawet co odwoływać :P
I wtedy, gdy umierała już ostatnia nadzieja, dzwoni do mnie WIEŻA WIDOKOWA Marysina Polana! Serio! Tak zidentyfikował się numer, który wyświetlił mi się na ekranie. A przecież wiecie jak kochamy wieże widokowe, więc nie mogłem nie odebrać. Przyznacie chyba sami, że nie do każdego z Was, dzwoni wieża widokowa. Szacun na dzielni... eee.... tzn. szacun między pagórami, prawda?
Mamy potwierdzenie bazy! Mamy potwierdzenie terminu, mamy dedykowaną osobę z gminy do pomocy we wszelkich załatwieniach! Nie mamy tylko... jeszcze nic gotowe! Ani strony www, ani trasy, ani zaplecza, no więc zaczyna się jazda bez trzymanki. Jest koniec stycznia, a rajd będzie w marcu. I tyle by było z zajęcia się tematem we wrześniu... k***a, a przecież próbowaliśmy, naprawdę próbowaliśmy. Antyczne FATUM jest bezlitosne. Jeśli pamiętacie ze szkoły, challenge'owanie go jak korpo-szczura nic nie daje... "Klęski nawet w starym wieku, nauczą Cię rozumu człowieku". Skoro jesteśmy w środowisku znani, że my to zawsze na styk, że wpadamy na metę na sekundy przez NKL'em, to nie może nam się udać organizacja rajdu z wyprzedzeniem. To musi odbyć się na ostatnią chwilę.... taki już nasz los, takie nasze przeznaczenie, na FATUM to takiego huge'a poradzisz. 
Miesiąc i pół... dramatycznie krótki czas... ale ruszamy z przygotowaniami. Stara dobra zasada, mądrzejsza niż mogło by się wydawać "Wiesz jak DELEGUJ, nie wiesz jak ESKALUJ" - Ty tym zarządzasz, spinasz wątki, odpowiadasz za to aby wszystko zagrało, a więc nie możesz wszystkiego robić sam, bo to się rozjedzie w czasie. Musisz to skoordynować na kilku poziomach jednocześnie: strategicznym, taktycznym i operacyjnym. Zwłaszcza działania operacyjne musisz delegować i zająć się taktycznymi bo potem będzie klasyk: wszyscy zrobili swoją robotę dobrze, a produkt nie działa! 
Co więcej, na tym etapie wielu rzeczy jeszcze nie wiem JAK zrobić, więc trzeba je eskalować do osób które wiedzą - aby nas tego nauczyły, aby nam pokazały, aby sięgnąć po ich wiedzę i doświadczenie. Pamiętajcie "uczyć się na swoich błędach to oznaka mądrości... na cudzych, geniuszu!". Nie mamy czasu na własne błędy! Nawet na cudze jest słabo. Tym bardziej działania operacyjne muszą iść równolegle, bo nie zdążymy! Musimy mieć przestrzeń na rozwiązywanie kwestii, których na ten moment nie ogarniamy. Ogólnie zacznie się istny hardcore czasowo-zadaniowy... Złapiemy jeszcze jakieś naleśniki i pomidorówkę w schronisku za Okrąglicą czyli na Hali Krupowej, a kolejny dzień to już - kierunek: ORAWA. Lecimy "Skodą 100 na Orawu !!!" domykać trasę, zaczętą gdzieś we wrześniu 2024.
I wpadną nam na mapę piękne tereny BUDIN (1222m), Javorovy Vrch, Rio de Klin... teren ma potencjał, ale wyścig z czasem rozpoczęty. 
Ale pryska pod tą piekarnią!

Ale piździ pod tą piekarnią!

Wielka Racza mnie przeistacza :D


LUTY
W luty wchodzimy na pełnej... sami wiecie jakiej pełnej. Mamy non-stop wyjazdy w teren, na Orawę aby zbudować trasę.
Uruchamiamy wszystkie możliwe kanały, które mogą udzielić nam wsparcia. Strona WWW rajdu, jego promocja w social mediach, jego promocja lokalnie w Lipnicy, ogarnięcie wpisowego, mapy, trasy, nagrody, catering, zagadki na punkty, zadania na przygodówkę. Blog mi po prostu umrze i niestety, to co zaczęło się w 2024 roku dopadnie nas znowu... czyli coraz większe braki we wpisach. To nie jest rysa na szkle, to katastroficzne kruche pękanie... strasznie nad tym ubolewam, ale dorwie mnie także opisywany przez Stephen'a Kinga w książce "Work kości" tzw. "writer's block"... nawet jak znajdę chwilę czasu, to będą miał niemal chorobliwą awersję do pisania kolejnych postów... kiedyś pisanie bloga bardzo mnie cieszyło, ale coś mnie odrzuca. Czy to przemęczenie, czy to wypalenie, czy to nerwówka z rajdem... nie wiem... ale w styczniu miałem ogromną determinację, aby nie powtórzył się przypadek z 2024 roku. Styczeń stał się najlepiej uzupełnionym miesiącem roku, ale od początku "jazdy z rajdem" blog mi po prostu upadnie na pysk... a ja będę przez cały 2025 rok ratował go randomowymi wpisami. Smutne to... bo chciałbym mieć wszystko aktualne, jako pamiętnik naszych wypraw, no ale nie mogę zmusić się do jego regularnej aktualizacji. Dopadają mnie wszystkie możliwe stany lękowe "to bez sensu, nikt tego nie czyta, piszesz jak upośledzony" (k***a, zawsze tak pisałem i jakoś nigdy mi to nie przeszkadzało...).
Luty to jazda bez trzymanki - rajd, rajd, rajd. A trzeba to przecież pogodzić z obowiązkami rodzinnymi, domowymi... i z PRACĄ! Zwłaszcza, że jeśli mówimy o pracy, to tu mamy osobne zagadnienie. Pisałem Wam w podsumowaniu 2024, że tamten rok był dla mnie najtrudniejszy w tzw. "karierze"... z braku lepszego słowa, bo mnie bardziej cieszą góry, lasy i szlaki, niż tytuły przed nazwiskiem. Praca to narzędzie a nie cel.. Owszem to kwestia ważna bo spędzacie tam ogromną część swojego życia, dobrze też robić coś co nam sens i jest wartościowe dla świata... ale nie jest to cel sam w sobie. Luty to początek rozmów o tym, aby może coś zmienić w tej kwestii i przejść do branży lotniczej. Rok 2025 zapowiada się jeszcze gorzej niż poprzedni dla automotive, do tego rok 2024 mocno mnie wypalił etycznie... ja rozumiem że w biznesie nie ma sentymentów, ale dla mnie forma i pewien szacunek dla ludzi ma ogromne znaczenie... że, zacytuję klasyk polskiego kina "...ale na kompanii byś zdechł, pierwszego dnia i na gębę nic nie wyjaśnisz, w armii wszystko jest proste... i trzeba być człowiekiem a nie ścierką". Mam zatem dość bitew z ołowianymi żołnierzykami (Ci którzy znają mnie lepiej zawodowo w mig rozszyfrują ten kod - a jak nie, to podpowiem, sprawdźcie sobie w tablicy pana M. jaki symbol ma ołów).
To nie ma większego sensu, gdy całkowicie rozjeżdżają Wam się z kimś systemy wartości. Zawsze uważałem, patrząc na historię, że jak ktoś się z czymś nie godził - moralnie, etycznie, to mógł zawsze podać się do dymisji... no to życie mówi SPRAWDZAM. Podasz się? 
"Tak dalej już nie może być, czym że ja biedna zawiniłam, że mi się nie chce żyć, w kraju o który walczyłam. Naprawdę mam wszystkiego dość, walka o bułkę na śniadanie i wszystkożerna złość..."

Zaczynam się rozglądać za zmianą, zwłaszcza że zostaję polecony jako dobry organizator/planista/koordynator dla wyżej wymienionej branży. Brzmi to trochę jak żart w kontekście robienia rajdu na ostatnią chwilę. Niemniej luty to start procesu wielkiej zmiany - kolejnego wielkiego przedsięwzięcia tego roku: jakieś rozmowy, negocjacje, przesłuchania, formalne przepychanki, itp. Dzisiejszy rynek to nie jest Endomondo...eeee... Eldorado... a inna sprawa, że ja jakoś tak mam, że nie przepadam za zmianami pracy, więc staż 8 lat w jednej robocie jest dla mnie typowy i normalny. Potencjalną zmianę muszę dobrze przemyśleć, co nie ułatwia podejmowania decyzji i wydłuża proces także po mojej stronie.    
Chwilę wytchnienia, kwant ukojenia (czemu te barany nie wybrały tej wersji jako głównego motywu, ktoś wie...?) przynosi rowerowa wycieczka w TRÓJKĄT TRZECH CESARZY oraz rajd SILESIA RACE... no ale właśnie... Silesia. Miała być relacja i relacji nie ma. Tutaj macie przykład - zdjęcia są, nigdy wcześniej nie publikowane. Relacja nawet zaczęta ale przeleżała się w szkicach bloga przez cały rok... mistrz pierwszego akapitu.... drugiego już nie ma, ech. Opublikowałem wczoraj jako niekompletną...  
W lutym na bloga wrzucę już tylko zaproszenie na CZARNĄ OWCĘ ORIENTEERINGU i nic więcej... a każdy weekend byliśmy w zasadzie w terenie: albo szukając miejsc na punkty kontrolne albo ustalając na miejscu w Lipnicy szczegóły cateringu, bazy, itp. 

Gdzie by tu postawić lampion... :D

W tym tunelu zawiśnie lampion - pamiętacie jeszcze jak wyglądało zdjęcie z nocy?

LODOWA WIEŻA - no to się nam trafił punkt kontrolny !!! MEGA

MARZEC
Czas przyspiesza... rajd zbliża wielkimi krokami. Tryb "brak snu" w modelu "nie ma spokoju dla podłych... ani tych, którzy ośmielają się stawić im czoła" (tego Wam nie zalinkuje, bo to z jednego komiksu Spider-man'a było, mega mroczna historia). 
Nie ma spokoju, nie ma i nie będzie, nie będzie jak doktora G. - mapa, trasa, trofea, bloczki na jedzenie, sam catering, promocja rajdu, dogranie zasad użytkowania bazy, dogadanie i pozyskanie sponsoring od Oshee, wszystko na raz... nie ma już odwrotu, przekroczyliśmy Rubicon, musimy ten rajd zrobić! "Failure was not an option, captain" - jak powiedział Lord Vader. 
A co chodzi z tym doktorem G? Ha, to jeszcze akcja z czasów uczelni... był taki prowadzący, który po prostu uwielbiał wszystkich gnoić... znacie to, prawda? Kochamy takich ludzi. 
Gość po prostu do rany przyłóż... facet jak skarb, tylko go zakopać w ogródku. Drugiego takiego to z pochodnią szukać...widłami i grupą rozwścieczonych wieśniaków.
No i chłop nie zdał doktoratu. Peszek, uronił bym łezkę... "gdybym tak bardzo nie pragnął jego głowy, użaliłbym się nad nim" (znowu komiks - tym razem "Batman: Knightfall") 
No i pojawił się kawał, który rozniósł się po całym wydziale, że trzeba zapukać do jego kanciapy, którą dzielił z innym prowadzącym i zapytać:
- Jest doktor G?
- Nie ma
- I nigdy nie będzie :D
Hahaha, SZACH MAT !!!
Musimy czasem się jednak zrestartować, bo inaczej wykopyrtniemy na zawał, przekręcimy się... musimy się oderwać od przygotowań nim popadniemy w otchłań szaleństwa. Tak więc udajemy się zapolować na Czarownice. A chwilę potem znowu w nasze ukochane DOLINKI. Dolinki zawsze ukoją i sponiewierają zszargane nerwy... srogimi przewyższeniami :D
My się czasem musimy po prostu upodlić i sponiewierać... życie od razu odzyskuje kolory. Terapia szokowa jest najlepsza. 
Koniec marca to już istny kosmos, bo rusza rozkładanie trasy, a potem sam rajd. CZARNA OWCA ORIENTEERINGU - W cieniu wielkiej góry!
Jako, że nigdy nie zrobiłem wpisu o przygotowaniach (tak, blog mi umiera...) i to mimo faktu, że bardzo go planowałem. Miałem go do gminy nawet podesłać jako rajd okiem organizatorów... no i co? TAKIEGO HUGE'a...  No więc chociaż teraz, tak oficjalnie, przy podsumowaniu roku -->

PODZIĘKOWANIA DLA:
Basi i Krystiana, który gościli nas na Orawie tyle razy ile było trzeba... a trzeba było wiele. Plus za to, że pomogli nam ogarnąć milion rzeczy w bazie.
Ani i Mateusza, którzy pomogli nam ogarnąć drugi milion spraw, liczyli punkty, wydawali pakiety, wzięli na siebie prawie całą administrację. 
Łukasza za... wszystko, gościu! Dołączyłeś do grupy ludzi, którzy jednak są. ŁUKASZ, TY TO JEDNAK JESTEŚ!
Od zdjęć, po rozkładania i składanie trasy, a także obsługę zawodników w bazie! Łukasz pełen pakiet. 
Tomka - za owieczki! My tylko wymyśliliśmy imiona (Chaszczuś, Krzorek, Kontrolpunktek...), cała reszta to już On. Egzekucja owieczek... eee tzn... wykonanie!  :D
Piotra za pomoc przy mapach. Live your life by the COMPASS not by the clock :D
Trochę mało-dobrego-Wojtka - który dla nas był bardzo dobry! Za namiary na kluczowe kontakty.
Lenona - za pomoc ze składaniem trasy i... taśmą malarską. JEBANĄ taśmą malarską. Ponoć to najsłabsza taśma na rynku, taaaaak... usuńcie ją z podłoża hali sportowej. 4h walki... woda, opalarka, benzyna i inne rozpuszczalniki, drapaczka do szyb... uwierzcie na słowo: NIE KLEJCIE taśmy malarskiej na halach sportowych.  
Oraz dla wszystkich innych, bez których ten rajd by się nie odbył. Wiesz jak - DELEGUJ, nie wiesz jak - ESKALUJ :D 
Dziękujemy, że mogliśmy się zająć ESKALOWANIEM :D
Ogromne podziękowania należą się także wszystkim, którzy pomogli nam po rajdzie zebrać trasę - bez Was to chyba do dziś byśmy te lampiony zbierali! 
Rajd CZARNA OWCA to było jedno z naszych największych przedsięwzięć ever (nie tylko w 2025 roku). Zrobienie całego, "swojego" rajdu - już nie tylko jako budowniczowie trasy innej imprezy, nie jako attache wojskowy innej organizacji, ale jako główni Organizatorzy rajdu pod własną marką. To nowy rozdział w naszym rajdowym życiu. 
A jak wyszła sama impreza? Noooo, to już sami to oceniliście. Przynajmniej Ci którzy byli.  
Owieczki :D

Gdzieś w deszczu w Beskidzie Małym... na próżno Wam szukać wpisu z tej wyprawy. Ile ja mam lat aby moknąć w lesie :P


KWIECIEŃ
Gdy życie chociaż trochę zwalnia swoje obroty i Czarna Owca pomału przechodzi do historii, możemy w końcu odespać... bo naprawdę spaliśmy po 3-4h na dobę przed rajdem, a w sam dzień rajdu (z piątku na sobotę) niecałe dwie. W kwiecień wchodzimy zatem jak zombie, ale przeszczęśliwi że się udało!!! A czy były jakieś potknięcia? No ba! zawsze są, ale pytanie czy je zauważyliście, bo protokół "damage control" odpalany był wtedy natychmiast :P 
Kwiecień zaczyna się LISZKOREM, czyli rajdem będącym obecnie memoriałem naszego rajdowego kolegi Grześka Liszki. Tymczasem Monika zapowiada, że na pewien czas kończy z organizacją zawodów i tegoroczny Liszkor będzie ostatnią jej imprezą. Wielka szkoda... no ale cóż zrobić. Życie. Liszkor to górska wyrypa gdzie zrobimy ponad 100 km i 2200m przewyższenia... tylko po to aby w niedzielę ruszyć już sami w Góry Bystrzyckie. Skoro i tak jesteśmy już na Dolnym Śląsku, to góry wzywają! Jednak tym razem oprócz moich ukochanych tabliczek na szczytach, znajdziemy jeszcze jeden "napis" - ITBS... i stanie się on kolejnym naszym przedsięwzięciem w tym roku. Walka z tym syndromem będzie kosztować mnie wiele bólu... a było już tak pięknie, złożyliśmy się w pełni po operacjach kolan, wróciliśmy do pełnej sprawności. Rok 2024 był bez żadnych kontuzji i przygód zdrowotnych (a więc musiało nam wtedy dojebać z sytuacją w robocie - nazywam to zasadą zachowania bólu i kłopotu... jak coś uda się poskładać, to coś innego musi się wyjebać. Klasyczna zasada zachowania... brzydkiego zachowania). Końcówka wycieczki była naprawdę dramatyczna bo myślałem, że nie dojadę już do auta... i tak oto stałem się miłośnikiem nowego skrótu, jego wiernym fanem. ITBS - I Tak Będzie Spier***one... Czy udało mi się to zwalczyć, przekonamy się w lecie 2026... bo na późną jesień syndrom odpuści, no ale przyjdzie zima, więc nie będzie to już środek sezonu rowerowego. Zobaczymy zatem ulop 2026... bo tegoroczne wakacje (czerwiec 2025), to mnie te cztery literki będą mocno prześladowały. Niby pierdoła... a niesamowicie uprzykrzy mi to życie rajdowo-wyprawowe.
W kwietniu nie uda mi się zrobić już żadnego wpisu na blogu, a wiele się działo wyprawo. Trochę wycieczek pieszych, a nie rowerowych aby odciążyć literki (ITBS).  
"Trochę? PRZECIEŻ BYŁO ICH OD GROMA" - Szkodnik.  
Jedną z największych wypraw było ponad 40 km z buta w Beskidzie Śląskim. Z Wisły Trzy Kopce, potem Czantoria, potem Soszów i Stożek Wielki, czyli "spacer" dookoła Wisły po górach. Taka tam przechadzka... leżeliśmy nocą przy aucie na asfalcie dysząc ze zmęczenia.  
Pamiętacie może co pisałem o styczniu w kontekście mrocznego widma katastrofy listopadowej... no więc jeśli w styczniu mieliśmy teaser-trailer, to kwiecień przynosi nam trailer, no bo premiera coraz bliżej. Czekają nas najbardziej przejebane Święta Wielkanoce ever. Smutne i pełne zmartwień, ech... zasada zachowania bólu i kłopotu musi się dopełnić. Jak się zaczynają niektóre rzeczy za dobrze układać, to inne muszą się przewrócić... dosłownie. Niestety dosłownie.  

Zachód słońca pod Stożkiem Wielkim

WĄSKO !!!

Nie musi smakować, byle sponiewierało - jeden z pkt kontrolnych na LISZKORZE

No i sponiewierało... nie widać tego, ale jest kilka kresek poniżej zera. Jesteśmy jednak tak wykończeni, że musimy się trochę przespać w lesie 
(Góry Bystrzyckie po Liszkorze)

"Potem odbyło się rajdowisko, gdzie wielu gości upadło nisko
Były rowery i czek od papy i trasa całkiem od czapy
I chociaż Szkodnik był niewyżyty
to śpiący Misiek spał jak zabity..."
parafraza 
TEGO ale jak zawsze na własną odpowiedzialność :D :D :D 

Nie wierzycie, że było ujemnie? To patrzcie, moja SNOW RIDE :P

...oj niewyżyty 

Stąd do... 


MAJ
Maj to przede wszystkim jedna z trzech naszych wielkich wyryp w tym roku. W 2024 udały się cztery: Szlak PiekielnyWarszawaTatry w wariancie czarnym oraz Przemyśl, ale ten rok nie pozwolił nam aż tak poszaleć. Udadzą się jeno trzy. Głównym powodem będzie to, że sporo weekend'ów wyleci nam z kalendarza bo będziemy przygotowywać dwa rajdy... oj, podsumowuję maj, a już ja się wygadałem. Tak - zrobimy drugi rajd w tym roku. W końcu to rok przedsięwzięć, więc przed-się-bierzemy :P  
Co tu dużo mówić, tak właśnie było: rekonesanse, budowanie trasy, "na niewtajemniczonych to robi wrażenie" (to jest tekst z tego filmu, ale nie znalazłem tej konkretnej sceny na YT ---> pamiętacie? "Z takim zapleczem to każdy by tak umiał, nie, owszem, nie, owszem, nie, owszem" :D :D :D). Będzie to czasochłonne i trochę nas ograniczy wyprawowo. 
Tegoroczne wyrypy zaczynamy od okrążenia Kielc różnymi szlakami poprzez przejechanie właściwie całych Gór Świętokrzyskich. Trzy kolory szlaków: czerwony (główny świętokrzyski), niebieski i żółty... ach żółty! Coś wspaniałego: Wierna Rzeka (zakochany jestem w tej nazwie!), Miedzianka no i Grząby Bolemińskie oraz Grzywy Korzeczkowskie - rozpływam się przy tych nazwach. Pasuje Wam? Powiedzmy to na głos raz jeszcze: Grząby Bolemińskie i Grzywy Korzeczkowskie - CUDOWNE !!! Inna sprawa, że to także naprawdę ładne pagóry! Niesamowita wyprawa: 277 km oraz 5200m przewyższenia. 
Ale się wyrypaliśmy, sponiewieraliśmy i upodliliśmy. 52h non-stop, dwie noce w terenie. Może i jesteśmy pojebani, ale takie wyprawy to coś niesamowitego... mimo, że czasem chce się Wam rzygać ze zmęczenia, czasem jest Wam tak zimno że Was telepie, czasem dowali Wam deszczem, czasami siądzie się na brzegu drogi chcąc się położyć i powiedzieć "dość", ale mimo to, mimo wszystko idzie się dalej... to wszak nasz "Imperatyw"

"Będziemy szli, nieprzerwanie,
w ulewie, skwarze, huraganie,
przez chwiejne mosty, grząskie bagna
chaszcze, pustynie i mokradła... upalne lata, mroźne zimy, będziemy szli, nie zawrócimy!"


Podejście pod ZAMCZYSKO w Górach Świętokrzyskich

Jest i ono - Zamczysko

Główny Świętokrzyski też bywa srogi

Zielono nam na tym niebieskim szlaku :)


ITBS skutecznie mi jednak uprzykrzy tą wyrypę. Najbardziej przed Pasmem Jeleniowskim, gdzie sieknie mnie to najmocniej... już sama wyrypa czasem powoduje kryzys i załamanie... chęć powrotu do domu w trybie natychmiastowym, no ale jak jeszcze ITBS zacznie odwalać swoją dramę, to jprdl... prawie mnie przekręci. Będę siedział gdzieś w polu i rozmasowywał udo... no ale cóż, taka jest cena takich przygód. Nie oszczędzamy się i nie zwalniamy tempa. Za to przychodzi nam zapłacić. Szermierczo zatem powiem: "You will die as you lived, in the flash of the Blade..." i innego końca ja nie chcę. Może nie jutro, może nie za tydzień, ale za jakieś 50 lat... klingą po rękojeść skrwawioną lub po prostu zostać gdzieś w górach już na zawsze (cholera, tylko w których jak wszystkie tak kocham - ciężki wybór).

"Ja Was kocham moje góry
A że miłość nie rdzewieje
To gdy Pan mnie wezwie w chmury
powiem Mu: JA WOLĘ W KNIEJE..."
(całość TUTAJ)

Dokładnie tak, dokładnie tak. 
No i znowu w maju brak wpisów na blogu... miesiąc leci, kolejne wyprawy robimy, a na bloga nie trafia nic. Dopiero końcówka miesiąca znajdzie swój post, ale pamiętacie kiedy wrzuciłem te wpisy? Tak, w grudniu, bo tyle leżały w szkicach. Masakra...  
Łaknąc wyryp i weekendów bez snu porywamy się na kolejne przedsięwzięcie - takie typowo nasze:
- sobota, wyprawa za dnia - tym razem Góry OPAWSKIE
TROPICIEL w nocy
- niedziela, wyprawa za dnia BORY STROBRAWSKIE (Ruiny Labiryntu oraz Wilcza Buda)
...i znowu w poniedziałek w robocie ledwie widzę na oczy. Klasyka. Po raz kolejny na to szaleństwo udaje się namówić Andrzeja, który dołączy do nas na cały weekend :)
Pozostałe weekendy... pozostałe wyprawy, wycieczki, podróże? Nie znajdą już swojego miejsca na blogu... ech.  
Góry Opawskie :) 
Chwiejne mosty :D czyli DOLINIARZE PODKRAKOWSCY :D 

Więcej CHWIEJNYCH MOSTÓW - w lasach pod Alwernią :)

Wieczorne PROMocja :D

Wpadniemy także do Bolesławia na własne oczy zobaczyć to o czym wszyscy mówią - zalaną obwodnicę. POJEZIERZE OLKUSKIE

Takie atrakcje mamy pod Jaworznem :)


CZERWIEC
Początek czerwca przynosi ORIENTAKCJĘ. Dawno nie byliśmy na Akcji typu "O", ale ta edycja to memoriał naszej zmarłej koleżanki rajdowej - Renaty. Ruszamy zatem w środek Polski, poszukać lampionów gdzieś w lasach Ziemii Sieradzkiej... i w deszczu. 
Czerwiec to także rozstrzygnięcie procesu zmiany rozpoczętego w lutym. Dosłownie na dwa dni przed naszym dwutygodniowym urlopem dostaję informację, że właśnie dostałem czarter... podstawiano mi samolot i mogę odlecieć z automotive. To już tylko kwestia mojego wyboru - TAK lub NIE. To bardzo trudna decyzja, bo uwielbiam zespół który prowadzę, mam ogromny sentyment do MySystemTEAM'u, ale także mam już dość ołowianych żołnierzyków oraz piwa EB (hermetyczne ale niektórzy zrozumieją). Jestem po odprawie i stoję w hali odlotów... samolot nie będzie jednak czekał wiecznie... wsiadasz czy nie? Wsiadam.  
Ci którzy nas dobrze znają wiedzą jak kocham pewną symbolikę, a odwali nam się niesamowita akcja pod tym kątem. I tak... wiem... że sam nadam jej taki odbiór, ale chrzanić to. To będzie niesamowite. Nikt jeszcze nie wie, że zmienię pracę. Oprócz Tomka, człowieka który wie wszystko. Zawsze... i cholera wie to NIE ode mnie. Nie wiem jak, ale to wie :)
W dzień, w który podjąłem decyzję, zaraz po pracy jedziemy się przejechać na rowerze, w końcu czerwiec - dzień jest długi. Kompletnie spontaniczny wyjazd, bez planu ale chyba na jakieś podświadomości trafiamy pod wieczór na tzw. górkę lotniczą czyli pkt widokowy na samoloty lądujące na lotnisku Kraków - Balice.
Ustrzelimy sobie ładny okaz i Basia wrzuci to zdjęcie na FB - tak po prostu, bez żadnego podpisu. A Tomek je skomentuje: "...mówię Wam, będą znaki"
ARGHHHH... magiczna chwila. 

Lecimy W DAL, "DAL 5 (Safety Level)" 

    
Czerwiec to nasz, wspomniany powyżej, dwutygodniowy urlop, więc wycieczek będzie od groma... napisałbym że właściwie codziennie, ale nie będzie to właściwie. Będzie to codziennie. Urlop z przejazdami: najpierw okolice Świnoujścia, potem zachodni środek Polski i wschodnio-środkowe Niemcy, a na koniec góry Czech i Polski czyli Izery i przyjaciele. 
Do tego jedna z wypraw to jazda W BUNKRACH, pod ziemią - na jedynej w Polsce podziemnej, "zbunkrowanej" trasie rowerowej w MRU (Międzyrzeckim Rejonie Umocnionym). 
To jest ze 14 wpisów do zrobienia... nie dam rady. Cholera nie dam rady. Strasznie nad tym ubolewam bo to piękne tereny, piękne miejsca... ale nie dam rady. Nic z tego urlopu nie wpadnie na bloga. Kto śledzi FB Basi ten widział zdjęcia na bieżąco... ale na blogu nic... po prostu nic. A nawet tytuły powymyślałem. 
- Ani MRU MRU (40km) - przerwa w trasie Kraków - Świnoujście
- Wir nehmen PENNE mit MUNDE und DAS BOOT (148 km)
- Las UZNAM za Martwy (Anklem - 120 km)
- A my WOLIN zobaczyć Gazoport (123 km)
- Wielkie Konstrukcje III Rzeszy - PRORA (Rugia - 85 km)
- O czym MRUczą bunkry? (7 km, ale za to pod ziemią, po korytarzach w bunkrach)
- Piramidy na wodzie
- Wieża z Kortenu 
- Nad wodami w kolorze szkarłatu
- Czarny i Biały Boh
- JIZERKA na nas burza (60 km, 1500m przewyższenia)
- HOCHWALD na LUZ'ie (70 km) - powrót w przepiękne Góry Żytawskie
- Saksońsko Szwajcarski młyn
- Nawet w RAJU odnalazły nas TROSKY (Czeski Raj i zamek TROSKY)
ITBS będzie chciał mnie zniszczyć... po prostu zabić.

Wzdłuż wybrzeży Afryki (naprawdę!)

Szkodnik kosmonauta :)

Piramidy na wodzie
"Cause the ship's going down
All on account of the weather
Though we'll drown
There's no need to frown '
Cause we're all going together

And I won't say "Woe is me"
As I disappear into the sea
'Cause I'm in good company
As we're all going together"
(dokładnie tak, "we're all going together" !!! - całość TUTAJ)
Rugia !!!
Penne mit Munde :D
Wieża z Kortenu

O czym MRUczą bunkry?

"Years have passed. How many, I don't know anymore.
Lost adrift at sea, a storm comes. It's getting cold."
"I stand on the moors, searching a sea of blue
And forever more, I'll wait here for you.

I can't forget, I won't forgive this sea
for the endless hurt it gave to me.
I want to stab, I want to kill this sea.
Took you away, took you away from me"
(warto posłuchać, piękny tekst... całość TUTAJ)


Czerwiec to także potwierdzenie kolejnego naszego wielkiego przedsięwzięcia w tym roku - współpraca z GORLICE BIKE.
Od słowa do słowa w 2024 roku obiecaliśmy sobie zrobić jakiś rajd wspólnie w Beskidzie Niskim. Trochę wolno wszystko szło, bo długo rozpatrywane były wnioski grantowe (czasem trzeba było takowy przepisać pod inny program), ale finalnie zapada decyzja - GorliceBike dostają fundusze na zrobienie rajdu na orientację, a w praktyce oznacza to, że robimy drugą Owcę w tym roku - CZARNA OWCA ORIENTEERINGU - Wołoskim szlakiem przez Beskid Niski
Jako, że grant rozpatrzył się także bardzo późno względem daty imprezy... to zamiast niemożliwych dwóch miesięcy na organizację, mamy w zasadzie jeden miesiąc. MASAKRA! 
Pamiętajcie: nie walczcie z FATUM, to nie ma sensu. "Plemiona skazane na 100 lat samotności, nie mają już drugiej szansy na ziemi..." pisał Marquez
"Aramisy skazane na 100 lat bycia na styk... " - napisało nasze życie. 
O tyle, że tym razem to my robimy trasę i mapy. Bazę, catering i inne rzeczy ogarniają GorliceBike. 
O tej kooperacji będą pisać historycy! "Ten dzień zapisze się w pamięci pokoleń" - Lord Vader.
Jako, że na tym blogu nie ma świętości, a humor jest czasem "czarnejszy niż sumienie faszysty, zamiary polskiego pana i polityka angielskiego ministra" łapcie poniżej naszą interpretację tejże kooperacji :D

WSPÓŁPRACE KTÓRE ZMIENIŁY ŚWIAT grzebiąc stary porządek !!! 

No i nie ukrywam, że mam słabość do munduru. Jakoś tak, trochę utożsamiam się z poniższym cytatem:
"...ale bardzo dobrze pamiętam nasze drugie spotkanie, wtedy był Pan wtedy w cywilu... zdecydowanie jest Pan człowiekiem munduru". (time stamp: 5:55)
Taka scena i to w zamku KSIĄŻ !!
Dlatego też ARAMISY musiały być w mundurze :D


LIPIEC
Lipiec to kolejne wyprawy, które nie dostały się na bloga... ech.
Acz do opisu jednej się jakoś zmobilizowałem. Kraniec TATR NIŻNYCH i zaliczona z buta Velka Chochula. Przepiękna wycieczka. Niesamowita i wspaniała widokowo.
Coś pięknego... tym bardziej, że była to wyprawa długo przeze mnie planowana palcem po mapie. 
Lipiec to także non-stop wyprawy w Beskid Niski zbudować trasę CZARNEJ OWCY. Pamiętacie zasadę zachowania bólu i kłopotu? No więc, jak trasa jest gotowa i stwierdzamy: hmmmm wyrobiliśmy się jednak? Wtedy okazuję się, że tracimy bazę rajdu! No żesz... jakieś oficjele przyjeżdżają do Centrum Narciarstwa Biegowego w Krzywej i mówią: "wszyscy...wypier***lać"... a jako, że są to dyplomaci, to powiedzieli to w taki sposób, że nawet poczuliśmy podniecenie na skutek zbliżającej się podróży. 
No a tak serio, to baza nam po prostu wypada 2 tygodnie przed rajdem. KOSMOS... owszem GorliceBike ogarną to w sposób mistrzowski (kaski z głów, Panie i Panowie!), ale my też mamy tutaj dependencje! Względem bazy projektuje się trasę rodzinną, co oznacza że trasa rodzinna nam się właśnie wywaliła... trzeba ją zbudować od zera, a gdzieś w innym miejscu mapy (tam gdzie miała być baza) mamy nagle zagęszczenie punktów kontrolnych. Do tego okolice nowej bazy są piękne (Zdynia), ale Krzywa lepiej pasowała do trasy rodzinnej - więcej lasów, "mniej" drogi głównej, itp... no ekwilibrystyka to była aby postawić trasę rodzinną w trybie awaryjnym. 
Powiem Wam, że uda się na styk... znowu... zdążymy ze wszystkim na sekundy przed rajdem. 
CHO-CHO-CHOCHULA i to Velka :D

Niezmiennie :D

Przepiękna trasa



SIERPIEŃ
W sierpniu odpala się Owca na Wypasie czyli CZARNA OWCA ORIENTEERINGU leci Wołoskim Śladem przez Beskid Niski. Kolejne przedsięwzięcie tego roku - nasz drugi rajd.
Niesamowity zwrot akcji, w życiu nie pomyśleliśmy że zrobimy dwa rajdy w jednym roku, a tutaj taka akcja i to jeszcze nasz ukochany Beskid Niski, sercu bliski. Coś niesamowitego i początek chyba dłuższej współpracy. Sojusz, syndykat, przymierze, diarchia, KONDOMINIUM !!! 
Czy to oznacza nowe Czarne Owieczki. No chyba tak! :D 
Sierpień to także nasze dwie wielkie wyrypy.
Pierwsza to powrót z Zakopanego szlakami, przez góry... mega, naprawdę mega wyrypa. Coś niesamowitego, a wkrw i nocne załamanie na Groniu to będziemy pamiętać latami... tak jak i wschód słońca na Koskowej Górze. 
Druga to jeszcze większy hardcore: powrót z Łodzi (496 km) objeżdżając Częstochowę od Zachodu. 66h w trasie... dwie noce pod gołym niebem, Lasy nad Górną Liswartą, długodystansowy szlak Jury Wieluńskiej, Góra Mocy - Kamieńsk, lasy Miasteczka Śląskiego i powrót przez Dolinki Podkrakowskie. 
A mówiąc o Dolinkach - końcówka sierpnia to także długo wyczekiwana wycieczka rowerowa z MySystemTeam. Ruszyło ich (i dobrze! w końcu), że jestem tylko do końca września z nimi. Udało się ich w końcu namówić na rower. Jako, że nie znają dobrze Dolinek Podkrakowskich to pokazujemy Im czym są nasze Dolinki. "Imperator pokaże Ci prawdziwą naturę mocy" - powiedział kiedyś Vader do Luke', a my mówimy "Aramisy pokażą Wam prawdziwą naturę Dolinek". Przewyższenia level srogi! ale najważniejsze że się podobało :)

Wschód słońca na Koskowej Górze - powrót z Zakopanego na rowerze 

Szlak, który zaginał... zniknął.

Coś ostatnio ciągle natrafiamy na samoloty - przypadek? NIE SĄDZĘ :D - powrót z Łodzi na rowerze.

VENTILATOR !!! Benzin-motor, aligator, monitor, wibrator !!!
Chwiejne mostki znowu :D

Chwila snu gdzieś w terenie

Znowu jako Lucyfer - niosący światło :)

Ogień pustyni i spalona ziemia

Pojebani :D
Zdrowo pojebani :D
WRZESIEŃ
Z centrali przychodzi zlecenie - dorwać ZŁOTOROGA !!! Nasze kolejne przedsięwzięcie tego roku - SŁOWENIA. Alpy Julijskie, Kras, wybrzeże Adriatyku. Przymierzaliśmy się do tej misji jakieś 3 lata i non-stop coś się wywalało... aż w końcu dostajemy zielone światło i ruszamy na tajną misję w kraju byłeś Jugosławii.
- Śladami Złotoroga i Jamnika
- OD-skocznia na wodospad (czyli latamy jak przystało latać w Planicy!)
- Ruski ślad prowadzi do źródeł Soczy...
- Białe ściany Mangartu ("Maginificent, aren't they?")
- Forsując masyw Kolovratu
- Śladami wojny - Drogą Pokoju
- PIRAN(ia) Adriatyku - nie dzień pisania podsumowania roku 2025, nadal brakuje ostatniego rozdziału sagi o Złotorogu... ech blog mi umiera...
Dobre tape'owanie nogi pozwoli nam uniknąć klątwy ITBS'a... i objadę Słowenię w klasycznym bolu zakwasów i zmęczenia, ale bez dodatkowych atrakcji "pasma"...
Pamiętajcie dobrze przyklejony duct-tape zamienia każde: "nie, nie, nie" w "mhmych, mychym, mhhmy..." :P
Zrobi się z tego obóz kondycyjny, naprawdę obóz kondycyjny bo ekipa z jaką pojedziemy będzie na elektrykach. Nie utrzymamy ich tempa, Oni w 1,5h wyjadą z 800 na 2200m! To jest chore, ale dzięki temu będzie w zasadzie sami... będziemy zatem robić dużo dłuższe trasy niż Oni. Wodospady, Doliny, Schroniska. Nie zmienia to faktu, że będzie to obóz kondycyjny...  
Wrzesień to także ostatnia wycieczka z moim jeszcze obecnym MySystemTEAM'em - taka trochę pożegnalna, bo od października będę w nowej robocie. Padło na TATRY aby pożegnać się z rozmachem z jakim minąło te ostatnie 8 lat - przed nami Salatyn i Pachoł. Choćby niektórzy mieli umrzeć po drodze, to jest to poświęcenie na które jestem gotów.. Finalnie Banikova, niechętnie, ale Im już odpuściliśmy, bo robiła się u niektórych panika w garnizonie i bunt... a ja zawsze powtarzam, to nie zmrok zabija, to istoty w nim się kryjące.... tzn.... eeee.... to wasz brak przygotowania do niego.
We wrześniu uda nam się obczaić także w końcu nowo otwarte VELO SOŁA, ale w wariancie czarnym czyli z Rysianką przy okazji. Co się będziemy ogranicza!
We rode till we BLED :D :D :D

NIESAMOWITE MIEJSCE

NIESAMOWITE WIDOKI !!!

W kryjówce Złotoroga!

Do źródeł Soczy

Było ostro

Scena jak z Indiana Jones :D

Szkodnik po kamyczkach

Master and commander :D

Białe ściany Mangartu

Italia :)


PAŻDZIERNIK
Kiwon i powtórka z zeszłego roku: deszcz, spóźnienie na metę i kara czasowa. Mówią, że pierwszy raz to błąd, drugi to wybór... być może, ale jest jeszcze trzecia opcja: upośledzenie i głupota. Nie tłumaczcie złą intencją tego co da się wytłumaczyć głupotą. To, że Basia ląduje na podium, to jest jakiś kosmos -  więcej szczęścia niż rozumu.
Październik to także JASZCZUR I SOWA w górach Sowich... niesamowity, tajemniczy i niepokojący Jaszczur. Jeden z tych, które na długo zostają w pamięci... "Gdy spoglądasz w otchłań, otchłań spogląda w twoją duszę" - wiadomo kto... przecież cała niemiecka filozofia opiera się na Kancie i Niczym.
Po Jaszczurze noc spędzamy na Przełęczy Woliborskiej. W nocy jest ujemnie i będzie nas trochę telepać... ale niedziela jest już piękna i ruszamy na Dzikowiec i Szpiczak, czyli w moje ukochane GÓRY KAMIENNE. 
Tutaj kończą się wpisy... nie uda mi się zrobić już żadnego więcej do końca roku.Blog mi umiera. Wiem, wiem, piszę to już n-ty raz... ale naprawdę to smutne... nie mam motywacji go utrzymywać, nie mogę zmobilizować się do pisania, mimo że chciałbym go mieć jako pamiętnik... Chyba trochę się wypaliłem. Liczę jeszcze na jakieś "jak feniks z popiołów", ale czy będzie mi to dane, czas pokaże. 

Kiwon oficjalnie

"My heart is like open highway" - ale koniecznie przez las, koniecznie przez las

I znowu Główny Świętokrzyski - tym razem w barawch jesieni


Październik to także początek mojej nowej lotniczej przygody. 
Mega wielkie wyzwanie dla mnie: inna branża, nowe dwa zespoły, budowanie wszystkiego - może nie od zera - ale od początku. To dla mnie chyba największe przedsięwzięcie tego roku. No i symbolika, symbolika, symbolika. Niesamowita klamra kompozycyjna, będąca zupełnym przypadkiem, ale w mojej głowie wspaniałym znakiem a nie czystą koincydencją. Pewne pewne deja vu wjeżdża na pełnej... pamiętam jak zacząłem poprzednią robotę, także w październiku (2017).
Dopiero poznawałem ludzi, pierwsze rozmowy na jakieś kawie takie o wszystkim i o niczym... a tu przytrafił się nam JASZCZUR - ŚCIEŻKA MUFLONA, gdzie omal nie zamarzliśmy na Śnieżniku, dzień i noc w warunkach dla konesera bo najpierw deszcz, potem śnieg, zjazd na tyłku jakaś "płynącą" strumieniem górską ścianą, mgła... ogólnie hardcore'owa noc w lesie. No a wszyscy rozmawiają o weekendzie: ten programował jakaś płytkę, inny pisał jakaś własną aplikację, trzeci coś tam konfigurował... pytają: "A Ty?". A ja widzę przed oczami co odwalaliśmy... i mówię: "Nic szczególnego, na spacerze z Żoną byłem". Przecież Im nie powiem, że 16h w błocie i deszczu, za wcześniej trochę na to chyba...
No i rok 2025... wróciłem właśnie z JASZCZUR I SOWA. Znowu noc w lesie, a było już ujemnie - przynajmniej nie padało. Niemniej wejście w podziemia Ludwikowic Kłodzkich, jakimś kanałem odpływowym, chodzenie nocą po wąwozach, skałach i ruinach... mówię "Nic szczególnego, na spacerze z Żoną byłem"
Nie da się cofnąć pierwszego wrażenia, więc może nie będę opowiadał cośmy odwalali. 
Jeszcze dedykacja dla ołowianych żołnierzyków - 8 lat na dobre i złe ... 8 lat budowy, a potrafiliście to wszystko zaorać w rok. Każde słowo tej piosenki, po prostu każde słowo tej piosenki ---> DLA WAS Z DEDYKACJĄ.
Tak więc, pożegnanie level Denethor : "Go now and die in what way seems best to you"

Zrozumieją co robiliśmy przez weekend...? :)

Może lepiej nie ryzykować... 


LISTOPAD...

Rodzinna katastrofa listopadowa spada na nas jak grom z jasnego nieba. Ten miesiąc mógłby nie istnieć, proszę wykasować ten fragment lub nigdy więcej go nie puszczać. Blog wyprawowy to nie jest może miejsce na opis sytuacji rodzinnej, ale nic nie dzieje się w próżni. Życie dookoła wpływa na nasze możliwości odbywania kolejnych wypraw.... a jak śledzicie FB Basi i znacie nas trochę, to sami wiecie, że jak jest długi weekend, a tam ani jednego zdjęcia z gór czy z lasów... to znaczy, że coś się porządnie wywaliło.
Tak jak powiedział Yoda "taka jest kolej rzeczy i działanie mocy". Odpalamy protokół "damage control", ale możemy tylko łagodzić skutki sytuacji, nie możemy jej zapobiec. Nie mamy takiej mocy sprawczej - nikt nie ma. Mimo że ograniczamy skutki na tyle ile to realnie możliwe, to wiele rzeczy stanie pod znakiem zapytania i to na czas bliżej nieokreślony. To nie jest sprint, to maraton. Nie wiemy zatem czy uda nam się zrobić rajd w 2026 roku...  :(
Wyrywamy każdą wolną chwilę aby gdzieś pojechać, acz kosztuje nas to czasem niesamowite kombinacje czasowe. Wschód słońca w Pieninach aby o 17:00 być już z powrotem w Krakowie. Przecież normalnie o 22:00 to bylibyśmy jeszcze gdzieś w lesie. Wyrywamy każdy możliwy moment.
Zbiega się to także z moim drugim miesiącem w nowej robocie. Powinien być dyspozycyjny, wdrażać się, a najbardziej przydałoby mi się ...wziąć miesięczny urlop aby wszystko jakoś poukładać. I w takim modelu dobijemy sobie do końca roku... z trudem ale dobijemy.... i wtedy przyjdzie Święto 3 Króli 2026. Kontrolowana katastrofa stanie się katastrofą niekontrolowaną ("Abandon selecting targets. Shoot everything. All targets are now free... We've lost control... No exceptions. Repeat: no exceptions").
Ale to już inna historia, która dopiero się pisze.... która być może nigdy na bloga nie trafi, jeśli ten ostatecznie umrze. Na dzień dzisiejszy - nie wiem.. .  
Zachód słońca w Gorcach...

Noc w górach - widok z wieży na Gorcu

Wschód słońca w górach

Urodzinowe góry :)

W drodze na Babią przez Małą Babią w listopadzie - warun gorszy niż niejedną zimą

Mega ciężki warun... jak cały listopad

Po tym zdjęciu czuć że wieje, chyba sami przyznacie

Torowanie granicy od Mędralowej do Babiej Góry - tzw. kopanie się... z górą


Postanawiamy jednak, że cokolwiek by się nie działo, to chcemy zrobić CZARNĄ OWCĘ 2026. Nieważne ile będzie nas to kosztować, nieważne jak ciężko będzie. Czy deklaracja ta wytrzyma konfrontację z rzeczywistością? Nie wiemy... ale taki jest plan. Wiemy bowiem, że jeśli nie zrobimy jej teraz... to raczej już do tego nie wrócimy. Znamy ten mechanizm aż za dobrze... 
Zapytacie pewnie "gdzie jest grudzień?"... grudnia to w zasadzie nie pamiętamy, mimo że udało się w tym okresie złapać kilka prześlicznych wschodów słońca i inwersji. Zniknął wśród obowiązków rodzinnych i tak jak to napisała Basia - łapaniem każdej chwilę:
"Zatroskany w nurcie różnych ważnych spraw
wynajduję w kalendarzu parę wolnych dat
i zataczam myślą - drogi mojej kres - co mnie wiedzie w ukochane góry
tam gdzie był i jest:
TEN MÓJ DRUGI, RODZINNY, WŁASNY DOM
zbudowałem go przed laty wyobraźnią swą
powędruje beskidzim pasem gór
by odnaleźć swoją młodość zostawioną tu..."
(całość TUTAJ)

Grudzień na jednym obrazku


"Die Sonne scheint mir aus den Handen, kann verbrennen, kann euch blenden..." - niesamowicie ten tekst tu pasuje !!!Szkodnik casts FIREBALLS :D

Gdzieś między Radziejową i Przehybą

A na koniec jeszcze kilka zdjęć z wycieczek, które (w większości) na bloga nie trafiły. Zabrakło czasu, zabrakło chęci... wpisów zatem nie ma. 

W poszukiwaniu tetrapoda:

"Buckle up and hit the gas
KICK UP DUST AND KICK SOME ASS..."
(całość TUTAJ)

Wozimy się Wielkim Wozem po górach !!!

Szkodnik PLACZLIWY :)

"Nothing's ever as we expect
They keep asking me where I go next
All we're chasing is the sunset..."
(całość TUTAJ)
"...if there is moment when it is perfect, we'll carve our names as the sun goes down" (jak my kochamy zachody słońca)

Niezmiennie, niezmiennie - UPHILL BATTLE 



Kategoria SFA, Wycieczka


komentarze
Nie ma jeszcze komentarzy. Komentuj

Imię: Zaloguj się · Zarejestruj się!

Wpisz trzy pierwsze znaki ze słowa zyzyc
Można używać znaczników: [b][/b] i [url=][/url]